Autor: administacja

  • Nie bój się! Nie będzie bolało! No, nie płacz!

    Byłam dziś na badaniach w laboratorium. Pojawiła się tam również mama z 3 – 3,5-letnią córeczką. Niby nic nadzwyczajnego, ale miałam okazję obserwować jedną z tych scen, które często można zobaczyć. Już na wstępie mama informowała wszystkich zainteresowanych, stojących w kolejce, że to pierwsze pobieranie krwi córeczce na „żywca”, i trzeba dzieci hartować i przyzwyczajać do wszystkiego. Potem chętnie dodała, że ona w sumie to boi się pobierania krwi, ale cóż dziecko to dziecko i musi doświadczać różnych rzeczy. Dodam, że córeczka cały czas stała obok mamy.
    Już wtedy zastanawiałam się, kiedy mała zacznie płakać, ale była dzielna. W następnym etapie mama przeniosła swoje zainteresowanie na dziewczynkę i rozpoczęła tyradę, że w sumie to się nie ma czego bać, nie będzie bolało, nie ma co płakać, przecież jest dużą dziewczynką i takie tam… Mała była dzielna aż do momentu wejścia do pomieszczenie gdzie pobiera się krew. Tuż przed progiem rozpłakała się, zaparła i nie chciała wchodzić. Nie widziałam, ale domyślam się po odgłosach, że pielęgniarka miała problem z pobraniem próbki, a po wyjściu dziewczynka płakała jeszcze głośniej. Co usłyszała od mamy? ” – nie płacz, przecież nie bolało aż tak, uspokój się”. Dziecko zaczęło się zanosić jeszcze bardziej, aż do momentu kiedy po prostu zwymiotowało….
    Czy można było oszczędzić tego doświadczenia dziewczynce? Moim zdaniem, tak. Jakich rad udzieliłabym tej mamie, przed następnym trudnym dla dziecka – pierwszym razem?
    Po pierwsze warto już w domu, wcześniej rozpocząć rozmowę z dzieckiem na temat tego co się wydarzy. Jeśli jest to dla dziecka coś nowego nie wie czego może się spodziewać. Nie zakłada, że spotka go coś złego. Kiedy rodzić zaczyna wypowiedz od słów „nie bój się” mały człowiek, który do tej pory być może był raczej zaciekawiony,  może pomyśleć, że jeśli mama mówi coś o strachu to może warto zacząć się bać? Warto wytłumaczyć co po kolei będzie się działo i dlaczego trzeba to zrobić (np. żeby sprawdzić, czy jesteś zdrowy). Kiedy dziecko zapyta czy to boli należy porównać ból, którego może się spodziewać do odczuć jakie już zna. Nie okłamujmy dzieci, że coś nie boli jeśli tak nie jest. Bo następnym razem, w ważnej sprawie nam nie uwierzą. Porównajmy ból do ukąszenia komara, ukłucia szpileczką czy igiełką. Powiedzmy też, że pani pielęgniarka zna się na swojej pracy i będzie bardzo delikatna.
    Po drugie pamiętajmy, że dzieci wszystko słyszą, nawet kiedy wydaje się nam, że nie słuchają. Kiedy rozmawiamy z innymi dorosłymi, dzieci wychwytują z takiej rozmowy bardzo wiele. Więc jeśli z innymi omawiamy coś co ma spotkać dziecko, a później zupełnie innych argumentów używamy w rozmowie z dzieckiem, ono szybko wywnioskuje, że coś jest nie tak.
    Po trzecie, każdy z nas ma prawo do własnych odczuć. Dzieci też. Jeśli coś je zabolała, mają prawo popłakać. Kiedy słyszą w takiej sytuacji od rodzica „nie płacz, przecież nie bolało”, dodatkowo robi im się przykro, że mama lub tata nie szanują ich odczuć, nie rozumieją. Przecież mnie to zabolało, więc dlaczego oni mówią, że nie bolało? Co warto wtedy powiedzieć? Uznać prawo dziecka do płaczu – „Rozumiem, że Cię bolało, ale i tak jestem z Ciebie dumny”, „Bolało? Ale może teraz już mniej? Jak myślisz?”. Warto dziecko w takich chwilach przytulić, ale też nie nadmiernie rozczulać się. Nie mówić, ze zła pani pielęgniarka skrzywdziła, albo inne takie. Po prostu być z dzieckiem.
    Właśnie takich rad udzieliłabym tej mamie, która z pewnością bardzo kocha swoją córkę i chciała dla niej jak najlepiej. Chciała dostarczyć jej nowych doświadczeń, budować charakter… Doceniam to, ale znając dziecięcą psychikę, wiem że można to wszystko osiągnąć w sposób łagodniejszy i łatwiejszy dla dziecka.

