Kategoria: Przeczytaj

  • Masz prawo! Czyli kilka słów o Konwencji Praw Dziecka

    W sumie każdy z nas wie, że dzieci mają swoje prawa. Być może słyszeliśmy o tym, że Janusz Korczak mówił, iż dziecko to nie przyszły człowiek, ale już człowiek, tylko mały. Przecież kochamy nasze dzieci i szanujemy, wiemy jak je wychować – tak jak my zostaliśmy wychowani. Zawsze tak było, jest i będzie. Poza tym, wszyscy mówią o prawach, a czemu nikt nie mówi o obowiązkach dzieci? Rozbisurmaniło się to tałatajstwo i tylko by siedziała przed komputerem i nic nie robiło, a ty biedny rodzicu tyraj. Chcesz im dać to co najlepsze, a tu taka wdzięczność.

    Ale ktoś, kiedyś jednak te Prawa Dziecka uchwalił. Nie po to by zrobić na złość rodzicom, ale aby ochronić dzieci na całym świecie. Bo wielu ludzi zapomina, że dziecko to człowiek. A każdemu człowiekowi należy się szacunek i ochrona kiedy dzieje mu się krzywda. Zwłaszcza takiemu bezbronnemu jak dziecko. Są rodzice, którzy nie chcą aby ich dzieci znały swoje prawa, bo boją się sytuacji opisanych powyżej. Ale jeśli w domu panuje miłość i wzajemny szacunek to rozmowa o prawach dziecka tylko to wzmocni. A wiedza pozwoli dzieciom czuć się bezpiecznie, będą wiedziały jak mogą obronić się przed dorosłymi, z którymi stykają się na co dzień.

    Konwencja zawiera 54 artykuły i wiele z nich dotyczy obowiązków Państwa wobec dzieci, a pośrednio tez wobec rodzin, w których dzieci się wychowują. Więc tak naprawdę jej rolą jest również wspieranie rodziny i jej statusu społecznego. Chociażby przez zapewnienie wsparcia w opiece nad dziećmi rodzicom pracującym, poprzez różnego rodzaju instytucje.

    Niektóre z artykułów mogą wydać się nam banalne, jak choćby prawo do imienia i aktu urodzenia. Ale jak się nad tym zastanowić to jest to bardzo ważne – ktoś kto nie jest nazwany, jakby nie istniał, jakby go nie było. Wiąże się z tym również prawo do tożsamości zarówno społecznej jak i rodzinnej. Są też takie, które mówią o tym jakie obowiązki ma państwo wobec dziecka, które jest odseparowane od jednego lub obydwojga rodziców. A tym samym dotyczy to wprost dorosłych, którzy są rodzicami takiego dziecka. Konwencja daje również możliwość dziecku, które jest już do tego zdolne wypowiadania się w sprawach, które Go dotyczą, w tym w sprawach sądowych.

    Są też takie artykuły, które umożliwiają dzieciom wolność wyznania, czy myśli, możliwość zrzeszania się, dostępu do wiedzy ze środków masowego przekazu.

    Rodzice oburzają się często na artykuł 16, który między innymi mówi o ingerencji w korespondencję – zwłaszcza w dobie internetu i mediów społecznościowych. Ale prawdę mówiąc to jeśli wychowamy dziecko w atmosferze zaufania to młodsze zrozumie dlaczego czasami chcemy wiedzieć z kim i o czym rozmawia, a starsze będzie wiedziało jak poruszać się w świecie mediów.

    Moim zdaniem chyba jednym z najważniejszych artykułów jest 19, który mówi o przeciwdziałaniu przemocy zarówno fizycznej jak i psychicznej oraz wszelkiemu wyzyskowi dzieci, w tym seksualnego.

    Mogłabym przytoczyć i omówić wszystkie artykuły Konwencji, ale przecież nie o to chodzi. Ważne jest aby zrozumieć, że ma ona pomóc nam chronić dzieci. Wyznacza zadania dla Państwa, które ma wspierać rodzinę i interweniować w razie konieczności. Dobrze więc aby to przede wszystkim dorośli znali Prawa Dziecka, a później przekazywali tę wiedzę swoim dzieciom. Po to aby zawsze czuły się kimś ważnym, po prostu człowiekiem. Nie jest to łatwe, ale jest wiele sposobów aby było prościej nam to zrobić. Są książki, chociażby jednego z moich ulubionych autorów książek dla dzieci Grzegorza Kasdepke „Mam prawo! Czyli nieomal wszystko, co powinniście wiedzieć o prawach dziecka, a nie macie kogo zapytać!”. Ostatnio również ukazała się pozycja dotyczące Praw Dziecka autorstwa Doroty Zawadzkiej – Super Niani. Jest strona Rzecznika Praw Dziecka gdzie można znaleźć inspiracje. I oczywiście jest mój ukochany Stary Doktor – Janusz Korczak, który tak wiele mówił o szacunku i prawach dzieci.

    Ważne jest abyśmy sami poznali Konwencję i to jakie prawa z niej wynikają dla naszych dzieci i rodziny. Nie stójmy bezczynnie, brońmy nasze dzieci i nasze rodzicielstwo. Bo jeśli dziecko będzie czuło się bezpiecznie i szanowane to żadne obowiązki czy wyzwania nie będą dla niego problemem.

