Autor: administacja

  • Ale lipa… z tymi chorobami

    Przywozicie niemowlaka do domu ze szpitala… Jesteście tacy szczęśliwi… potem dochodzi do tego jeszcze zmęczenie, jakiś niepokój od czasu do czasu… ale prawdziwy strach przychodzi przy pierwszej chorobie, którą często zwiastuje gorączka… i wtedy się zaczyna…

    My też bardzo mocno przeżyliśmy pierwszą gorączkę Marianki, choć była to tylko typowa trzydniówka. Ktoś może powiedzieć, że to nic dziwnego po takich naszych początkach, ale ja zdaję sobie sprawę, że każdy rodzic, nie tylko wcześniaka przeżywa to bardzo mocno. Bo niby wiesz co powinieneś zrobić, masz do dyspozycji leki. Ale problem się zaczyna kiedy gorączka nie chce spaść lub szybko znowu rośnie. No i przede wszystkim podstawowe pytanie, kiedy zaczynamy mówić o gorączce u dziecka? Jak często robić pomiar? Jakim sprzętem? I w ogóle jak to przeżyć?

    My mamy już za sobą kilka takich sytuacji, jedną choćby wczoraj. Czy jest nam już łatwiej? Czy mniej się przejmujemy? Z pewnością przejmujemy się tak samo jak za pierwszym razem, teraz tylko jesteśmy chyba bardziej opanowani. Bo tak naprawdę to tylko opanowanie i zdrowy rozsądek mogą nam pomóc „przeżyć to”. No i kilka zasad, o których ja staram się pamiętać

    Kiedy to już temperatura?

    Trzeba znać swoje dziecko i wiedzieć jaka jest naturalna jego temperatura. U naszej Marianki 37,2 to standard. Więc jeżeli temperatura wzrasta do 37,5 czy 6 to najpierw sprawdzamy czy nie jest przegrzana lub po prostu wymęczona. U każdego dziecko będzie to wyglądało inaczej. Jedne przy 38,5 będzie się normalnie bawiło, a inne przy 38 będzie „leciało przez ręce”. Ma u oczywiście znaczenie też przyczyna gorączki. Warto więc wcześniej znać swoje dziecko i je obserwować. Nie należy zbyt wcześnie podawać leków przeciw gorączkowych przede wszystkim dlatego, że to nie gorączka jest problemem – to walka organizmu, samoobrona lecz jej przyczyna.

    Jakie leki?

    Na rynku są dostępne różne i w syropie i w czopkach. Trzeba zdecydować się na jakiś zanim jeszcze dziecko gorączkuje, powinien u pomóc zaufany lekarz pediatra. Leki bazują na ibuprofenie lub paracetamolu. Większość lekarzy proponuje je podawać naprzemiennie. Zawsze warto się zapoznać z ulotką i sposobem dawkowania. Pamiętajcie lek podajemy w dawce dostosowanej do wagi a nie wieku dziecka.

    Co oprócz leków?

    Warto pamiętać też o domowych sposobach na gorączkę. My często używaliśmy ich kiedy gorączka wracała zbyt szybko aby podać następną dawkę leku.

    Jednym z nich są zimne okłady lub kąpiel. Pamiętajcie, że to tylko nazwa. Nie wyobrażam sobie włożenia rozgorączkowanego dziecka do zimnej wody. Jakbyście się wy poczuli w takiej sytuacji? Woda powinna być ok 2 stopni chłodniejsza niż ciało dziecka, tak samo z okładami. Nie serwujmy maluchowi szoku termicznego.

    Kolejny ważna rzecz to woda. Podczas gorączki dziecko często się poci i traci wodę. Aby nie doszło do niebezpiecznego odwodnienia należy pamiętać o jej podawaniu. Nie zastąpi jej żadna herbata ani sok.

    A propo herbat… dla nieco starszych dzieci polecam na gorączkę herbatkę z kwiatu lipy i odrobiny miodu. Może smak nie podejść każdemu dziecku (zwłaszcza tym przyzwyczajonym do samej wody), ale naprawdę działa cuda. Polecam również ją kobietom w ciążku, mi bardzo pomogła.

    Lekarz to podstawa

    Każdą, zwłaszcza trwającą kilka dni gorączkę należy skonsultować z pediatrą. Nawet jeśli myślimy, że to zęby lub trzydniówka. Przyczyny mogą być różne, np. zapalenie pęcherza. A my sami tego nie stwierdzimy. Grunt to niczego nie przegapić

    Nie tracić głowy

    Choć patrzenie na cierpiące dziecko, które czasami jest wprost nie do poznania… nie traćmy głowy. Pomyślmy jak sami się czujemy podczas gorączki. Pamiętajmy, że nasz strach ma nam pomóc rozpoznać niebezpieczeństwo, ale nie paraliżować. Mamy pomóc naszemu dziecku, a nie panikować. Pierwsza gorączka przyjdzie prędzej czy później. Warto się do niej przygotować i nie tracić głowy. Powodzenia.

