Tag: pierwsza pomoc

  • Dziękuję panie Jurku, czyli wiedza i umiejętności nie zawsze wystarczają aby czynić cuda

    Kiedy kilka dni temu byliśmy na wizycie kontrolnej u neonatologa, pani doktor była zachwycona postępami Marianki. Wie, o czym mówi, ponieważ była jedną z lekarek zajmujących się Manią od pierwszego dnia życia. Jedno zdanie, które usłyszałam podczas tej wizyty zostanie mi w pamięci na zawsze: „Popatrzcie państwo, jak wspaniała dziewczynka. A mało kto dawał Jej szanse.” Nie wiedziałam o tym… Zdawałam sobie sprawę, że Jej stan był poważny zaraz po urodzeniu. Ale, nie wiedziałam, że nie dawano Mariance szans na przeżycie. A jednak żyje, ma się dobrze i za chwilę kończy 11 miesięcy. Może jeszcze nie wszystko potrafi, może potrzebuje więcej czasu niż Jej rówieśnicy na opanowanie pewnych umiejętności, ale radzi sobie wspaniale. Wiem, że oprócz tego, że Mania jest silną dziewczynką, że Pan Bóg nad Nią czuwał i wysłuchała naszych modlitw… to gdyby nie cudowni lekarze, pielęgniarki, położne… nie byłoby Jej z nami. Jest jeszcze coś, bez czego nie udałoby się uratować życia Marianki. To sprzęt medyczny z czerwonym serduszkiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

    Nawet najlepszy specjalista, najbardziej zaangażowany i wyedukowany często nie jest w stanie pomóc bez narzędzi. A w naszych szpitalach serduszka WOŚP pojawiają się bardzo często. Czy nie ma innego sprzętu, może ktoś zapytać? Jest, ale często nie jest on nowoczesny lub jest go za mało. Na przykład urządzenie „n-cepap”, które umożliwia, pomaga dziecku oddychanie bez potrzeby intubowania. Na naszym oddziale były tylko takie z serduszkami. Pozwalają monitorować oddech dziecka, ustawiać odpowiednie parametry, zwiększać lub zmniejszać ilość podawanego tlenu. Dzięki nim dzieci szybciej uczą się samodzielnie oddychać, a samo urządzenie nie uszkadza pęcherzyków płucnych (jak np. respirator). Takich przykładów mogłabym mnożyć. Choćby program badania słuchu u noworodków, który umożliwia wczesne wykrycie wad słuchu.

    Ja od zawsze wspierałam WOŚP finansowo. Co roku wrzucałam pieniądze do puszki, wysyłałam sms. Kiedyś z drużyną byliśmy wolontariuszami, a nawet raz pokusiłam się i zorganizowałam harcerski sztab WOŚP w moim mieście. Zawsze też z sympatią myślałam o panu Jurku Owsiaku, który jest sprawcą całego takiego zamieszania. W zeszłym roku oglądałam Finał, głaszcząc przez brzuch Manię i modląc się aby nie musiała korzystać ze sprzętu Fundacji WOŚP (oprócz badania słuchu). Całą rodzinę namawiałam do wsparcia akcji. A tydzień później… Marianka już korzystała ze sprzętu z serduszkami.

    Nie chcę wdawać się w polemikę z przeciwnikami pana Jurka. Wiem jedno, że gdyby nie On i ludzie pracujący w Fundacji, lekarzom najprawdopodobniej mogłoby się nie udać uratować Marianki lub mogłaby by wyjść ze szpitala o wiele później i dużo gorszym stanie. Nikt mnie nie przekona, że aby działało tak wielkie przedsięwzięcie wystarczą tylko wolontariusze. A jestem instruktorką największej organizacji młodzieżowej w Polsce, pracującej głównie w oparciu o wolontariuszy. To całoroczna, codzienna praca związana z rozliczaniem akcji, przeprowadzaniem przetargów, zbieraniem zapotrzebowania, organizacją kolejnych finałów, kontaktem z lekarzami, pacjentami. Gdyby tak wielkimi przedsięwzięciami mieli się zajmować tylko Ci, którzy nie muszą pracować, myślę, że dobroczynność w Polsce wyglądałaby zupełnie inaczej.

    Nie będę namawiała przeciwników pana Jurka i Fundacji do tego aby podpisywali deklarację, że ani oni ani ich rodziny nie będą korzystali ze sprzętu zakupionego z funduszy zebranych w ramach kolejnych Finałów. Bo nikomu nie życzę źle. Zwłaszcza jeśli chodzi o sprzęt neonatologiczny. Ale uwierzcie mi, że sposób patrzenia na świat rzeczywiście zmienia się z perspektywy wpatrywania się w inkubator…

