Autor: administacja

  • Wspieram WOŚP na 1 urodziny Mani – ruszamy!

    Ruszamy pełną parą!

    Przypominamy aby wziąć udział w naszej akcji wystarczy:

    1. wesprzeć finansowo WOŚP – puszka, sms, licytacja – te już się rozpoczęły
    2. zamieścić zdjęcie z nazwą naszej akcji na portalach społecznościowych – oznaczyć #wosp i #maniaija

    Do dzieła!

    Bieżące informacje na wydarzeniu

  • Moje dziecko „nie chce”

    Ile razy spotkałam się z tym stwierdzeniem. Czy to w rozmowach bezpośrednich z rodzicami czy czytając dyskusje na forach i grupach rodzicielskich. Oczywiście zdanie to kończyło się różnie „Moje dziecko nie ce…” jeść, spać, rozbić siku na nocnik, sprzątać pokoju, słuchać mnie, założyć ciepłej kurtki, oddać smoczka i co tam jeszcze dusza zapragnie. Wiem, że takie sytuacje są trudne i frustrujące dla rodzica. Bo przecież chcemy dla naszego dziecka jak najlepiej, wiem czego potrzebuje i jak powinniśmy o nie zadbać. Rodzi się więc pytanie dlaczego dzieci „nie chcą” tego lub tamtego.

    Oczywiście pomijając przyczyny medyczne większość z tych problemów będzie miało z pewnością podobne podłoże, a z już na pewno metody rozwiązania tych trudnych sytuacji mogą być bardzo zbliżone.

    Rodzice, którzy wielokrotnie próbowali namówić swoje dzieci do zmiany zdania wiedzą, że nie jest to łatwe. A większość z nich twierdzi, że ich pociechy są uparte. I choć jest duże prawdopodobieństwo, że dzieci, które „nie chcą” mają silne charaktery to daleka byłabym od stwierdzenia, że upierają się dla samej przyjemności „stawania okoniem”. Zwłaszcza małe dzieci, nie są zdolne do takiego patrzenia na świat. Nie robią nam na złość, chcą jedynie nam coś zakomunikować. Tylko co?

    Ja widzę dwa kroki do rozwiązania problemu dziecko „nie chce”. Pierwszy dowiedzieć się dlaczego, drugi przekonać do naszej racji lub odpuścić.

    Dlaczego „nie chce”? Kiedy rozmawiają z rodzicami mającymi ten problem proponuje zapytać dziecko dlaczego czegoś „nie chce”, wszyscy rodzice stwierdzają, że przecież robili to sto razy. I ja im wierzę. Tylko pytanie brzmi: kiedy i jak o to pytali? Bo jeśli pytasz 100 razy w tej samej sytuacji i nie otrzymasz odpowiedzi, to 101 też się nie uda. Proponuję zawsze zmianę momentu rozmowy i scenerii. Bo jeśli dziecko nie chce jeść, a my z bezsilnością przy jedzeniu pytamy „dlaczego?” to na dwieście procent albo nic nam nie powie, albo będzie to coś na doczepnego. Kiedyś w przedszkolu miałam chłopca, który po ponad roku uczęszczania nadal w szatni płakał, a zaraz po wyjściu rodziców się rozweselał. Rodzice oczywiście dopytywali, dlaczego płacze, przecież wrócą, kochają, itp. Nigdy nic nie powiedział, tylko się wtulał mocniej i czasami czekał na coś słodkiego. Któregoś dnia już po wyjściu rodziców, kiedy się dobrze bawiliśmy zapytałam chłopca dlaczego płacze w szatni. Odpowiedź była prosta „Bo jak to przy mamie trochę nie popłakać”. Wydawało mu się, że mama tego od niego oczekuje i być może podświadomie tak było. W każdym razie otworzył się dopiero kiedy sytuacja rannego zostawania już była za nim, kiedy był swobodny i dobrze się czuł. I właśnie tak trzeba spróbować. Porozmawiać z dzieckiem nienachalnie, trochę mimochodem, w trakcie zabawy, kiedy dobrze się czuje. Może nawet czasami poza domem? Kiedy emocje są pozytywne i dobrze się razem czujemy. To daje możliwość swobody i większej otwartości. Ze starszym dzieckiem możemy wyjść coś zjeść, pokazać, że traktujemy je poważnie, szanujemy. Oczywiście problemu jest z tymi dziećmi, które jeszcze nie mówią, ale o tym później.

