Tag: opieka

  • Jak wybrać przedszkole

    Nowy rok… nowe wyzwania… Jak zwykle o tej porze roku na grupach „mamowych” zaczynają się pytania dotyczące przedszkoli? Jaki są polecane? Gdzie najlepiej? Gdzie najtaniej? Gdzie najbliżej? Oczywiście nie jestem w stanie odpowiedzieć na te wszystkie pytania konkretnymi placówkami (bo jest ich co niemiara)… ale spróbuję trochę Wam podpowiedzieć. Przez 7 lat pracy jako dyrektor przedszkola zebrałam doświadczenie dotyczące rekrutacji, pytań rodziców i ich oczekiwań.

    Oto kilka ważnych spraw, o których powinniście pomyśleć przy wyborze przedszkola.

    Państwowe czy prywatne

    Tak naprawdę to jest pierwsze pytanie jakie powinniśmy sobie zdać myśląc o przedszkolu dla naszego malucha. Odpowiedź na nie będzie determinowała sporą część naszych dalszych pytań. W każdym z tych rodzajów przedszkoli rekrutacja, wymogi, opłaty i terminy są inne. O ile do państwowych placówek rekrutacja odbywa się w większości (zwłaszcza w większych miastach) poprzez systemy elektroniczne, w wyznaczonym terminie (mniej więcej marze – kwiecień) to już w przedszkolach prywatnych rekrutacja jest ciągła i zależy od ilości miejsc. W przedszkolach państwowych dziecko 2,5 letnie przeważnie się nie dostanie (choć wszystko zależy od ilości dzieci), to jeśli chodzi o prywatne placówki to spora część przyjmie nawet dzieci którym brakuje miesiąca lub dwóch do 2,5 roku. Opłaty w palcówkach państwowych określa ustawa (5 godzin dziennie bezpłatnie, każda następna godzina płatna, opłata z wyżywienie) to już w prywatnych opłaty są różne (często zależą od miejscowości oraz ilości zajęć dodatkowych).

    Pierwszym weryfikatorem z pewnością dla niektórych będą koszty. I nie należy się tu ani wstydzić ani krygować. Nie oznacza to, że do państwowych placówek chodzą dzieci tylko tych rodziców, których nie stać na prywatne. Ale niektórzy z nas, nawet nie będą rozpatrywali prywatnych. I to jest normalne. Skoro państwo oferuje nam wychowanie przedszkolne to czemu z tego nie skorzystać.

    Jakie przedszkole państwowe? Czy dla każdego?

    Jeśli w Waszej miejscowości jest więcej niż jedno przedszkole państwowe to zawsze możecie wybrać, które z nich będzie dla Was przedszkolem pierwszego wyboru. Które wybrać? Warto przemyśleć kilak rzeczy. Czy chcę aby przedszkole było blisko miejsca zamieszkania, może blisko pracy lub dziadków? Czy moje dziecko ma jakieś specjalne potrzeby, które przedszkole powinno zaspokoić (np. edukacyjne, wychowawcze, żywieniowe)? Jaką ofertę edukacyjna ma każda z placówek? Czy dzieci mają jakieś zajęcia dodatkowe (obowiązująca ustawa wcale tego nie zakazuje)? Czy są jakieś koła zainteresowań? Czy dzieci wychodzą do placówek kulturalnych, na wycieczki? Tego wszystkiego dowiecie się ze strony internetowej, z rozmowy z dyrekcją ale przede wszystkim z opinii innych rodziców.

    Warto zasięgnąć zwłaszcza tej ostatniej od więcej niż jednej czy dwóch osób. Jeżeli słyszymy, ze jakaś pani wychowawczyni nie ma najlepszej opinii warto dopytać się u dyrekcji kto będzie prowadził grupę, do której ma trafić nasze dziecko. Jeśli dziecko ma specjalne potrzeby warto od razu zapytać czy przedszkole ma możliwość ich zaspokojenia. Pamiętajmy, co dla jednych jest niemożliwe do przejścia dla innej dyrekcji może nie stanowić problemu. Nie zatajajmy tez trudności naszych dzieci. Jeżeli zostaną przyjęte do przedszkola i tak „wyjdą”… wtedy powstanie prawdziwy problem, bo wychowawczynie będą zaskoczone.