  • Czasami Cię nie lubię… choć zawsze kocham

    Jeśli macie dzieci, które już w miarę dobrze mówią pewnie choć raz w życiu słyszeliście „Nie lubię Cię”… a czasami patrząc na potomka lub partnera sami to pomyśleliście. Ja rzadko kłócę się z moim mężem, ale jeśli już, to wtedy często pada stwierdzenie „W tej chwili Cię nie lubię… choć nadal kocham”. Bo tak jest.

    Czasami denerwujemy się na naszych bliskich. To normalne. Zwłaszcza kiedy nam na kimś zależy. I wtedy właśnie tak jest, że w tym momencie, w tej chwili nie czujemy sympatii do tej osoby. Dzieci są odważne i mówią to co czują (w odróżnieniu od wieli dorosłych). Dorośli kiedy słyszą takie słowa, robi im się przykro. Obrażają się, zamiast zastanowić się dlaczego nasze dziecko tak się poczuło. Co takiego się wydarzyło, czy może jednak coś zrobiliśmy nie tak. A może po prostu to czego wymagamy od dziecka nie psuje mu? Może jest złe, choć wie, że mamy rację?

    Inni rodzice zaczynają dziecku tłumaczyć, że tak nie można mówić, że to nieładnie, że trzeba kochać mamusię i tatusia. Tylko czy takie słowa mają cokolwiek wspólnego z miłością dziecka do nas? Nic, a nic. Dziecko komunikuje to co czuje w danym momencie i w danej sytuacji. A my chcemy je nauczyć, żeby nie wyrażało swoich emocji.

    Więc co zrobić? Oczywiście można powiedzieć, że jest mi przykro, że tak dziecko czuje. Ale w żadnym razie nie należy podważać tego, że właśnie to czuje. I rozumiemy i nadal je kochamy. Można powiedzieć, że mam nadzieję, że kiedy już się pogodzimy i rozwiążemy nasz problem, znowu dziecko będzie nas lubiło. Można też się zapytać dlaczego konkretnie nas nie lubi, wtedy być może będzie łatwiej nam dojść do porozumienia.

    A czy samemu warto mówić, że się kogoś nie lubi? To zależy. Jeśli ma się siłę i chęci… to tak. Zwłaszcza bliskim dorosłym. A dzieciom? To dużo zależy od wieku i relacji między rodzicem, a dzieckiem. Warto jednak pamiętać, że jeżeli chcemy to powiedzieć to zawsze należy dodać „w tej chwili” oraz „ale nadal cię kocham”. Dziecko nie może poczuć choć na chwilę wątpliwości czy rodzic je kocha. W trudnych rozmowach z dziećmi warto używać sformowań „Bardzo Cię kocham, ale jestem teraz na Ciebie zły/ zdenerwowany…” można dodać „potrzebuję przez moment być sam”. To też pokazuje dzieciom w jaki sposób można się komunikować.

    Przecież wszyscy czasami mamy negatywne emocje. Są one trudne, ale trzeba nauczyć się sobie z nimi radzić. Nie cisnąć w sobie. A jak to zrobić lepiej niż poprzez obserwacje jak radzą sobie rodzice.

    Nie bójmy się swoich negatywnych emocji. Strach, złość czy zdenerwowanie nie są złe i nie wpływają na naszą miłość do drugiej osoby. Pokażmy dzieciom, jak sobie z nimi radzić oraz to, że nawet po najgorszej awanturze trzeba się przytulić i ukochać 🙂 Bo nie warto długo rozpamiętywać złych rzeczy.

  • Chcę prawdziwego mężczyznę… takiego co się nie myje i leży przed telewizorem

    Kilka dni temu mama jednej z uczestniczek programu MasterChef powiedziała, że jej córka potrzebuje prawdziwego mężczyzny, takiego co się nie myje i leży przed telewizorem. Później stwierdziła, że w sumie umyć się może, ale ważne, żeby do domu przynosił pieniądze, a żona żeby mogła gotować. Uczestniczka na początku się zmieszała, a później przyznała mamie rację.

    Jak się nad tym zastanowić, to jeśli tak ma się postrzegać prawdziwego mężczyznę, to cieszę się, że mój mąż taki nie jest. I jestem z tego dumna. Nie chciałabym też aby Marianka w przyszłości związała się z takim człowiekiem.

    W pewnym sensie rozumiem potrzebę uczestniczki i jej mamy. Dziś w dobie zniewieścienia mężczyzn, tego, że my kobiety chcemy od nich aby byli i macho i wrażliwi i zadbani i w ogóle, trudno być facetem. Wychowujemy ich albo na nieporadne istoty, na które później narzekają ich partnerki. Albo z kolei tworzymy etos mężczyzny żywiciela rodziny. Oczywiście odrobinę generalizuje, a może nie?

    To my matki pokazujemy chłopcom jak funkcjonuje kobieta, co robi, jak robi, jaka jest. Uczymy ich tego jak z nami postępować, czego oczekiwać i czego wymagać. To Wy ojcowie wpajacie wzorce zachowania, szacunku i partnerstwa. To od Was chłopcy uczą się jak być z kobietą i jak ją traktować.