  • O ulubionych zabawkach słów kilka

    Myślę, że większość z nas miała w dzieciństwie swoją ulubioną zabawkę. Czy to maskotkę, lalkę, koparkę czy misia. Co niektórzy być może mają ją jeszcze do dziś, u siebie lub u rodziców czy dziadków w domu. Może ktoś nawet zostawił ją sobie z myślą o swoich przyszłych dzieciach?

    Ja miałam ukochanego misia, który spał ze mną dość długo. Znał wszystkie moje sekrety, a obecnie jest tak sfatygowany, że teraz najlepiej go nie ruszać, bo głowa trzyma się na słowo honoru, a przyszyć ją bardzo trudno. Miałam też kilka innych maskotek, które lubiłam. Dość ważny był dla mnie Kubuś Puchatek, którego uwielbiam jako postać. Marzyło mi się kiedyś, że moje dziecko też będzie go lubiło i może nawet zostanie jego ulubioną zabawką. Ale jak za pewne wiecie dzieci są dziwne – zwłaszcza małe i raczej nieobliczalne. Mój Kubuś nie przypadł Mariance za bardzo do gustu i choć uwielbia słuchać opowiadań o nim (już w inkubatorze dobrze na niego reagowała) to jako zabawka nie wzbudził oczekiwanego zachwytu. Jako maluszek zaś zakochała się w lwie Leosiu, którego dostała od kuzynów. Cóż było robić, kiedy maskotce oberwało się „ulewaniem” szybko trafiał do prania i na grzejnik, towarzyszył nam wszędzie. Aż do czasu… kiedy jakoś przestał wzbudzać zainteresowania. Te zaś zostało przeniesione na lalkę Anię, która przez kilka pierwszych tygodni przeleżała jak to się mówi „w kącie”. Ania jest teraz towarzyszka na rehabilitacji, podczas spacerów i zabawy. Niedawno dołączył do niej pies, wielkości Marianki, Awa. Na szczęście jeszcze nie zabieramy go ze sobą wychodząc z domu. Ale nie zarzekam się, że do tego nie dojdzie.

    Dlaczego godzę się na to wszystko? Bo ulubione zabawki dzieci, chociażby były przez nas znienawidzone, są dla ich rozwoju bardzo ważne. Maluchy często nie potrafią przekazać nam swoich uczuć, tego co w nich „siedzi”. Problem stanowi nie tylko niemoc werbalna, ale i często emocjonalna. Ulubiona zabawka jest powiernikiem, który bez słów wszystko zrozumie, pocieszy i utuli. Nawet traktor bez jednego koło może być dobrym słuchaczem. Te zabawki dają poczucie bezpieczeństwa, poczucie więzi z domem, rodzicami. Pozwalają dzieciom czuć pewną stałość i niezmienność. Ich dotyk, zapach a czasami nawet smak sprawiają, że dziecko się wycisza, uspakaja i zaczyna wierzyć, że wszystko będzie dobrze.

    Nie jesteśmy w stanie wpłynąć na wybór dziecka, jeżeli chodzi o ulubioną zabawkę, ani zmienić jego uczuć. Czasami dziecko pod presją może zrezygnować z ulubieńca, ale robi to z wielkim bólem serca i z miłości do rodzica. Ale nawet jeśli wydaje się nam, że dobrze to znosi, w środku zostaje uczucie, że musiało zrezygnować z KOGOŚ ważnego dla rodzica… że musiało dokonać wyboru… że straciło kogoś ważnego… A to negatywnie wpływa na naszą relację i więź z dzieckiem. Bo to co dla nas wydaje się błahostką, dla dziecka może urosnąć do rangi bardzo dużego problemu emocjonalnego.

    Tak więc zaakceptujmy ulubieńców naszych dzieci, wspierajmy w poczucie bezpieczeństwa które dają te zabawki. Bo dzieci kiedyś dorosną, a zabawki trafią do pudeł z pamiątkami… a nasza relacje nadal będzie trwała.

  • Robisz źle, a nie jesteś zły

    Na mojej liście tematów, ten zapisany był już bardzo dawno temu. Po części nawiązywałam do niego już w kilku tekstach. Ale dopiero teraz, kiedy ten problem pojawił się w mojej rodzinie trafił na pierwsze miejsce. Może dlatego, że tak wiele osób już o tym pisało – nawet całe książki, wydawało mi się, że już wszyscy o tym wiedzą i są w stanie stosować to w wychowaniu dzieci… ale jakże się myliłam.