    Kiedy już wiemy dlaczego „nie chce” warto zastanawiać się co dalej z tym fantem zrobić. Mamy dwa wyjścia, albo próbować dziecko przekonać do naszych racji albo ustąpić. Czasami powód „nie chcenia” może wydać się nam tak banalny, że aż prosi się o zignorowanie. Jednak takie postępowanie tylko oddali nas od dziecka i pokaże, że nie szanujemy jego odczuć i przekonań. Czasami więc warto zastanowić się czy nie opuścić. Może ta sprawa nie jest dla nas tak ważna, a dla dziecka z kolei bardzo ważna. To pokaże nasz szacunek.

    Czasami może okazać się, że dziecko czego „nie chce” bo coś mu się wydaje. Że jest mniej kochana, że go zmuszamy, że nie jest jeszcze gotowe, że jest już gotowe na coś nowego, że nie ma prawa decydować o sobie. W takich sytuacjach dobra rozmowa powinna rozwiązać problemy. Nasze zapewnienia i różne drogi rozwiązań powinny zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa i odpowiedzialności za samego siebie. A chcą tego już nawet maluchy.

    Wspomniany problem „nie jestem jeszcze gotowy” lub „jestem już gotowy” często leży też w nas rodzicach. Wydaje nam się, że dziecko już powinno coś opanować, a ono jeszcze „nie chce” albo z kolei już „nie chce” bo czuje, że jest gotowe na następny krok, a my się jeszcze obawiamy. Tu musimy najpierw przekonać samych siebie co jest prawdą, a co nam się wydaje. Tak jest z siedzeniem Marianki. Jak się ją posadzi to teoretycznie siedzi, dopóki się nie zorientuje, że to robi. A później albo pada, albo próbuje się oprzeć. I choć nam się wydaje, że ona „nie chce” wiem, że jeszcze coś jej przeszkadza. Być może jest to Jej jakieś przekonanie, strach? Trudno stwierdzić, możemy tylko zgadywać. Z kolei my jesteśmy przekonani, że skoro ma problem z siedzeniem, nie mówiąc już o samodzielnym siadaniu to nie powinna brać się za stanie i chodzenie. Marianka udowadnia nam, że to nie prawda. Pokazuje, że dla Niej jest to łatwiejsze z Jej funkcjonowaniem mięśni i koniec. Można ją przewiązać do podłogi, a i tak będzie szukała i próbowała jak tu wstać. Z maluchami czasami trzeba po prostu na wyczucie.

    Zanim stwierdzimy kategorycznie, że nasze dziecko czegoś „nie chce”. Spokojnie zastanówmy się dlaczego i jak możemy dojść do konsensu. Zróbmy to w chwili wolnej od negatywnych emocji. Wspólnie postarajmy się znaleźć rozwiązanie.

  • Koniec czy początek?

    Kończy się kolejny rok. Jesteśmy o rok starsi, może mądrzejsi? Z pewnością bogatsi o nowe doświadczenia, przeżycia. Często w okresie prze Sylwestrem dokonujemy podsumowań, wyciągamy wnioski, zastanawiamy się nad postanowieniami noworocznymi. Ale tak naprawdę to nie koniec roku powinien nas do tego skłaniać, tylko początek.

    Ja uwielbiam początki i choć często najpierw przerażają mnie nowości, to po chwili bardzo się z nich cieszę. Wychodzę z założenia, że nowe nie jest ani gorsza, a ni lepsze od starego. Jest po postu inne. Daje to ogromne możliwości, które tylko my możemy wykorzystać. Tak też jest z rodzicielstwem. Kiedy nadchodzi z początku może przerażać, ale to nasze nastawienie sprawi jak będzie wyglądało naprawdę. Bo zmęczenie kiedyś minie, w końcu prześpimy całą noc, przyjdzie dzień kiedy to dzieci będą pomagały nam w obowiązkach. Czy jest więc sens skupiać się na tym co i tak minie, na tym co męczy i drażni? I piszę to ja, która dziś jest przeziębiona, a Marianka która jest już zdrowa i pełna energii, dała mi w kość. Wiem jednak, że za kilka dni będę zdrowa i będzie łatwiej. Od dawana zachęcam abyśmy czerpali radość z bycia rodzicami naszych dzieci. Bo nie mamy innych. To właśnie te są nasze, my je wychowujemy i my dajemy im drogowskazy i mapę wartości na dorosłe życie.