    Pamiętajmy, że to iż jest mało przedszkoli państwowych nie oznacza, że możemy się na wszystko godzić. A przepisy mówią o tym, że każde dziecko od 3 roku życia wzwyż (o ile rodzic wyrazi taką chęć) powinno mieć zapewnioną możliwość realizacji wychowania przedszkolnego w placówkach państwowych najdalej do 3 km od miejsca zamieszkania. Co to oznacza? Że dziecko może się nie dostać do przedszkola, które wybraliśmy ale gmina powinna wskazać placówkę która jest blisko naszego zamieszkania. Co nie zawsze nam odpowiada. W związku z tym obowiązkiem, gminy powołały oddziały przedszkolne przy szkołach, albo podpisały umowy z niektórymi przedszkolami prywatnymi, które rekrutują tak jak państwowe i opłaty tez są takie jak tam.

    Przedszkole prywatne

    Na co zwrócić uwagę wybierając przedszkole prywatne? Z pewnością tak jak przy placówce państwowej – umiejscowienie, oferta edukacyjna, potrzeby naszego dziecka, opinie rodziców oraz oczywiście opłaty (co obejmują). Ważna tez będzie dostępność miejsc i wpisowe. Dla mie równie ważne jest też wizja wychowani jaką ma dana placówka – a te coraz częściej bywają bardziej odważne i urozmaicone. Ale to każdy z Was musi zastanowić się co dla Was będzie priorytetem.

    Kiedy zatem szukać miejsca w przedszkolach prywatnych? Dla mnie najlepszym momentem jest właśnie przełom stycznia i lutego. W przedszkolach po malutku zaczyna się klarować ilość miejsc, które zostaną zwolnione (ile dzieci pójdzie do pierwszej klasy, ile do zerówki szkolnej – kto zostanie w przedszkolu). Oczywiście są takie placówki, gdzie powiedzą Wam, że to już za późno… ale jak dla mnie takie trochę sztuczne tworzenie elitarności. Zapis dziecka na dwa czy trzy lata wcześniej do przedszkola, kiedy wcześniej nie jesteśmy wstanie przewidzieć ile miejsc będziemy mieli wolnych w danym roku przedszkolnym… No nic, każdy niech sam decyduje. Czy jesteśmy wstanie przewidzieć co będziemy robić za rok czy dwa? Czy nadal będziemy mogli/ chcieli aby nasze dziecko chodziło do tego przedszkola? A wpisowe już nas przywiązuje. Ja trzymałam się tego, że rekrutację zaczynaliśmy pod koniec stycznia (choć jeśli rodzic, który miał już u nas starsze dziecko deklarował wcześniej, że chce puścić młodsze to oczywiście nie odmawialiśmy). Jak dla mnie było to uczciwe względem rodziców i organizacyjnie dla nas łatwiejsze.

    Ap ropo wpisowego – z założenia jest bezzwrotne. Warto się jednak zapytać czy pokrywa ono np. wyprawkę plastyczną czy higieniczną dziecka lub zakup kart pracy.

    W przedszkolach prywatnych warto zwrócić uwagę nie tylko na ilość dzieci w grupie, ale też na ilość zatrudnionych nauczycieli i jak często się zmieniają. Obecnie już nie powinno się zdarzać, że opiekę nad dziećmi sprawują osoby z niepełnym lub nie kierunkowym wykształceniem… ale na to też warto zwrócić uwagę.

    Zajęcia dodatkowe to ważne dla rodziców informację. Pamiętajmy jednak, aby nie było ich przesadnie dużo. Dzieci oprócz nich realizują podstawę programową wychowania przedszkolnego (nawet maluchy), a jeśli zajęć jest za dużo to braknie im czas na zabawę swobodna, która w tym wieku jest niezwykle ważna. Warto od razu zapytać które z zajęć są w interesującej nas grupie wiekowej i czy wszystkie są w ramach wpisowego czy któreś wymaga dodatkowej opłaty.

    Mówiąc o opłatach warto pamiętać, że w wielu przedszkolach prywatnych opłata miesięczna nie zawiera wyżywienia. Na stronie internetowej łatwo to przeoczyć. Może się okazać, że czesne jest atrakcyjne ale po doliczeniu stawki dziennej za wyżywienie już traci. Z kolei w innym przedszkolu może wydawać się 100 czy 150 zł wyższe, ale zawierające już wyżywienie. Przedszkola prywatne to firmy, które też używają chwytów marketingowych aby pozyskać klientów.

    Inną ważną rzeczą jest też plac zabaw i wyjścia na spacery. W obecnych czasach kiedy wiele placówek powstaje w blokach lub innych miejscach nie od razu przeznaczonych na przedszkola – samodzielny plac zabaw to prawdziwy rarytas. Jeśli jednak przedszkole nie ma własnego placu, nie oznacza to od razu dyskwalifikacji. Być może korzystają z osiedlowego lub mają inne rozwiązania. Warto o to zapytać. Obowiązująca podstawa programowa zakłada codzienne wyjścia na spacer lub plac zabaw, o ile pogoda na to pozwoli. Warto na to zwrócić uwagę.