    Kiedy dziecko zrobi coś źle lub nas nie słucha, co w pierwszej chwili nasuwa się nam na język? „Nie bądź niegrzeczny” lub „Ale jesteś niegrzeczny”. I tu pojawia się problem… i to taki, który łatwo przeoczyć. Bo tak naprawdę powinniśmy powiedzieć „Nierób tak”, „Nie postępuj niegrzecznie”. Inny przykład, który ostatnio pojawił się u nas w domu… „Kto jest łobuzem?”, a powinno być „Kto łobuzuje?”. Widzicie różnice? Dla wszystkiego już tłumaczę.

    Pierwsze zdania w przykładach są określeniami osoby, a te poprawne to określenia zachowania. Czym to się różni? Jeżeli w jakiś sposób, zwłaszcza negatywny, określamy dziecko – nadajemy mu etykietkę. Jeżeli słyszy to często, zaczyna w tę etykietkę wierzyć, samo się z nią identyfikuje. Jeżeli np. dziecko słyszy cały czas, że jest niegrzeczne, jest łobuzem, jest nieposłuszne, itp. zaczyna w to wierzyć… tak się zachowuje aby potwierdzić tę etykietkę. I tu pojawia się błędne koło. Jeżeli zaś określamy jego zachowanie, to nie musi ono być stałe, zachowanie zawsze można zmienić, zachowanie jest w danej chwili takie, a zaraz może być inne. Nadanej etykietki nie da się tak łatwo zmienić. To wszystko tkwi w głowie, nie tylko dziecka, ale też naszej.

    Kiedy ktoś dla nas ważny mówi coś o nas, określa nas to wierzymy w to. A przecież my – rodzice jesteśmy dla naszych dzieci najważniejsi na świecie. Dlatego tak ważne jest to jak je określamy. Jeżeli dziecko słyszy od rodziców, że jest głupie, bezmyślne i beznadziejne… to nawet jeśli za 10 minut zaproponujemy wspólne spędzenie czasu to w głowie dziecka pozostanie „Jestem głupi, bezmyślny i beznadziejny” i to niezależnie czy ma 3 czy 13 lat. Tak działa nasz umysł.

    Jak więc strofować dzieci? Po porostu określać ich zachowanie „robisz, postępujesz, zachowujesz się” i pokazać, ze można to zachowanie zmienić i jak. Nie nadawać etykietek, nie uzależniać dziecka od swoich oczekiwań prawdziwych czy wyimaginowanych przez dziecko.

    A jeżeli babcia, ciocia czy koleżanka nawet w żartach powiedzą do waszego dziecka „Kto jest łobuzem?” odpowiedzieć, że chyba babcia, ciocia lub koleżanka, bo wasze dziecko to ewentualnie „łobuzuje” 😉

  • Nie chcę tego dla mojej córki…

    Kiedy rodzi się nam dziecko chcemy je chronić, pragniemy dla niego długiego, szczęśliwego i bezpiecznego życia. Dlatego nie godzę się na to wszystko dla mojej córki… i innych dzieci na tym świecie.

    Nie godzę się na życie w strachu…, że w najmniej oczekiwanym momencie jakiś wariat wjedzie w tłum ludzi w którym będzie moje dziecko. Nie godzę się na to aby wspaniała religia była wykorzystywana do manipulowania ludźmi. Nie godzę się aby przez kilku ekstremistów tysiące ludzi było traktowanych jak terroryści. Nie godzę się aby przez zamachy, które wstrząsają Europą, ogrom dzieci w krajach ogarniętych wojną nie otrzymało pomocy. Nie godzę się aby z trybun sejmowych, mównic czy niektórych ambon kościelnych płynęły słowa, które mogą namawiać do strachu przed obcymi. Nie godzę się na mowę nienawiści do drugiego człowieka, tylko dlatego, że ma inny kolor skóry, modli się inaczej lub w ogóle.

    Od lat w gronie moich znajomych są muzułmanie, wspaniali ludzie, którzy co dnia udowodniają, że ich religia nie namawia do złego. Dają świadectwo swoim życiem. Świadectwo, które tak łatwo zatrzeć poprzez działania kilku osób wykorzystujących religię do czynienia zła… a właściwie do uzyskania władzy. Wykorzystują do tego osoby słabe, które dają się łatwo manipulować i wykorzystywać.

    To waśnie przez takie rządne władzy osoby świat zaczyna się zmieniać na taki, którego nikt nie chciałby dla swoich dzieci. I nie mówię tylko o mojej córeczce, o która przecież tak walczyłam na początku Jej życia. Ale też o dzieciach, które żyją i umierają na terenach objętych walkami…, które uciekają i umierają podczas morderczej podróży do Europy, która wcale nie czeka na nie z otwartymi rękami.

