Podczas rozmów z rodzicami dzieci, zwłaszcza w wieku przedszkolnym, często powraca temat „niejadków”. Większość rodziców zakłada, że doskonale wie ile jego dziecko powinno zjeść i na pewno je za mało. A tymczasem nie zdajemy sobie sprawy, że w dzieciach funkcjonują silne instynkty pierwotne, które odpowiadają za potrzeby pierwszego rzędu (fizjologiczne). Rodzice pragnął aby ich dzieci jadły dużo i nie mijały warzyw. A tymczasem dzieci jedzą zupełnie inaczej niż dorośli, np. każdą rzecz osobno. Ciekawostką jest to, iż rzadziej sięgają po jedzenie, o których ewolucja mówi, że mogły być niebezpieczne – trujące… czyli owoce lub warzywa. Co więcej aby uzyskać taką energię z owoców czy warzyw jak z mięsa czy węglowodanów tych pierwszych trzeba zjeść o wiele więcej. A jaką pojemność ma żołądek dziecka? Jak jego piąstki. Nie dziwmy się więc, że dzieci często omijają surówki. Czy to znaczy, że nie należy ich namawiać do próbowania? Nie, ale nie ma potrzeby zmuszać aby jadły wszystko do końca. Aby im to ułatwić warto podać dzieciom warzywa nie mieszane, podane oddzielnie aby widziały co jedzą. Wiele dzieci zlizuje tez masło z chleba, bo jest ono potrzebne jako tłuszcz do rozwoju.
Dzieci nie zdają sobie sprawy z tego, ich mózgi są po prostu tak zaprogramowane. Dzieci nie zagłodzą się, bo ich ciało na to nie pozwoli, działają automatycznie. Oczywiście warto zachęcać dzieci do próbowania nowych potraw i smaków. Z czasem coraz chętniej będą się na nie otwierały. Ale samo zmuszanie nic nie da. Jeśli nie wiem czy nasze dziecko je rzeczywiście za mało warto to sprawdzić. Zważmy je, a potem przez kilka dni nie zmuszajmy do zjadania do końca tylko tyle ile dziecko ma ochotę. A potem znowu na wagę. Jeśli dziecko nie schudnie… to znaczy, że organizm funkcjonuje prawidłowo. Warto, też zrobić wyniki morfologii aby sprawdzić czy są dobre. I najważniejsze… Pamiętajmy o wielkości żołądka dziecka… Nie rozpychajmy go aby potem dziecko nie miało nam za złe tego jak wygląda. Zdrowy rozsądek jest najważniejszy.
O tym jaki i kiedy powinno jeść dziecko przeczytacie w jednym z kolejnych wpisów.
Autor: administacja
-
Czy dzieci są w stanie zagłodzić się?
-
Dlaczego jedne dzieci mówią wcześniej a inne później?
Pedagodzy i osoby pracujące z małymi dziećmi dostrzegają dziś coraz częściej ogromne różnice lingwistyczne u dzieci. Jest spora grupa dwulatków, które mówią całymi zdaniami, mają bogaty zasób słownictwa i potrafią przeprowadzić logiczną rozmowę z dorosłym. Ale jednocześnie jest ogromna grupa dzieci, u których diagnozuje się opóźnienia w rozwoju mowy. Z czego to wynika? Wiele osób twierdzi, że są to predyspozycje wrodzone i poczyści tak jest. Badania wskazują, że 25% z czynników wpływających na rozwój mowy to właśnie kwestia genów. A co z pozostałymi 75%?
Najnowsze badania, ale również bieżące obserwacje pedagogów (w tym moje) pokazują, że już kilkumiesięczne dziecko rozpoczyna proces komunikacji i nauki lingwistycznej. Jak można mu w tym pomóc? Wielu rodziców robi to intuicyjnie. Warto pamiętać o kilku ważnych procesach związanych z nauką nowych słów u dzieci. Jednym z nich jest nauka poprze słuchanie. Warto dzieciom opisywać i nazywać to co widzimy. Ale tu właśnie tkwi szczegół, rodzice często mówią do dzieci bardzo wiele, ale nie zwracają uwagi na co dziecko właśnie patrzy. Łatwiej mu zapamiętać nazwę przedmiotu/ sytuacji opisywaną przez rodziców jeśli właśnie to teraz skupiło jego uwagę. Zwłaszcza u małych dzieci warto potrząsać lub wprawiać w ruch przedmiot, który opisujemy. Warto też aby o tej samej rzeczy mówiło kilka osób, bo dziecko wtedy łatwiej zapamięta, że jest to coś znaczącego.