    Nowe daje nam możliwości rozwoju. Dlaczego często każde nowe szkolenie czy przeczytaną książkę traktujemy jako rozwój osobisty, a nie traktujemy tak rodzicielstwa. Przecież będąc rodzicem musimy bardzo, ale to bardzo zmierzyć się z naszymi największymi słabościami i problemami. Jeśli mamy problem z cierpliwością to z pewnością dzieci dostarczą nam wiele momentów do jej ćwiczenia. Jeśli jesteśmy nerwowi, mało komunikatywni, spóźnialscy to gwarantuję, że te cechy dzieciaki nam przećwiczą. Niech to będzie dla nas impuls do zmian i pracy nad sobą.

    Wykorzystajmy zatem ten koniec i początek roku do spojrzenia na swoje rodzicielstwo właśnie przez pryzmat rozwoju i szansy dla siebie. Dziękujmy naszym dzieciom, że dają nam możliwości ćwiczenia własnych słabości. Nie skupiajmy się na tych trudniejszych chwilach, przeżyjmy je i idźmy dalej. Nie bądźmy perfekcyjni, ale optymistycznie podchodźmy do życia i naszego rodzicielstwa, a z pewnością nasza radość z bycia rodzicem będzie jeszcze większa. Czego Wam i sobie życzę w tym nadchodzącym roku.

  • Musisz być idealną matką i mieć idealne dziecko czyli nie ma jak rodzinka

    Święta zbliżają się ku końcowi, a niektóre z nas pewnie mają już ich dość. No może nie do końca Świąt, ale spotkań z „wspaniałymi i zatroskanymi” ciotkami, kuzynkami i pociotkami.

    A miało być tak pięknie. Świąteczna atmosfera, spotkania w gronie najbliższych… cud, miód i orzeszki. A tu okazuje się, że wszyscy dookoła wiedzą lepiej jak wychować twoje dziecko. Najpierw niewinne pytania: Jeszcze nie raczkuje? Samo nie siedzi? Nie je stałych pokarmów? A gluten już wprowadziłaś? A jajko? Nie karmisz piersią? Jak to słoiczki? Pozwalasz jeść rękoma? Nie umie zrobić pa, pa? Nadal w pampersie? Nie mówi pełnymi zdaniami? I milion innych możliwych. A zaraz potem każdy ma złotą radę, która rozwiąże twój problem. Chociaż z pewnością do tej pory nawet nie wiedziałaś, że masz problem. A z każdą radą albo czujesz się coraz gorszą matką, albo masz ochotę wszystkich rozszarpać.

    Po pierwsze nie czuj się złą mamą. To ty wiesz najlepiej jak się zająć swoim dzieckiem, ty je wychowujesz. A jeżeli rzeczywiście widzisz jakiś problem to szukasz pomocy. Jeśli o nią nie prosiłaś, to albo od razu podziękuj za rady, albo olej – wpuść jednym uchem, a wypuść drugim. A jeśli masz ochotę na rzucanie mięsem to daruj sobie. Przecież są święta. Zrób sobie prezent, pomyśl, że wszystkim tym osobom tak bardzo zależy na Tobie i twoim dziecku, że się martwią i są nadopiekuńcze. Podziękuj i zrób to co w pierwszym przypadku.

    Pamiętaj, każde dziecko jest inne i to rodzice wiedzą najlepiej kiedy potrzebują pomocy. Oczywiście czasami zdarza się najlepszym nie dostrzec problemu dlatego zawsze warto wysłuchać podpowiedzi innych, ale nie mogą się one stać wyrocznią. Popatrzmy z DYSTANSU na sprawę i obiektywnie oceńmy czy życzliwi mają rację, czy po prostu są nadgorliwi. I w razie czego wtedy szukamy pomocy. Czasami niektórzy po prostu chcą się wykazać.

    Ja też nie jeden raz usłyszałam dobre rady o cioć i krewnych. Niestety, a może na szczęście, nikt z nich nie wychowywał wcześniaka i nie wiedział z jakimi problemami się borykamy. Dla nich wszystko wydawało się proste i czarno – białe. Ale wychowanie dzieci ma wiele odcieni i my rodzice znamy barwy naszych pociech najlepiej.

    Nie dajmy się zwariować. Nie dajmy sobie popsuć świąt. Cieszmy się rodzinną atmosferą i byciem razem z naszymi dziećmi. Czerpmy radość z bycia rodzicem w Święta.