    Nie godzę się na to wszystko… ale co mogę zrobić? Chyba tylko mówić o tym głośno. O tym, że mimo strachu warto żyć normalnie (co nie oznacza bezmyślnie). O tym, że trzeba się bronić przed terrorystami, ale nie strzelać na oślep w bezbronnych. O tym, że nienawiść wcale nie jest rozwiązaniem…. O tym, że aby nasze dzieci żyły w świecie jakiego pragniemy nie możemy go tworzyć na gruzach… O tym mogę mówić…

  • 5 dni, Mazury i maluch 🙂

    Mazury – cud natury… zgadzam się z tym stwierdzeniem nie tylko dlatego, że mój mąż pochodzi z tych terenów. Już nie raz tam byliśmy. Tym razem wybraliśmy się na rodzinne wakacje. Może trochę krótkie, ale zawsze 🙂 A czy Mazury mogą być ciekawe dla rodziny z małym dzieckiem? Jak najbardziej! Wiemy przecież, że tak naprawdę to my musimy się dobrze bawić, a wtedy i nasz maluch odczuje przyjemność ze wspólnego czasu. Oto moje mazurskie, subiektywne propozycje dla rodzin z małymi dziećmi. My się dobrze bawiliśmy i polecamy 🙂

    Rejsy statkiem po mazurskich jeziorach

    W każdej mazurskiej miejscowości położonej nad jeziorami czy większymi rzekami znajdziecie taką propozycję. Jeżeli Wasze dziecko jest malutkie – leży w wózku i nie bardzo marudzi to możecie się zdecydować na te dłuższe pięciogodzinne, np. z Rucianego do Mikołajek i z powrotem (ok 1,5 godziny na spacer po Mikołajkach). Jeżeli zaś macie ciekawskiego 1,5 roczniaka czy 2-latka proponuję godzinny rejs – takich propozycji jest bardzo dużo. Maluch się nie znudzi, takim rejsem o ile w trakcie będziecie mu pokazywali co się dzieje dookoła, inne statki, kajaki, ptactwo, itp.

    rejs

    Farma Jeleniowatych – Kosewo Górne

    Jest to ośrodek badawczy PAN, mieszczący się mniej więcej w połowie drogi między Mikołajkami, a Mrągowem. Można w nim zobaczyć przede wszystkim jeleniowate oraz muflony i kozy. Przewodnik w muzeum pokrótce wyjaśnia czym są jeleniowate i opowie jakie zwierzęta zobaczymy podczas zwiedzania. Na kilku kwaterach można zobaczyć m.in. daniele, jelenie szlachetne i sika. Całość trwa ok 1,5 godziny. Teren jest dość rozległy i malutkie nózki będą potrzebowały wsparcia. Wózek się tam nie sprawdzi, a poza tym zwierzęta mogłyby się przestraszyć. Względy bezpieczeństwa są najważniejsze. W tych warunkach sprawdzi się z pewnością chusta, nosidło ergonomiczne lub ręce rodziców. My poradziliśmy sobie we dwójkę bez innego wsparcia ale Marianka jest leciutka. Dodam, że w Kosewie nie dotykamy i nie karmimy zwierząt, bo są one przyzwyczajone do ludzi ale tylko do ich obecności. Nie są oswojone i są obiektami badań naukowych.

    Z pewnością ktoś zapyta czemu nie Kadzidłowo, przecież tam można karmić zwierzątka. Tak. Jednak w Kadzidłowo polecam starszym dzieciom, które same dobrze chodzą, bo trasa jest o wiele dłuższa i wymagająca przechodzenia przez wysokie płoty.

    kosewo

    Park wodny Tropikana w Mikołajkach

    Chyba nie muszę zachęcać do korzystania z parków wodnych i basenów. Ten jest przystosowany do małych dzieci, ma brodziki z bardzo ciepłą wodą, a i starsze dzieci oraz rodzice znajdą dla siebie coś fajnego. Jedyny minus to ogromna rzesza ludzi. Z pewnością teraz wybralibyśmy się tam poza weekendem, zwłaszcza długim. I z pewnością po południu, bo rano często pojawiają się tam grupy zorganizowane.

    Warto zatroszczyć się o gotówkę, gdyż wejścia można opłacić w automacie tylko w taki sposób. Na miejscu dostaniecie ręczniki, znajdziecie tak przydatne rzeczy jak np. pompkę do dmuchania zabawek.

    My bawiliśmy się tam świetnie i 1,5 godziny zleciało nie wiedzieć kiedy. A Mariankę ledwo wyciągnęliśmy z wody.

    park-wodny

    Porty

    Oczywiście najbardziej widowiskowy jest ten w Mikołajkach, gdzie można zobaczyć małe i duże żaglówki, statki i motorówki. Te ostatnie nawet wynająć bez uprawnień. Bardzo urokliwy port jest również w Rucianym, gdzie można odpocząć i się zrelaksować.