Najważniejsza jest jednak nasza uwaga i reakcja na każdą próbę wchodzenia dziecka w interakcję z nami. Jeśli dziecko gaworzy rodzice często intuicyjnie wchodzą z nim w „dyskusję”. Jednak kiedy dziecko robi miny, ćwiczy wargi czy wykonuje inne próby kontaktu niewerbalnego rodzice zdają się tego nie doceniać. A właśnie to jest kluczem do szybkiego rozpoczęcia mówienia. Dziecko które jest nagradzane (uśmiechem, dotknięciem, uwagą) za takie próby komunikacyjne szybciej przyswaja nowe słowa i chętniej wchodzi w interakcje.
To tylko niektóre z aspektów wspierania rozwoju mowy dziecka. Pamiętacie, że najważniejsza jest uwaga zarówno rodzica jak i dziecka. -
Które nastolatki kłamią najczęściej?
Ostatnio czytałam o badaniach amerykańskiej pani doktor, która szukała odpowiedzi na pytanie „Dlaczego nastolatki kłamią?”. Zakładał tak jak wielu innych, że młodzież, która ma dużo czasu wolnego kłamie częściej, bo ma więcej powodów do zachowania, które chcą ukryć przed rodzicami. Co się jednak okazało, to nie ilość wolnego bądź zorganizowanego czasu ma wpływ na ilość kłamstw… Tak samo często kłamią nastolatki, która mają czas wypełniony od rana do wieczora jak te, które samodzielnie wypełniają ten czas.
Okazało się, że nastolatki kłamią bo chcą czuć się odpowiedzialne za swoje życie i same podejmować decyzje. Robiły to, robią i będę robić. Chodzi tylko o to w jakich sytuacjach i jak często kłamią rodzicom. Badania wykazały, wiele prawdy w tym co czym pisałam o konsekwencji. Mniej i rzadziej kłamią nastolatki które mają w domu wyznaczone zasady i rodzice pilnują konsekwentnie ich realizacji. Nie chodzi o dwieście zasad, których nie będziemy mieli siły i czasu przestrzegać, tylko kilka zasad dotyczących kluczowych dla nas rzeczy. Wtedy też mamy więcej siły do egzekwowania ich.
A co mówią same nastolatki o tych zasadach? Wielu rodziców uważa, że w tym wielu lepiej być wyrozumiałym i lepiej znać najgorszą prawdę i pomóc niż wymagać, aby dziecko się nie zamknęło na nich. Nastolatki odbierają to w ten sposób: jeśłi rodzić ustala mi granice, to może nie jest to przyjemne ale martwi się o mnie i zależy mu na moim bezpieczeństwie, przyszłości, na mnie. Jeśli nie mam granic… to rodzicom w sumie na mnie nie zależy, jest im wszystko jedno. Zaskakujące? Badania dowodzą, że takie są odczucia nastolatków. Poza tym rodzice którzy wyznaczają granice często rozmawiają o nich z dziećmi, co sprawia że mają lepszy kontakt też w innych dziedzinach życia.
Zachęcam więc do wyznaczania rozsądnych granic małym i większym dzieciom i rozmowy o nich ze swoimi dziećmi -
Słowa, które dają moc lub podcinają skrzydła
Mowa… używamy jej codziennie… Do dzieci mówimy czasami non stop. I bardzo dobrze… bo to najprostszy sposób komunikacji. Ale niestety w pośpiechu dnia codziennego często nie myślimy o tym jakich słów używamy, a nawet w kontaktach z bardzo małym dzieckiem słowa są bardzo ważne. Dzieci wierzą we wszystko co powiedzą im rodzice. Jeśli maluch rozrabia, jest bardzo ruchliwy i słyszy codziennie „jesteś niegrzeczny” to co myśli o sobie? – „Jestem niegrzeczny, to fakt. Więc będę niegrzeczny”. Jeśli zaś usłyszy „Zachowujesz się niegrzecznie, nie rób tak” w głowie pojawia się myśl „Źle zrobiłem, ale mogę inaczej. Jeszcze tylko nie wiem jak”.