  • Święta – ale jakie?

    W zeszłym roku mogliście przeczytać mój wpis oraz obejrzeć filmik dotyczący prezentów. Były to odpowiedzi na pytania znajomych. Dla mnie jednak w tych najbliższych tygodniach przez zbliżającymi się Świętami jest zupełnie co innego.
    Bo warto w tym miejscu przypomnieć, że Święta Bożego Narodzenia mają kilka ważnych aspektów. Jeżeli obchodzisz te Święta to znaczy, że kultywujesz tradycje chrześcijańskie. W związku z tym nie obce Ci jest zapewne, że mają one aspekt religijno – duchowy, rodzinny i dopiero na samym końcu dopiero materialny. I tu się rodzi pytanie. Jak chcemy aby nasze dzieci rozumiały i przeżywały Boże Narodzenie? Czy te Święta mają kojarzyć się tylko i wyłącznie z prezentami i dobrym jedzeniem? Czy może chcielibyśmy przekazać im coś więcej?
    Jeśli chcecie dla swoich dzieci czegoś więcej to jest na to kilka sposobów.
    Przede wszystkim warto od najmłodszych lat włączać dzieci do przygotowań świątecznych. Wspólne wykonywanie ozdób na choinkę czy do dekoracji stołu wigilijnego, przygotowywanie własnoręcznie wykonanych upominków dla najbliższych, sprzątanie domu, a przede wszystkim gotowanie. Wiadomo, że często dzieci bardziej przeszkadzają niż pomagają, ale pomyślcie jakie wspomnienia zapewnicie sobie i swoim dzieciom podczas pieczenia i dekorowania pierniczków czy tradycyjnych rodzinnych potraw.
    Opowiadajcie dzieciom i tradycji świątecznej i rodzinnej. Nasze pociechy na pewno zainteresuje dlaczego kładziemy sianko na stole, skąd się wzięła liczba 12 potraw albo co oznacza puste miejsce przy stole. Przekażcie im historie rodzinne dotyczące Świąt. Jednym z pierwszych smaków wigilijnych jakie pamiętam są pierogi mojej babci Anki. Niby nic… mąka, jajko, mleko, mak… to zawsze było na wsi… kiedy babci zabrakło z nami byłam studentką, ale do dziś przygotowuję te pierogi na rodzinną wigilię bo bez nich jakby czegoś zabrakło… Z pewnością Wy też macie takie historie…
    Pokażmy dzieciom, że Noc Bożego Narodzenia niesie ze sobą radość, nadzieję, miłość, dobro, rodzinne ciepło. Nauczmy ich tego od małego. Czy w związku z tym namawiam do rezygnacji z prezentów? Oczywiście, że nie. Sama nawet dziś nie mogę się doczekać co też znajdę pod świątecznym drzewkiem. Więc jak to pogodzić? Najbardziej podoba mi się proste dziecięce rozumowanie. Kilka lat temu kiedy rozmawiałam z przedszkolakami o Świętach jedna z dziewczynek powiedziała, że to najlepszy dzień w roku. Od razu pomyślałam, że chodzi jej o prezenty. Ale ona powiedziała coś, co mnie rozbroiło „Bo wie Pani. Wtedy rodzi się Jezusek i on jest taki dobry, że w swoje urodziny chce żeby wszyscy byli szczęśliwi, dlatego dostajemy prezenty. Ale on nie jest smutny, bo my mu też dajemy prezent – to, że jesteśmy grzeczni i mamy dobre serduszko…” Chciałabym, żeby moje dzieci tak właśnie myślały o prezentach pod choinką. Tego sobie i Wam życzę nie tylko na te Święta…

  • Diabełek czy aniołek?