    mikolajki-plazamikolajki-kladkaruciane-rybaruciane-port

    Atrakcje w danej chwili

    Za każdym razem kiedy pojawimy się w nowym miejscu warto odwiedzić miejscową Informację Turystyczną. Tam nie tylko dowiecie się co ciekawego można zwiedzić w okolicy, ale też o atrakcjach, które będą organizowane w trakcie waszego pobytu. Właśnie dzięki takim informacjom w Piszu mogliśmy obejrzeć pokazy miejscowego szwadronu ułanów, a kilka dni później sprzętu wojsk NATO.

    ulaninato

    Gastronomia

    To często powód naszych zmartwień kiedy jedziemy na wakacje z maluchem, zwłaszcza takim który już nie zadowoli się tylko mlekiem czy papkami. Wiele restauracji i lokali proponuje menu dziecięce jednak muszę przyznać, że jest ono dość ubogie i najczęściej przeznaczone jednak dla trochę starszych dzieci. Warto jednak dobrze poszukać bo zdarzają się takie gdzie oprócz kurczaka w panierce dostaniemy np. spaghetti. W większości miejsc znajdziemy też krzesełka do karmienia, jednak przewijak w łazience nadal nie jest jeszcze standardem. Po mimo to można przeżyć wakacje na Mazurach bez gotowania dla dziecka, a jedynie wybierając dobrą gastronomię.

    gastronomia

    Oczywiście to nie wszystkie atrakcje Mazur dla rodzin z małymi dziećmi. Jest wiele bardzo fajnych placów zabaw (choćby w Mikołajkach), miejsc do zwiedzania. My w tym roku byliśmy tam pięć dni i każdy z nich był bardzo intensywny, a przede wszystkim ciekawy dla nas i Marianki 🙂

  • Wrzuć na luz 😉

    Szybko, szybciej… Załatwić, zaprowadzić, odebrać… zakupy, pranie, sprzątanie, obiad… Zajęcia, spacer, plac zabaw… Teraz, zaraz, natychmiast… Biegiem, biegiem, biegiem… A gdyby tak wyluzować… odpuścić? Co by się stało? Czy wszystko by się rozleciało?

    Dzisiejszy świat nastawiony jest na efekt. Wszyscy gdzieś pędzimy. Ja też. Tydzień biegnie za tygodniem, nasze dzieci z niemowlaków stają się niemowlakami, przedszkolakami, uczniami, nastolatkami, dorosłymi… A przecież czasu nie można zawrócić. To co było już nie wrócić. W tym biegu i szaleństwie można zagubić siebie i rodzinę. Wiadomo, że trzeba jeść, w coś się ubrać, dać dzieciom jak najlepszy start w przyszłość. Nie kwestionuję tego. Ale warto też znaleźć chwilę na oddech nie tylko dla siebie ale i dla całej rodziny. A właśnie wakacje są najlepszym czasem na to. I cóż, że już ponad połowa za nami?

    Ale jak sprawić, żeby urlop był rzeczywiście czasem odpoczynku i bycia razem, a nie kolejnym odhaczonym punktem w planie? Po pierwsze trzeba zastanowić się nad tym jak lubicie odpoczywać. Jedni wolą lenistwo na plaży, inni wędrówki w górach, zwiedzanie czy zaszycie się w leśnej chacie. Pamiętajcie jednak o wszystkich członkach rodziny. Znajdźcie taki kompromis, aby każdy znalazł coś dla siebie. Jeśli macie małe dzieci to niestety całodzienne wylegiwanie się jest raczej mało realne. Ale na to tez się znajdzie sposób… można się wymieniać. Raz odpoczywa tata, a raz mama. Zabierzcie ulubione zabawki czy pomyślcie od atrakcjach, które Wam i dzieciom sprawią przyjemność. Przygotujcie kilka propozycji już w domu, aby na miejscu się nie denerwować.

    Jeśli macie starsze dzieci, to zastanówcie się też nad ich samodzielnym wyjazdem na kolonie, obóz, odwiedziny u babci czy krewnych. W ten sposób możecie wygospodarować też kilka dni tylko dla siebie. Ale nawet jeśli macie maluchy, planujcie tak czas abyście mogli choć odrobinę spędzić go razem. Może wieczory, kiedy dzieci już śpią… Jakieś romantyczne oglądanie gwiazd czy posiadówka przy ognisku… To już od Was zależy. Wykorzystajcie ten czas aby wzmocnić swój związek, a tym samym całą rodzinę.

    Niezależnie czy urlop spędzacie podczas długiego lub krótkiego wyjazdu czy w domu to od Was zależy czy nadal będziecie pędzić czy nabierzecie wiatru w żagle. Czasami warto wrzucić na luz, aby potem można było znowu przyspieszyć. Na to nigdy nie jest za późno. I co? Wrzucamy na luz 😉

  • Sprzątać czy nie? Oto jest pytanie…

    Przez wiele lat pracując w przedszkolu obserwowałam różne dzieci, które zaczynały swoją przygodę z edukacją. Były w różnym wieku (2,5 – 5 lat), posiadały różne umiejętności, wiedziały mnie czy więcej. W wielu sprawach były do siebie podobne, ale też w wielu inne. Nigdy nie spotkałam dwójki takich samych, nawet jeśli chodzi o bliźniaki. Jednak rodzice zazwyczaj byli do siebie podobni. Zdenerwowani pierwszymi krokami w samodzielność swoich dzieci, często zaskoczeni jak sobie dobrze radzą. Ale przede wszystkim często zdziwieni tym co ich dzieci potrafią i robią w przedszkolu… a w domu nie. Jedną z takich umiejętności jest sprzątanie po sobie.