Kiedy nadajemy dziecku etykietkę ona się jej podporządkowuje i tak się zachowuje jak jest określane. Zostanie mu takie myślenie najprawdopodobniej do wieku dorosłego i często nie wie dlaczego ma w głowie pewne schematy myślowe.
Często zapominamy, że ważne aby krytykować złe zachowanie, a nie uogólniać je do „całości” dziecka.
Są też słowa, które mogą dodać skrzydeł „Jak pięknie posprzątałeś zabawki. Jestem z ciebie dumny” – docenienie starań i zaangażowania, „Dziękuję, że pomogłaś mi zrobić tę sałatkę warzywną” – wyrażanie wdzięczności, „Nie wyszło Ci, ale widziałam, że bardzo się starałeś. Następnym razem Ci wyjdzie, albo zrobimy to razem” – zachęta do działania. Budują one poczucie wartości dziecka dziś i na przyszłość. Ważne tylko aby te słowa były prawdziwe i wypływały z tego co czujemy, a nie z wyuczonych formułek.
Dawajmy dzieciom naszymi słowami moc do rozwoju i budowania własnej wartości, a nie podcinajmy skrzydła. -
Prezenty świąteczne
Znajomi pytają mnie jaki najlepiej prezent kupić dla dziecka. Według mnie zasada jest prosta – to nie prezent jest najważniejszy ale emocje jakie mu towarzyszą. Oto kilka rad które stosuję od lat kupując dzieciom (ale nie tylko) prezenty:
– prezent powinien być przemyślany i odpowiadający zainteresowaniom bądź mogącym je zainicjować
– prezent powinien rozwijać dziecko – nieść za sobą jakąś wartość edukacyjna
– prezent powinien zachęcać do aktywności z innymi – wspólnej zabawy, spędzania czasu
– atmosfera wręczania prezentu jest równie ważna jak on sam
– wspólnie rozpakujmy prezent, sprawdźmy co możemy wspomnie z nim zrobić – niech będzie przyczynkiem do wspólnych pozytywnych emocji
I to co dla mnie jest najważniejsze – emocje są ważniejsze od prezentu, pod warunkiem że dziecko czuje że prezent jest wybrany specjalnie dla niego. Więcej inspiracji do przemyśleń w filmiku „Prezenty świąteczne” -
Żelazna dyscyplina
Jak często stajesz przed sytuacjami, kiedy musisz dyscyplinować swoje dziecko? Przynajmniej raz na jakiś czas, tak jak większość rodziców. Nie jest to zależne od tego czy dziecko jest uległe czy sile osobowościowa, ale wynika z tego, że właśnie jest dzieckiem i chęć poznawania świata sprawia, że czasami trzeba je zdyscyplinować, w związku np. z jego bezpieczeństwem. W takich sytuacjach łatwo jest w paść w kilka podstawowych pułapek. Aby ich uniknąć należy pamiętać o kilku zasadach.Wprowadzaj dyscyplinę kiedy już się nie złościszCo się dzieje z naszym organizmem w trakcie kiedy jesteśmy źli? Zazwyczaj jest nam trudno zapanować nad emocjami i zarówno to co powiemy jak i konsekwencje, które wyciągniemy mogą być nieadekwatne do sytuacji. W złości coś co jest w zasadzie nieporozumieniem może urosnąć do rangi problemu. A co się może stać kiedy konsekwencje będą nieadekwatne do wydarzenia? Nasze dziecko może zacząć nas postrzegać jako osobę niesprawiedliwą. A jeśli się to powtarza to w rezultacie, kiedy wydarzy się coś co mogłoby nieść za sobą nieprzyjemne konsekwencje nie przyzna się do tego, bo będzie zdania że zostanie niesprawiedliwie potraktowane. Nasza relacja słabnie. Jest to ważne zwłaszcza przy kontaktach z nastolatkami. Ale pamiętajmy! Im wcześniej dziecko będzie nam ufało nawet w trudnych sytuacjach, tym łatwiej nam będzie wyciągać konsekwencje kiedy będzie starsze.Wprowadzaj dyscyplinę w odpowiednim momencieWyciąganie konsekwencji jest najbardziej skuteczne tuż po zajściu wydarzenia. Zwłaszcza im dziecko jest mniejsze, ale emocje jak już pisałam są złym doradcą. Warto wówczas wyrazić w miarę spokojnie swoje emocje i zapowiedzieć