    Pracując przez wiele lat w przedszkolach i żłobku często spotykałam się z sytuacją, kiedy rodzic nie dowierzał, że jego dziecko zachowuje się w opisywany przez wychowawcę sposób. I nie zawsze chodziło o złe zachowanie. Sama wielokrotnie spotkałam się z sytuacją kiedy rodzic nie chciała uwierzyć, że jego maluch był grzeczny, sprzątał zabawki czy pomagał pani. Dlaczego tak się dzieje, że wiele dzieci zachowuje się inaczej w domu a inaczej w przedszkolu lub u dziadków? Odpowiedź jest bardzo prosta. Bo zachowanie dziecka jest bardzo często zależne od zachowania dorosłych i zasad jakie wyznaczą.
    Miałam kiedyś kolegę, który w domu „chodził jak zegarek”, zresztą jego młodszy brat również. Ich tata był wojskowym i trzymał chłopców bardzo krótko. Obydwaj byli chłopcami bardzo żywiołowymi i musieli sobie poszukać sposobów na wyrażanie siebie i odreagowanie. Młodszy rozrabiał w szkole (o czym mama nie mówiła tacie – a gdyby nawet powiedziała nie uwierzyły, bo przecież chłopcy są posłuszni i ułożeni)), a starszy szukał sposobu na odreagowanie w muzyce. Ta historia nauczyła mnie, że nadmierna dyscyplina i brak bliskich reakcji powoduje złudne poczucie opanowania sytuacji przez rodziców.
    Często w przedszkolu czy na koloni zuchowej rodzice nie mogli się nadziwić, że ich dzieci wykonują polecenia wychowawców dotyczące porządku, czy zachowania choć w domu tego nie robią. Zawsze odpowiadałam, im że dzieci wchodząc w nowe struktury (żłobek, przedszkole, szkołę, gromadę zuchową) nie wiedzą co ich czeka i kiedy przedstawia im się zasady przyjmują je za pewnik. Tak po prostu jest. I spora cześć dzieci po prostu przestrzega tych zasad, o ile oczywiście wychowawca odpowiednio je przedstawi i sam ich też przestrzega. dzieci nie zastanawiają się, jak jest w domu, jak jest tu a jak ta…. Często ich myślenie przyczynowo – skutkowe jest dopiero w fazie rozwoju, więc nie jest dla nich czymś dziwnym że w przedszkolu się sprząta zabawki, a w domu zrobi to mama. Skoro mama robiła to zawsze to tak musi być.
    Dlatego myśląc o zachowaniu naszych dzieci warto zastanowić się czego tak naprawdę od nich oczekujemy? Za pomocą jakich zasad chcemy to osiągnąć? Jak my będziemy przestrzegać tych zasad? I jak to wszystko oprzeć o zaufanie i miłość, które powinny towarzyszyć naszym wszystkim działaniom wychowawczym

  • Jak wrócić do normalności po wakacjach?

