Tag: trudności

  • Gdy las szumi wokół nas…

    Zamykam oczy i słyszę szum strumyka… szelest liści, które porusza wiatr. Czuję ciepłe promienie słońca, które delikatnie dotykają mojej twarzy. Gdzieś trochę dalej odezwał się jakiś leśny śpiewak… a tuż obok pszczoła pracowicie bzyczy w kielichu pięknie pachnącego kwiatu… W bose stopy łaskocze mnie zielona do niemożliwości trawa… Jest cudownie błogo, relaksująco i tak bardzo odprężająco… Otwieram oczy… i widzę, że nadal jestem wśród bloków, w mieście w którym być może jest dużo zieleni… ale jednak czegoś brakuje. Tej dzikiej i pięknej przyrody, która leczy. Leczy i uzdrawia ze szkód cywilizacyjnych.

    Dzisiejszy świat pędzi, skupia się na informacji, zdobywaniu, posiadaniu. Nowe technologie, sprzęty. To wszystko jest bardzo potrzebne, ale jednak potrafi negatywnie wpływać na rozwój naszych dzieci. Kiedyś podwórka pełne były dzieci bawiących się, śmiejących, rozrabiających. Dziś owszem widzimy maluchy z rodzicami na placach zabaw, ale już dzieci samodzielnie wychodzących na zewnątrz… Przynajmniej ja widują ich mało. Kiedyś karą było zostanie w domu, teraz wyjście na dwór. Oczywiście nie u wszystkich i nie wszędzie, ale jednak w wielu domach.

    Nasze dzieci, zresztą i my sami, spędzają dużo czasu przed ekranami telefonów, tabletów, laptopów czy telewizorów. Często mają problemy ze skupieniem się, zapamiętaniem szczegółów. W szkole często mówi się trudnościach w słuchaniu i czytaniu ze zrozumieniem. Jest dużo dzieci nerwowych, nadwrażliwych, nadpobudliwych… Zmiany cywilizacyjne i nowe wyzwania sprawiają, że i nowe problemy stają przed dziećmi i rodzicami. A jednak nie wszystko jest stracone. Możemy pomóc naszym dzieciom i sobie. Jest na to prosta recepta… natura.

    Jakiś czas temu czytałam wyniki badań, które jasno pokazują, że to właśnie natura bardzo pomaga niwelować wiele szkód cywilizacyjnych, które nieświadomie sobie fundujemy. Oczywiście nie zachęcam do rezygnacji z terapii i innych sposobów pomocy dzieciom z problemami, ale natura może bardzo pomóc. W badaniach tych mówiono, że dwutygodniowy pobyt na łonie natury, bez komórki, laptopa, itp. potrafi zniwelować kilkumiesięczne szkody. Dzieci po takim „detoksie” wracają nie tylko radośniejsze, ale i potrafią lepiej się skupić, są spokojniejsze, nastawiona bardziej na relacje. Nie bez powodu od ponad 100 lat harcerze wyjeżdżają na obozy i inne wyprawy. Metoda harcerska się sprawdza 😉

    A tak na poważnie. Bardzo fajnie jest wysłać dziecko na obóz czy kolonie, wspólnie – rodzinnie wybrać się na urlop na łono natury. Ale nie musimy czekać na wakacje. Jest coraz ładniej, tak naprawdę każdy weekend czy popołudnie możemy spędzić blisko przyrody. W Polsce jest tyle pięknych miejsc, których człowiek jeszcze nie zniszczył (i mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobi). Niektóre są blisko, inne trochę dalej.

    Nie siedźmy w domu. Poszukajmy tych miejsc gdzie naładujemy swoje akumulatory i zniwelujemy to wszystko co źle wpływa na nas i nasze dzieci w ciągu tygodnia. Nie wyobrażajmy sobie tych pięknych miejsc… odkryjmy je… 🙂

  • Nie będę siedziała i płakała

    Wiele osób dziwi się, że tak dobrze poradziłam sobie z przedwczesnym porodem, pierwszymi ponad 4 miesiącami życia Marianki spędzonymi w szpitalu, wizytami u nastu specjalistów, ciągłymi rehabilitacjami czy codziennymi ćwiczeniami terapeutycznymi w domu. A ja im odpowiadam „A jak mam się zachowywać ?” Mam siedzieć i płakać? To by nie było dziwne? Wtedy byłabym normalna?