  • Wigilia to marzenie dzieci…

    Z pewnością wielu z Was zasiądzie dziś przy wigilijnym stole, tak jak ja, lub 6 stycznia tak jak wielu moich przyjaciół i część rodziny. Będzie opłatek, być może modlitwa, życzenia, potrawy, może nawet kolędy… i prezenty. Dla mnie przez wiele lat Święta Bożego Narodzenia rozpoczynał koncert charytatywny „Wigilia to marzenie dzieci” organizowany przez Chór Akademicki UwB i Komendę Hufca Białystok. Zwieńczeniem koncertu, z którego dochód jest przeznaczany na Dom Dziecka rokrocznie jest występ Chóru. Kolędy płynął zarówno ze strony chórzystów jak i widowni, która chętnie śpiewa razem artystami. I choć repertuar zienia się nieznacznie zawsze z taką samą niecierpliwością czekam na występ. W tym roku nie udało się wspólnie z Manią wybrać na koncert, ale za rok… W tym roku niech mi i Wam wystarczy tekst jednego z utworów śpiewanych przez Chór, a który zawsze powoduje, że łezka mi się kręci w oku. Niestety nie znalazłam autora, choć wiem, że z pewnością pani Basia Wachowicz go zna, gdyż utwór ten był wykorzystany w Jej widowisku „Wigilie Polskie”.

    Wigilia to marzenie dzieci

    Choinka, bombki, srebrne wąsy.

    I gwiazda, która zawsze świeci

    Nad każdym domem, każdej nocy.

    Wigilia to jest zamyślenie

    Co wszystkich łączy i co boli.

    Wigilia to jest przypomnienie

    O naszej zwykłej ludzkiej doli.

    Wigilia to oczekiwanie,

    Że nieznajomy ktoś nadejdzie.

    I pod naszymi drzwiami stanie

    Gdy nad miastami gwiazda wzejdzie.

    Wigilia to jest skrzyżowanie

    Dróg rozdzielonych życiem ludzi.

    To wspólne matki ukochanie,

    Gdy synów swych ze snu budzi.

    Wigilia to samotne myśli

    O jutrze, które już nadchodzi.

    Nad ziemią pędzą wielkie wichry

    A w małej szopce światło wschodzi.

  • ***** (świątecznie)

    wchodzę do domu

    od progu coś czuję

    w powietrzu unosi się

    znajomy zapach

    z kuchni dochodzi

    znajomy hałas

    mama robi makowiec

    w dużym pokoju

    trwa bitwa

    to siostra walczy

    z kotem

    o złoty łańcuch

    uparta kotka twierdzi,

    że znacznie lepiej

    wygląda na niej

    niż na zielonym

    drzewku

    tata z uporem

    próbuje rozplątać lampki

    w które co rusz

    wpada siostra lub kotka

    w tle tego

    zgiełku i rumoru

    słychać ciche pieśni

    kocham ten zapach

    kocham ten hałas

    kocham święta

    Kocham przyjście Jezusa

    na świat

    12 XII 2001 r.

  • Mój prywatny „top books” dla dzieci i młodzieży

    Obiecałam Wam zestawienie moich ulubionych autorów i ich książek dla dzieci i młodzieży. Jest to zestawienie subiektywne, ale postaram się je uargumentować.

    Poezja dla dzieci

    Jest wielu autorów, których bardzo lubię. Ale dla mnie król jest jeden

    Jan Brzechwa – cudowne, rymowane wiersze opisujące proste rzeczy, często przyrodę i świat dziecięcy. Wiele z tych wierszy pamiętam jeszcze z czasów kiedy byłam mała i czytała mi je mama. Są tak skonstruowane, że bez problemu po latach cytuję je w całości lub w większych fragmentach. Moja Marianka uwielbia „Na straganie”

    Proza dla dzieci

    1) Alan Alexander Milne – kocham miłością bezbrzeżną Jego bohaterów. „Kubuś Puchatek” i „Chatka Puchatka” to pierwsze książki jakie przeczytałam Mariance jeszcze w inkubatorze. Bohaterowie, z których każdy jest tak bardzo inny, pozwalają pokochać się od pierwszych kartek książki. Każdy może zidentyfikować się z malutkim, wystraszonym ale tak naprawdę dzielnym Prosiaczkiem, pracowitym Królikiem, melancholijnym Kłapouchym, rozbrykanym Tygryskiem, wszystko wiedzącym Sową, kochającymi się Maleństwem i Kangurzycą czy wreszcie misiem o bardzo małym rozumku, który ma w sobie rozbrajającą prawdę.