wyciągnięcie konsekwencji „Teraz jestem zdenerwowana, ale za chwilę porozmawiamy o tym”. W momencie kiedy mamy w sobie mnóstwo emocji zwłaszcza negatywnych możemy „minąć się” z naszym dzieckiem. Zawsze warto wyjaśnić co się stało i posłuchać co ma do powiedzenia. Kiedy będzie czuło, że pomimo złego zachowania nadal je szanujemy, szybciej wyjaśnimy sprawę i łatwiej będzie dziecku zaakceptować konsekwencje. W momencie kiedy chcemy, np. wyjaśnić jakąś niekomfortowa sytuację przy kolegach dziecka jest duża szansa, że niepotrzebnie zacznie się agresywnie bronić aby im zaimponować. Kiedy strofujemy dziecko przy dalszej rodzinie może się ono poczuć zawstydzone i zamknąć się w sobie. Prowadzi to do zaburzeń w naszych relacjach.Unikaj obrzucania wyzwiskamiKiedy karmy w złości możemy też ulec jeszcze jednej pułapce, a mianowicie mówieniu tego czego później będziemy żałować. Emocje sprawiają, że słowa płyną same i możemy powiedzieć wiele niepotrzebnych stwierdzeń. Wtedy najłatwiej mówić zamiast o zachowaniu o tym jakie jest dziecko. Zdarzyło się być może wam słyszeć jak zdenerwowani rodzice w sklepie lub w parku krzyczeli „Głupi jesteś?” do dziecka. A tak naprawdę w głowie mieli „To co zrobiłeś było głupie”. Takie określenia zostają w dzieciach naprawdę długo, czasem myślą tak o sobie nawet jako dorośli. Takie słowa zostają zakorzenione bardzo głęboko.Stosuj takie kary, które możesz wykonaćKiedy jesteśmy zdenerwowani zachowaniem naszego dziecka (bo przecież to zachowanie nas denerwuje, a nie same dziecko – prawda?) przychodzą nam do głowy bardzo różne kary. Często dotkliwe, a przynajmniej tak nam się wydaje. Bardzo często właśnie przez emocje są one nieadekwatne do „winy”, mają się odbyć za jakiś czas lub są nierealne do wykonania. Bo czy naprawdę kiedy dziecko jest niegrzeczne „oddam Cię tej Pani” jest możliwe? A przecież często straszymy policją, Babą Jagą czy innymi osobami, które nie wychowają naszych dzieci, są fikcyjnymi postaciami lub po prostu mają inną funkcję społeczną. A potem dziwimy się, że dziecko panicznie się boi tych „straszaków”. Ono nie boi się tak naprawdę tych osób lecz faktu porzucenia/ oddania przez rodziców. Niezależnie czy miałoby się to odbyć fizycznie czy tylko w psychice dziecka. Zresztą takie porzucenie emocjonalne jest dla niego jeszcze gorsza.Kiedy kara jest z kolei nieadekwatna do przewinienia dziecko czuje się potraktowane niesprawiedliwie i zachwiane jest wtedy jego zaufanie do nas. „Jeśli coś przeskrobałem i zostałem tak potraktowany, to czy jeśli przytrafi mi się coś przypadkiem to też nie będzie tak samo?” – taka myśl może pojawić się w głowie kiedy kara jest zbyt duża lub „Tylko takie konsekwencje mnie czekają? Jestem w stanie to przyjąć, nawet jeszcze kilka razy” – kiedy jest zbyt łagodna.Z kolei kiedy konsekwencje są oddalone w czasie dziecko, zwłaszcza małe nie pamięta już o co chodziło i nie kojarzy złamania danej zasady z karą, a starsze ma nadzieję, że się upiecze i rodzic zapomni.Zapraszam też do obejrzenia filmiku „Żelazna dyscyplina czy wyznaczanie granic?” -
Rób to co mówię, a nie to co robię
