Tag: lęki rodziców

  • Diagnoza ma różne oblicza

    Kiedy Marianka miała prawie rok skorygowany i okazało się, że nie robi „pa, pa”, nie wysyła całusków, nie wskazuje palcem… w głowie pojawiło mi się pytanie „Może to autyzm?”. Ponieważ chodziliśmy na różne zajęcia w ramach WWRD i turnusów stacjonarnych zaczęłam pytać… Wszyscy mówili, że Marianka jest wcześniakiem i ma na to czas.

    To samo wydarzyło się jak miała dwa lata… Pytałam każdego z kim Marianka miała zajęcia… odpowiedź była ta sama „Na zajęciach super pracuje, a kontakt wzrokowy… No cóż wcześniaki tak mają”. Z jednej strony czułam się uspokojona a z drugiej nadal coś mi nie dawało spokoju. Dopiero pół roku później psycholog, która widziała Mariankę po raz pierwszy zadała mi pytanie czy diagnozowaliśmy Ją w kierunku spektrum. Byłam w szoku, choć przecież czułam, że tak jest.

    Układanie sobie wszystkiego w głowie i ostateczna diagnoza zajęły 10 miesięcy. Dopiero w trakcie zbierania opinii od terapeutów zaczęły wychodzić różne rzeczy, które składały się w jedną całość.

    Dla mnie diagnoza Marianki była trudnym doświadczeniem ale też w pewien sposób wyzwoleniem. Dzięki temu poczułam, że nie mam urojeń i mogę lepiej zrozumieć swoją córkę i Jej potrzeby.

    Tak jak nie miałam zbyt dużego wsparcia przed diagnozą tak i teraz nie jest wcale różowo. Diagnoza pomogła nam jako rodzinie w środku. Na zewnątrz nadal często jesteśmy niezrozumieni. Marianka jest wysoko funkcjonująca, ma bardzo wysoki iloraz inteligencji… Jej zachowanie nie wygląda jak typowe zachowanie osoby w spektrum, które większość społeczeństwa kojarzy z filmów. Najtrudniejsze chwile przeżywa wtedy kiedy łamiemy schematy, wtedy kiedy ja jestem obok… być może czuje, że Jej pomogę?

    Osobom neurotypowym trudno zrozumieć świat autystycznych. Każda osoba w spektrum funkcjonuje nieco inaczej, doświadcza go inaczej. Nie jest łatwo… ale wszystko czego oczekuje od bliższych, dalszych i ogólnie społeczeństwa nie ocenianie. To, że nie rozumiesz dlaczego tak a nie inaczej postępuje ze swoim dzieckiem nie oznacza, że postępuje niewłaściwie. Po prostu wiem co może pomóc mojemu dziecku.

    Nie oczekuje, że zrozumiesz tak od razu. Ale dzięki mówieniu głośno o autyzmie możemy go jako społeczeństwo oswoić. Bo każdy człowiek zasługuje na szacunek i to niezależnie jak odbiera świat. Nie chodzi o to aby „wyleczyć” osoby z autyzmem. To nie choroba a zaburzenie i nie da się nikogo wyleczyć. Ważne aby stworzyć możliwość jak najbardziej samodzielnego funkcjonowania w naszym świecie.

    Kiedy następnym razem zobaczysz kogoś kto zachowuje się inaczej, nie oceniaj… bo nigdy nie wiesz z czym się zmaga. Może właśnie próbuje odnaleźć się w neurotypowym świecie, który nie chce go zrozumieć 💙💙💙.

  • Wózek dla chłopca – samochód dla dziewczynki

    Czasy się zmieniają. Dziś czymś normalnym jest widok kobiety za kierownicą samochodu (choć nadal poddaje się często nasze umiejętności w tym względzie w wątpliwość). Coraz częściej widzimy też mężczyzn spacerujących z wózkiem i to nie tylko od święta. Tradycyjny podział ról zmienia się czy tego chcemy czy nie. Jednak co przystoi dorosłym dzieciom jest już zabraniane. A mowa tu o przysłowiowym samochodzie i wózku.

