Tag: kobieta

  • Chcę być jak na profilowym… czyli syndrom mamy w dresach

    Nie wiem czy pani mnie poznaje, ale rozmawiałyśmy na FB kilka razy. Nazywam się XY. Ja poznałam panią po Mariance :)”. Takie słowa ostatnio usłyszałam od przemiłej blondynki na sali rehabilitacyjnej. Czy ją poznałam? Dopiero po dłuższej chwili. Zresztą nie był to pierwszy raz kiedy nie rozpoznałam mamy, którą znam z mediów społecznościowych. W mojej głowie to wspaniale wystylizowane, uczesane, umalowana i radosne kobiety. A przede mną stoją często zmęczone mamy ze związanymi włosami, w wygodnym ubraniu, które czasami nosi plamy ulania. Zresztą ja wyglądam tak samo. Kto jest prawdziwy? Ta kobieta na „profilowym” czy mama z maluchem pod pachą?

    Oczywiście to jedna i ta sama osoba. Jednak nasze zdjęcia profilowe często przedstawiają nas w najlepszym momencie naszego życia. Kiedy czułyśmy się najpiękniejsze, atrakcyjne i szczęśliwe. Te zdjęcie wybieramy spośród setek innych. Te zdjęcie często przedstawia nas takimi jakim chciałybyśmy być na co dzień, albo aby nas tak postrzegano. A na co dzień jakie jesteśmy? Zabiegane, zaaferowane dziećmi, domem, pracą ale równie szczęśliwe – tylko może w inny sposób. Jeśli możemy wybieramy wygodne ubrania – zwłaszcza przy małych dzieciach. Często nasza fryzura zamiast zachwycać jest po prostu wygodna (w moim przypadku, taka aby stracić jak najmniej wyrywanych włosów). Nie zawsze mamy czas i chęci zadbać o swój wygląd. Tak jest wygodniej. I zapewniam Was, że pisząc te słowa mam na sobie najwygodniejsze z wygodnych ubrań. Wolałabym abyście mnie jednak taką nie oglądali.

    Czy zatem wstawianie „ładnych” profilowych to nie jakieś oszustwo? Nie. Bo przecież jesteśmy na nich my. A to, że na co dzień tak nie wyglądamy. Może nie wyglądamy teraz. Ale wyglądałyśmy, ale będziemy znów tak wyglądać. Na pewno?

    Bardzo łatwo jest się „zasiedzieć” w wygodnych dresach. Bardzo łatwo jest zrezygnować z butów na wysokich obcasach, wymyślnej fryzury, makijażu… Bardzo łatwo jest zrezygnować lub zgubić siebie. Nie oszukujmy się dres nie jest ulubionym ubraniem większości kobiet. A my mamy nie jesteśmy pod tym względem inne. Tylko w tej chwili jest dla nas wygodniejszy i nie tak szkoda go zniszczyć (ulania, brudne łapki, jedzenie, ślina, wymioty, i wiele innych). Ale bardzo wiele z nas marzy aby znów założyć coś eleganckiego, seksownego i nie „mamowego”. W czym więc problem? W nas. Często szukamy wymówek. Bo nie wyglądam jak przed ciążą (coś o tym wiem), nie mam ciuchów fajnych w tym rozmiarze (a nie kupię, bo przecież wrócę do formy), nie mam czasu, gdzie ja tak wystrojona pójdę… To wszystko są wymówki.

    Ja podziwiam mamy, które na spacer z dzieckiem w wózku zakładają szpilki, najlepsze ubranie, robią fryzurę i pełen makijaż. Nie szydzę… Nie wiem kiedy znajdują na to czas, ale rozumiem je. To normalne, że chcemy czuć się nadal kobieco. To normalne, że nie chcemy być „tylko” mamą. I wystarczy niewiele, żeby tak się poczuć. Zamiast rozciągniętych szaro – burych dresów kupić równie wygodne kolorowe lub może lepiej skrojone. Przed wyjściem robić choć minimalny makijaż (jeśli wcześniej to robiłyśmy). Kupić ubranie, które pasuje do naszej obecnej sylwetki, nawet jeżeli zamierzamy wrócić do formy. Trochę to potrwa, później możemy je odsprzedać. Szukajmy, stwarzajmy takie sytuacje, w których będziemy mogły znów wyglądać atrakcyjnie i kobieco. Aranżujmy spotkania czy wyjścia. Organizujmy raz w miesiącu randkę z mężem/ partnerem gdzie „zrobimy się” na bóstwo.

