Tag: przekonania

  • O jedno słowo za dużo

    Z pewnością nie raz przez rodzicielski umysł przewijają się pytania „Co on/ ona sobie ubzdurał?”, „Skąd mu/ jej się to wzięło?”, „Cóż to znowu za głupoty siedzą w tej głowie?”. Kiedy się pojawiają? Wtedy gdy się okazuje, że w głowie dziecka jest jakieś przeświadczenie, które nie ma racjonalnych podstaw. Na przykład, że jest głupie, grube, zbyt wolne, nierozważne, itp. Lub kiedy dziecko myśli, że coś się wydarzy lub wydarzyło – a tak nie jest. Na przykład, że po kąpieli i założeniu piżamki pępek znika. No więc skąd to się bierze? Przeważnie z naszego „jednego, nieświadomego słowa za dużo”.

    Chcemy czy nie jesteśmy dla naszych dzieci pierwszą wyrocznią. Nawet kiedy dorastają, to nasza opinia jest jedną z najważniejszych w ich życiu. Nawet jeśli się do tego nie przyznają, nasze zdanie o nich, jest dla dzieci bardzo ważne. A ponieważ wielu z nas na co dzień w prost nie mówi dzieciom co o nich myśli, albo nasze opinie są tak formułowane, że dla dzieci są wiarygodne. To słowa rzucone często mimochodem, przy okazji, od niechcenia, w trakcie zdenerwowania trafiają do dziecięcej świadomości bardzo szybko. Nawet jeśli nie są prawdą, a my tak naprawdę nie myślimy w ten sposób.

    Czasami wystarczy choćby raz użyć jakiegoś sformułowania aby wyryć w dziecięcej głowie coś czego nie chcieliśmy. Już klasycznym przykładem są dziewczynki, które nawet stajać się kobietami mają fiksację na temat własnej figury bo usłyszały kiedyś od taty, że wyglądają jak kluseczka czy określane były mianem „pączuszka”. Już nie mówię o bezpośrednim powiedzeniu „wyglądasz grubo”. I dotyczy to dziewczyn, które wcale nie są przy sobie. Kiedy byłyśmy jeszcze z Marianką na reanimacji, jeden z tatusiów zapytał położnej „ile moja córka przytyła” (urodziła się z wagą 680g). Pani powiedziała, że córka to przybrała na wadze i zapytała czy jak będzie starsza tata też będzie mówił, że przytyła.

    Ale takie „słowo za dużo” mówimy w różnych sytuacjach. Kiedy dziecko coś zrobi niechcącą „czy ty głupi jesteś?”. Kiedy chwalimy inne dziecko „Zobacz Tomek to dopiero jest super sportowcem”. Kiedy dziecko nie chce wracać z placu zabaw „To zostań, ja sobie pójdę i nie wrócę po Ciebie”. Kiedy żartujemy „O zaraz pępek zniknie” (sytuacja autentyczna, Marianka od kilku dni płacze zakładając po kąpieli piżamkę, bo tata zażartował, że pępek zniknie).

    Czasami jesteśmy już zmęczeni, zdenerwowani, rozkojarzeni i rzucamy coś od tak. Ale nasze słowa mają moc. Te słowa wpadają do dziecięcych główek i zakorzeniają się w nich na stałe. Niestety często podcinają skrzydła. Dlatego tak ważne jest aby myśleć co i kiedy mówimy do naszych dzieci, o naszych dzieciach i w obecności naszych dzieci. Bo łatwo jest je wpędzić w kompleksy. Na pocieszenie dodam, że również łatwo jest dodać im skrzydeł. Kiedy nasze słowa mają moc pozytywnych emocji i mają osadzenie w realiach życia naszych dzieci. Ale chwalić też trzeba potrafić. Bo nie każda nasza pochwała jest przez dziecko odbierana pozytywnie.

    Warto więc zastanowić się czasami i ugryźć się w język. Bo nasze słowa mają moc, a powiedziane jedno za dużo mogą wyrządzić wiele złego.