    Jakiego partnera chciałabym dla swojej córki w przyszłości? Pewnie podobnego do mojego męża, a co za tym idzie i trochę do taty. Tak udało mi się powielić wzorzec i znaleźć partnera, który jest bardzo podobny do mojego taty. Chciałbym aby szanował moją Mariankę, dawał jej poczucie bezpieczeństwa (przede wszystkim emocjonalnego, a nie tylko finansowego). Aby wspierał Ją w Jej dążeniach i ambicjach, pomagała realizować marzenia. Aby mogli wspólnie przezywać chwile radości i smutku. Aby był wrażliwy na cierpienie innych i rozumiejący innych. Aby był czuły dla Niej i dla ich wspólnych dzieci. Chciałabym aby potrafili ze sobą rozmawiać na wszystkie tematy. Z pewnością tak będę wychowywała Manię aby sama też taka była. Aby wspierała i kochała. Aby nie bała się obowiązków domowych, ale i oczekiwała wsparcia w tym względzie.

    Tego bym chciała… a jak będzie? Nie wiem… Wiem, że nie zależnie czy ktoś jest mężczyzną czy kobietą ważne aby szanował innych i chciał być partnerem w życiu codziennym. Wychowujmy naszych synów i córki tak aby w przyszłości łatwo mogli stworzyć dobre związki i być szczęśliwymi.

    Wszak mówi się, że nie wychowujemy dzieci dla siebie tylko dla przyszłych mężów i żon 🙂

  • Światowy Dzień Wcześniaka

    17 listopada przypada Światowy Dzień Wcześniaka. W tym roku zachęcam was do tego aby właśnie tego dnia solidaryzując się z wcześniakami i ich rodzicami, ustawić na swoich profilach społecznościowych zdjęcie profilowe w kolorze fioletowym. Ten właśnie kolor jest symbolem wcześniaków.

    Dlaczego to tak ważne? Bo wcześniakiem nie przestaje się być z momentem kiedy opuści się inkubator (czym on jest już pisała). Tak samo nie przestaje się być rodzicem wcześniaka z momentem przywiezienia dziecka do domu ze szpitala, często po 4 czy 5 miesiącach od urodzenia. Część tych dzieci potrzebuje specjalnego wsparcia do 2 – 3 roku życia, ale większość przez o wile dłuższy czas. Nie chodzi tylko o rehabilitację ruchową, która często jest dość nieprzyjemna i uciążliwa dla dziecka i trwa co najmniej do momentu rozpoczęcia chodzenia (co u wcześniaków jest oczywiście opóźnione). Mówię tu również o innych powikłaniach najczęściej jest to dysplazja oskrzelowo – płucna (kiedy dziecko podłączone jest do respiratora on może uszkodzić płuca i wydłużyć proces gojenia), drożny przewód tętniczy Botalla, retinopatia, wady słuchu, wylewy dokomorowe, martwicze zapalenie jelit i wiele innych. Wpływają one na dalszy rozwój dziecka często na całe życie.

    Rodzice wcześniaków stają na głowie alby pomóc swoim dzieciom żyć normalnie, rozwijać się i funkcjonować jak ich rówieśnicy. Jest to czasochłonne, czasami frustrujące, a z pewnością kosztowne. Często mamy, które planowały powrót do pracy po rocznym macierzyńskim zostają z dzieckiem w domu co najmniej 2 – 3 lata. Tak właśnie jest w moim przypadku i choć była to dla mnie prosta decyzja, pociągnęła za sobą kilka ważnych zmian w życiu.

    Rodzice i dzieci otrzymują od najbliższych i znajomych dużo wsparcia po urodzeniu i zaraz po powrocie do domu. Jednak z czasem zostają sami z sytuacją, która czasami może przytłaczać i dołować. Po mimo że uśmiech dziecka jest w stanie rozpędzić czarne chmury znad każdej rodzicielskiej głowy to jednak nie jest łatwo. Nie każdy lekarz rozumie czym jest wcześniactwo. Nie każdy człowiek to rozumie i ocenia. Zresztą ja kiedyś też taka byłam. Nie miałam pojęcia, że wcześniaki są czasami bardzo chorowite i pomimo że waleczne to początek ich życia często determinuje ich zachowanie, a na pewno zachowanie ich rodziców. Kiedy do przedszkola przyszła mama i chciała zapisać wcześniaka, bardzo podkreślała, że właśnie nim jest. Miała wątpliwości czy sobie poradzi… Nie bardzo rozumiałam, bo wyglądał na zdrowego i komunikatywnego chłopca. Teraz wiem co czuła i dlaczego się bała…

    Bardzo was proszę, abyście pokazali wszystkim rodzicom wcześniaków, że jeśli nawet nie rozumiecie co czują, to jesteście. I chcecie dać im siły. Bo nie każdy wcześniak będzie mógł startować na olimpiadzie (wiece, że przez płotki w reprezentacji Polski biegł właśnie wcześniak), niektóre nie będą w stanie samodzielnie funkcjonować. Wcześniaków i ich rodziców jest coraz więcej. Lekarze czynią cuda. Pokażcie, że i Wy potraficie. 17 listopada bądźcie z nami na fioletowo 🙂

  • 10 rzeczy, które może przerażać w opiece nad noworodkiem

    Niezależnie czy ktoś jeszcze nie ma dzieci, czy się spodziewa lub jest świeżo upieczonym rodzicem, jest co najmniej 10 rzeczy, które mogą przerażać w opiece nad noworodkiem. Mogą występować wszystkie naraz, grupowo lub w różnym czasie i konfiguracji. Kolejność przypadkowa. Chociaż czy na pewno?