Czy ktoś z was usłyszał kiedyś takie stwierdzenie „Czemu ja muszę to robić, a ty nie?” Nie muszę zgadywać jaki procent rodziców choć raz w życiu usłyszał te zdanie lub usłyszy w przyszłości. Kiedyś chłopiec w przedszkolu zapytał mnie czemu nie zakładam czapki jesienią, a dzieci nie wypuszczę bez niej na dwór? Kiedy odpowiedziałam mu, że jestem dorosła, a dzieci bardziej potrzebują ciepłych ubrań dodał pytanie czy dorośli mają skórę jak niedźwiedzie i temu nie marzną. Zrobiło mi się po prostu głupio. Bo szczerze mówiąc tego dnia wiał okropny wiatr.Wielu z nas dorosłych zapomina o ważnej prawdzie, że dzieci uczą się przez przykład, naśladując zwłaszcza rodziców. Ponieważ nie wszystko jeszcze rozumieją obserwują zachowanie i je przyswajają. I mogę was zapewnić, że jeśli widzą kogoś w działaniu to na pewno zapamiętają to, a nasze słowa ulatują. Poza tym pojawia się w ich główkach pewien dysonans – rodzic mówi jedno a robi drugie, więc jak ja mam postępować? Naturalniejsze wydaje się dzieciom działanie niż słowa.Wielu rodziców skupia się na werbalnym przekazywaniu dzieciom zasad, instrukcji wierząc, że słowa do nich trafią. Zakładają że dzieci odbierają świat jednowymiarowo nie rejestrując tego co dzieje się w otoczeniu. Jednak dzieci chcą poznawać świat i chętnie obserwują co się wokół nich dzieje.Wiedząc, że to nasze zachowanie ma wpływ na dzieci, a nie to co mówimy powinniśmy się zastanowić nad odpowiedzialnością za swoje czyny. Przykład lekko przerysowany ale jakże obrazowy. Kiedy mając 16-lat zostałam drużynową odpadła mnie obsesja, że na pewno moi harcerze (z którymi notabene mieszkałam na jednym osiedlu, a z wieloma w jednym z wieżowców) na pewno mnie obserwują w sytuacjach codziennych. Weszło mi do głowy, że jeśli mówię im coś na zbiórkach – jak mają się zachowywać, a potem „przyłapią” mnie na osiedlu, że robię inaczej, co im powiem? Że zasady obowiązują tylko młodych, że ja już nie muszę ich stosować. Doszło do tego, że bałam się przebiec przez trawnik biegnąc do autobusu, bo co jeśli mnie zobaczą. Zakrawało to może na paranoje, ale jednak coś w tym było. Intuicyjnie wyczułam, że czyny znaczą więcej niż słowa.Pomyślmy więc teraz jak to się ma do relacji rodzic – dziecko. Do zaufania i szacunku którym nasza pociecha nas darzy. Wychowujemy ją w poczuciu pewnych wartości, wymagamy pewnych zachowań aż tu w pewnym momencie dziecko widzi, że stosujemy podwójne standardy. Co może się zadziać? Przede wszystkim będzie naśladowało nasze zachowanie, a w późniejszym czasie może nie wierzyć naszym słowom, bo i tak robimy inaczej. Nawet najlepsza nasza rada będzie miała znamiona „To tylko rada dla mnie, ty byś i tak zrobił inaczej”.Warto więc pamiętać, że naszym zachowaniem możemy wpływać zarówno pozytywnie jak i negatywnie na nasze dzieci. A jak to robić? Szukajcie za jakiś czas na moim kanale YouTube w nagraniu „Rób to co mówię, a nie to co robię” -
Nieświadome prowokowanie złego zachowania
Zgodzicie się chyba ze stwierdzeniem, że od momentu urodzenia wszystkie dzieci chcą zwrócić na siebie uwagę, jedne mniej a drugie bardziej. To jedne z podstawowych stwierdzeń związane z byciem rodzicem. Często dzieci chcą zwrócić na siebie uwagę poprzez złe zachowanie. Oczywiście najlepiej się czują kiedy są chwalone, ale raczej wolą być skrzyczane niż zignorowane. Poczucie, że są ignorowane jest dla dzieci nie do zniesienia. Często jednak bywa tak, że życie codzienne tak pędzi i zajmuje, że rodzice nie zauważają lub zapominają pochwalić dziecko za to co robi dobrze. Uważamy to za coś normalnego, że jest grzeczne samo wykonuje pewne czynności. Tak powinno być i już. Więc jak dzieci próbują skupić nasza uwagę? Zgadza się robiąc coś co jest przez nas nieakceptowane lub groźne. W takich sytuacjach mówiąc kolokwialnie „nie ma bata” musimy zareagować. I dziecko zamiast kary, a czasem razem z nią otrzymuje nagrodę – naszą uwagę. I tak sami skupiając się na złym zachowaniu dzieci nieświadomie prowokujemy je do takich działań.Działając w taki sposób sami