    Polecam też wszelkie opowiadania o Kubusiu Puchatku Disney`a, który uzyskała od rodziny Milne prawa autorskie. Wszystko pozostaje w oparciu o atmosferę oryginału.

    PS: Marianka urodziła się w Dniu Kubusia Puchatka – to chyba przeznaczenie 😉

    2) Grzegorz Kasdepke – współczesny, polski autor, którego bardzo podziwiam. Ma na swoim koncie bardzo wiele książek dla dzieci. Dotyka często bardzo trudnych wydawałoby się tematów takich jak uczucia, prawa dziecka, bezpieczeństwie, savoir-vivre, czy emocje. Robi to w sposób przystępny nawet przedszkolakom. Dorośli czytający jego książki swoim pociechom odnajdą w nich wiele humoru i sytuacji z życia codziennego rodziny. Wielkim autem tego autora jest to, że wiele z książek pisała z myślą o swoim synu lub wręcz opierając się na przeżyciach swoich jako taty.

    3) Renata Piątkowska – która stworzyła książki z myślą o przedszkolakach i uczniach młodszych klas szkoły podstawowej. Jej „ Opowiadania dla przedszkolaków” i „Nie ma nudnych dni” pokazują świat oczyma dziecka. To z czym się zmagają i jak rozwiązują swoje problemy. Dzieci mogą się zidentyfikować, a dorośli zajrzeć trochę do dziecięcego świata.

    4) Rene Goscinny i Jean – Jacques Sempe – być może nie poleciłabym serii o Mikołajku najmłodszym dzieciom, ale tym już nieco starszym jak najbardziej. Przygody chłopca, który ciągle wpada w jakieś kłopoty lub przeżywa niestworzone przygody z pewnością przyciągnął nie tylko małych mężczyzn, ale i dziewczynki. Po mimo iż historia rozgrywa się w innej rzeczywistości czasowej to wiele poruszanych problemów dotyczy również dzisiejszych dzieci. Jeżeli zdecydujecie się czytać na głos dzieciom przygody Mikołajka, warto zwrócić uwagę na niektóre określenia, które mogą wydać się nieco obraźliwe, jak np. „gruby”. Można albo dziecku wytłumaczyć, że nie jest to określenie przyjemne dla innych, albo zamienić je na „duży”. Nie zmieni to sensu całej historii.

    Proza dla młodzieży

    Znajdziecie tu zarówno autorów, których czytali jeszcze nasi rodzice, jak i tych, którzy tworzą obecnie.

    1) Małgorzata Musierowicz – po raz pierwszy przeczytałam Jej książkę jakieś 22 lata temu i poległam. „Jeżycjada” to seria w tej chwili już 21 książek opowiadających historie rodziny Borejków, ich przyjaciół i znajomych. I choć poznajemy ich w latach 70-tych to we wspomnieniach możemy się cofnąć do lat powojennych. Kilka pokoleń wzrasta na naszych oczach, a to jeszcze nie koniec, bo historia nadal się toczy. Kiedy sięgam po nowy tom, to jakbym czytała list od starych znajomych, których dawno nie widziałam.

    Autorka napisała też kilka innych interesujących książek wartych przeczytania.

    2) Kornel Makuszyński – autor, który zaciekawi zarówno chłopców jak i dziewczyny. Urocza „Awantura o Basię” czy tajemniczy „Szatan z siódmej klasy” to klasyka literatury dla trochę starszych dzieci. Książki czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. Są wciągające i niosące za sobą przesłanie dla młodych czytelników.

    3) Lucy Maud Momtgomery – no dobrze, „Ania z Zielonego Wzgórza” i jej dalsze losy to książka typowo dziewczęca. Być może dzisiejszym dziewczętom wydać się zbyt archaiczna, ale wystarczy odrzucić realia czasów i okaże się, ze wszystko jest tak jak dziś. Miłość, przyjaźń, dojrzewanie i starzenie się oraz pragnienie bycia sobą.