    Wizja czy filozofia wychowania też może powiedzieć nam dużo o przedszkolu. Teraz coraz częściej pojawiają się przedszkola Montessori, demokratyczne, artystyczne, językowe ale również leśne. Warto zapoznać się z różnymi możliwościami (kilka z nich postaram się Wam w najbliższym czasie przedstawić).

    Niezależnie czy przedszkole jest państwowe czy prywatne warto przed podjęciem decyzji zabrać tam nasze dziecko i… zobaczyć jak się będzie tam czuło. To z pewnością powinien być podstawowy czynnik, który uwzględnimy przy wyborze.

    Mam nadzieję, że moje wskazówki pozwolą Wam wybrać przedszkole do którego Wasze dziecko będzie chętnie chodziło, Wy będziecie zadowoleni z opieki, a to wszystko złoży się na wsparcie w prawidłowym rozwoju dzieci.

  • Przedszkolanka – taki zawód nie istnieje

    Ogólnie jestem spokojnym człowiekiem, który z każdy stara się znaleźć wspólny język i dojść do jakiegoś kompromisu. Jednak koleżanki, z którymi pracowałam oraz studenci pedagogiki, z którymi prowadziłam zajęcia wiedzą, że jest jeden temat, który doprowadza mnie na skraj opanowania… a jest nim „przedszkolanka”

    Kiedyś byłyśmy z dziećmi z przedszkola na jakiś zajęciach w siedzibie osiedlowej jakiegoś banku. Dzieci robiły różne prace plastyczne, były jakieś zagadki, itp. W pewnym momencie podeszła do mnie młoda pracownica tej placówki i patrząc na nasze dzieci, pokręciła głową i powiedziała „Ja to bym nigdy nie mogła być przedszkolanką”, na co ja odpowiedziałam „Ja też, dobrze że nią nie jestem”. Kiedy zaś dziewczyny w trakcie studiów lub tuż po nich przynosiły CV i mówiły, że szukają pracy jako „przedszkolanki” stwierdzałam, że my takiego stanowiska nie mamy i pytałam po co studiowały.

    Byłam niegrzeczna? Z pewnością tak. Ale bardzo mnie boli to, że jeżeli ktoś pracuje w szkole to jest nauczycielem, a jak w przedszkolu… to już mało kto pomyśli o nas – nauczyciel. A kończymy te same studia, odbywamy te same praktyki i mamy takie same uprawnienia… moglibyśmy uczyć w klasach I – III. Więc dlaczego traktuj się nas jak osoby do przysłowiowego „wycierania nosa i tyłka”?

    Kiedy dyskutowano nad zmianami w Karcie Nauczyciela i rezygnacji z możliwości wcześniejszego przechodzenia na emeryturę, jeden z polityków (nie pamiętam jakiej opcji – to zresztą nie ważne) stwierdził, że jeżeli nauczyciel nie da rady uczyć w wieku 55 – 60 lat w liceum… to niech idzie do pracy do przedszkola. Zastanawiałyśmy się wtedy z koleżankami czy w przedszkolach będzie się wtedy zatrudniało pomoce do opieki nad dziećmi czy nauczycielami.

    Kim więc właściwie jest przysłowiowa „przedszkolanka” czyli nauczyciel wychowania przedszkolnego?

    To osoba, która ma pod swoją opieką najmłodszych, czasami nawet 2,5 – latki. W grupach często jest po ponad 20-cioro takich dzieci. I choć coraz częściej są zatrudniane pomoc do opieki nad dziećmi to i tak odpowiedzialność spoczywa na nauczycielu. To on odpowiada za adaptację maluchów, realizację podstawy programowej, prowadzenie dokumentacji (dziennik, plany tygodniowe/ miesięczne, obserwacje, diagnozy, programy autorskie, itp.), opiekę nad dziećmi, organizację uroczystości i imprez przedszkolnych, codzienny kontakt z rodzicami (przekazywanie informacji, wyjaśnianie wątpliwości, współpraca przy rozwiązywaniu problemów). A to tylko cześć z jego obowiązków, bo można wyliczać dalej, choćby realizację awansu zawodowego czy nieustanne szkolenia, kursy, itp.

    Na każde zajęcia do grupy przedszkolnej nauczyciel musi być przygotowany i wyposażony w ilustracje, pomoce i inne ciekawostki, które zainteresują dzieci. Przygotowuje dekorację sali na każdą porę roku. Musi zarówno być specjalistą od muzyki, logopedii, zajęć ruchowych, językowych, matematycznych, plastycznych.