    Kilka dni temu skończyły się wakacje. Nasze dzieci wróciły lub po raz pierwszy poszły do żłobka, przedszkola czy szkoły. Rytm dnia, który u części z nas prze dwa miesiące zdążył się zmienić przez wakacje lub urlop – znowu nabrał tempa? Dzieci odzwyczajone od rannego wstawania marudzą, ociągają się lub urządzają awantury. A my przecież śpieszymy się do pracy. Jak nie zwariować w tym wszystkim?
    Niestety chyba nie ucieszycie się z tego co napiszę. Potrzeba czasu i konsekwencji aby nasz rytm dnia znowu nabrał tempa i stałości. Łatwiejsze jest to kiedy nasze dzieci już są na tyle duże, że przed wakacjami uczęszczały do jakiejś placówki edukacyjnej. Wtedy wystarczy tylko przypomnieć sobie poprzedni cykl dnia i pomału wracać do niego. Za tydzień – dwa wszystko wróci do normy.
    Sprawa ma się inaczej jeśli nasze dziecko debiutuje w roli „żłobiaka”, przedszkolak lub ucznia. Wtedy często trudno mu się przyzwyczaić do nowego trybu dnia. Ranne wstawanie można ułatwić dbając o to aby dziecko przesypiało w ciągu doby odpowiednią ilość czasu (możesz o tym przeczytać tu). Jeśli dziecko zaczęło chodzić do szkoły i ma nowe obowiązki – odrabianie lekcji warto pomyśleć kiedy najlepiej znaleźć na to czas. Być może będzie to tuż po powrocie do domu, a może najpierw nasze dziecko potrzebuje chwili oddechu i czasu dla siebie. Ustalcie to wspólnie, zapiszcie i powieście w widocznym miejscu, aby dziecko wiedziało co po sobie następuje i na co się umówiliście. Ma to dodatkowy walor edukacyjny – będzie czuło współodpowiedzialność za podejmowanie decyzji dotyczących organizacji dnia.
    A jak samemu przetrwać do kolejnych wakacji lub urlopu?  Pomyśleć o czasie dla siebie na relaks. Może nie codziennie ale regularnie. Coś co sprawia nam przyjemność, czytanie książek, sport, spotkania z przyjaciółmi. Usłyszałam kiedyś, że „wakacje to stan ducha” i chyba  rzeczywiście tak jest. Bo nie zawsze chce się wracać tak na 100% do „normalności”. Korzystajcie wiec z pogody i urządzajcie sobie małe weekendowe wakacje cała rodziną. Nie musi to być daleko, ważne aby być umysłowo w stanie „wakacyjnym” czego i wam i sobie życzę 🙂

  • Pierwszy raz w żłobku, przedszkolu, szkole…

    Już za kila dni przed żłobkami, przedszkolaki i szkołami podstawowymi będziemy mogli zobaczyć wielu zestresowanych rodziców i trochę zagubione dzieci. Z jakiego powodu? Zbliża się początek roku szkolnego. Jest to stresujący czas dla tych rodziców, których dziecko po raz pierwszy będzie uczęszczało do placówki opiekuńczej lub edukacyjnej. Z doświadczenie wiem, że jest to niesamowicie stresujący moment dla wielu rodziców. W końcu nasze maleństwo zaczyna nowy etap w życiu, zastanawiamy się jak to będzie, czy nie będzie płakało, czy znajdzie kolegów, czy panie będą potrafiły zaspokoić potrzeby naszego dziecka. Takie myśli i uczucia mogą pojawić się nawet wtedy gdy placówkę wybieraliśmy przez kilka miesięcy, wszystko sprawdziliśmy, itp. To wszystko są naturalne obawy, w końcu powierzamy nasz skarb obcym osobom. My znamy nasze dziecko najlepiej, bez słów rozumiemy czego potrzebuje i w jakim jest nastroju, a panie… no cóż zanim poznają wszystkie dzieci minie trochę czasu.
    Ważne abyśmy uświadomili sobie kilka ważnych rzeczy związanych z naszymi emocjami, oczekiwaniami i nowa sytuacją. Po pierwsze nasze odczucia i emocje wpływają na dzieci. Jeśli my się denerwujemy, stresujemy to one to czują i mogą przejąć nasze emocje. Czasami może to być sprzeczne z tym co same czują. No bo przecież w przedszkolu jest fajnie, były na zajęciach adaptacyjnych, bawiły się, nie chciały wychodzić, a jednak mama lub tata są jacyś zdenerwowani. Więc może nie do końca wszystko jest ok. Kiedyś miała w przedszkolu chłopca, który płakał dość przez kilka miesięcy ale tuż po wyjściu rodziców przestawał. Kiedy zapytałam go dlaczego płacze odpowiedział mi z dziecięcą szczerością „Bo jak przy mamie nie popłakać”. No właśnie… nie przeciągajmy pożegnań w szatni. Dlatego warto pamiętać aby próbować pozytywnego nastawienia do nowej sytuacji ponieważ wiele dzieci jest barometrami uczuć swoich rodziców.
    Po drugie rzeczywiście wychowawcy nie od razu rozpoznają wszystkie potrzeby dziecka bez słów. Ale są przygotowani do tego aby w miarę szybko poznać dzieci jak najlepiej i wypracować z nimi własne metody komunikacji zwłaszcza potrzeb. Zaufajmy, a w razie czego podpowiedzmy jak my radzimy sobie w domu z niektórymi sprawami.
    Po trzeci nowe zawsze jest trochę straszne wiec to naturalne że i my i dzieci mam pewne obawy. Im dziecko jest starsze warto więcej z nim o tym rozmawiać i próbować w racjonalny sposób przedstawić nową sytuację. W końcu zależy nam na tym aby dzieci dobrze się czuły w placówce, którą sami dla nich wybraliśmy.
    I na końcu warto sobie uświadomić, że to ekscytujące iż nasz skarb wkroczył w nowy etap życia. I cieszyć się razem z nim z wyzwań, które ma przed sobą… W końcu dzieci są tylko gośćmi, którzy pytają o drogę. Trzymam kciuki 🙂