    Nie siedźmy i nie rozpaczajmy jakie to byłyśmy piękne i młode. Bo nadal takie jesteśmy. Nie patrzmy na nasze zdjęcia profilowe jak na minione czasy lub małe oszustwo. Bądźmy tymi kobietami w wersji codziennej, dostosowanej do naszego życia. A raz na jakiś czas bądźmy gwiazdami. I wtedy zróbmy sobie kolejne cudowne zdjęcie profilowe. Bo kobieta zmienną jest, ma w sobie wiele zagadek i wiele odsłon. Nie zostańmy mamą w dresie na całe życie. Również mentalnie. A przynajmniej ja nie zamierzam 🙂

  • Chcę prawdziwego mężczyznę… takiego co się nie myje i leży przed telewizorem

    Kilka dni temu mama jednej z uczestniczek programu MasterChef powiedziała, że jej córka potrzebuje prawdziwego mężczyzny, takiego co się nie myje i leży przed telewizorem. Później stwierdziła, że w sumie umyć się może, ale ważne, żeby do domu przynosił pieniądze, a żona żeby mogła gotować. Uczestniczka na początku się zmieszała, a później przyznała mamie rację.

    Jak się nad tym zastanowić, to jeśli tak ma się postrzegać prawdziwego mężczyznę, to cieszę się, że mój mąż taki nie jest. I jestem z tego dumna. Nie chciałabym też aby Marianka w przyszłości związała się z takim człowiekiem.

    W pewnym sensie rozumiem potrzebę uczestniczki i jej mamy. Dziś w dobie zniewieścienia mężczyzn, tego, że my kobiety chcemy od nich aby byli i macho i wrażliwi i zadbani i w ogóle, trudno być facetem. Wychowujemy ich albo na nieporadne istoty, na które później narzekają ich partnerki. Albo z kolei tworzymy etos mężczyzny żywiciela rodziny. Oczywiście odrobinę generalizuje, a może nie?

    To my matki pokazujemy chłopcom jak funkcjonuje kobieta, co robi, jak robi, jaka jest. Uczymy ich tego jak z nami postępować, czego oczekiwać i czego wymagać. To Wy ojcowie wpajacie wzorce zachowania, szacunku i partnerstwa. To od Was chłopcy uczą się jak być z kobietą i jak ją traktować.

    Jakiego partnera chciałabym dla swojej córki w przyszłości? Pewnie podobnego do mojego męża, a co za tym idzie i trochę do taty. Tak udało mi się powielić wzorzec i znaleźć partnera, który jest bardzo podobny do mojego taty. Chciałbym aby szanował moją Mariankę, dawał jej poczucie bezpieczeństwa (przede wszystkim emocjonalnego, a nie tylko finansowego). Aby wspierał Ją w Jej dążeniach i ambicjach, pomagała realizować marzenia. Aby mogli wspólnie przezywać chwile radości i smutku. Aby był wrażliwy na cierpienie innych i rozumiejący innych. Aby był czuły dla Niej i dla ich wspólnych dzieci. Chciałabym aby potrafili ze sobą rozmawiać na wszystkie tematy. Z pewnością tak będę wychowywała Manię aby sama też taka była. Aby wspierała i kochała. Aby nie bała się obowiązków domowych, ale i oczekiwała wsparcia w tym względzie.

    Tego bym chciała… a jak będzie? Nie wiem… Wiem, że nie zależnie czy ktoś jest mężczyzną czy kobietą ważne aby szanował innych i chciał być partnerem w życiu codziennym. Wychowujmy naszych synów i córki tak aby w przyszłości łatwo mogli stworzyć dobre związki i być szczęśliwymi.

    Wszak mówi się, że nie wychowujemy dzieci dla siebie tylko dla przyszłych mężów i żon 🙂

  • Matka, żona i kochanka… praczka, sprzątaczka i kucharka… czyli pokaż kotku co masz w środku

    Kim jest dzisiejsza kobieta? Kim jestem? Zastanawiałaś się kiedyś? Nigdy? Często? Kim jesteśmy i kim chcemy, żeby były nasze córki?

