Tag: przyjaźń

  • Czyj to przyjaciel?

    Nie baw się z nim, nie widzisz jaki to łobuz. Idź do Krzysia to grzeczny chłopiec i będziecie się ładnie bawić… Czy ty naprawdę nie możesz znaleźć sobie innej koleżanki? Przecież wiesz z jakiej ona jest rodziny… Tylko od lekcji Cie odciągają ci twoi koledzy. Co ty w nich widzisz?… Taki obdarty zajączek Ci się podoba? Popatrz masz tyle innych zabawek, wybierz do spania coś innego… Wybierz… znajdź… lepszego… grzeczniejszego… lepiej się uczącego… z lepszej rodziny… mądrzejszego… ciekawszego… innego przyjaciela. Być może kiedyś sami usłyszeliście coś podobnego lub powiedzieliście tak komuś. Ale czy to coś złego?

    Z pewnością osoby wypowiadając przytoczone powyżej kwestie miały dobre intencje. Przecież chcemy aby nasze dzieci przebywały z osobami, które będą miały na nie dobry wpływ. Chcielibyśmy aby nawiązały przyjaźnie na całe życie. Aby na wspaniałych przyjaciół mogły liczyć zawsze. Aby mieli wspólne przygody i wspomnienia. A wszystko w otoczce bezpieczeństwa, rozsądku i naszej aprobaty.

    Zastanówmy się jednak czym jest przyjaźń dla naszych dzieci. Już maluchy nawiązują bliskie relacje z rówieśnikami. Rzadko mogą one przetrwać dłużej niż znajomość z piaskownicy czy przedszkola, ale są i takie. W tym wieku przyjaźnie zawiązują się tak samo szybko jak rozpadają. Są jednak naszym dzieciom potrzebne aby rozwijać się społecznie i emocjonalnie. Niestety nie zawsze te znajomości będą się nam podobały. Dzieci przyciągają często rówieśnicy, którzy są przebojowi, pomysłowi i energiczni. Co za tym idzie często uważamy takie osoba za „rozrabiaki”. Boimy się, że nasze dzieci też zaczną się tak zachowywać. Co zatem zrobić aby nasze pociechy nie nabrały złych nawyków, a jednocześnie abyśmy nie zaburzali ich emocjonalnego rozwoju. Co zrobić aby wspierać dziecko, a nie zachowania których nie akceptujemy?

    Zapytajmy dziecko dlaczego właśnie lubią Stasia czy Kasię. Powiedzmy, że cieszymy się, że mają przyjaciela, ale nie zmienia to zasad panujących w domu. Ustalmy, że nadal oczekujecie zachowania takiego jak do tej pory. Wytłumaczcie, że to iż przyjaciel w jakiś sposób się zachowuje, nie oznacz, że dziecko musi robić tak samo. Oczywiście dzieci powiedzą „To on już mnie nie będzie lubił”. Wytłumaczcie, że prawdziwy przyjaciel akceptuje nas takim jakim jesteśmy. Możecie sobie w tym pomóc np. jakąś książeczką (z pewnością znajdziecie jakąś propozycję w jednym z moich „książkowych” wpisów). Grunt to to, że nie zabraniamy się przyjaźnić – nie krytykujemy przyjaciela tylko przypominamy o panujących u nas zasadach. W ten sposób okazujemy szacunek i tego samego oczekujemy.

    W podobny sposób postępujemy przy starszych dzieciach. Rozmawiamy o przyczynach przyjaźni, jak powinna wyglądać, na jakich warunkach się opierać. Przypominamy o zasadach. Nie zabraniamy kontaktu, a jedynie nieakceptowalnych zachowań.

    Inny problem pojawia się w sytuacji kiedy nie akceptujemy przyjaciela, bo wydaje nam się zbyt mało „warty” naszego dziecka. To jest bardzo trudny problem, który tkwi w nas. Bo jakie mamy prawo aby oceniać jakim ktoś jest człowiekiem i jakim będzie przyjacielem. Jeśli jego zachowanie nie zagraża naszemu dziecku to kontakt z kimś kto jest inny niż nasza pociecha tylko może rozwinąć osobowość. Przyjaciel słabszy w nauce – pomoc zawsze rozwija. Ktoś z biedniejszego domu – nawet nie będę komentowała… Czasami warto zastanowić się nad samym sobą a nie oceniać innych.