    4) Adam Bahdaj – to z kolei autor, którzy przypadnie z pewnością do gustu chłopakom. Często nawiązuje w swoich książkach do przygód chłopców z podwórka. Na podstawie jego twórczości powstało w latach 70-tych wiele ekranizacji i seriali telewizyjnych jak choćby „Stawiam na Tolka Banana” czy „Podróż za jeden uśmiech”

    5) Joanne K. Rowling – tej pani chyba nikomu nie muszę przedstawiać, a z pewnością głównego bohatera Jej powieści Harrego Pottera. I choć książki budziły swego czasu wiele kontrowersji to dotykają wielu uniwersalnych tematów. Magia występuje w wielu bajkach i baśniach, a tak naprawdę w tych książkach nie jest głównym tematem. Opowiadają o przyjaźni, miłości, dojrzewaniu, samotności, o walce dobra ze złem. Oswajają z dorosłością i podejmowaniem trudnych decyzji. Pokazują, że nie zawsze dzieje się tak jakbyśmy chcieli ale ostatecznie to my walczymy o naszą przyszłość.

    6) Hanna Ożogowska – jej książki to opowieści o młodzieży i jej problemach na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Ale tak jak w przypadku pozostałych autorów to nie czasy determinują postępowanie bohaterów ale ich charaktery i osobowości. Książki napisane z wielkim humorem i dystansem do świata.

    7) Anna Brashares – to autorka amerykańska, która napisała serię książek „Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów”. Powieści typowo dla nastoletnich dziewczyn, skupiające się na temacie przyjaźni i dojrzewania. Porusza wiele spraw ważnych i trudnych dla dzisiejszej młodzieży, takich jak: rozwód, śmierć rodzica, dużo młodsze rodzeństwo, wybór studiów, relacje damsko – męskie.

    Jak dla mnie brakuje tu jeszcze autorów piszących w gatunku fantasy, ale to innym razem 🙂 Miłego czytania

  • 1 urodzinki Marianki

    Tak jak zapowiadałam w ostatnim tekście, zapraszamy na wydarzenie

    „Wspieram WOŚP na 1 urodziny Marianki”

  • Dziękuję panie Jurku, czyli wiedza i umiejętności nie zawsze wystarczają aby czynić cuda

    Kiedy kilka dni temu byliśmy na wizycie kontrolnej u neonatologa, pani doktor była zachwycona postępami Marianki. Wie, o czym mówi, ponieważ była jedną z lekarek zajmujących się Manią od pierwszego dnia życia. Jedno zdanie, które usłyszałam podczas tej wizyty zostanie mi w pamięci na zawsze: „Popatrzcie państwo, jak wspaniała dziewczynka. A mało kto dawał Jej szanse.” Nie wiedziałam o tym… Zdawałam sobie sprawę, że Jej stan był poważny zaraz po urodzeniu. Ale, nie wiedziałam, że nie dawano Mariance szans na przeżycie. A jednak żyje, ma się dobrze i za chwilę kończy 11 miesięcy. Może jeszcze nie wszystko potrafi, może potrzebuje więcej czasu niż Jej rówieśnicy na opanowanie pewnych umiejętności, ale radzi sobie wspaniale. Wiem, że oprócz tego, że Mania jest silną dziewczynką, że Pan Bóg nad Nią czuwał i wysłuchała naszych modlitw… to gdyby nie cudowni lekarze, pielęgniarki, położne… nie byłoby Jej z nami. Jest jeszcze coś, bez czego nie udałoby się uratować życia Marianki. To sprzęt medyczny z czerwonym serduszkiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

    Nawet najlepszy specjalista, najbardziej zaangażowany i wyedukowany często nie jest w stanie pomóc bez narzędzi. A w naszych szpitalach serduszka WOŚP pojawiają się bardzo często. Czy nie ma innego sprzętu, może ktoś zapytać? Jest, ale często nie jest on nowoczesny lub jest go za mało. Na przykład urządzenie „n-cepap”, które umożliwia, pomaga dziecku oddychanie bez potrzeby intubowania. Na naszym oddziale były tylko takie z serduszkami. Pozwalają monitorować oddech dziecka, ustawiać odpowiednie parametry, zwiększać lub zmniejszać ilość podawanego tlenu. Dzięki nim dzieci szybciej uczą się samodzielnie oddychać, a samo urządzenie nie uszkadza pęcherzyków płucnych (jak np. respirator). Takich przykładów mogłabym mnożyć. Choćby program badania słuchu u noworodków, który umożliwia wczesne wykrycie wad słuchu.