uczymy dzieci postępowania niezgodnego z naszymi zasadami. Uważność wzmacnia – co za tym idzie to na czym skupimy swoją uwagę łatwiej się utrwala. Jeśli po pracy znajdziemy czas na rozmowę z dzieckiem tylko wtedy kiedy narozrabia w szkole, to będzie ono rozrabiało codziennie – „Przecież właśnie wtedy tata poświecą mi czas, rozmawia ze mną, tłumaczy mi dlaczego tak nie wolno”. Jeśli rano tulimy dziecko w przedszkolu tylko wtedy kiedy płacze, że nie chce zostać, to co będzie robiło codziennie…. nawet wtedy kiedy będzie na nie czkała ulubiona pani i super zabawki.Watro pamiętać, że uwaga i czas spędzony z dzieckiem to nie ten czas kiedy jesteśmy w jednym pomieszczeniu ale ten kiedy podejmujemy wspólne działania, bawimy się, angażujemy w rozmowę, czytamy bajki. To taki czas kiedy jesteśmy tylko dla dziecka i nic nie zaprząta nam głowy. Jeśli dziecko nie otrzyma takiego czasu z nami, to będzie dopominało się go inaczej….Pewnie wielu z was słyszało o dzieci ach z „dobrych domów”, które wpadły w złe towarzystwo lub miały inne kłopoty… Często takie zachowanie to wołanie o uwagę rodziców…Jeśli chcesz dowiedzieć się jak wzmacniać dobre zachowanie swojego dziecka już niedługo obejrzyj nagranie na kanale YouTube „Nieświadome prowokowanie złego zachowania” -
Muszę być super
Wielu z rodziców ma błędne przekonanie, że zawsze i wszędzie muszą być super mamę/ super tatą. Po pierwsze co to znaczy to „super”? Specjalistą od dzieci, od organizowania czasu, zarabiania pieniędzy na utrzymanie, fajnie spędzanego czasu, dobrych relacji… Już pisałam o tym, że nikt w momencie narodzin dziecka nie otrzymuje do niego instrukcji obsługi. Każde dziecko jest inne i stawia przed nami inne wyzwania. A każdy z nas jest tylko człowiekiem, który czasami nie ma siły, kiedy indziej błądzi.Przekonanie o tym, że muszę być idealny może doprowadzić do trudnej sytuacji przede wszystkim psychicznej. Wielu rodziców w momencie narodzin dziecka ma w miarę stabilną sytuację zawodowo, przyjaciół, hobby i swoje przyzwyczajenia. Kiedy rodzi się ich dziecko sytuacja się zmienia… Wielu rodzicom ciężko jest zrezygnować z dotychczasowego trybu życia i chce połączyć to co było z tym co nowe. Problem ten dotyczy zwłaszcza kobiet, które są przyzwyczajone do aktywnego trybu życia. Po urodzeniu dziecka chcą nadal pracować zawodowo, spełniać się w roli matki, żony i kochanki. I dziwią się, że jest trudno. „Tyle kobiet to robi i dają sobie radę. Dlaczego mi jest tak trudno?” – to częste myśli pojawiające się w ich głowach. Zapominają, że każdy ma prawo do słabości… że każdy ma prawo prosić o pomoc i jej oczekiwać.Kiedy jest nadmiar obowiązków ucierpieć może na tym rodzina, zwłaszcza jeśli jedno z rodziców bardziej skupi się na dziecku, a zapomni o innych relacjach. Zapomniany partner może poczuć się odrzucony lub zaniedbany, a to może powodować dalsze frustracje lub nawet konflikty. Do tego jeszcze praca, często poczucie winy, że za mało czasu spędzamy z dzieckiem lub innymi członkami rodziny.Innym przypadkiem jest moment kiedy aktywna zawodowo mama zostaje „zamknięta” na kilka miesięcy lub dłużej w domu z małym dzieckiem. Nie raz słyszałam od takich matek „Boże, żeby choć trochę czasu spędzić z kimś, to potrafi mówić”. Takie odizolowanie od dotychczasowego świata może zrodzić negatywne odczucia w stosunku do siebie, dziecka lub partnera, który „żyje pełnią życia” i ma kontakt z dorosłymi.Kolejnym aspektem oczekiwań wobec super rodziców są zmiany zachodzące w dzisiejszym świecie i oczekiwania wobec rodziny. Już od najmłodszych lat każde