    A podstawa programowa? Cóż to było nauczyć dzieci liczyć… Ale tak naprawdę czy ktoś z Was spróbował wytłumaczyć dziecku dlaczego dwa i dwa jest cztery? Albo kolejności pór roku, nie tak jak wyliczankę tylko z ich oznakami. A wierszyka lub piosenki, takiego z choreografią? A może ktoś miał okazję przekonać wstydliwego 4-latka do występu na Dzień Babci?

    Nie będę wspominała o codziennym przekonywaniu całej grupy do zjedzenia wszystkich posiłków i samodzielnego ubrania się na spacer. Bo przecież to wszystko jest łatwizna.

    Mało kto myśli, że te wszystkie „zabawy” przygotowują do nauki czytania, pisania i rozumienia matematyki. A przecież każde dziecko przed opuszczeniem przedszkola jest badane pod względem „gotowości szkolnej”.

    Właśnie tym się zajmują nauczyciele wychowania przedszkolnego. Kompetentne osoby, które skończyły studia pedagogiczne (już niewiele jest osób tylko po liceum lub studium pedagogicznym). Są przygotowane do pracy pod względem merytorycznym, psychologicznym, pedagogicznym i opiekuńczym.

    Dlatego zawsze i wszędzie będę walczyła o to aby traktować nas z szacunkiem na jaki zasługujemy. Bo to co my wypracujemy z przedszkolakami to właśnie rodzice i dzieci zbierają tego owoce w szkole. To my jako pierwsi po rodzicach dostarczamy ustrukturyzowaną wiedzę i czuwamy nad rozwojem osobowości i społecznym. I choć jak w każdym zawodzie zdarzają się osoby bardziej lub mniej zaangażowane, to nie pozwolę nas sprowadzać do roli opiekunki. Bo nasza rola jest ogromna i mam nadzieję, że dzieci i rodzice to czują.

  • 10 rzeczy, które może przerażać w opiece nad noworodkiem

    Niezależnie czy ktoś jeszcze nie ma dzieci, czy się spodziewa lub jest świeżo upieczonym rodzicem, jest co najmniej 10 rzeczy, które mogą przerażać w opiece nad noworodkiem. Mogą występować wszystkie naraz, grupowo lub w różnym czasie i konfiguracji. Kolejność przypadkowa. Chociaż czy na pewno?

    1. Obcinanie paznokci

    Kiedy dziecko się rodzi ma takie malutkie paluszki. Jego rączki są często jeszcze zaciśnięte. A jednak czai się tam niebezpieczeństwo, które rośnie szybciej niż cokolwiek. PAZNOKCIE… Drapią maluszka, rodziców i wszystkich, którzy pojawią się w pobliżu małych rączek. Oczywiście są niedrapki, itp. ale prędzej czy później ktoś musi pierwszy raz obciąć paznokcie. Ale jak kiedy tylko maluch poczuje jakąkolwiek ingerencje uruchamia system obronny i rączki idą w ruch. Są różne techniki od obgryzania (dla mnie łeee), przez cążki po nożyczki. Można wykorzystać sen lub zabawianie. Mariance pierwszy raz obcinałam paznokcie jeszcze w szpitalu. Stres miałam ogromny, a paluszki jak to u wcześniaka tycie. Ale jakoś poszło 🙂

    2. Obcinanie paznokci u nóg

    Czytaj problemy jak wyżej plus wariujące nóżki i dużo mniejsze paluszki. Czasami dla mnie nadal to wyzwanie, zwłaszcza najmniejszy paznokietek.

    3. Zmiana pieluszki

    Oczywiście jedynie dla nowicjuszy może być to przerażające. Bo choć wydaje się to banalne, to kiedy staje się po raz pierwszy do wykonania zadania różnie to wychodzi. Trzeba pamiętać, że zapięcia są na tylnej części, a z przodu obrazek. Ja miałam szczęście, że pracowałam w żłobku więc doświadczenie w przewijaniu miałam. Ale kiedy Marianka miła jakieś 5 dni i pieluszka w rozmiarze 0 podchodziła jej pod pachy, nawet ja miałam zawahanie.