    Ja od zawsze wspierałam WOŚP finansowo. Co roku wrzucałam pieniądze do puszki, wysyłałam sms. Kiedyś z drużyną byliśmy wolontariuszami, a nawet raz pokusiłam się i zorganizowałam harcerski sztab WOŚP w moim mieście. Zawsze też z sympatią myślałam o panu Jurku Owsiaku, który jest sprawcą całego takiego zamieszania. W zeszłym roku oglądałam Finał, głaszcząc przez brzuch Manię i modląc się aby nie musiała korzystać ze sprzętu Fundacji WOŚP (oprócz badania słuchu). Całą rodzinę namawiałam do wsparcia akcji. A tydzień później… Marianka już korzystała ze sprzętu z serduszkami.

    Nie chcę wdawać się w polemikę z przeciwnikami pana Jurka. Wiem jedno, że gdyby nie On i ludzie pracujący w Fundacji, lekarzom najprawdopodobniej mogłoby się nie udać uratować Marianki lub mogłaby by wyjść ze szpitala o wiele później i dużo gorszym stanie. Nikt mnie nie przekona, że aby działało tak wielkie przedsięwzięcie wystarczą tylko wolontariusze. A jestem instruktorką największej organizacji młodzieżowej w Polsce, pracującej głównie w oparciu o wolontariuszy. To całoroczna, codzienna praca związana z rozliczaniem akcji, przeprowadzaniem przetargów, zbieraniem zapotrzebowania, organizacją kolejnych finałów, kontaktem z lekarzami, pacjentami. Gdyby tak wielkimi przedsięwzięciami mieli się zajmować tylko Ci, którzy nie muszą pracować, myślę, że dobroczynność w Polsce wyglądałaby zupełnie inaczej.

    Nie będę namawiała przeciwników pana Jurka i Fundacji do tego aby podpisywali deklarację, że ani oni ani ich rodziny nie będą korzystali ze sprzętu zakupionego z funduszy zebranych w ramach kolejnych Finałów. Bo nikomu nie życzę źle. Zwłaszcza jeśli chodzi o sprzęt neonatologiczny. Ale uwierzcie mi, że sposób patrzenia na świat rzeczywiście zmienia się z perspektywy wpatrywania się w inkubator…

    Ale dość smutnych rzeczy. Za miesiąc Mariaka kończy roczek. I w związku z tym chcemy to uczcić i jednocześnie podziękować panu Jurkowi, Fundacji i tysiącom wolontariuszy. Zaczynamy akcję „Wspieram WOŚP na 1 urodziny Mani”. Chcemy zachęcić aby nasi znajomi i nieznajomi zamiast składać życzenia Mariance w Jej imieniu wsparli finansowo Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Akcja zaczyna się 18 grudnia (miesiąc przed urodzinami), a kończy się 31 stycznia. Będziemy prosili aby jej uczestnicy: 1) wrzucili pieniądze do puszki na Finale, wysłali sms, dokonali wpłaty na konto, wzięli udział w licytacjach… wsparli finansowo WOŚP, 2) wstawili na portalach społecznościowych swoje zdjęcie z wypisaną na kartce nazwą akcji oraz oznaczeniem #WOSP i #maniaija

    To taki nasz pomysł na uczczenie pierwszych urodzin Marianki. Zachęcamy również Ciebie do udziału. Wydarzenie jest już na naszym FB

  • Czytanie książek dzieciom – po co, jakie, od kiedy zacząć i jak czytać?

    Kocham książki. To takie moje dziwactwo, ale książki są dla mnie jak dobrzy znajomi, do których lubię wracać. Jest masa książek, które czytałam po kilka razy. W domu mam ponad 1500 najróżniejszych pozycji. Dużo jest beletrystyki, popularno – naukowych, edukacyjnych, związanych z moją pracą trenera i wychowawcy oraz z racji zawodu książek dla dzieci. W pracy codziennie czytałam na głos moim podopiecznym swoje ulubione. Marżę o tym aby Marianka również pokochała czytanie.

    Między innymi dzięki akcji „Cała Polska czyta dzieciom” w wielu domach dzieci mają codzienny kontakt z książkami. Czytanie przed snem dla niektórych stało się swego rodzaju modą. Po prostu wypada czytać dziecku. I pomimo różnych intencji i pobudek najważniejsze, że dzieci mają możliwość od małego spotkać się z literaturą.