  • Co z tym szacunkiem?

    Kiedy przychodzą do mnie po radę rodzice nastolatków często słyszę skargi, że dzieci ich się nie słuchają i nie szanują. Pytają jak to zmienić? No cóż nad szacunkiem należy zaczynać pracować dużo wcześniej.
    Zastanówcie się kogo Wy szanujecie i dlaczego? Jak ta osoba zapracowała sobie na Wasz szacunek i ile to trwało? Z dużym prawdopodobieństwem odpowiedź na ostatnie pytanie o czas jest, że trwało to jakiś czas. Tak samo jest z szacunkiem w rodzinie. Zaczynamy go uczyć od najmłodszych lat. A jak? Przede wszystkim sami szanujmy dzieci. To kim są, że mają swoje potrzeby, przestrzeń, uzdolnienia, że nie są idealne. To do początku musi tkwić w naszych głowach – szacunek do dziecka. Nie da się go udawać. A to jak będziemy traktować nasze dzieci w prosty sposób przełoży się na to jak one będę traktować nas. Pójdę dalej w swoich rozważaniach – to jak my będziemy tratować ludzi w naszym otoczeniu, jak będziemy się do nich zwracali, jak o nich mówili to też wpłynie na to czy nasze dzieci będą nas w przyszłości szanować.  Bo to właśnie od rodziców najszybciej mogą się nauczyć czym jest szacunek nawet nie znając tego słowa.
    Proste „magiczne słowa” – proszę, dziękuję, przepraszam czy powitania dzień dobry, do widzenia tak często nie są w stanie przejść przez małe gardełka – wtedy kiedy nie słyszą tego w domu, kiedy nie jest to od nich wymagane. Po co tego uczyć? Dzieci nie będą przez całe życie pod naszą opieką. Pójdą do szkoły, do pracy, założą swoją rodzinę, będą się kontaktowali z wieloma osobami – jak chcemy, żeby ich odbierali inni? Jest takie mądre przysłowie ludowe „Czym skorupka za młodu nasiąknie…” – niech nasze dzieci nasiąkają pozytywnymi wzorcami zachowania i szacunku. Niech widzą że szanujemy starszych, cudze rzeczy i swoje też, że ludzie lubią z nami przebywać bo jesteśmy kulturalni. Jeśli nauczymy tego małe dzieci, jest duża szansa, że nasze nastolatki będą się buntowały ale tak jakoś po ludzku i z szacunkiem 😉

