Tag: optymizm

  • Magia optymizmu

    Często ludzie się pytają, jak to robimy, że Marianka jest non stop uśmiechnięta i radosna. Po pierwsze to nie prawda, bo jak każde dziecko bywa marudna i płaczliwa (kiedy czegoś chce lub jest zmęczona). A po drugie, w sumie to od zawsze taka była. Czy to tylko kwestia genów, charakteru i innych cech wrodzonych? A może to my, rodzice zrobiliśmy czy robimy coś co sprawia, że przez większość czasu nasza córeczka jest uśmiechnięta?

    Myślę, że z pewnością i jedno i drugie. Z jednej strony gdyby miała inne cechy wrodzone (choć to sprawa sporna, bo różni naukowcy mają inne teorie co do cechy wrodzonych) to być może moglibyśmy nawet stawać na głowie, a Marianka i tak nie byłaby chodzącą „radochą”. Uważam jednak, tak jak wielu specjalistów, że to środowisko, w którym wychowuje się dziecko ma duży wpływ na rozwój jego cechy zarówno wrodzonych jak i nabywanych w trakcie procesu wychowania. Co więc się stało, że Mania jest wesołkiem?

    Moim zdaniem jest to siła optymizmu. Od pierwszych chwil Jej życia słyszeliśmy, że do inkubatora mamy podchodzić z nadzieją, radością i optymizmem. Bo dzieci czują nastrój rodziców i ma to wpływ na ich wyniki. I rzeczywiście, widać było, że jeżeli któreś z nas ma słabszy dzień to jakiekolwiek próby zbliżenia się do Marianki powodowały spadki Jej saturacji. Przypadek? Nie sądzę. Tak więc zarówno w te gorsze jak i lepsze dni szukaliśmy w sobie pozytywnych uczuć. Nauczyliśmy się czerpać radość ze wspólnego przebywania, choćby i w warunkach szpitalnych. Tak było przez ponad 4 miesiące. A w domu? Radość z tego, że jesteśmy razem była i jest tak wielka, że przepełnia nas wszystkich. Nawet kiedy jesteśmy zmęczeni lub zdenerwowani staramy się szukać sposobów na optymizm. Dla Marianki… i dla siebie.

    Jeżeli dziecko wychowuje się w atmosferze nie tylko miłości, ale radości i optymizmu, samo się tego uczy. Oczywiście inne uczucia też są ważne i potrzeba je w naturalny sposób poznać. Ale czy na co dzień to nie radość z bycia rodziną… radość z życia… radość, że mamy siebie… czy to nie właśnie to powinno napędzać nas do działania.

    Ktoś mógłby się zapytać z czego tu się cieszyć. Żyjemy w takim a nie innym kraju, w takich a nie innych czasach, zarabiamy tyle a tyle… Uwierzcie mi, jest z czego się cieszyć. I pomimo że od zawsze raczej patrzyłam z nadzieją i optymizmem na świat, to perspektywa inkubatora pokazała mi, prawdziwe powody do radości. Są nimi nasze dzieci, to że je mamy i możemy je wychowywać.

    Taki jest sekret radości Marianki. Ma rodziców, którzy cieszą się i dziękują za każdy dzień spędzony z Nią. Wychowywana jest w atmosferze miłości, bezpieczeństwa i optymizmu. Każdy tak może.

  • Jeśli ja dałam radę to i ty dasz

    Wielu ludzi dziwiło się dlaczego po urodzeniu Marianki zaczęłam wszystko co przeżywałam opisywać na blogu. Niektórzy widzieli w tym tanią sensację. Ale wielu mnie zrozumiało i dostrzegło COŚ więcej.

    Tak naprawdę to nie myślałam dużo o tym po prostu zaczęłam pisać. W głowie miałam mętlik, nie wiedziałam co się dzieje z moim życiem. A kiedy w głowie jest bałagan trzeba go posprzątać. A moim sposobem na to zawsze było pisanie. Kiedyś krótkich opowiadań inspirowanych moim życiem i marzeniami, a później wierszy (oczywiście o niespełnionej miłości). Aż w końcu odkryłam formułę bloga. Gdzie mogę pisać do Was bezpośrednio.

    Kiedy tak porządkowałam swój bałagan okazało się, że w każdym momencie szukam pozytywów w tym wszystkim co nas spotkało. Nie zdawałam sobie z tego sprawy pisząc. Dopiero kiedy kilka osób z rzędu powiedziało, że podziwia moją pozytywność sama też zaczęłam to dostrzegać. Poczułam, że jeśli z każdej trudnej sytuacji będę szukała dobrych stron to będzie mi łatwiej. Chciałam pokazać innym rodzicom, że nie piszę aby się użalać, ale aby po prostu powiedzieć jak jest. Zapragnęłam pokazać, że zawsze można szukać choćby małych promieni słońca w najgorszą burzę. Próbowałam pokazać, że skoro ja daję radę w dość trudnej sytuacji, to może nie ma takiej w której rodzic sobie nie poradzi. Skoro ja potrafię dostrzec ten promyk słońca to i Ty możesz. Czy mi to wyszło? Nie wiem. To musicie ocenić sami.

    Ktoś może powiedzieć, że mędrkuje, ale ja po prostu piszę co czuję, co wiem i jak postępuję. Wierzę, że rodzicielstwo daje siłę, zmienia świat i spojrzenie na niego. Pozwala znieść więcej niż można sobie wyobrazić i kiedykolwiek o tym pomyśleć. Pozwala znaleźć w sobie niezmierzone pokłady miłości i wiary.

    Jeśli ja dała sobie radę z przedwczesnym porodem i walką o życie mojej córeczki. Jeśli znalazłam w sobie siłę przez ponad 4 miesiące codziennie chodzić do szpitala, a właściwie wychodzić z niego bez Marianki. Jeśli tylko raz załamałam się i na głos powiedziałam, że się boję, że Mania nie przeżyje. Jeśli moje małżeństwo wzmocniło się przez tą traumę. Jeśli moja wieź z Marianką jest bardzo silna pomimo codziennej rozłąki… to czy Ty nie poradzisz sobie z problemami codziennymi rodzica? Czy nie zechcesz spróbować zawalczyć i dać sobie szansę na pozytywne myślenie?

    Wiem, że czasami jest bardzo ciężko. Wtedy zapraszam… przeczytaj jeden z moich tekstów, z czasów kiedy walczyliśmy o Mariankę. I czerp siłę i myśl pozytywnie. Bo zawsze warto walczyć i szukać promyków słońca nawet podczas burzy.