    1. Obcinanie paznokci

    Kiedy dziecko się rodzi ma takie malutkie paluszki. Jego rączki są często jeszcze zaciśnięte. A jednak czai się tam niebezpieczeństwo, które rośnie szybciej niż cokolwiek. PAZNOKCIE… Drapią maluszka, rodziców i wszystkich, którzy pojawią się w pobliżu małych rączek. Oczywiście są niedrapki, itp. ale prędzej czy później ktoś musi pierwszy raz obciąć paznokcie. Ale jak kiedy tylko maluch poczuje jakąkolwiek ingerencje uruchamia system obronny i rączki idą w ruch. Są różne techniki od obgryzania (dla mnie łeee), przez cążki po nożyczki. Można wykorzystać sen lub zabawianie. Mariance pierwszy raz obcinałam paznokcie jeszcze w szpitalu. Stres miałam ogromny, a paluszki jak to u wcześniaka tycie. Ale jakoś poszło 🙂

    2. Obcinanie paznokci u nóg

    Czytaj problemy jak wyżej plus wariujące nóżki i dużo mniejsze paluszki. Czasami dla mnie nadal to wyzwanie, zwłaszcza najmniejszy paznokietek.

    3. Zmiana pieluszki

    Oczywiście jedynie dla nowicjuszy może być to przerażające. Bo choć wydaje się to banalne, to kiedy staje się po raz pierwszy do wykonania zadania różnie to wychodzi. Trzeba pamiętać, że zapięcia są na tylnej części, a z przodu obrazek. Ja miałam szczęście, że pracowałam w żłobku więc doświadczenie w przewijaniu miałam. Ale kiedy Marianka miła jakieś 5 dni i pieluszka w rozmiarze 0 podchodziła jej pod pachy, nawet ja miałam zawahanie.

    4. Obsika mnie

    Ten strach wiąże się oczywiście ze zmianą pieluch. I nie tylko u chłopców. Dziewczynki są również zdolne i potrafią wykorzystać sytuacje. Dlatego warto sobie wszystko wcześniej przygotować pod rękę, aby operacja poszła szybko i sprawnie. Chociaż, jak mówiły pielęgniarki u nas na oddziale prawdziwy rodzic to dopiero po pierwszym nasiusianiu poza pieluszkę 😉

    5. Zakładanie ubranka przez głowę

    Kto nie próbowała tego z maluszkiem nie wie jakie to bywa męczące. Po mimo że dzisiejsze bodziaki mają albo specjalnie zachodzący na siebie dekolt, albo guziczki to i tak duże główki dzieciaczków nie zawsze chcą gładko przejść przez otwór. Powoduje to stres u dziecka, a co za tym idzie jeszcze większy u rodzica. Podpowiem, że większość bodziaków ma tak szeroki wycięcia, że można je założyć przez nogi. A główkę darować sobie do momentu kiedy będzie bardziej stabilna.

    6. Pierwsza kąpiel

    To przecież banał… Ale jak już woda w wanience czeka, maluch rozebrany to jakoś tak ręce same zaczynają dygotać 🙂 My pierwszy raz samodzielnie kąpaliśmy Mariankę w szpitalu dziecięcym (już poza oddziałem neonatologicznym), miała nam przyjść pomóc pielęgniarka ale zapomniała. Mieliśmy wanienkę ala zlew bez zatyczki, ale jakość poszło. Ważne aby wszystko mieć pod ręką i kilka pierwszych kąpieli odbyć z asystą drugiego dorosłego (najlepiej aby rodzice kąpali wspólnie) wtedy jakoś raźniej i bezpieczniej. A potem już codzienna rutyna się włączy.

    7. Upuszczę

    Jak wziąć na ręce takiego maluszka. Jeśli ktoś nie miał doświadczenia to może okazać się to trudne… w głowie. Bo wiadomo nie chcemy skrzywdzić naszego dziecka i po pewnym czasie poczujemy się pewniejsi, a dziecko to wyczuje i też się odpręży. Nasza Marianka mieściła się w dwóch dłoniach kiedy Ją pierwszy raz braliśmy na ręce. Strach był, ale radość dawała odwagi.