dziecko powinno mieć lekcje angielskiego, basen, balet czy 10 tysięcy innych zajęć. Rodzice, który nie spędzają połowy dnia na wożeniu dzieci z zajęć na zajęcia są uważani za takich którzy nie chcą ułatwić startu swoim pociechom. A gdzie na to wszystko znaleźć czas. I znowu frustracja która może się pojawić, skoro inni to robią to czemu mi jest tak trudno. Pytanie tylko czy tym „innym” też nie jest trudno.Dzisiejszy świat prowokuje rodziców do myślenia, że muszą być super. A tak wcale nie musi być, mamy prawo do słabości, do myślenia że bywa ciężko. Najważniejsze jest kochać nasze dziecko i siebie nawzajem, a pozostałe rzeczy można wypracować. -
Wpajanie błędnych przekonań
Rodzice chcą dla swoich dzieci jak najlepiej: pouczają, pomagają, musztrują, wspierają, radzą jak przejść przez życie. Nigdy umyślnie nie zrobiliby krzywdy swoim pociechom. Mówimy tu o dobrych rodzicach, a zakładam że jeśli to czytasz jesteś jednym z nich. Czasami jednak wśród ogromu naszych dobrych chęci możemy nienaumyślnie wpoić dzieciom błędne przekonania. Są one czymś w rodzaju pułapki myślowej, które w przyszłości mogą negatywnie wpłynąć na nasze dziecko. To co przekazujemy naszym dzieciom: system wartości, przekonania, sposób myślenia często wynikają z modelu w którym sami zostaliśmy wychowani i który powielamy. Najłatwiej wybrnąć z tych pułapek uświadamiając je sobie. Aby Ci pomóc przywołam kilka najczęściej występujących.„Negatywne uczucia są złe”Każdy człowiek ma w sobie emocje, zarówno te pozytywne jak i negatywne. Bardzo często rodzice kładą nacisk na wyrażanie tych pierwszych, robią to nieświadomie. „Kocham Cię”, „Jesteś taki grzeczny, choć cię uściskam”, „Jak się cieszę, że dostałaś dobrą ocenę”…. „Nie płacz!”, „Uspokój się, nic się nie stało!”, „Przestań, wszystkich trzeba lubić”… Znacie to? Często w dobrej wierze próbujemy bagatelizować uczucia negatywne u dzieci, a często i u nas samych. Tylko co to powoduje u naszych pociech na przyszłość? Czy jeśli będą miały problem, złe myśli, itp. przyjdą do nas? Po co? Aby usłyszeć „Nic się nie stało”, „Tylko mięczaki się załamują”… Negatywne uczucia zawsze będą w naszych dzieciach, tylko pytanie jak nauczymy je radzić sobie z nimi.„Wszyscy muszą mnie lubić”Inna pułapka myślowa wynika również z naszych komunikatów „Bądź grzeczny, pobaw się z chłopczykiem”, „Nie marudź, na pewno było to nie chcąco, bawcie się dalej”, „Moja córeczka jest taka urocza, wszyscy ją lubią”… To bardzo dobrze, że uczymy nasze dzieci nawiązywania kontaktów, relacji, zgodnej zabawy, kompromisu. Zwłaszcza dziewczynki są podatne na sugestie „grzecznej dziewczynki”. Tylko czy po takiej lekcji wychowujemy dziecko, które potrafi zdobyć świat? Czy to uczy asertywności i umiejętności wyrażania własnego zdania w poszanowaniu zdania innych? A później narzekamy, że nasze dziecko jest uległe w stosunku do rówieśników, że nie ma własnego zdania… Za lekcją „grzecznej zabawy” powinna iść lekcja „Szanuję innych, chce mieć z nimi dobre relacje, ale nie kosztem poczucia własnej wartości”„We wszystkim muszę być dobry”Większość rodziców zachęca swoje dzieci do nauki nowych rzeczy, doskonalenie się w nich. Uczymy aby jeśli podejmują się jakiegoś zadania, dawały z siebie wszystko. I to bardzo dobrze, bo dbamy o ich rozwój. Ale jest bardzo cienka granica między staram się jak najlepiej wykonać zadanie, a muszę być w tym najlepszy. Tak pułapka myślowa pojawia się w momencie, kiedy zachęcamy lub wręcz zmuszamy dziecko do zajęć które są poza ich sferą zainteresowań albo kiedy rodzice nie akceptują „mniej