    Nawet jeśli placówka przedszkolna jest mała i grupy są małoliczne to i tak nauczyciel nie byłby w stanie sprzątać zabawek po każdym dziecku. Dlatego od pierwszego dnia mówi się przedszkolakom aby odkładały zabawki na miejsce zanim wezmą następne. I o dziwo, większość dzieci robi to od razu (niektóre są nauczone tego w domu), a innym trzeba czasami o tym przypominać. Jest wielu rodziców, którzy widząc takie pozytywne zachowanie swego dziecka są zaskoczeni. Wiele razy słyszałam „Jak to pani zrobiła? Przecież w domu to nawet ręką nie ruszy”. Jest na to prosta odpowiedź – w przedszkolu nie ma wyboru. Nawet 2,5 roczne dziecko jest w stanie odłożyć zabawkę na miejsce, a jeśli nawet na początku nie pamięta gdzie ona leżała to po przypomnieniu nie jest to już problem. Czasami jest gorzej z chęciami, ale o tym zaraz.

    Jak więc nauczyć dzieci sprzątać? Kiedy to robić? I właściwie po co?

    No właśnie, po co? Niektórzy rodzice (zwłaszcza mamy) twierdzą, że same najlepiej posprzątają, zrobią to szybciej i dokładniej. „Żałują” swoich maleństw, które po zabawie są zmęczone. A potem maleństwa mają kilkanaście lat i mamy się dziwią, że sprzątanie ich nie interesuje… Można i tak.

    Od kiedy uczyć dzieci sprzątać? Ja zaczęłam kiedy Marianka już stabilnie siedziała i zaczynała zabawę już dość świadomie. Za wcześnie? Moim zdaniem nie. Ale można to zrobić i później.

    Jak to zrobić? Kiedy maluch kończy zabawę po prostu wspólnie sprzątamy. Niech to też będzie zabawa. Ważne aby używać słowa SPRZĄTAMY. Dziecko wie wówczas czym jest ta czynność. Oczywiście najpierw Marianka głównie obserwowała, wrzucając np. jedną zabawkę do pudełka, ale z czasem to się zwiększało. Warto skorzystać z tego, że maluchy lubią rzucać i może to być dla nich zajmujące. Jest to dla nich jednocześnie bardzo dobre ćwiczenie rozwojowe, ponieważ doskonalą manipulowanie przedmiotami, poznają znaczenie słów „podaj mi”, „proszę”, „dziękuję”. Oczywiście u tak małych dzieci sprzątanie musi być wspólne. Zanim stanie się nawykiem potrafi minąć i rok albo dłużej, ale warto zaczynać jak najwcześniej. Niech będzie dla nich czymś normalnym, że najpierw sprzątamy a potem bierzemy do zabawy coś nowego. Będą to rozumiały i łatwiej będzie im to uznać za regułę.

    A kiedy dzieciom się „nie chce”? Oczywiście najlepiej zaproponować wspólne sprzątanie. Ważne aby nie skończyło się na tym, że dziecko siedzi a my sprzątamy. Możemy też ustalić, że odpoczywamy 10 – 15 minut i wtedy zaczniemy sprzątać. Ale w tym czasie nie bierzemy nic nowego.

    Oczywiście to my decydujemy kiedy wprowadzać dziecko w tajniki sprzątania po sobie. I czy jest to nam potrzebne. Z pewnością naszym dzieciom tak. Nie tylko w przedszkolu, ale też w przyszłości… zwłaszcza kiedy będą mieszkały już same. Warto o tym pomyśleć „żałując” naszego maleństwa 😉

  • Już za chwilę, za momencik przedszkole nas powita 🙂

    Miesiąc wakacji za nami. A już niektórzy rodzice z niepewnością spoglądają na kalendarz i widniejącą na nim datę 1 września. Patrzą na swoje „malutkie” dzieciaczki, które jeszcze przed chwilą ledwo co raczkowały, a już za miesiąc zostaną przedszkolakami. I nie ważne czy mają 2,5 roku, 3 czy 4 lata. Ten niepokój przeplata się z radością i oczekiwaniem. I to wcale nie u dzieci 😉 Jak sprawić aby przeżyć w miarę bezproblemowo pierwsze dni w przedszkolu?