    Po co?” czytamy

    Każde świadome działanie jest skuteczniejsze. Przed wszystkim kontakt z literaturą od najmłodszych lat rozwija w dziecku wyobraźnię, kreatywność. Pozwala zatopić się w świat fantazji gdzie wszystko jest możliwe, a ogranicza nas jedynie nasz umysł. Dzieci, którym wcześnie czytano szybciej same próbują czytać, chętniej jako nastolatki czy dorośli sięgają po książki. Słuchanie głośnego czytania ćwiczy koncentrację, uwagę i pamięć, rozwija logiczne myślenie. Takie dzieci maja większy zasób słownictwa, a w przyszłości mniejsze problemy z ortografią. Kontakt z literaturą w znacznym stopniu wpływa na rozwój intelektualny dzieci, nie tylko zresztą ich 🙂 Czytanie przez rodzica buduje więź i wzmacnia relacje.

    Jakie książki wybierać

    Z pewnością dostosowane do wieku dzieci. Jeśli nie mamy swoich ulubionych autorów warto zajrzeć na stronę akcji „Całą Polska czyta dzieciom” na której można znaleźć rekomendację książek dla dzieci w danym wieku. Dzieci chętnie słuchają opowieści o swoich rówieśnikach, dzięki czemu łatwiej im jest wyobrazić siebie na ich miejscu. Warto również wybierać takie pozycje, które nie będą się wydawały nam nudne. Bo łatwo przekażemy nasze nastawienie dzieciom. Często maluchy mają swoje ulubione pozycje, które czytamy im codziennie. Możemy zaproponować, że np. co drugi lub trzeci dzień my zaproponujemy coś nowego, co może im się spodoba.

    W jednym z kolejnych wpisów znajdziecie zestawienie moich ulubionych autorów i ich książki.

    Od kiedy zacząć

    Od początku chciało by się rzec. Ale to tylko tak łatwo powiedzieć. Oczywiście jak najbardziej zachęcam przyszłe mamy do czytania na głos swoim dzieciom już w brzuchu. Maluszki poznają głos mamy i odbiorą pozytywne emocje. A po porodzie? Myślę, że wtedy kiedy maluch już nie przesypia większości dnia. Nie nastawiajmy się, że od razu będzie potrafił się skupić. Słuchać trzeba się nauczyć. Z pewnością mogą pomóc kolorowe obrazki. Możemy też zacząć od wspólnego oglądania książeczek i opowiadania dziecku co jest na obrazkach oraz od czytania na głos przed snem, kiedy maluch jest już w łóżeczku.

    Ja czytałam Mariance prawie od samego początku. To poprzez głos rozpoznawała mnie kiedy była w inkubatorze. Czytałam jej wtedy nawet kilka godzin dziennie. Kiedy wróciłyśmy do domu próbowałam kilka razy wrócić do tego, ale nie byłyśmy na to gotowe. Kiedy miała niecałe 9 miesięcy (5,5 skorygowane) zaczęłam jej czytać przed snem. Jaki czas temu zainteresowała się kartonowymi książeczkami z wierszykami i zaczęłyśmy podczas popołudniowej zabawy robić sobie przerwy na ich czytanie. Teraz je uwielbia. A prozę czytamy leżąc wspólnie w dużym łóżku przed drzemką lub kąpielą.

    Ale tak naprawdę można zacząć w każdym momencie. Jeśli wasze dziecko ma rok, trzy czy pięć lat to też jest dobry czas na start.

    Jak czytać

    Normalnie? Może wydać się głupie, ale na głos trzeba umieć czytać. Ja na przykład musiałam się tego nauczyć, bo zjadałam końcówki i dzieci mnie nie rozumiały. Jak czytamy sobie po cichu nasz mózg uprasza wiele rzeczy. Dlatego głośne czytanie wymaga wprawy. Jeśli macie wątpliwości jak Wam wyjdzie, spróbujcie sami sobie poczytać na głos.

    Czytając uwzględniajmy interpunkcję, bo to ona nadaje często znaczenie danym zdaniom. W ten sposób uczymy dziecko konstruowania zdań złożonych, tworzenia dłuższych wypowiedzi.

    Dzieci bardzo lubią kiedy posługujemy się intonacją. Zmieniamy głosy, raz czytamy wolniej, raz szybciej, ciszej, głośniej. To wszystko nadaje charakteru opowieści.

    Nie bójmy się czytać. Nawet jeśli nam na początku słabo idzie, dzieci o tym nie wiedzą. Dla nich i tak jesteśmy super, a czas wspólnie spędzony bezcenny. A z czasem będzie szło nam lepiej, sami poczujemy się z głośnym czytaniem dobrze. Będziemy mogli czerpać radość z czytania i bycia z dzieckiem.