  • Wpajanie błędnych przekonań

    Rodzice chcą dla swoich dzieci jak najlepiej: pouczają, pomagają, musztrują, wspierają, radzą jak przejść przez życie. Nigdy umyślnie nie zrobiliby krzywdy swoim pociechom. Mówimy tu o dobrych rodzicach, a zakładam że jeśli to czytasz jesteś jednym z nich. Czasami jednak wśród ogromu naszych dobrych chęci możemy nienaumyślnie wpoić dzieciom błędne przekonania. Są one czymś w rodzaju pułapki myślowej, które w przyszłości mogą negatywnie wpłynąć na nasze dziecko. To co przekazujemy naszym dzieciom: system wartości, przekonania, sposób myślenia często wynikają z modelu w którym sami zostaliśmy wychowani i który powielamy. Najłatwiej wybrnąć z tych pułapek uświadamiając je sobie. Aby Ci pomóc przywołam kilka najczęściej występujących.
    „Negatywne uczucia są złe”
    Każdy człowiek ma w sobie emocje, zarówno te pozytywne jak i negatywne. Bardzo często rodzice kładą nacisk na wyrażanie tych pierwszych, robią to nieświadomie. „Kocham Cię”, „Jesteś taki grzeczny, choć cię uściskam”, „Jak się cieszę, że dostałaś dobrą ocenę”…. „Nie płacz!”, „Uspokój się, nic się nie stało!”, „Przestań, wszystkich trzeba lubić”… Znacie to? Często w dobrej wierze próbujemy bagatelizować uczucia negatywne u dzieci, a często i u nas samych. Tylko co to powoduje u naszych pociech na przyszłość? Czy jeśli będą miały problem, złe myśli, itp. przyjdą do nas? Po co? Aby usłyszeć „Nic się nie stało”, „Tylko mięczaki się załamują”… Negatywne uczucia zawsze będą w naszych dzieciach, tylko pytanie jak nauczymy je radzić sobie z nimi.
    „Wszyscy muszą mnie lubić”
    Inna pułapka myślowa wynika również z naszych komunikatów „Bądź grzeczny, pobaw się z chłopczykiem”, „Nie marudź, na pewno było to nie chcąco, bawcie się dalej”, „Moja córeczka jest taka urocza, wszyscy ją lubią”… To bardzo dobrze, że uczymy nasze dzieci nawiązywania kontaktów, relacji, zgodnej zabawy, kompromisu. Zwłaszcza dziewczynki są podatne na sugestie „grzecznej dziewczynki”. Tylko czy po takiej lekcji wychowujemy dziecko, które potrafi zdobyć świat? Czy to uczy asertywności i umiejętności wyrażania własnego zdania w poszanowaniu zdania innych? A później narzekamy, że nasze dziecko jest uległe w stosunku do rówieśników, że nie ma własnego zdania… Za lekcją „grzecznej zabawy” powinna iść lekcja „Szanuję innych, chce mieć z nimi dobre relacje, ale nie kosztem poczucia własnej wartości”
    „We wszystkim muszę być dobry”
    Większość rodziców zachęca swoje dzieci do nauki nowych rzeczy, doskonalenie się w nich. Uczymy aby jeśli podejmują się jakiegoś zadania, dawały z siebie wszystko. I to bardzo dobrze, bo dbamy o ich rozwój. Ale jest bardzo cienka granica między staram się jak najlepiej wykonać zadanie, a muszę być w tym najlepszy. Tak pułapka myślowa pojawia się w momencie, kiedy zachęcamy lub wręcz zmuszamy dziecko do zajęć które są poza ich sferą zainteresowań albo kiedy rodzice nie akceptują „mniej niż idealnego” wykonania danego zadania. Każdy z nas ma swoje możliwości i ograniczenia w każdej z dziedzin życia, nauki. I choćbyśmy nie wiem jak się starali możemy osiągnąć w nich tylko pewien poziom, raz wyższy a raz niższy. Ważne aby nasze dzieci nie czuły, że muszą być we wszystkim najlepsze, bo nigdy tak się nie stanie. Jeśli choć na moment w ich głowach pojawi się taka myśl to dziecięca samoocena spadnie bardzo szybko, a później trudno ją odbudować. Trudno uwierzyć, że ktoś może być z nas dumny, a nasze największe starania zostaną docenione. Jak to rokuje na przyszłość?