  • Bitwa o sen

    W artykule „Smacznie spać – marzenie czy rzeczywistość?” obiecałam kilka rad jak w miarę bez problemów położyć dziecko spać. Dotrzymuję więc obietnicy 🙂
    Mówiąc o problemach z położeniem do łóżka dzieci warto zwrócić uwagę na kilka spraw. Czy nasze dziecko spało w ciągu dnia odpowiednią czas (o ile jest w wieku kiedy tego potrzebuje) i o której wstało rano. Dorosły jeśli spała za mało – jest niewyspany, zdaje sobie z tego sprawę i może położyć się wcześniej lub szybciej zasnąć. Dzieci dość długo świadomie nie rozpoznają swoich stanów fizycznych. Więc jeśli spały za mało są rozdrażnione, same nie wiedzą czego chcą i w efekcie mogą mieć problemy z zaśnięciem lub być bardzo marudne. Co z pewnością potwierdzi wielu rodziców 🙂
    Innym ważnym efektem jest to co jadło dziecko nie tylko na kolację ale w ciągu całego dnia oraz o której jadło ostatni posiłek. Jeśli chodzi o głód – dzieje się tak samo jak z niedospaniem, czasami dziecko jest marudne bo nie czuje się jakoś dziwnie i nie wie dlaczego. Warto więc dobrze zaplanować pory posiłków aby dziecko nie było głodne kiedy je kładziemy. Jeśli zaś chodzi o jakość posiłków to chyba naturalne jest, że jeśli nasz milusiński w drugiej połowie dnia naje się cukru (nie chodzi tu tylko o słodycze ale też produkty które mają olbrzymią ilość węglowodanów – które w organizmie rozkładają się na cukry)… no to już sami wiecie jak to zadziała na dziecko.
    Pytanie które powinniśmy sobie też zadać brzmi „Co moje dziecko robi przed snem?” Jeśli są to czynności pobudzające to właśnie one dają dziecku energię do dalszych harcy. Wielu rodziców pozwala dzieciom oglądać bajki w telewizorze lub na innym ekranie przed snem. Cóż w tym złego? Przecież maluch siedzi i nic nie robi. Nic bardziej mylnego. Takie bajki bardzo mocno pobudzają małego człowieka i tuż po nich roznosi go energia. Warto więc zadbać o to aby przed snem działy się rzeczy wyciszające. Ważne aby były one stałe by dziecko wiedział co się będzie działo (przypominam, że powtarzalność oraz zasady dają poczucie bezpieczeństwa) i nie miało wymówek, że jeszcze to lub tamto. Wybierajmy zabawy spokojniejsze, wyciszające. Uprzedźmy dziecko, że za 10 – 15 min kończymy, o czynnościach higienicznych i ich kolejności. Zaplanujmy zwyczaj kładzenia do łóżka – czytamy książeczkę lub dwie, rozmowa o mijającym dniu, uścisk, buziak… Niech to będą wasze zwyczaje. Tyczy się to też młodszych dzieci, które wprawdzie nie opowiedzą jak nam minął dzień ale chętnie posłuchają głosu mamy lub taty.
    Wiem, że wielu rodziców którzy spędzają większość dnia w pracy chcą się wieczorem nacieszyć dziećmi, wspólnie poszaleć i wariować. Ale spróbujcie to zaplanować tak aby nie było to bezpośrednio przed snem lub szaleństwa zostawcie na weekend, a zadowólcie się miłym i spokojnym zwyczajem kładzeni dzieci do łóżka.
    Wiem, że wprowadzenie tych zmian dla niektórych może być trudne. Ale warto dla dobra dzieci  naszego własnego. Trzeba tylko przetrwać i być konsekwentnym. A potem… życzę Wam dobrego wieczoru.

  • Dla kogo wózek na spacerze?