    Pamiętajmy, że tak jak my nie chcielibyśmy aby nam ktoś wybierał znajomych, przyjaciół czy partnera – to samo tyczy się naszego dziecka. O ile taka znajomość nie zagraża jego zdrowiu i życiu nie mamy prawa ingerować. To brak szacunku i z pewnością wpływa niekorzystnie na naszą relację z dzieckiem. Pamiętajmy, że każdy kontakt z innym człowiekiem to szansa na rozwój naszego dziecka. W dużej mierze to od nas zależy czy będzie to doświadczenie pozytywne czy nie.

  • Przyjaźń, pasja i coś jeszcze. Tego chciałam dla moich dzieci

    Moja przygoda z harcerstwem zaczęła się, gdy miałam 7 lat, a skończyła … – właściwie to się nie skończyła. Aktywną działalność prowadziłam do momentu narodzin syna, a i potem jeszcze przez trzy lata miałam ciągły kontakt z drużyną. Dopiero gdy urodziła się córka, oficjalnie odeszłam z drużyny. Aktywnie już nie działam, ale kontakt z harcerstwem mam cały czas – poprzez młodą, która w poszukiwaniu swojego miejsca przeszła przez różne drużyny, aż w końcu zacumowała w tej, na której i ja skończyłam działalność

    Co mi dało harcerstwo? Męża , a poza nim poczucie własnej wartości, nauczyło odwagi, wyrażania swoich poglądów, samodzielności. Bycie harcerką sprawiło, że ciągle idę do przodu, że ciągle szukam czegoś nowego, nie boję się wyzwań, daję sobie radę z trudnościami, jakie niesie życie. Odkrywam nowe pasje – od dziewięciu lat tańczę hip hop . Teraz rozmyślam nad kolejnymi studiami podyplomowymi, nad jakąś zmianą w swoim życiu. Harcerstwo to też masa wspomnień – jedzenie żabiego udka pieczonego nad ogniskiem podczas nocnego samotnego pobytu w lesie, nocne wędrówki, spanie w październiku pod gołym niebem, przy ognisku, podczas gdy w menażce woda zamarzała, przechodzenie po linie nad rzeką, rąbanie drewna do kuchni, stawianie masztu, całodobowe milczenie, zdobywanie sprawności, stopni, patentów. Zaszczepiona miłość do gór, wędrówek, ciekawość świata i ludzi. No i przyjaciele – mimo odległości, jaka nas często dzieli (liczona w setkach, a nawet tysiącach kilometrów) – wciąż mamy ze sobą kontakt.

    Dzieci, tak jak i ja, od małego miały kontakt z harcerstwem. Syn w gimnazjum zrezygnował z życia harcerskiego na rzecz życia naukowego (wessało go Towarzystwo Astronomiczne Almukantarat – to z nimi zaczął jeździć na biwaki i obozy), córka miała roczną przerwę, a po niej trafiła do mojej drużyny i tu już została. Młody poza szkołą przez całą swoją edukację chodził dodatkowo na kółko informatyczne, by w liceum pomagać w prowadzeniu zajęć, jeździł jako wykładowca na zielone szkoły i obozy naukowe, a teraz jest studentem drugiego roku informatyki w Anglii. Młoda z kolei od 12 lat tańczy, działa w dwóch drużynach harcerskich, jeździ konno – aktualnie jest w drugiej klasie liceum.

    A co dzieciom dało harcerstwo? Syn po raz pierwszy pojechał na obóz w wieku 8 lat. Co roku gdzieś jeździł, zmieniając po drodze towarzystwo (bo stylu życia nie – i harcerze, i Almukantaratowcy śpią w bazach harcerskich, schroniskach, żyją skromnie, acz wesoło ). Z nieśmiałego, lękliwego chłopczyka zamienił się w odważnego młodzieńca, pełnego wiary w swoje możliwości, zawsze chętnego do działania, do podejmowania nowych wyzwań, samodzielnego (ma za sobą rok życia w obcym kraju, bez rodziny i przyjaciół, przeprowadzkę z akademika do domku). Córka zaczęła wcześniej, swoje pierwsze zimowisko zaliczyła w wieku 6,5 lat, też co roku gdzieś jeździ. Nabrała pewności siebie, nauczyła się wielu ciekawych i przydatnych rzeczy, sama budowała łóżko, kopała doły pod latrynę Radzi sobie z wieloma zajęciami naraz, jest zorganizowana, poukładana. Oboje są w stanie funkcjonować bez mamy 😉