    8. Czyszczenie noska

    Pierwszy katar to koszmar. Dziecko ciężko oddycha, nie potrafi wydmuchać noska, spływa wszystko do gardła… A lekarz pediatra każe inhalować i czyścić nosek. Straszne… jest gruszka, jest frida, chusteczka… ale jak cokolwiek włożyć w ten mały nosek? Jak przytrzymać tę małą główkę aby się nie wierciła? Dla mnie do dziś jest to trudne i choć tłumacze Mariance za każdym razem, że będzie jej lżej oddychać, zdaje się, że rozumie to do momentu kiedy nie dotknę jej czymkolwiek do nosa. Jeśli, któreś dziecko nie szaleje przy tym… gratuluję Wam serdecznie i zazdroszczę.

    9. Pielęgnacja części intymnych

    Niezależnie czy chodzi o chłopca czy dziewczynkę, nasza kultura i wychowanie narzucają nam doże ograniczenia w głowie. A przecież to nasze dziecko i chcemy aby było zdrowe. Należy tylko pamiętać o kilku zasadach higienicznych od przewijania po kąpiel i będzie dobrze. A wstyd… odłożyć na bok.

    10. Nie obudzę się w nocy

    Pierwsza noc z noworodkiem w domu. Wielu rodziców bojąc się o zdrowie lub inne rzeczy większość czasu spędza przy łóżeczku. Kiedy dziecko dłuższy czas nie płacze sprawdzają czy wszystko jest dobrze. A maluszki w pierwszych dniach bardzo często odsypiają jeszcze stres po porodzie. Rodzice boją się, że są zmęczeni i nie usłyszą w nocy płaczu dziecka. Nie ma obaw, zwłaszcza mamy usłyszą nawet kiedy dziecko się przewraca lub wierci 🙂 Dla nas największym stresem był oczywiście oddech Marianki, ale wiedząc o tym zawczasu zaopatrzyliśmy się w łóżeczkowy czujnik oddechu. I choć Mania nie ma od powrotu do domu bezdechów to czujnik jest aktywny co noc. Po to abyśmy my mogli spać spokojnie.

    Czy to cała lista? Z pewnością nie. Moja siostra (jeszcze bezdzietna) dodałaby jeszcze strach przed tym, że dziecko rozpadnie się jej w rękach (czytaj główka się nie utrzyma). Inni może dopisaliby jeszcze coś innego. Ważne, że warto sobie uświadamiać swoje lęki i strachy, zmierzyć się z nimi i je pokonać. Bo każdy kiedyś robił coś po praz pierwszy przy dziecku. A trening czyni mistrza.

  • Pobawmy się

    Od kilku tygodni na Instagramie @radosc_bycia_rodzicem_ pojawia się cykl „Pobawmy się”. Postanowiłam udostępnić Wam dwa wpisy, abyście zobaczyli, ze warto być z nami również tam 🙂

    ⭐⭐⭐ INSTRUMENTY MUZYCZNE ⭐⭐⭐

    Dzieci lubią się nimi bawić od najmłodszego? W tej chwili można je kupić w wielu sklepach. Ale też wykorzystać to, co mamy dostępne w domu?

    * Maluchy – dzięki takim zabawom z najmłodszymi sami możemy sprawdzić czy prawidłowo reagują na dźwięki, czy odwracają główkę w stronę dźwięku, czy nie reagują przesadnie na głośność, mogą samodzielnie próbować wydobyć dźwięki

    * Przedszkolaki – dobrym ćwiczeniem w tym wieku jest powtarzanie kilku dźwięków następujących po sobie, dzięki temu rozwijają nie tylko pamięć muzyczną ale również mowę (która wymaga odpowiedniego intonowania, wyrazy to dźwięki). Rodzic wystukuje jakiś prosty rytm, a dziecko powtarza. Mogą się też zamienić rolami. Takie umiejętności wspomagają sylabizowanie, które jest etapem w drodze do przyszłego czytania

    * Dzieci szkolne – mogą samodzielnie tworzyć proste utwory prezentować je rodzinie podczas „koncertów”, rozwija to nie tylko twórczość i kreatywność, ale pozwala oswoić się z występami publicznymi.
    Zarówno z przedszkolakami jak i z dziećmi w młodszych klasach SP dobrą zabawą będzie wspólne tworzenie instrumentów. Czy to z kubeczków jednorazowych czy z butelek plastikowych. Wyobraźnia nie zna granic

    ⭐⭐⭐ BAŃKI MYDLANE ⭐⭐⭐

    Chyba każdy z nas chuć raz w życiu puszczał bańki. Proste, banalne, genialne? Zabawa dla dzieci w różnym wieku.

    * Maluszki – chętnie obserwują bańki puszczane przez rodziców, starsze rodzeństwo czy dziadków. Dzięki temu rozwijają spostrzegawczość, ćwiczą koncentracje i uwagę.
    * Starszaki poprzez próby samodzielnego dmuchania baniek wykonują genialne ćwiczenie logopedyczne. Mogło by się wydawać, że to proste. Jednak dla kilkulatka opanowanie umiejętności kontrolowania siły wydmuchu i panowanie nad oddechem jest niezwykle ważne.
    Starsze dzieci mogą spróbować samodzielnie przygotować roztwór na bańki. Ciekawe są również eksperymenty z wykorzystaniem różnych przedmiotów przez które można wydmuchiwać bańki.
    Tak czy inaczej jesienne dni można urozmaicić zabawą z bankami mydlanymi.

