Tag: etykietki

  • Czy istnieją nieśmiałe dzieci?

    Kiedy słyszę „moje dziecko jest nieśmiałe” od razu zapala się we mnie czerwona lampka i zastanawiam się skąd się bierze u tak wielu rodziców przekonanie, że ich dziecko jest nieśmiałe. Bo jak się okazuje wśród „nieśmiałych” dzieci tych, które można by tak nazwać w 100% jest naprawdę mało. Większość z nich ma nieśmiałość, która nazwałabym „nabytą”. Dlaczego tak się dzieje?

    To całkowicie normalne, że kiedy znajdujemy się w nowym miejscu czujemy się onieśmieleni, niepewni czy wręcz zagubieni. Niewielu z nas w takiej sytuacji od razu „błyszczy”. A przecież my jesteśmy dorośli i potrafimy sobie racjonalnie wytłumaczyć wiele rzeczy, wiemy lub domyślamy się co nas może czekać. A co dopiero dzieci, zwłaszcza te mniejsze.

    Kiedy dziecko się rozwija, następuje moment kiedy uświadamia sobie, że jest… i jest wiele rzeczy, które chciałoby poznać. Czuje jednak, że świat nie jest do końca taki przyjazny. Najczęściej więc chciałoby poznawać ten świat z rąk mamy czy taty lub w bliskim ich towarzystwie. To całkowicie normalne, bo rodzice dają poczucie bezpieczeństwa. A jak czegoś nie znamy to mamy prawo się obawiać „jakie to jest”. I kiedy pojawia się ktoś nowy, dzieci często szukają wsparcia u rodziców. I choć do tej pory było „cygańskim dzieckiem” teraz to się zmienia. Właśnie wtedy najczęściej rodzice zaczynają określać swoje dziecko mianem „nieśmiałe”. A przecież one nie jest nieśmiałe tylko ostrożne w nowych sytuacjach, co wynika z natury i rozsądku.

    Tak jak z każdą etykietką, jeżeli określamy nią dziecko, nawet nie werbalnie ale mentalnie – ona przylega. Kiedy myślimy o naszym dziecku „nieśmiałe” to tak je traktujemy, a ono często przyjmuje taką rolę. A ponieważ to rodzice w pierwszej kolejności „określają” dziecko – ono przyjmuje to jako coś naturalnego. Dzieje się to tak jak z określeniem „jesteś niegrzeczny” czy jakimkolwiek innym. Skoro rodzice tak mówią, to na pewno tak jest.

    Wiadomo, że nie jest naszym zamiarem nadawanie jakichkolwiek etykiet naszym dzieciom. Dzieje się to często pozna naszą świadomością i wynika z dotychczasowych doświadczeń.

    Są jednak dzieci, które można nazwać nieśmiałymi z natury. Nie jest ich bardzo dużo, ale się zdarzają. Trudno jednoznacznie stwierdzić przyczyny, a może nawet nie trzeba. Z pewnością jedną z nich jest osłabiona integracja mózgu. Nie oznacza to żadnej choroby czy zaburzenia. Raczej tylko tyle, że dziecko nie potrafi zintegrować „pięter” swego mózgu (więcej na ten temat przeczytasz w „Zintegrowany mózg – zintegrowane dziecko” Daniel J. Siegel, Tina Payne Bryson). Dobrą wiadomością jest to, że takim dzieciom można pomóc. Wymaga to delikatności, wyczucia i znajomości kilku sposobów, które wynikają z funkcjonowania naszego mózgu. Bo to normalne, że dzieciom na początku trudno jest zapanować nad swoim najważniejszym rozwojowo organem. Jednym jest łatwiej, innym trudniej, ważne, ze z nasza pomocą wiele mogą osiągnąć.

    Często mówi się, że aby pokonać nieśmiałość trzeba „przełamywać się”. O ile mówimy o nieśmiałości „nabytej” ten sposób może być skuteczny, choć z pewnością może okazać się dla niektórych nie łatwy. Przy nieśmiałości „wrodzonej” jest to o wiele trudniejsze. Popychanie dziecka do „przełamywania się” może sprawić, że dziecko zamknie się w sobie, a zamiast do przodu – pójdzie do tyłu. Tu trzeba działać drobnymi kroczkami, wspierać, zachęcać, wspólnie próbować, nie zmuszać i nie naciskać. Wymaga to wielkiego taktu i cierpliwości.