    Przez 9 lat pracy z przedszkolu co roku oglądałam te same sceny. Co roku rozmawiając z rodzicami rozwiewałam te same wątpliwości… to samo zresztą robiły, robią i będą robiły moje koleżanki i koledzy po fachu nie tylko w Polsce. To normalne, że rodzice denerwują się kiedy ich ukochane dziecko ma zostać na sporą część dnia pod opieka kokoś nieznajomego, w nowym miejscu i wśród nieznanych dzieci. Dziwne byłoby gdybyśmy się choć trochę nie martwili. Łatwiej jest oczywiście rodzicom dzieci, które chodziły do żłobka. Oni ten pierwszy stres mają już za sobą. A dzieci żłobkowe z reguły bardzo szybko przyzwyczajają się do nowego miejsca, bo znają już zasady panujące w grupie rówieśniczej.

    Pamiętajmy o bardzo ważnej rzeczy. To od nas w dużej mierze zależy jak pierwsze chwile i dni odbiorą nasze dzieci. Bo pierwszym nośnikiem informacji o przedszkolu jesteśmy my – ich rodzice. Dzieci bardzo dobrze odpierają nie tylko to co mówimy, ale też nasze emocje i ogólny przekaz niewerbalny. Nie wystarczy tylko mówić, że w przedszkolu będzie super… Trzeba też w to wierzyć. Zakładam, że skoro zdecydowaliśmy się posłać dziecko do przedszkola to musimy mieć choć minimalne zaufanie, że nic mu się nie stanie, będzie zaopiekowane i szczęśliwe. Pamiętajmy o tym, że rozwój społeczny w tym wieku jest niezmiernie ważny i zostawienie dziecka w domu sprawia, że nie tylko może zostać „w tyle” za rówieśnikami jeśli chodzi o wiedzę, ale przede wszystkim o doświadczenie społeczne. Im później pozna zasady panujące w grupie rówieśniczej, tym może być mu trudniej.

    Co więc zrobić aby przekonać siebie i dziecko, że wszystko będzie dobrze?

    1. Poznać przedszkole, do którego dziecko będzie chodziło – zarówno jako budynek/ sale/ łazienkę ale i atmosferę, zwyczaje, panie. Dziś wiele placówek organizuje dni otwarte, zajęcia. Jest szansa obejrzeć przedszkole, poznać panie oraz dzieci z przyszłej grupy. Można też indywidualnie odwiedzić to miejsce. Wszystko zależy od Waszych potrzeb i zwyczajów panujących w przedszkolu. Do takiego spotkania warto się przygotować, spisać nurtujące pytania, wątpliwości. Wychowawcy lub dyrekcja bez problemu powinni na nie odpowiedzieć.

    2. Rozmawiać z dzieckiem o tym co się wydarzy. Może przeczytać parę książeczek o pierwszym dniu w przedszkolu (polecam zwłaszcza takie, w których jest mało wspomnień o płaczu dziecka, aby nic nie sugerować). Może opowiedzieć o fajnych zdarzeniach ze swego pobytu w przedszkolu. Dobrym pomysłem jest też spotkanie się z innym dzieckiem, które chodzi o przedszkola i mu się podoba.

    3. Przygotowanie fizyczne do planu dnia. Dobrze jest się wcześniej dowiedzieć jak wygląda plan dnia w przedszkolu aby co najmniej miesiąc wcześniej zacząć wprowadzać podobny w domu. Ważne to jest zwłaszcza dla młodszych dzieci, które mogą mieć równe pory drzemki i posiłków. Im wcześniej przyzwyczaimy organizm od takiego trybu tym lepiej. Ułatwimy tym samym dziecku pierwsze dni.

    4. Poznajmy też dziecko z pościelą i piżamką, w której będzie spało. Tak aby nie było zdenerwowane, kiedy zobaczy ją pierwszy raz w przedszkolu. Niech wie jak wygląda jego ręcznik, kubeczek, szczoteczka. Zapytajmy się czy można zabrać ze sobą do przedszkola ulubioną zabawkę. Sprawmy aby rzeczy dały poczucie bezpieczeństwa, kiedy nas nie będzie.

    5. I najważniejsze… wierzyć, że dziecku nie stanie się krzywda i będzie pod fachową opieką. Bo to w naszej głowie leżą wszystkie źródła lęków, które przekazujemy dzieciom. Oczywiście lekkie poddenerwowanie to norma, ale płacz proponuje zostawić sobie na chwilę kiedy dziecko będzie już w sali. Dobrym rozwiązaniem jest też, aby pierwsze dni odprowadzał malucha do przedszkola tata. W większości przypadków (choć nie zawsze) – tatusiowie lepiej potrafią ukryć emocje i dzieciom jest łatwiej. Choć to wszystko zależy od każdego z nas.