  • Potrzebne są korzenie

    Odwiedzając wczoraj rodzinne groby na cmentarzu obserwowałam wiele rodzin, zachowania dzieci i przypominałam sobie jak sama byłam dzieckiem. Jaka byłam? Ciekawa wszystkiego i wszystkich co mnie otacza. Bezustannie zadawałam rodzicom pytanie czyj grób odwiedzamy? Dlaczego? Kim są ludzie, których spotykamy? Co roku pytań było mniej, bo dużo już wiedziałam. Z uśmiechem wczoraj obserwowałam syna jednej z moich kuzynek, który szeptem pytała mamę o to samo co ja kiedyś.
    Wczoraj też usłyszałam od mojej cioci zdanie, które dało mi do myślenia. Powiedziała, że dziś zapalamy znicze na grobach rodziny i znajomych, pamiętamy o nich, bo chcielibyśmy aby kiedyś ktoś też nas wspominał. W sumie zawsze o tym wiedziałam, ale wczoraj dotarło do mnie również to, że aby tak się stało musimy nauczyć nasze dzieci, że warto pamiętać o przeszłości. Być może wiele osób się ze mną nie zgodzi. Może w Waszych rodzinach nie ma takiej tradycji, a w inny sposób dbacie o pamięć o przeszłości. Moim zdaniem nie ważny jest konkretny sposób, ale cel. Dlaczego uważam, że warto aby dzieci znały historię rodziny i swoich przodków? Może dlatego, że uważam iż drzewu bez korzeni bardzo trudno jest wzrastać? A może dlatego, że aby wiedzieć kim się jest, potrzebne jest poczucie bezpieczeństwa i tożsamości. A tożsamość rodzinna bardzo to ułatwia.
    Dlatego zachęcam wszystkich rodziców aby znaleźli swój własny sposób na przekazanie dzieciom tradycji i historii rodzinnej. Bo moim zdaniem warto dbać o korzenie. A jeśli przyczynkiem do tego są różnego rodzaju święta… tym lepiej

    Tekst po raz pierwszy został opublikowany 2 listopada 2015 r.

  • Kto wychowuje nasze dzieci? My czy głosy w naszej głowie?

    Dzisiaj wiele przyszłych mam bardzo rzetelnie przygotowuje się do nowej roli. Czytają książki, poradniki, zaglądają na strony internetowe, rozmawiają z koleżankami i krewnymi. Zresztą po porodzie też zasięgają opinii – często na forach internetowych czy grupach dyskusyjnych.

    Jednak okazuje się, że rady i zasady, które super sprawdziły się u innych na moje dziecko nie działają. I wtedy zaczyna się koszmar. Czy to ja jestem złą matką? Czy to z moim dzieckiem jest coś nie tak? W książce napisali, że już powinno trzymać główkę, a to słabo wychodzi. Ile i co powinno jeść mając 2 miesiące i 8 dni? Czy coś zaniedbuję? Czy przegapiłam? Dziecko pluje moimi zupkami, ale słoiczka nie dam bo przecież nikt tym nie karmi dzieci… Wszyscy chodzą z 1,5 rocznym dzieckiem na jakieś zajęcia dodatkowe, a ja nie… będzie miało gorszy start… Moja babcia, mama, siostra, koleżanki karmią piersią i ja też muszę, to nic że dziecko nie chce, przecież nie będę złą matką i nie podam butelki… Nie nosić czy nosić… Reagować od razu na płacz czy czekać… Spać z dzieckiem czy odkładać je do łóżeczka… Gdzie kupić kurczaka grzebiącego i zjadającego to co znajdzie… Jak? Gdzie? Kiedy? Wszyscy… Wszystko… Nigdy…

    Można się załamać, oszaleć, a tak w ogóle to najlepiej zakręcić się w koc i schować. Tylko jak skoro dziecko znowu płacze?

    Jest na to wszystko jedna rada… Zdrowy rozsądek. Bez tego ani rusz. Warto się zastanowić jakimi rodzicami chcemy być. Zestresowanymi, szukającymi poparcia z zewnątrz? Czy może takimi, którzy na spokojnie analizują wszystko, a zaczynają od siebie, swego dziecka i intuicji. Nie bójmy się wierzyć intuicji. Przecież chcemy dla naszego dziecka jak najlepiej. Wsłuchajmy się w to jakie sygnały nam daje dziecko, czego potrzebuje. Jeśli my jesteśmy zestresowani to i maluch to odczuwa. To oczywiste, że nie wiemy od razu wszystkiego. Nikt nie wie. Wszystkiego można się nauczyć, wszystko można opanować. Trzeba tylko chcieć i nie panikować. Na wszystko trzeba czasu. Nie ma idealnych rodziców. Są jednak tacy, którzy są najlepsi jacy mogą być dla swojego dziecka.