    4. Obsika mnie

    Ten strach wiąże się oczywiście ze zmianą pieluch. I nie tylko u chłopców. Dziewczynki są również zdolne i potrafią wykorzystać sytuacje. Dlatego warto sobie wszystko wcześniej przygotować pod rękę, aby operacja poszła szybko i sprawnie. Chociaż, jak mówiły pielęgniarki u nas na oddziale prawdziwy rodzic to dopiero po pierwszym nasiusianiu poza pieluszkę 😉

    5. Zakładanie ubranka przez głowę

    Kto nie próbowała tego z maluszkiem nie wie jakie to bywa męczące. Po mimo że dzisiejsze bodziaki mają albo specjalnie zachodzący na siebie dekolt, albo guziczki to i tak duże główki dzieciaczków nie zawsze chcą gładko przejść przez otwór. Powoduje to stres u dziecka, a co za tym idzie jeszcze większy u rodzica. Podpowiem, że większość bodziaków ma tak szeroki wycięcia, że można je założyć przez nogi. A główkę darować sobie do momentu kiedy będzie bardziej stabilna.

    6. Pierwsza kąpiel

    To przecież banał… Ale jak już woda w wanience czeka, maluch rozebrany to jakoś tak ręce same zaczynają dygotać 🙂 My pierwszy raz samodzielnie kąpaliśmy Mariankę w szpitalu dziecięcym (już poza oddziałem neonatologicznym), miała nam przyjść pomóc pielęgniarka ale zapomniała. Mieliśmy wanienkę ala zlew bez zatyczki, ale jakość poszło. Ważne aby wszystko mieć pod ręką i kilka pierwszych kąpieli odbyć z asystą drugiego dorosłego (najlepiej aby rodzice kąpali wspólnie) wtedy jakoś raźniej i bezpieczniej. A potem już codzienna rutyna się włączy.

    7. Upuszczę

    Jak wziąć na ręce takiego maluszka. Jeśli ktoś nie miał doświadczenia to może okazać się to trudne… w głowie. Bo wiadomo nie chcemy skrzywdzić naszego dziecka i po pewnym czasie poczujemy się pewniejsi, a dziecko to wyczuje i też się odpręży. Nasza Marianka mieściła się w dwóch dłoniach kiedy Ją pierwszy raz braliśmy na ręce. Strach był, ale radość dawała odwagi.

    8. Czyszczenie noska

    Pierwszy katar to koszmar. Dziecko ciężko oddycha, nie potrafi wydmuchać noska, spływa wszystko do gardła… A lekarz pediatra każe inhalować i czyścić nosek. Straszne… jest gruszka, jest frida, chusteczka… ale jak cokolwiek włożyć w ten mały nosek? Jak przytrzymać tę małą główkę aby się nie wierciła? Dla mnie do dziś jest to trudne i choć tłumacze Mariance za każdym razem, że będzie jej lżej oddychać, zdaje się, że rozumie to do momentu kiedy nie dotknę jej czymkolwiek do nosa. Jeśli, któreś dziecko nie szaleje przy tym… gratuluję Wam serdecznie i zazdroszczę.

    9. Pielęgnacja części intymnych

    Niezależnie czy chodzi o chłopca czy dziewczynkę, nasza kultura i wychowanie narzucają nam doże ograniczenia w głowie. A przecież to nasze dziecko i chcemy aby było zdrowe. Należy tylko pamiętać o kilku zasadach higienicznych od przewijania po kąpiel i będzie dobrze. A wstyd… odłożyć na bok.

    10. Nie obudzę się w nocy

    Pierwsza noc z noworodkiem w domu. Wielu rodziców bojąc się o zdrowie lub inne rzeczy większość czasu spędza przy łóżeczku. Kiedy dziecko dłuższy czas nie płacze sprawdzają czy wszystko jest dobrze. A maluszki w pierwszych dniach bardzo często odsypiają jeszcze stres po porodzie. Rodzice boją się, że są zmęczeni i nie usłyszą w nocy płaczu dziecka. Nie ma obaw, zwłaszcza mamy usłyszą nawet kiedy dziecko się przewraca lub wierci 🙂 Dla nas największym stresem był oczywiście oddech Marianki, ale wiedząc o tym zawczasu zaopatrzyliśmy się w łóżeczkowy czujnik oddechu. I choć Mania nie ma od powrotu do domu bezdechów to czujnik jest aktywny co noc. Po to abyśmy my mogli spać spokojnie.

    Czy to cała lista? Z pewnością nie. Moja siostra (jeszcze bezdzietna) dodałaby jeszcze strach przed tym, że dziecko rozpadnie się jej w rękach (czytaj główka się nie utrzyma). Inni może dopisaliby jeszcze coś innego. Ważne, że warto sobie uświadamiać swoje lęki i strachy, zmierzyć się z nimi i je pokonać. Bo każdy kiedyś robił coś po praz pierwszy przy dziecku. A trening czyni mistrza.