    I to i to ma cztery koła, można w nim wozić pasażerów… a jednak jeśli myślimy o tych zabawkach od razu przyporządkowujemy do tradycyjnego podziału chłopiec – dziewczynka. Czy naprawdę problemem jest kiedy chłopiec bawi się wózkiem i lalką, a dziewczynka wybierze samochód czy narzędzia?

    Oczywiście nie same zabawki są problemem ale głębsze przekonanie, że wybierane przez dzieci rzeczy do zabawy mają znaczenie… w ich przyszłych upodobaniach seksualnych. Zwłaszcza jeśli chodzi o chłopców bawiących się „dziewczyńskimi” zabawkami presja społeczna jest bardzo silna. A przecież to, że maluch sięga po lalki wcale nie oznacza, że będzie homoseksualistą. Osobnym tematem jest akceptowanie dziecka takim jakim jest, z jego upodobaniami i orientacją seksualną.

    Sytuacja wygląda następująco: chłopiec sięga po wózek lub lalkę siostry czy koleżanki i słyszy „zostaw, to dla dziewczynek”. Zwłaszcza w głowach wieli tatusiów rodzi się obawa „co z niego wyrośnie”. Ale zastanówmy się dlaczego tak się dzieje. Po pierwsze dzieci w pewnym wieku nie różnicują w ogóle płci. Nadal myli im się kto jest chłopcem, a kto dziewczynką, mówiąc o sobie mylą rodzaje. To normalne. Dlatego dla nich zabawka to po prostu zabawka. A w co najchętniej bawią się dzieci? W naśladowanie życia dorosłych. Więc jeśli na co dzień widzą dorosłych spacerujących z wózkiem czy opiekujących się dziećmi to w zabawie robią dokładnie tak samo. Dlaczego więc chłopiec nie miałby odwzorowywać opiekuńczego i kochającego ojca? Lub wręcz jeśli jego własny tata nie jest tak otwarty, a widzi innych tatusiów zajmujących się dziećmi może chcieć spróbować jak to jest. Dla dziecka to po prostu zabawa. Nie mówiąc już o tym, że wózek dla lalek nadaje się idealnie do wożenia klocków czy urządzania nim wyścigów, bo jest większy niż resoraki. U dziewczynek sytuacja wygląda podobnie, choć może nie jest tak nasilona.

    Bardzo często już od najwcześniejszych miesięcy życia kupujemy zabawki w kolorach chłopiec – dziewczynka. Potem wybieramy takie, które przynależą danej płci. Ale przecież wszystkie zabawki mają na celu zabawę. I jeśli jakiejś nie ma w domu to kiedy tylko dziecko zobaczy ją u kogoś innego chce wypróbować. A w dodatku zakazany owoc lepiej smakuje 😉

    Zabraniając dzieciom bawić się „wszystkim” wkładamy je do „starego” podziału ról. A przecież świat, w którym żyją już tak nie wygląda. Panowie świetnie gotują, zajmują się domem i dziećmi, nie tylko pomagają ale wspólnie z kobietami dzielą się obowiązkami. Panie pracują, podróżują, zdobywają świat… Mówimy naszym dzieciom „możesz zostać kim zechcesz” ale pokazujemy zupełnie co innego.

    Wiem, że temat dla wielu osób nie jest łatwy, bo trudno wyzbyć się czegoś co wpajano nam od zawsze. Nie chodzi mi o to aby wywoływać brzę i grzmieć na temat gender. Ja po prostu namawiam aby pozwolić dzieciom być dziećmi i się bawić. Nie raz i nie dwa wdziałam pracując w przedszkolu jak chłopcy wbiegali do sali i chcieli bawić się wózkiem, lalkami, kołyską czy kuchenką… a z kolei dziewczynki wyrywały sobie ulubiony samochód lub spierały się, która pierwsza wjedzie nim do garażu. To tylko zabawy, które ni jak nie wpłyną na przyszłą orientację seksualną naszych dzieci.

    Kochajmy nasze dzieci takimi jakie są, pozwólmy im być dziećmi i bawiąc się poznawać świat takim jakim jest. Bo jeśli teraz im tego zabronimy, to nie oczekujmy, że w dorosłym życiu będą inne niż tego od nich chcieliśmy.