    Czy w takim razie mamy nie pytać nikogo, nie prosić o pomoc? Oczywiście, że pytać i prosić. Pamiętajmy jednak, że ostatecznie to my jesteśmy rodzicami naszych dzieci. My znamy je najlepiej, wiemy czego im trzeba. To my słuchając różnych rad, obserwując nasze dziecko i sprawdzając jak my sami się z tym czujemy, podejmujemy decyzje. Oczywiście jeśli czujemy w jakiejś sferze niepokój warto diagnozować u lekarza lub specjalisty, ale nie na forum internetowym. Tam pytajmy o rzeczy praktyczne, pamiętając że to co u innych się sprawdziło u naszego dziecka nie musi, bo każde dziecko jest inne. Wysłuchajmy rad mamy, teściowe, siostry, koleżanek czy ciotek i zróbmy tak jak czujemy.

    Nie czujmy się złym rodzicem, bo robimy coś inaczej niż wszyscy. Jeśli tylko nasze dziecko rozwija się prawidłowo, nie choruje, jest szczęśliwe, a my z nim ufajmy swojej intuicji. A rady traktujmy jak rozszerzenie horyzontów a nie wyrocznie.

  • Matka, żona i kochanka… praczka, sprzątaczka i kucharka… czyli pokaż kotku co masz w środku

    Kim jest dzisiejsza kobieta? Kim jestem? Zastanawiałaś się kiedyś? Nigdy? Często? Kim jesteśmy i kim chcemy, żeby były nasze córki?

    Kiedyś było wiadomo. Kobieta prowadzi dom, wychowuje dzieci, dba o męża. A potem okazało się, że czasy się zmieniły. Emancypacja kobiet, wojny, prawa wyborcze, feminizm… zmieniło się wszystko. Dziś kobieta może wszystko. I przeważnie robi wszystko. Dom, kariera, dzieci, mąż, sport, znajomi, pasja… Wszystko, a jednak czasami czujemy się jakby to wszystko było jak nic. Chcemy być równie dobre lub lepsze od mężczyzn, chcemy być lepsze niż koleżanki, chcemy być perfekcyjne, musimy być… W ciągłym biegu, ciągle coś mamy na głowie, ktoś na nas czego, coś na nas czeka… Gubimy siebie, znika nam z oczu to co najważniejsze. Często nawet tego nie zauważamy. Dostrzegamy to dopiero na starość, albo w ogóle. Czy chcemy dla siebie takiego życia? A dla naszych córek. Bo one nas widzą, wzrastają w poczuciu, że tak wygląda życie kobiety i tak będzie wyglądać ich życie. Oczywiście część się zbuntuje i poszuka własnej drogi, ale tylko część. Inne będą brnęły dalej. Znam dziewczynę, a właściwie kobietę, która właściwie nigdy nie przepadała za dziećmi. W sumie pracowała z nimi trochę i szło jej nieźle, ale nie „rozpływała” się na widok niemowlaka, nie marzyła z zapartym tchem o macierzyństwie. Ale kiedy zaczęła się zbliżać do trzydziestki znalazła mężczyznę, który nadawał się na męża – bo tak trzeba, tak jest kolej rzeczy. Pokochała go. Postanowiła, że czas na dziecko – bo tak trzeba. Pokochała je. A potem drugie. Pokochała je. Ale czy tak naprawdę pragnęła takiego życia. Chyba sama tego tak naprawdę nie wie. Czy jest szczęśliwa? Mam nadzieję, że tak. Czy o tym marzyła? Nie wiem.

    Ja chciałabym aby moja córka świadomie podejmowała decyzje co do swojego życia. Aby się w nim odnalazła. Aby szukała swojego szczęścia. Jak chcę to zrobić? Na swoim przykładzie. Chciałabym aby dorastają obserwowała swoją mamę, która jest szczęśliwa. Która dokonała wyborów w życiu i ich nie żałuje, która świadomie podejmowała decyzje co do swego życia prywatnego i zawodowego. Ale aby tak było JA muszę wiedzieć kim jestem i jakie są moje priorytety. JA muszę się czuć dobrze sama ze sobą, z tym jaka jestem i co robię. Czy tak jest? Pracuję nad tym intensywnie 😉

    Życie dzisiejszych kobiet nie jest łatwe, bo z prawami otrzymałyśmy bardzo wielką odpowiedzialność. A same często chcąc pokazać, że jesteśmy silne dokładamy sobie jeszcze zadania. Warto czasem zatrzymać się na chwilę i zastanowić się czy jestem szczęśliwa? Czy to jak żyje daje mi poczucie spełnienia? Czy jestem wzorem dla mojej córki? Czy chce dla niej takiego życia? To trudne pytania, ale bardzo ważne. Bo czasami wystarczy maleńka zmiana w myśleniu i zmiana się bardzo wiele. Bo po zadaniu sobie takich pytań może się okazać, że właśnie jest dobrze. Że właśnie tak chciałam żyć i jestem szczęśliwa. Wtedy warto dbać o to, aby było tak nadal. Aby nasze córki, ale też i synowie widzieli, że można… że można być szczęśliwym. Kiedy się wie, czego się pragnie i to się realizuje.