    Fajnie jest patrzeć na swoje dzieci, jak mają jakieś pasje, swoje życie. Z jednej strony jest tęsknota za tymi maluszkami ciągle potrzebującymi mamy, a drugiej duma, że udało się wychować mądre i samodzielne dzieci, które bez lęku, za to z wiarą w swoje możliwości wychodzą w świat. Nie było to proste, trzeba było ciągle przełamywać swój lęk o nie, ukrywać swoją troskę i pozwalać na coraz większą samodzielność, podsuwać nowe wyzwania do pokonania. Ale warto było

    Agnieszka Bogacka

    mama dwójki prawie dorosłych dzieci

    harcerka, tancerka hip hop

  • Taka przyjaźń się nie zdarza

    To było spotkanie… dla nich z pewnością jakby po latach. Oliwka jest starsza o 3 dni od Marianki, wspólnie spędziły prawie 3 i pół miesiąca najpierw na reanimacji, a następnie na wcześniakach. Walczyły o swoje życie, a później uczyły się żyć jak normalne dzieci. „Cepap”, namiot tlenowy, rurka z tlenem, samodzielne oddychanie, dom… Wczoraj spotkały się. Czy pamiętały jak wspólnie płakały kiedy rodzice odchodzili do domu? Czy pamiętają jak się cieszyły kiedy mamy trzymały je na rękach? Czy pamiętają chwilę kiedy się żegnały? Raczej nie. Spotkanie było zwyczajne… dwa niemowlaki leżą obok siebie na kocu, raz jedna śpi – potem druga, raz jedna marudzi – później druga. Ale w pewnym momencie skupiły się na jednej zabawce, a kiedy czas było się żegnać, jakby siebie zobaczyły na nowo. Podskoki na rękach mamy, radosne dźwięki, trzymanie się za rączki i chęć polizania tej drugiej… Ale to dopiero początek…

    Dziecięce przyjaźnie są zupełnie inne niż te dorosłych. Pamiętacie swoich przyjaciół z przedszkola, szkoły podstawowej? Ile z nich przetrwało? Jak się tworzyły i ile trwały?

    Są dwa rodzaje takich przyjaźni. Jedne wynikają z chęci wspólnej zabawy, dołączenia do tych dzieci, które mają najfajniejsze zabawki lub pomysły. Szybko przychodzą, szybko się kończą. Zmiany bywają tak szybkie, że często rodzice nie są w stanie nadążyć za tymi zmianami. Dzieci kłócą się o byle co, obrażają, nudzą się. Ale jest też inny rodzaj przyjaźni dziecięcej. Ta wynika tak właściwie nie wiadomo skąd… Czasem dlatego, że dzieci spędzają dużo czasu razem (rodzice się przyjaźnią, są sąsiadami, kuzynami), a czasami dlatego, że po prostu doskonale czują się we własnym towarzystwie. I nawet kłótnie są jakieś takie mniej ważne, zabawy rzadko się nudzą, a pomysły same wymyślają. Takie przyjaźnie czasami trwają latami, a czasami kończą się z różnych powodów w wieku nastu lat. Ale pozostawiają w dzieciach coś ważnego… pewność, że można mieć kogoś bliskiego i zaufanego.

    To ważne aby dzieci na każdym etapie rozwoju miały możliwość zawierania przyjaźni, tych dłuższy i krótszych. Bo kontakt z innymi uczy współpracy, współistnienia, szacunku i dodaje pewności siebie. Pomaga odnaleźć się w wielkim świecie. Wspierajmy więc dzieci, w tych przyjaźniach, ale nie narzucajmy. Bo jak nie ma chemii, to zamiast przyjaźni będą wrogowie.

    Czy Marianka i Oliwka zostaną przyjaciółkami lub chociaż koleżankami? Nie wiem, choć bardzo bym tego chciała i z pewnością jako rodzice dziewczynek będziemy im umożliwiać kontakt. Bo nie tylko ich życie rozpoczęło się w podobnych okolicznościach i czasie, ale również zmagają się teraz z podobnymi trudnościami. Jeśli jako starsze będą się mogły w tym wspierać, tak jak ich rodzice przez ostatnie siedem miesięcy – to wspaniale. A jeśli nie, to pozostaną chociaż wspomnienia.