niż idealnego” wykonania danego zadania. Każdy z nas ma swoje możliwości i ograniczenia w każdej z dziedzin życia, nauki. I choćbyśmy nie wiem jak się starali możemy osiągnąć w nich tylko pewien poziom, raz wyższy a raz niższy. Ważne aby nasze dzieci nie czuły, że muszą być we wszystkim najlepsze, bo nigdy tak się nie stanie. Jeśli choć na moment w ich głowach pojawi się taka myśl to dziecięca samoocena spadnie bardzo szybko, a później trudno ją odbudować. Trudno uwierzyć, że ktoś może być z nas dumny, a nasze największe starania zostaną docenione. Jak to rokuje na przyszłość?„Znaczę tyle, co moje osiągnięcia”Ta pułapka myślowa jest bliska przekonaniu poprzedniemu. Wiąże się to bardzo z pragnieniem rodziców, aby dzieci były dobre we wszystkim czego się podejmują. To naturalne, że chcemy aby dzieci odnosiły sukcesy i były z siebie dumne. Jednak jest bardzo ważne aby zrozumieć, że dzieciom bardzo trudno odróżnić pochwałę lub naganę wobec tego co robią od oceny tego kim są. Mówiąc najprościej dla dziecka pochwała tego co robi jest oznaką miłości, dezaprobata może przez nie zostać odczytana jako brak miłości lub jej ograniczenie. Dzieci pragnął desperacko miłości i akceptacji rodziców i każda choćby najmniejsza oznaka możliwości jej utraty może sprawić im ogromny ból. Chcą czuć, że są kochane bez względu na to co robią i kim są. Nazywamy to „miłością bezwarunkową”- jest to taki stan kiedy dzieci czują, że nie mogą zrobić nic, nic powiedzieć co sprawi, że rodzice przestaną je kochać.Często wydaje nam się, że przecież dzieci wiedzą że je kochamy. Ja pytam „Skąd mają to wiedzieć?”, przecież trudno jest dziecku odróżnić to kim jest od tego co robi. A rodzice powinni na różne sposoby okazywać dzieciom swoją miłość bezwarunkową. Dzięki temu będą się czuły kochane, akceptowane a ich poczucie własnej wartości i samoocena będą na właściwym poziomie.„Popełnianie błędów lub proszenie o pomoc jest złe”Żyjemy w kulturze błędu. W wielu sytuacjach życiowych jesteśmy oceniani przez ich pryzmat. To co robimy jest oceniane jako złe lub dobre… Nie ma miejsca na naukę, a przecież stare przysłowie mówi, że „najlepiej uczyć się na błędach”. Kiedy dziecko uczy się chodzić i po wielokroć upada, zachęcamy je do dalszych prób. Kiedy popełnia inne błędy często tylko je strofujemy. A ile razy zanim jeszcze popełni błąd my je powstrzymujemy. Oczywiście nie mówię tu o sytuacjach zagrażających zdrowiu lub życiu, bo jest to dla mnie jasne że tu nie zastanawiamy się tylko działamy.A proszenie o pomoc? Czyż nasze dziecko nie powinno radzić sobie samo? Oczywiście, że tak. Kiedy potrafi już coś zrobić: jeść, ubrać się, sprzątnąć, przeczytać jak najbardziej zachęcajmy je do samodzielności. Ale jest wiele sytuacji które są dla dziecka nowe bądź trudne i proszenie o pomoc jest uzasadnione. Jeśli choćby nieświadomie przekażemy dzieciom przekonanie, że nie mogą popełnić błędu lub prosić o pomoc jaki będzie ich sposób myślenia? Co się stanie jeśli jednak popełnią błąd w drodze do opanowania jakiejś umiejętności lub wiedzy? Czy będą chciały robić to dalej? Czy będą bały się powiedzieć nam o tym błędzie? A kiedy będą miały problem czy przyjdą do nas z prośbą o pomoc? Czy będą jej szukały u kogokolwiek?Takich pułapek myślowych – błędnych przekonań, które możemy nawet nieświadomie przekazać dzieciom jest wiele. Ważne aby być ich świadomych i próbować najpierw samemu się ich wyzbyć aby unikać ich w wychowaniu. Jak sobie z tym poradzić, będziesz mógł się dowiedzieć oglądając na kanale YouTube w filmik „Wpajanie błędnych przekonań”