    Ale dość smutnych rzeczy. Za miesiąc Mariaka kończy roczek. I w związku z tym chcemy to uczcić i jednocześnie podziękować panu Jurkowi, Fundacji i tysiącom wolontariuszy. Zaczynamy akcję „Wspieram WOŚP na 1 urodziny Mani”. Chcemy zachęcić aby nasi znajomi i nieznajomi zamiast składać życzenia Mariance w Jej imieniu wsparli finansowo Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Akcja zaczyna się 18 grudnia (miesiąc przed urodzinami), a kończy się 31 stycznia. Będziemy prosili aby jej uczestnicy: 1) wrzucili pieniądze do puszki na Finale, wysłali sms, dokonali wpłaty na konto, wzięli udział w licytacjach… wsparli finansowo WOŚP, 2) wstawili na portalach społecznościowych swoje zdjęcie z wypisaną na kartce nazwą akcji oraz oznaczeniem #WOSP i #maniaija

    To taki nasz pomysł na uczczenie pierwszych urodzin Marianki. Zachęcamy również Ciebie do udziału. Wydarzenie jest już na naszym FB

  • Żeby wiedzieć jak pomóc

    Panika… najczęściej towarzyszy nam kiedy stanie się coś nieprzewidzianego. Widziałam wielu rodziców, zwłaszcza mam, które w obliczu niespodziewanego zdarzenia zaczynały panikować. Kiedy dziecko ma nawet jakiś drobny wypadek ostatnie czego mu potrzeba to właśnie takie zachowanie. Do tego dochodzi często użalanie się „Oj, bardzo boli” lub coś w tym stylu. Najważniejsze zaś w takiej sytuacji jest zachowanie zdrowego rozsądku. I nie ważne czy mówimy tu o skaleczeniu czy o poważniejszym urazie.

    Pamiętam, kiedy byłam w ostatniej klasie szkoły podstawowej i prowadziłam samorząd uczniowski organizowaliśmy bal karnawałowy dla młodszych klas. Na sali gimnastycznej była dyskoteka dla dzieci, a w salach lekcyjnych poczęstunek. Jakiś czwartoklasista biegł po schodach po jakieś picie czy słodycze i się przewrócił. Działo się to na moich i koleżanki oczach. Zaprowadziłyśmy go do wychowawczyni i rodziców, a tam dzika panika, bo bolała go ręka. Nikt nie próbował go nawet obejrzeć tylko „co tu robić, co tu robić”. Widząc to nie czekałyśmy z koleżanką długo (też była harcerką) tylko zobaczyłyśmy tę rękę – zaczynała puchnąć, bolała przy poruszani, ale palcami dał radę poruszać. Usztywniłyśmy prowizorycznie i kazałyśmy dorosłym zadzwonić po pogotowie. Niby proste, a jednak ktoś to musiał zrobić. Nie piszę o tym aby się pochwalić tylko abyście mogli zobaczyć jak łatwo można stracić głowę w sytuacji, kiedy nie jest tragicznie ale trzeba pomóc. Trzeba zachować zimną krew i zdrowy rozsądek.

    Wiem, że bywa to trudne. Mam to szczęście, że w sytuacjach kryzysowych potrafię wziąć się w garść. Pewnie po części wynika to z mojego charakteru, ale też dużą zasługę ma w tym moja wiedza i doświadczenie. Jako harcerka już od małego byłam uczona jak postępować w nagłych przypadkach. Takich najzwyklejszych: skręcenie, złamanie, omdlenie, krew z nosa, skaleczenie. Byłam uczona, ze po prostu trzeba pomóc. I tyle. Te podstawy poszerzyłam później na kursie dla harcerskich ratowników medycznych. Tam dowiedziałam się jak zaradzić w poważniejszych przypadkach: wypadkach komunikacyjnych, zatrzymaniach akcji serca, resuscytacji, itp. Skoro wiem jak mogę pomóc to nie panikuję, tylko to robię. Wiedza i umiejętności praktyczne dają mi pewność, że dam radę. A kiedy nie wiem co zrobić, po prostu wzywam pomoc.

    Korzystałam z tej wiedzy i umiejętności wielokrotnie podczas pracy w przedszkolu czy żłobku, opieki nad zuchami i harcerzami na zbiórkach czy wyjazdach. Pozwoliła mi też ona pewniej poczuć się w roli matki, zwłaszcza matki wcześniaka. Wiem, że jeśli coś się stanie to nie będę panikowała tylko działał.

    Wiem, ze trudno się czasami zmienić. Ciężko jest przezwyciężyć swoje przyzwyczajenia i skłonności. Ale my rodzice, powinniśmy wystrzegać się panikowania w sytuacjach kryzysowych. Bardzo pomaga w tym wiedza. Zachęcam wszystkich rodziców i przyszłych rodziców do tego aby ją zdobyli. Nie jest to wiedza tajemna. Wystarczy wybrać się na krótkie lub dłuższe szkolenia, aby nie tylko teoretycznie ale i praktycznie nauczyć się jak pomóc swemu dziecku i najbliższym, jeśli coś im się stanie.

    Życzę Wam i sobie, abyśmy tej wiedzy nigdy nie musieli wykorzystywać. Ale warto wiedzieć jak pomóc.