    Kiedyś było wiadomo. Kobieta prowadzi dom, wychowuje dzieci, dba o męża. A potem okazało się, że czasy się zmieniły. Emancypacja kobiet, wojny, prawa wyborcze, feminizm… zmieniło się wszystko. Dziś kobieta może wszystko. I przeważnie robi wszystko. Dom, kariera, dzieci, mąż, sport, znajomi, pasja… Wszystko, a jednak czasami czujemy się jakby to wszystko było jak nic. Chcemy być równie dobre lub lepsze od mężczyzn, chcemy być lepsze niż koleżanki, chcemy być perfekcyjne, musimy być… W ciągłym biegu, ciągle coś mamy na głowie, ktoś na nas czego, coś na nas czeka… Gubimy siebie, znika nam z oczu to co najważniejsze. Często nawet tego nie zauważamy. Dostrzegamy to dopiero na starość, albo w ogóle. Czy chcemy dla siebie takiego życia? A dla naszych córek. Bo one nas widzą, wzrastają w poczuciu, że tak wygląda życie kobiety i tak będzie wyglądać ich życie. Oczywiście część się zbuntuje i poszuka własnej drogi, ale tylko część. Inne będą brnęły dalej. Znam dziewczynę, a właściwie kobietę, która właściwie nigdy nie przepadała za dziećmi. W sumie pracowała z nimi trochę i szło jej nieźle, ale nie „rozpływała” się na widok niemowlaka, nie marzyła z zapartym tchem o macierzyństwie. Ale kiedy zaczęła się zbliżać do trzydziestki znalazła mężczyznę, który nadawał się na męża – bo tak trzeba, tak jest kolej rzeczy. Pokochała go. Postanowiła, że czas na dziecko – bo tak trzeba. Pokochała je. A potem drugie. Pokochała je. Ale czy tak naprawdę pragnęła takiego życia. Chyba sama tego tak naprawdę nie wie. Czy jest szczęśliwa? Mam nadzieję, że tak. Czy o tym marzyła? Nie wiem.

    Ja chciałabym aby moja córka świadomie podejmowała decyzje co do swojego życia. Aby się w nim odnalazła. Aby szukała swojego szczęścia. Jak chcę to zrobić? Na swoim przykładzie. Chciałabym aby dorastają obserwowała swoją mamę, która jest szczęśliwa. Która dokonała wyborów w życiu i ich nie żałuje, która świadomie podejmowała decyzje co do swego życia prywatnego i zawodowego. Ale aby tak było JA muszę wiedzieć kim jestem i jakie są moje priorytety. JA muszę się czuć dobrze sama ze sobą, z tym jaka jestem i co robię. Czy tak jest? Pracuję nad tym intensywnie 😉

    Życie dzisiejszych kobiet nie jest łatwe, bo z prawami otrzymałyśmy bardzo wielką odpowiedzialność. A same często chcąc pokazać, że jesteśmy silne dokładamy sobie jeszcze zadania. Warto czasem zatrzymać się na chwilę i zastanowić się czy jestem szczęśliwa? Czy to jak żyje daje mi poczucie spełnienia? Czy jestem wzorem dla mojej córki? Czy chce dla niej takiego życia? To trudne pytania, ale bardzo ważne. Bo czasami wystarczy maleńka zmiana w myśleniu i zmiana się bardzo wiele. Bo po zadaniu sobie takich pytań może się okazać, że właśnie jest dobrze. Że właśnie tak chciałam żyć i jestem szczęśliwa. Wtedy warto dbać o to, aby było tak nadal. Aby nasze córki, ale też i synowie widzieli, że można… że można być szczęśliwym. Kiedy się wie, czego się pragnie i to się realizuje.

    Czego i Wam i sobie życzę 🙂

  • Matka Polka… nie, dziękuję!

    Jak ma być dzisiejsza kobieta? Silna, zdeterminowana, opiekuńcza, wielofunkcyjna, atrakcyjna, obowiązkowa, pracowita… Ma pracować, wychowywać dzieci, robić przetwory na zimę, dbać o siebie, jeść zdrowo, ćwiczyć, być seksowną dla męża/ partnera, gotować, prać, sprzątać, realizować się w pracy, mieć pasję, znać się na wszystkim. Czy to źle? Nie wiem. Wiem jednak, że to w większości my same – kobiety, stawiamy sobie tak wygórowane wymagania. Często napędzając się tym, że skoro inna dała radę to czemu ja mam nie dać.