    W życiu spotykają nas najróżniejsze trudności i przeciwności losu. To jak sobie z nimi radzimy wynika z wielu rzeczy. Choćby naszego charakteru, ale też w dużej mierze z tego jak nauczyliśmy sobie z trudnościami radzić w dzieciństwie. Są sytuacje, które będą dla nas ważne mniej lub bardziej. O jedne z nich będziemy walczyć, a inne sobie odpuścimy. Czasami przecież nie warto się kopać z koniem. Ale to wszystko przychodzi z czasem, doświadczeniem i mądrością. A do tego wszystkiego jeszcze trzeba dorzucić nasze emocje i jak potrafimy sobie z nimi poradzić. Czy jesteśmy je w stanie opanować czy też biorą nad nami górę. To wszystko nie jest łatwe. A może właśnie jest?

    Istnieje wiele sposobów na radzenie sobie z trudnymi życiowymi sytuacjami. I każdy ma jakiś sposób. Nawet jeśli nie jest tego świadomy. I ten właśnie sposób radzenia sobie z trudnymi sytuacjami jest pierwszym jaki widzą nasze dzieci. Czy one też będą tak postępowały? Nie koniecznie i nie wszystkie. Jest jednak szansa, że jeżeli nie poznają innych sposobów radzenia sobie z trudnymi sytuacjami – zachowają się tak jak my. A jeśli nawet nie pójdą w nasze ślady – to wpłynie to na ich spojrzenie na nas.

    Warto jest się więc zastanowić nad sobą i swoim postępowaniem. Co robimy kiedy spotyka nas coś niemiłego, trudnego bądź przygnębiającego? Załamujemy się, walczymy, potrzebujemy czasu, jesteśmy zdezorientowani, rozczulamy się nad sobą… Myśleliście kiedyś o tym? Jak nas wtedy widzą nasze dzieci? Jak nas oceniają? Czy dajemy im poczucie bezpieczeństwa? Co pokazujemy swoim zachowaniem?

    Ja miałam to szczęście, że odkąd pamiętam zawsze w sytuacjach kryzysowych działałam. To działanie dawało mi poczucie, że nie stoją bezczynnie z założonymi rękami. Dawało mi poczucie sprawstwa. Pozwalało zająć głowę i robić coś aby sytuacja była lepsza. Zadanie, zadanie… działanie… To mój sposób na trudne sytuacje. Czy jest najlepszy? Z pewnością nie. Ale dla mnie dobry. Muszę tylko pamiętać, aby w tych zadaniach nie zgubić swoich emocji i uczuć. Pamiętać, że one też mają swój czas i miejsce… aby nie zwariować. Mam nadzieję, że Marianka będzie zawsze widziała mamę zwartą i gotową do mierzenie się ze wszystkimi trudnościami. Mamę, która pokaże, że warto walczyć o siebie, bliskich i to co dla nas ważne. Chciałabym w Jej oczach być osobą, która się nie załamuje tylko próbuje zmieniać świat. Czy mi się to uda? Nie wiem. Ważne, że jestem świadoma swoich wad i zalet. Czy nie mam chwil załamania? Oczywiście, że tak, ale wiem, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. A reszta zależy od Mani.

    Mam nadzieję, że każdy z Was jest zadowolony z tego jak radzi sobie z trudnymi sytuacjami oraz tym w jaki sposób postrzegają go wtedy dzieci. Jeżeli nie… to zawsze można to zmienić. Nie jest to łatwe, ale warto. Bo to miłe uczucie czuć się dobrze z samym sobą i tym jak nas postrzegają dzieci.