    Takie pytanie dręczy mnie już od dłuższego czasu. Dla kogo jest wózek kiedy dziecko ma dwa, trzy czy nawet cztery lata? Jaką funkcję ma spełnić? I od razu przychodzi mi odpowiedź… dla rodziców.
    Kiedy dziecko jest małe i nie potrafi się samodzielnie przemieszczać, wózek jest najlepszym środkiem lokomocji. Umożliwia dłuższe wyjście na spacer, dotlenienie, obserwację świata otaczającego dziecko, pozwala w szybki sposób przemieszczać się z dzieckiem, nie obciążając kręgosłupa rodziców. Więc jaką funkcję spełnia kiedy dziecko już sprawnie chodzi? No właśnie… Zdaję sobie sprawę, że wygodniej jest zabrać ze sobą spacerówkę i „załadować” do niej dziecko aby nie marudziło. Mogę to jeszcze zrozumieć kiedy musimy na piechotę pokonać daleki dystans nie do przebycia przez naszą pociechę. Ale nie mogę pojąć jaki sens ma zabieranie wózka kiedy wychodzimy na plac zabaw. Być może ktoś powie, że tak jest bezpieczniej, bo ulica, przejścia i takie tam. Ale teraz spójrzmy na to z punktu widzenia dziecka i jego naturalnych potrzeb rozwojowych.
    Jest taki moment w życiu dziecka kiedy już dość sprawnie chodzi i często rodzicom jest trudno za nim nadążyć, maluch chce dotrzeć wszędzie sam, czasami wręcz biegnie. Dzieje się to dość często między 13 a 18 miesiącem życia. I wtedy rodzice bardzo często na siłę wkładają dziecko do wózka, aby nie uciekało, aby było bezpieczne i tak dalej. Jednak jeśli w tym czasie będziemy ograniczać poruszanie się malucha na nogach to najprawdopodobniej może zadziać się kilka rzeczy:
    1) po wielu próbach maluch stwierdzi, że nie warto próbować chodzić samodzielnie, bo i tak mnie usadzą
    2) stwierdzić, że w sumie chodzenie jest przereklamowane, wygodniej jest jeździć – człowiek się mniej męczy i ma siłę na zabawę
    3) nie nauczyć się przemierzać dłuższe dystanse samodzielnie, co może być problematyczne np. w przedszkolu na spacerze.
    Wielu rodziców z własnej wygody i źle rozumianego poczucia odpowiedzialności za dziecka, hamuje jego ciekawość świata i chęć go poznawania. Zmniejsza też możliwości fizyczne dziecka, które będą mu z czasem coraz bardziej potrzebne – na spacerze w przedszkolu, na gimnastyce w szkole. A później dziwimy się, że nasze dzieci mało się ruszają i nawet czasami nie mają na to ochoty. Jak ma się tak nie dziać skoro od najmłodszych lat są wożone samochodami i wózkami, a nie zachęcane do ruchu.
    Jaka jest moja rada? Znajdźmy czas na chodzenie za rękę na spacer z dzieckiem od najwcześniejszych momentów. Nie tylko dbamy w ten sposób o jego rozwój fizyczny, ale również uczymy odpowiedzialności poprzez naukę bezpiecznego poruszania się po chodniku i przejściu dla pieszych. A wózek? Niech będzie rzeczywiście ostatecznością n bardzo dalekie wyprawy.

  • Smacznie spać – marzenie czy rzeczywistość?

    Wielu rodziców uwielbia przyglądać się swoim dzieciom kiedy śpią. Są wtedy takie bezbronne, urocze, grzeczne i cudowne… Czytając to z pewnością wielu z Was uśmiecha się z rozrzewnieniem i myśli o tych chwilach kiedy dzieci śpią, a Wy macie czas dla siebie. Jednak wielu rodziców myśląc o śnie swoich pociech – dostaje białej gorączki. I to nie zależnie od tego czy dziecko ma kila miesięcy czy kilka lat. Dzieci albo mają problem z zaśnięciem, śpią za mało, marudzą, nie chcą spać w swoim łóżku…. Repertuar trudności związanych ze snem jest ogromny. Cześć z tych problemów jest właściwie bardzo prosta do rozwiązania, a inne wymagają zmiany w samych rodzicach. Tak czy inaczej nie ma sytuacji, która dzięki konsekwencji, samozaparciu i obiektywizmowi byłyby nie do przezwyciężenia.
    Przede wszystkim trzeba pamiętać, że odpowiednia ilość snu wpływa na zachowanie (ponad 75% problemów z zachowaniem wynika z problemów ze snem), a u starszych dzieci również z wynikami w nauce. O ile oczywiście jest pewien margines różnic, jednak badania prowadzone przez Uniwersytet w Stanford dowodzą, że odpowiednia ilość snu dla dzieci przedstawia się następująco:
    – noworodek – całkowity czas snu – 16 godzin (8 – 9 godzin w nocy, 8 godzin w dzień)
    – 1 miesiąc – całkowity czas snu – 15,5 godziny (8 – 9 h – noc; 7 h – dzień)
    – 3 miesiące – całkowity czas snu – 15 godzin (9 – 10 h – noc; 4 – 5 h – dzień)
    – 6 miesięcy – całkowity czas snu – 14 godzin (10 h – noc; 4 h – dzień)
    – 9 miesięcy – całkowity czas snu – 14 godzin (11 h – noc; 3 h – dzień)
    – 1 rok – całkowity czas snu – 14 godzin (11 h – noc; 3 h – dzień)
    – 1,5 roku – całkowity czas snu – 13,5 godziny (11 h – noc; 2,5 h – dzień)
    – 2 lata – całkowity czas snu – 13 godzin (11 h – noc; 2 h – dzień)
    Kiedy dzieci kończą trzy lata zaleca się 11 godzin snu w nocy i popołudniową drzemkę, dla dzieci czteroletnich i starszych to minimum dziesięć godzin.
    Jeśli dzieci są wyspane to lepiej funkcjonuje ich mózg, percepcja, mięśnie i mają lepszy humor. Dlatego ważne jest zachowanie odpowiedniego harmonogramu co do spania. Oczywiście jeśłi raz na jakiś czas dziecko prześpi mniej lub więcej, zaśnie później lub wcześniej nic się nie stanie. Ale stałe pory snu nie tylko wyregulują pracę organizmu, ale również dadzą poczucie bezpieczeństwa. Jak już wielokrotnie pisałam stałe elementy dnia, zasad – dają poczucie bezpieczeństwa dzieciom. Jak bezproblemowo położyć dziecko spać i to we własnym łóżku? Odpowiedzi na te pytania szukajcie w następnym artykule „Bitwa o sen”