    Życzę Wam aby ten ostatni miesiąc upłyną na przyjemnych przygotowaniach do przedszkola. I aby Wasze dzieci chętnie do niego chodziły. Bo to wspaniały czas rozwoju i zabawy dla maluchów.

  • Trzeba przygotować i pomóc przeżyć

    Pójdę z Marianką, pobiorą mi krew, Ona posiedzi w wózku i tyle. Jaki w tym problem? O, ja ignorantka… Dla mnie nadal Mania jest malutka i czasami zapominam, że już bardzo wiele rozumie. Nawet czasami zbyt wiele. A potem jest płacz i emocje, z którymi nie wiadomo co zrobić. Ale zacznijmy od początku.

    Dziś rano wybrałyśmy się z Marianką do laboratorium na badania. Było to nowe miejsce. Pobranie krwi trwa chwile i tak jakoś nie pomyślałam, żeby Ją do tego jakoś specjalnie przygotować. A tymczasem kiedy tylko Mania zobaczyła, że pielęgniarka bierze mnie za rękę, ściska ją, masuje, a w ostateczności pobiera mi krew… No powiem tylko, że byłam zaskoczona Jej reakcją. Bardzo się zmartwiła, przejęła i przestraszyła. Zresztą przeżywała to jeszcze po wyjściu z laboratorium, potem kiedy rozmawiałam o całym zejściu z moją mamą. Łapała się za prawą rękę w miejscu pobrania krwi (mi też pobierano krew z prawej) i żałosnym głosem wołała „mama, mama”. Próbowała tłumaczyć zarówno babci przez telefon, jak i tacie po powrocie do domu, że pani brała mnie za rękę i coś robiła. W pewnym momencie nawet zaczęła płakać, łzami jak groch. Wszystko to było bardzo przejmujące i ściskające za serce.

    Czy mogłam coś zrobić aby ta sytuacja nie miała miejsca? Z pewnością tak. Oczywiście poza najprostszym rozwiązaniem – nie zabierać Jej ze sobą (czasami nie ma jednak wyjścia). Przede wszystkim mogłam Mariance opowiedzieć gdzie jedziemy i co się tam będzie działo, że pani będzie dotykała mojej ręki, pogłaszcze, itp. Z pewnością łatwiej byłoby Mani to wszystko zrozumieć.

    Bardzo często zapominamy, że dzieciom trudno jest poradzić sobie z nowościami. Dlatego zawsze warto opowiedzieć im gdzie idziemy i co się będzie tam działo. Być może nie złagodzi to wszystkich stresujących momentów, ale będzie im łatwiej. Nawet roczne dziecko może zrozumieć prosty opis, który odwołuje się od sytuacji które już zna.

    No dobrze, ale jeżeli już dziecko przeżyje coś zaskakującego lub stresującego, co możemy zrobić? Pomóc przeżyć i zrozumieć. Jeżeli będziemy ignorować emocje i przeżycia dziecka, może to w przyszłości wpłynąć na jego rozwój. Mózg i tak „zmagazynuje” te wspomnienia i odtworzy je w najmniej oczekiwanym momencie. Jak więc to zrobić? Starsze dzieci zachęci do powiedzenia jak widziały te wydarzenia, co wtedy czuły. Bez nazwania trudno uporać się ze wszystkim co się dzieje w głowie. A maluchy? Opowiedzieć historię tak jak one mogły to widzieć i co czuć. Ja, kiedy Marianka pokazywała rękę mówiłam, że pani trzymała mnie za rękę i Mania nie wiedziała co się dzieje. Czuła się niepewnie, nie wiedziała co pani robi i dlaczego. Przeprosiłam, że nie powiedziałam gdzie i po co idziemy. Obiecałam, że więcej się to nie powtórzy. Próbowałam opisać Mani uczucia. Po powtórzeniu kilku razy tego samego Marianka uspokoiła się i przestała płakać. Być może trochę bardziej zrozumiała co się wydarzyła. Jeśli będzie potrzeba, powtórzymy tę rozmowę.

    Pomóc w zrozumieniu trudnej sytuacji to podstawa, aby coś co wydarzyło się w dzieciństwie nie stało się utajoną traumą w dorosłości. A ja dostałam nauczkę, że moja córka jest już na tyle duża, że zrozumie więcej niż mi się wydaje.

  • Fundacja Mali Wojownicy

    Wszystko ma znaczenie… Pojawienie się Marianki w naszym życiu sprawiło, że inaczej zaczęliśmy postrzegać świat oraz problemy innych osób.

     

    Dlatego zdecydowaliśmy się założyć Fundację, która lokalnie będzie wszechstronnie wspierała rodziców wcześniaków i dzieci z problemami okołoporodowymi. Przygotowujemy dokumenty do rejestracji, ale już dziś możecie być na bieżąco z naszymi działaniami oraz dowiedzieć się więcej o radościach i problemach rodziców, których będziemy wspierać.

    Zapraszamy na nasz fanpage 🙂