    Czego i Wam i sobie życzę 🙂

  • Po pierwsze profilaktyka. Matka Polka diagnozująca

    Wczoraj Marianka miała badanie wzroku pod znieczuleniem ogólnym. Podejrzewaliśmy, że może mieć wadę wzroku, a nie pozwoliła się zbadać tak „normalnie”. W związku z Jej przebytą retinopatię i zabiegiem, woleliśmy to sprawdzić. I choć okazało się, że wszystko jest w porządku to nie żałuje, że zdecydowaliśmy się na to badanie. Oczywiście znieczulenie ogólne niesie za sobą pewne ryzyko, ale ja jestem zawsze za diagnostyką. Wiedzieliśmy, że jeśli rzeczywiście Marianka ma wadę wzroku to wczesna interwencja może Jej bardzo pomóc. A zwlekanie tylko sprawiłoby, że byśmy żyli w ciągłej niewiedzy i niepokoju. A z pewnością nie pomogłoby to Mani.

    Zawsze zachęcam rodziców aby jeśli mają jakąkolwiek wątpliwość co do zdrowia lub rozwoju swego dziecka po prostu to sprawdzili. Udawanie, że nie ma problemu nie pomoże nikomu. A zawsze wczesne wykrycie daje duże możliwości. Sama kilkakrotnie kierowałam dzieci do diagnozy do poradni pedagogiczno – psychologicznej lub do lekarza. Niektórzy rodzice szybko reagowali i chcieli sprawdzić, co się dzieje z ich dzieckiem. Inni woleli odpuścić. Czasami to ja miałam rację, czasami oni. Często moje (oraz moich koleżanek z pracy) obserwacje i podejrzenia się potwierdzały. Wtedy jednak wcale nie cieszyłam się, że miałam rację. Powtarzam rodzicom, za każdym razem kiedy proponuję konsultację z pedagogiem specjalnym, psychologiem czy lekarzem, że chcę się mylić. Proszę, że jeśli się ze mną nie zgadzają, niech mi to po prostu udowodnią, mi oraz innym osobom, które mówią, że z dzieckiem jest coś nie tak. Chętnie przyznam się do błędu. Kiedyś miałam w grupie chłopca, którego zachowanie mnie niepokoiło. Większość poleceń trzeba było powtarzać mu kilkakrotnie, a on stał i się na mnie patrzył jakby mnie nie rozumiał. Potrafił się zagapić i uderzyć w ścianę bo nie patrzył gdzie idzie, jak to się mówi „potykał się o własne nogi”. Nie pamiętał zasad panujących w grupie. Potrafił rozpłakać się bez widocznego powodu. Postanowiłam porozmawiać z mamą i zachęcić do głębszej diagnozy. Okazało się, że mama tez obserwowała takie zachowania. Ustaliłyśmy, że najpierw odwiedzą laryngologa aby sprawdzić czy ze słuchem i błędnikiem jest wszystko dobrze. A następnie udali się do psychologa dziecięcego. Ostatecznie chłopiec okazał się po prostu „gapciem”, który z tego wszystkiego wyrósł. Ale mama była zadowolona, że sprawdziła to wszystko i niczego nie zaniedbała. Wiedział, że z synkiem jest wszystko dobrze. A to już bardzo dużo.

    Każdy z nas wie, że lekarze mówią – im wcześniej wykryjemy jakąś chorobę, tym łatwiej jest ją pokonać. Najważniejsza jest profilaktyka. Zadbanie o to, aby nasze dziecko nie zachorowało. Tak samo jest z rozwojem. Najpierw trzeba go wspierać, aby nie pojawiły się problemy, a jeśli jednak wystąpią… to nie załamywać się, tylko pomóc. To my jesteśmy rodzicami i na nas ciąży odpowiedzialność. Dziecko nie pomoże samo sobie. Wiem, że trudno zaakceptować problem. Ale unikanie niczego nie rozwiąże.

    Kiedy dowiedziałam się, że Marianka miała wylewy dokomorowe musiałam zmierzyć się z wieloma myślami. Zaakceptować to, że może rozwijać się inaczej niż większość dzieci. Zaakceptować, że może mieć problemy w rozwoju ruchowym lub intelektualnym. Zaakceptować, ale nie poddać się. Bo akceptacja problemu nie oznacza bezczynności. Dziś już mamy wiele pracy za sobą, ale jeszcze więcej przed nami, a właściwie przed Manią. Nadal nie wiem, jak będzie się dalej rozwijała. Ale wiem, że Jej pomogę, bo zawczasu staram się zadbać o wsparcie Jej rozwoju, ćwiczyć umiejętności, które już posiada… wychodzić naprzeciw problemom, które się pojawiają. Jednak nie byłoby to możliwe, bez diagnozy specjalistów, którzy pokazują mi kierunek w którym mamy iść.

    Zachęcam wszystkich rodziców aby się nie bać i jeśli trzeba stanąć naprzeciw problemowi twarzą w twarz. Nie bójcie się, że ktoś nazwie Was panikarzami czy przewrażliwionymi. To Wasze dziecko i macie prawo sprawdzić czy wszystko jest ok. Bo zawsze lepiej wiedzieć i walczyć, niż chować głowę w piasek. Choć czasem trudno zmierzyć się z niektórymi problemami czy schorzeniami… Wiem… Ale ja zawsze wolę sprawdzić niż, żałować że przez strach coś zaniedbałam… Ale może tylko ja tak mam…