    Chcemy być nowoczesnymi Matkami Polkami, która są w stanie ogarnąć pracę, dom, dzieci, męża i jeszcze się rozwijać. Bo dlaczego nie? Ja też zawsze chciałam być jedną z tych kobiet, które godzą różne role życiowe z najważniejszą – rola matki. Chciałam szybko wrócić do pracy i wykorzystać to czego przez lata się uczyłam i w czym byłam perfekcjonistka – wielofunkcyjność. Nauczyło mnie tego harcerstwo i bardzo się z tego cieszę. Miałam wielkie plany… Wiecie jak to mówią, powiedz Panu Bogu jakie masz plany, a cię wyśmieje. Kiedy urodziła się Mania czas jakby zwolnił. Zrozumiałam, że to jest czas dla nas. W ciągu tych 4 pierwszych miesięcy byłam tylko mamą. Nie było już Sylwii, tylko mama Mani.

    Po pewnym czasie wiedziałam już, że nasze życie nie będzie takie jak zaplanowałam, ale to nie ważne. Wiedziałam, że nie mam na razie szans na powrót do pracy zawodowej. Wiedział, że Marianka będzie w domu wymagała mojej opieki i zaangażowania w dużo większym stopniu niż gdyby urodziła się w terminie. I wiedziałam, że aby nie być tylko mamą Mani (ci samo w sobie nie jest takie złe) będę musiała pokonać w sobie wile rzeczy i wiele spraw uporządkować, niektóre odpuścić. Czy mój dom codziennie świeci czystością? Nie. Czy codziennie mamy coś innego i fit na obiad? Nie. Czy szybko i sprawnie wróciłam do wagi sprzed ciąży? Nieeeeee. Czy Marianka je ugotowane przeze mnie własnoręcznie zupki? Niestety nie. Czy wszystko robię tak jakbym chciała super i wspaniale? Nie. Ale na to wszystko dałam sobie przyzwolenie (oraz oczywiście mój mąż, który bardzo mi pomaga).

    Wyznaczyłam sobie co jest najważniejsze. Co ma tę chwilę mogę odpuścić, aby czerpać radość z bycia mamą Marianki, a jednocześnie nie zwariować. Nie jestem idealną matką polką w pełni tego słowa znaczeniu. Ale uważam, że znalazłam, a przynajmniej próbuję znaleźć złoty środek i nowy sposób na życie. Życie, które tak niespodziewanie się zmieniło. Marianka jest na pierwszym miejscu. Wizyty u lekarzy, stymulowanie jej do rozwoju, a przede wszystkim miłość i czułość, które jej daje. Nie mniej ważny jest mój mąż, który nie tylko angażuje się w pomoc przy Mani, ale też w dzielenie się obowiązkami w kuchni czy przy sprzątaniu. Ważne jest dla mnie też abym nie zgubiła siebie – Sylwii, która byłam. Kobiety, która uwielbiała kontakty z ludźmi, przekazywanie swojej wiedzy i doświadczenia. Kobiety z pasją, nawet więcej niż jedną. Niedawno ktoś mi powiedział, że życie po narodzinach dziecka zmienia się. Oczywiście ale nie można w tym wszystkim zagubić siebie. Bo dzieci kiedyś dorosną, a jak zagubię siebie to za 20 lat już nie odnajdę tej Sylwii, którą bardzo lubiłam ja i chyba sporo innych osób.

    Kiedy okazało się, że na razie nie wracam do pracy zawodowej, zaczęłam zastanawiać się co dalej… Dla kogoś, kto przez ostatnie kilkanaście lat nie spędzał zbyt dużo czasu w domu to dość trudna sprawa. Ale wystarczy tylko się rozejrzeć, a zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie. Takie, które jest tuż przed czubkiem nosa 🙂 Od teraz moim rozwojem zawodowym i czymś w rodzaju pracy będzie blog. Dzięki niemu mogę się realizować i robić to co zawsze chciałam… pisać, dzielić się wiedzą, opiniami, mieć kontakt z wieloma ciekawymi ludźmi.

    Tak więc, może nigdy nie będę matką polką. Ale na pewno będę kobieta, która jest spełniona i cieszy się, że jest mamą. A przy okazji realizuje siebie i swoje marzenia… Jeszcze Wam o nich kiedyś opowiem 🙂