Tag: pasja

  • Co łączy muzykę i język?

    Już na studiach rozpoczęłam praktykę pedagogiczną. A że na obydwu kierunkach (filologia romańska: język francuski, edukacja artystyczna w zakresie sztuki muzycznej) wybrałam specjalizację nauczycielską, wiedziałam, że chcę to robić z pasją i jak najlepiej.

    Okazało się jednak, że to co z pozoru najłatwiejsze i najbardziej przyjemne, w praktyce musi być niezwykle skrupulatnie przemyślane – praca w grupach przedszkolnych!

    Do poszukiwań odpowiednich metod i narzędzi do nauczania najmłodszych języka francuskiego oraz muzyki skłoniło mnie dodatkowo pojawienie się na świecie moich własnych dzieci. To głównie obserwowanie ich rozwoju uświadomiło mi, że:

    • na nic zdadzą się tu ławeczki i uzupełnianie zeszytów ćwiczeń,

    • nie tyle chodzi o naukę, co o towarzyszenie w samodzielnym odkrywaniu,

    • dynamika, atrakcyjność, kontekst bliski dziecku, szeroka przestrzeń na akceptację pomysłów i improwizacji dziecka – to jedne z najważniejszych cech zajęć edukacyjnych ,

    • bez dobrej zabawy (również nauczyciela!) i emocji nie ma szans na powodzenie.

    W ten sposób myśląc, zdecydowałam się na pozostawienie pracy etatowej, sztywnych programów, oceniania według tabeli, selekcji na egzaminach i z grupą kilkorga dzieci zaczęłam działać dokładnie na odwrót, w myśl autorskiej metody nauczania języka francuskiego Mali Francuzi oraz teorii umuzykalniania niemowląt i małych dzieci prof. Edwina E. Gordona. To co odkryłam na ich przykładzie, a potem z przyjemnością potwierdziłam w zabawach z moimi dziećmi, to fakt że umuzykalnianie można łatwo odnieść do nauki języka. Zarówno w jednym jak i drugim przypadku przyswajanie nowych umiejętności jest procesem sekwencyjnym, składa się z następujących po sobie etapów, które należy respektować. Przykładowo: trzeba najpierw coś usłyszeć, by móc to powiedzieć i zaśpiewać lub trzeba najpierw wiele razy coś powtórzyć, by następnie „złożyć” z tego własne wypowiedzi. Brzmi logicznie i dla edukacji muzycznej, i językowej, prawda?

    Z czasem znalazło się wokół mnie więcej pedagogów pasjonatów edukacji alternatywnej w najmłodszych grupach wiekowych: nauczyciele angielskiego, plastyki, gry na instrumentach… Ze zbiegu tych wszystkich okoliczności powstało TUTTURU – miejsce, gdzie dzieją się zupełnie niebywałe rzeczy. Dzieci od 2 roku życia rozpoczynają przygodę z językiem francuskim, swoje predyspozycje muzyczne rozwijają już niemowlęta, a starszaki przygotowują się do edukacji muzycznej i gry na instrumentach! A to wszystko w przyjaznej atmosferze i w takim tempie, na jakie są akurat gotowe.

    Emilka – mama trzech chłopców nauczyciel języka francuskiego i muzyki,

    pasjonatka rozwijania dziecięcych talentów 🙂

  • Nie zawsze byliśmy rodzicami

    Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy nie spędzaliście nocy na trybie czuwania? Pamiętacie szalone wypady ze znajomymi, takie tu i teraz? Pamiętacie jak wyjście z domu nie wiązało się z zabraniem ze sobą tysiąca i jednej rzeczy, które na pewno się przydadzą? Pamiętacie czasy kiedy nikt Wam nie przerywał „przytulanek”? Pamiętacie czasy kiedy mogliście spokojnie po ciemku przemieszczać się po mieszkaniu bez obawy nadepnięcia zabawki? A pamiętacie, że… kiedyś nie byliście rodzicami? Może to i głupie pytanie. Ale na serio… pamiętacie?

    Dla jednych czasy sprzed rodzicielstwa to czas sielski i anielski. Dla innych sposobność na wyszalenia się, poczucie „że się żyje”. Jedni do nich tęsknią częściej, a inni czasami. A jeszcze inni nie przyznają się do tego wcale. Bo to, że się tęskni czy wspomina życie bez dzieci nie znaczy, że ich nie kochamy. Albo, że wolelibyśmy ich nie mieć. To wspomnienia, często wyidealizowane naszym obecnym zmęczeniem czy problemami. Czasami wyrzucamy sobie, że nie powinniśmy tęsknić do tych czasów.

    Są osoby, które twierdzą, że rodzicielstwo wcale nie zmieniło ich życia. Ale to chyba nie tak. To, że nadal pracujesz, masz pasje i przyjaciół wcale nie znaczy, że twoje życie się nie zmieniło. Bo czy nadal masz takie same priorytety? Czy nadal masz tyle samo czasu co kiedyś? Może ktoś tak ma. Ja nie.

    Przed ciążą byłam bardzo aktywna zawodowo, społecznie i towarzysko. Wiedziałam, że pojawienie się dziecka wiele zmieni, lecz pragnęłam nadal być aktywna i włączać malucha w to co robię. Bo to jest realne i da się to zrobić. Ja nie miałam takiej szansy, aby od razu moje rodzicielstwo wyglądało tak jak sobie wymarzyłam. Przedwczesny poród i walka ze skutkami wcześniactwa na ponad rok oderwały mnie od poprzedniego życia. Miałam wybór. Albo pożegnać się na zawsze ze starym życie, z tym co było dla mnie ważne. Albo… poczekać. Dać Mariance i sobie szansę na wspólne poznawanie świata, mego świata.