    „Znaczę tyle, co moje osiągnięcia”
    Ta pułapka myślowa jest bliska przekonaniu poprzedniemu. Wiąże się to bardzo z pragnieniem rodziców, aby dzieci były dobre we wszystkim czego się podejmują. To naturalne, że chcemy aby dzieci odnosiły sukcesy i były z siebie dumne. Jednak jest bardzo ważne aby zrozumieć, że dzieciom bardzo trudno odróżnić pochwałę lub naganę wobec tego co robią od oceny tego kim są. Mówiąc najprościej dla dziecka pochwała tego co robi jest oznaką miłości, dezaprobata może przez nie zostać odczytana jako brak miłości lub jej ograniczenie. Dzieci pragnął desperacko miłości i akceptacji rodziców i każda choćby najmniejsza oznaka możliwości jej utraty może sprawić im ogromny ból. Chcą czuć, że są kochane bez względu na to co robią i kim są. Nazywamy to „miłością bezwarunkową”- jest to taki stan kiedy dzieci czują, że nie mogą zrobić nic, nic powiedzieć co sprawi, że rodzice przestaną je kochać.
    Często wydaje nam się, że przecież dzieci wiedzą że je kochamy. Ja pytam „Skąd mają to wiedzieć?”, przecież trudno jest dziecku odróżnić to kim jest od tego co robi. A rodzice powinni na różne sposoby okazywać dzieciom swoją miłość bezwarunkową. Dzięki temu będą się czuły kochane, akceptowane a ich poczucie własnej wartości i samoocena będą na właściwym poziomie.
    „Popełnianie błędów lub proszenie o pomoc jest złe”
    Żyjemy w kulturze błędu. W wielu sytuacjach życiowych jesteśmy oceniani przez ich pryzmat. To co robimy jest oceniane jako złe lub dobre… Nie ma miejsca na naukę, a przecież stare przysłowie mówi, że „najlepiej uczyć się na błędach”. Kiedy dziecko uczy się chodzić i po wielokroć upada, zachęcamy je do dalszych prób. Kiedy popełnia inne błędy często tylko je strofujemy. A ile razy zanim jeszcze popełni błąd my je powstrzymujemy. Oczywiście nie mówię tu o sytuacjach zagrażających zdrowiu lub życiu, bo jest to dla mnie jasne że tu nie zastanawiamy się tylko działamy.
    A proszenie o pomoc? Czyż nasze dziecko nie powinno radzić sobie samo? Oczywiście, że tak. Kiedy potrafi już coś zrobić: jeść, ubrać się, sprzątnąć, przeczytać jak najbardziej zachęcajmy je do samodzielności. Ale jest wiele sytuacji które są dla dziecka nowe bądź trudne i proszenie o pomoc jest uzasadnione. Jeśli choćby nieświadomie przekażemy dzieciom przekonanie, że nie mogą popełnić błędu lub prosić o pomoc jaki będzie ich sposób myślenia? Co się stanie jeśli jednak popełnią błąd w drodze do opanowania jakiejś umiejętności lub wiedzy? Czy będą chciały robić to dalej? Czy będą bały się powiedzieć nam o tym błędzie? A kiedy będą miały problem czy przyjdą do nas z prośbą o pomoc? Czy będą jej szukały u kogokolwiek?
    Takich pułapek myślowych – błędnych przekonań, które możemy nawet nieświadomie przekazać dzieciom jest wiele. Ważne aby być ich świadomych i próbować najpierw samemu się ich wyzbyć aby unikać ich w wychowaniu. Jak sobie z tym poradzić, będziesz mógł się dowiedzieć oglądając na kanale YouTube w filmik „Wpajanie błędnych przekonań”