    Jeżeli wydaje Ci się, że masz nieśmiała dziecko zastanów się czy przypadkiem to nie jest tylko ostrożność w nowych miejscach lub etykietka. To naprawdę nieśmiałe często paraliżuje strach jeszcze zanim pojawi się nowość, występują nawet symptomy somatyczne…

    Nie bądźmy jak pewna mama, która przyszła z niespełna 3-letnią córeczką pierwszy raz do przedszkola. Dziewczynka widząc jakieś panie, kilkanaścioro dzieci, nowe miejsce pełne kolorów, energii i hałasu… najzwyczajniej w świecie cofnęła się za mamę, która od razu głośno zapowiedziała „Ona jest nieśmiała”… Lub jak rodzice 2,5 – letniego chłopca, który zanim podszedł do wykonania jakiegokolwiek zadania, sepleniąc zapowiadała „ale ja jeśtem nieśmialy”, nie wiedząc co to właściwie oznacza.

  • Robisz źle, a nie jesteś zły

    Na mojej liście tematów, ten zapisany był już bardzo dawno temu. Po części nawiązywałam do niego już w kilku tekstach. Ale dopiero teraz, kiedy ten problem pojawił się w mojej rodzinie trafił na pierwsze miejsce. Może dlatego, że tak wiele osób już o tym pisało – nawet całe książki, wydawało mi się, że już wszyscy o tym wiedzą i są w stanie stosować to w wychowaniu dzieci… ale jakże się myliłam.

    Kiedy dziecko zrobi coś źle lub nas nie słucha, co w pierwszej chwili nasuwa się nam na język? „Nie bądź niegrzeczny” lub „Ale jesteś niegrzeczny”. I tu pojawia się problem… i to taki, który łatwo przeoczyć. Bo tak naprawdę powinniśmy powiedzieć „Nierób tak”, „Nie postępuj niegrzecznie”. Inny przykład, który ostatnio pojawił się u nas w domu… „Kto jest łobuzem?”, a powinno być „Kto łobuzuje?”. Widzicie różnice? Dla wszystkiego już tłumaczę.

    Pierwsze zdania w przykładach są określeniami osoby, a te poprawne to określenia zachowania. Czym to się różni? Jeżeli w jakiś sposób, zwłaszcza negatywny, określamy dziecko – nadajemy mu etykietkę. Jeżeli słyszy to często, zaczyna w tę etykietkę wierzyć, samo się z nią identyfikuje. Jeżeli np. dziecko słyszy cały czas, że jest niegrzeczne, jest łobuzem, jest nieposłuszne, itp. zaczyna w to wierzyć… tak się zachowuje aby potwierdzić tę etykietkę. I tu pojawia się błędne koło. Jeżeli zaś określamy jego zachowanie, to nie musi ono być stałe, zachowanie zawsze można zmienić, zachowanie jest w danej chwili takie, a zaraz może być inne. Nadanej etykietki nie da się tak łatwo zmienić. To wszystko tkwi w głowie, nie tylko dziecka, ale też naszej.

    Kiedy ktoś dla nas ważny mówi coś o nas, określa nas to wierzymy w to. A przecież my – rodzice jesteśmy dla naszych dzieci najważniejsi na świecie. Dlatego tak ważne jest to jak je określamy. Jeżeli dziecko słyszy od rodziców, że jest głupie, bezmyślne i beznadziejne… to nawet jeśli za 10 minut zaproponujemy wspólne spędzenie czasu to w głowie dziecka pozostanie „Jestem głupi, bezmyślny i beznadziejny” i to niezależnie czy ma 3 czy 13 lat. Tak działa nasz umysł.

    Jak więc strofować dzieci? Po porostu określać ich zachowanie „robisz, postępujesz, zachowujesz się” i pokazać, ze można to zachowanie zmienić i jak. Nie nadawać etykietek, nie uzależniać dziecka od swoich oczekiwań prawdziwych czy wyimaginowanych przez dziecko.

    A jeżeli babcia, ciocia czy koleżanka nawet w żartach powiedzą do waszego dziecka „Kto jest łobuzem?” odpowiedzieć, że chyba babcia, ciocia lub koleżanka, bo wasze dziecko to ewentualnie „łobuzuje” 😉