    Często rodzice kiedy poczują, że życie po narodzinach dziecka się zmienia zapominają o dawnych osobach, jakimi byli. Poświęcają się dziecku, rodzinie i pracy. To nie jest złe. Jednak jeśli w 100% zapomnimy o tym co kiedyś było dla nas ważne, przestaniemy być tak naprawdę sobą. Może nie od razu jesteśmy w stanie znaleźć czas na swoje pasje, zainteresowania i przyjaciół. Ale róbmy to stopniowo. Z każdym miesiącem dziecko jest starsze i na więcej możemy sobie pozwolić. Może zamiast spotykać się ze znajomymi na mieście warto ich zaprosić do siebie. Zanim znów wyruszymy na górski szlak zacznijmy spacery po bliższej i dalszej okolicy. Uwielbialiśmy czytać książki? Niech to najpierw będzie 10 min dziennie.

    Takie świadome wybieranie siebie, w ramach możliwości rodziny, jest bardzo ważne. Pokazujemy dziecku, że każdy jest ważny. Pasja i realizacja siebie każdego członka rodziny jest doceniana i wspierane. Pokazujemy dzieciom, że warto mieć zainteresowania i coś co pozwala zachować równowagę. Uczymy przez własny przykład.

    A co z rodzicami, którzy aż nadto realizują siebie. Jeśli to nie przeszkadza tworzeniu relacji z dzieckiem, nie wpływa negatywnie na więzi… To czemu nie. Wszystko jest dla ludzi. Tak jak nie możemy zapominać, że kiedyś nie byliśmy rodzicami – tak też nie możemy zapominać, że nimi jesteś. To my jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci, ich bezpieczeństwo, wychowanie i opiekę. Nasze pasje, zainteresowania i przyjaciele mają mieć miejsce w naszym życiu, ale nie mogą odbierać go naszym dzieciom. Potrzebny tu jest złoty środek.

    Pamiętajmy też, że kiedyś nasze dzieci dorosną, a my będziemy mieli zdecydowanie więcej czasu. Wtedy może nam być już trudno wrócić do pasji i zainteresowań. Można wprawdzie odkryć nowe. Ale niestety często bywa tak, że jeśli ktoś poświęcił siebie dla wychowania dzieci – często siebie już nie może odnaleźć.

    Wam i sobie życzę znalezienia złotego środka pomiędzy byciem rodzicem, a sobą. Bo przecież to właśnie te dwa elementy sprawiają, że jesteśmy jedyni w swoim rodzaju. A nasi najbliżsi nas kochają 🙂

  • Planszówki to nasza pasja

    Nazywam się Leszek Talipski i jestem mężem i ojcem dwóch synów. Wspólnie z żoną zależy nam, aby jak najwięcej czasu spędzać z naszymi chłopakami, dlatego szukamy różnych pomysłów na wykorzystanie wolnego czasu. Bieganie, piłka nożna, wyjście na mecz, wspólne wyjazdy to niektóre z naszych pomysłów na weekend. W dobie komputerów chcemy pokazać dzieciom ciekawe miejsca, piękno przyrody. Zawsze podczas wyjazdów nie może też zabraknąć gier planszowych.

    Każdy z nas wybiera kilka swoich hitów, jednak wśród nich nie może zabraknąć nowości. Aby je poznać bierzemy m.in. udział w wielu spotkaniach poświęconych grom. Dziesięcioletni syn jest wielbicielem Carcassonne wraz z dodatkami, Munchkina, 7 cudów świata, Wyspa Skye, Wsiąść do pociągu i wszelkiego rodzaju gier logicznych. Pięcioletni syn lubi grać w Dobble, Owocowy zawrót głowy, Halli Galli, Torcik, Pszczółki, Epokę Kamienia Junior. Obaj z przyjemnością grają też w Mistakos, Gobblety, Seta, Speed Cups.

    26 listopada kolejny już raz wybraliśmy się na Warszawski Festiwal Gier „Planszówki na Narodowym”. Po wyczerpującym tygodniu ten dzień był jak święto. Granie, turnieje, stoiska wydawnicze i Stadion Narodowy. Teraz, gdy wieczory są coraz dłuższe lubimy znaleźć choć chwilę, żeby razem spędzić czas przy planszówce. Bo planszówki to nasza pasja, która przerodziła się w pracę…. To właśnie z pasji powstała Pomysłowa Kredka, miejsce, gdzie można kupić, wypożyczyć, pograć w gry planszowe, wziąć udział w turniejach. A jeśli ktoś rozpoczyna przygodę z planszówkami lub potrzebuje pomocy w doborze gry to chętnie pomożemy. Duża ilość otwartych gier pozwala na zapoznanie się z zawartością pudełka i zasadami omówionymi przez nas. Pomocne też może okazać się wypożyczenie gry, aby sprawdzić, czy jest dla nas odpowiednia.

    Planszówki to sposób na pogłębianie naszych relacji, to pretekst do wspólnych spotkań z przyjaciółmi, to też sposób na naukę poprzez zabawę. Podczas gry czasem stajemy na podium jak zwycięzca, a czasem musimy znieść porażkę.