  • Szczęśliwy rodzic = szczęśliwe dziecko

    W dzisiejszym świecie rodzicielstwo to nie tylko opieka i wychowanie dziecka, ale ogromna pogoń… Za czym ta pogoń? Część rodziców goni aby pracując znaleźć czas dla swego dziecka. Inni od najmłodszych lat chcą zapewnić dziecku dobry start w wyścigu ku sukcesowi. Jeszcze inni gonią zw swoim wyobrażeniem rodzica, który ma wszystko pod kontrolą, nigdy się nie myli i zawsze ma posprzątane w domu, a jego dziecko jest uśmiechnięte i grzeczne.
    Tymczasem życie wygląda inaczej. Kiedy wracamy po pracy do domu czeka na nas pranie, sprzątanie, zmywanie i wiele innych… a my przytłoczeni tym wszystkim nie mamy siły uśmiechnąć się do własnego dziecka. Oczywiście wielu rodziców czytających poradniki, słuchających specjalistów czy po prostu myślących o swoich dzieciach, chce z nimi spędzić jak najwięcej czasu. I to jak mówią wszyscy w koło – czasu „wartościowego”. Jak to wszystko zrobić kiedy nie ma siły?
    Moja rada jest prosta… Rodzicu zadbaj najpierw o siebie, daj sobie odrobinę albo i więcej radości, a zobaczysz jak to wpłynie na twoje otoczenie a zwłaszcza na dzieci. Badania dowodzą, że w domach gdzie jest dużo śmiechu i radości dzieci łatwiej radzą sobie ze stresem, szybciej adoptują się do nowych sytuacji i są bardzie otwarte. Nie miej więc wyrzutów sumienia kiedy kiedy od czasu do czasu potrzebujesz chwili wytchnienia. Dzieci muszą wiedzieć, że każdy nawet mama lub tata od czasu do czasu są zmęczeni i co ważniejsze potrafią się zrelaksować i nabrać energii. Wiemy, że dzieci uczą się poprzez obserwację, więc jeśli pokażesz swoim pociechom, że można to zrobić w krótkim czasie one też spróbują w chwili kiedy będą tego potrzebowały.
    Ważne są też chwile mamy z tatą, kiedy to dziadkowie lub ktoś zaufany zajmuje się dzieckiem. Kiedy razem będziecie spędzać czas i ładować baterie – może realizując swoje hobby – swoim dzieciom dacie też dobry przykład. A przede wszystkim będziecie mieli radośni i pełni energii aby wspólnie tworzyć szczęśliwą rodzinę.
    Smutny rodzic, który poświęca się rodzinie a zapomina o sobie i swoim partnerze to na 100% dzieci, którym trudniej zrozumieć radość z bycia rodzina. Cieszmy się więc z bycia razem, ładując akumulatory w sposób jaki lubimy.