Tag: wychowanie

  • Czyj to przyjaciel?

    Nie baw się z nim, nie widzisz jaki to łobuz. Idź do Krzysia to grzeczny chłopiec i będziecie się ładnie bawić… Czy ty naprawdę nie możesz znaleźć sobie innej koleżanki? Przecież wiesz z jakiej ona jest rodziny… Tylko od lekcji Cie odciągają ci twoi koledzy. Co ty w nich widzisz?… Taki obdarty zajączek Ci się podoba? Popatrz masz tyle innych zabawek, wybierz do spania coś innego… Wybierz… znajdź… lepszego… grzeczniejszego… lepiej się uczącego… z lepszej rodziny… mądrzejszego… ciekawszego… innego przyjaciela. Być może kiedyś sami usłyszeliście coś podobnego lub powiedzieliście tak komuś. Ale czy to coś złego?

    Z pewnością osoby wypowiadając przytoczone powyżej kwestie miały dobre intencje. Przecież chcemy aby nasze dzieci przebywały z osobami, które będą miały na nie dobry wpływ. Chcielibyśmy aby nawiązały przyjaźnie na całe życie. Aby na wspaniałych przyjaciół mogły liczyć zawsze. Aby mieli wspólne przygody i wspomnienia. A wszystko w otoczce bezpieczeństwa, rozsądku i naszej aprobaty.

    Zastanówmy się jednak czym jest przyjaźń dla naszych dzieci. Już maluchy nawiązują bliskie relacje z rówieśnikami. Rzadko mogą one przetrwać dłużej niż znajomość z piaskownicy czy przedszkola, ale są i takie. W tym wieku przyjaźnie zawiązują się tak samo szybko jak rozpadają. Są jednak naszym dzieciom potrzebne aby rozwijać się społecznie i emocjonalnie. Niestety nie zawsze te znajomości będą się nam podobały. Dzieci przyciągają często rówieśnicy, którzy są przebojowi, pomysłowi i energiczni. Co za tym idzie często uważamy takie osoba za „rozrabiaki”. Boimy się, że nasze dzieci też zaczną się tak zachowywać. Co zatem zrobić aby nasze pociechy nie nabrały złych nawyków, a jednocześnie abyśmy nie zaburzali ich emocjonalnego rozwoju. Co zrobić aby wspierać dziecko, a nie zachowania których nie akceptujemy?

    Zapytajmy dziecko dlaczego właśnie lubią Stasia czy Kasię. Powiedzmy, że cieszymy się, że mają przyjaciela, ale nie zmienia to zasad panujących w domu. Ustalmy, że nadal oczekujecie zachowania takiego jak do tej pory. Wytłumaczcie, że to iż przyjaciel w jakiś sposób się zachowuje, nie oznacz, że dziecko musi robić tak samo. Oczywiście dzieci powiedzą „To on już mnie nie będzie lubił”. Wytłumaczcie, że prawdziwy przyjaciel akceptuje nas takim jakim jesteśmy. Możecie sobie w tym pomóc np. jakąś książeczką (z pewnością znajdziecie jakąś propozycję w jednym z moich „książkowych” wpisów). Grunt to to, że nie zabraniamy się przyjaźnić – nie krytykujemy przyjaciela tylko przypominamy o panujących u nas zasadach. W ten sposób okazujemy szacunek i tego samego oczekujemy.

    W podobny sposób postępujemy przy starszych dzieciach. Rozmawiamy o przyczynach przyjaźni, jak powinna wyglądać, na jakich warunkach się opierać. Przypominamy o zasadach. Nie zabraniamy kontaktu, a jedynie nieakceptowalnych zachowań.

    Inny problem pojawia się w sytuacji kiedy nie akceptujemy przyjaciela, bo wydaje nam się zbyt mało „warty” naszego dziecka. To jest bardzo trudny problem, który tkwi w nas. Bo jakie mamy prawo aby oceniać jakim ktoś jest człowiekiem i jakim będzie przyjacielem. Jeśli jego zachowanie nie zagraża naszemu dziecku to kontakt z kimś kto jest inny niż nasza pociecha tylko może rozwinąć osobowość. Przyjaciel słabszy w nauce – pomoc zawsze rozwija. Ktoś z biedniejszego domu – nawet nie będę komentowała… Czasami warto zastanowić się nad samym sobą a nie oceniać innych.

    Pamiętajmy, że tak jak my nie chcielibyśmy aby nam ktoś wybierał znajomych, przyjaciół czy partnera – to samo tyczy się naszego dziecka. O ile taka znajomość nie zagraża jego zdrowiu i życiu nie mamy prawa ingerować. To brak szacunku i z pewnością wpływa niekorzystnie na naszą relację z dzieckiem. Pamiętajmy, że każdy kontakt z innym człowiekiem to szansa na rozwój naszego dziecka. W dużej mierze to od nas zależy czy będzie to doświadczenie pozytywne czy nie.

  • Książkowy TOP mojej córeczki

    Wielokrotnie już pisałam na blogu o książkach. Kiedy watro je zacząć czytać dzieciom i jakie. Przychodzi jednak taki czas kiedy maluchy same zaczynają decydować co się im podoba. Chcą aktywnie uczestniczyć w czytaniu. Dziś chciałabym Wam przedstawić książki, które wybrała jako ulubione Marianka. Po mimo swoich ponad15 miesięcy (skorygowany niecały roczek) jest już dość zdecydowana co się Jej podoba a co nie. Dzięki temu też wspólnie zdecydowałyśmy niedawno na Targach Książki jakimi pozycjami uzupełnić Mani biblioteczkę. Na pierwszy rzut oka było widać co się Jej podoba.

    Poniżej przedstawię Wam książki, które już od kilku miesięcy codziennie goszczą w życiu Marianki oraz „świeżynki” sprzed kilku dni. Tak naprawdę wszystkie są Jej ulubionymi. Właściwie sięga po nie równie często, jedynie pierwsza jest obecnie na etapie „nie mogę bez niej żyć, czytajmy ją na okrągło”. Zaczynamy 🙂

    Wszyscy ziewają” Anity Bijstrerboch to książka z okienkami, która opowiada o zwierzątkach i maluszku, które chcą spać i ziewają. Ilość tekstu jest minimalna, co podoba się młodszym dzieciom. A odgłosy ziewania i poruszanie buziami bohaterów sprawia, że nie mogą się od niej oderwać.

    wszyscy-ziewaja-1wszyscy-ziewaja-2

    Kartki są utwardzane, przez co nieco trudniej je zgiąć. Każdy z dziesięciu bohaterów ma ruszającą się buzię. Im bardziej rodzic wczuje się w rolę tym chętniej maluchy włączą się do ziewania 😉

    Marianka średnio 15 razy w ciągu dnia krzyczy „Aaaaaa” wskazując na półkę z książkami abyśmy wspólnie poziewały.

    Wydawcą książki „Wszyscy ziewają” jest Wydawnictwo „AdaMada”.

    Pucio uczy się mówić” Marty Galewskiej – Kustra jest książką bardzo znaną. Jej podtytuł „Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych” mówi najwięcej. Na każdej ze stron znajdziemy inną sytuację dnia codziennego, w której znalazł się Pucio i jego rodzina.

    pucio

    Krótki tekst jest napisany w taki sposób jakby to rodzic opowiadał „co dzieje się na rysunku”. Pojawia się wiele dźwięków – pierwszych wyrazów, które mówią dzieci. Maluchy, które jeszcze nie rozpoczęły mówić, dzięki przygodom Pucia chętniej rozpoczną naśladowanie rodziców.

    Marianka od pierwszego czytania została oczarowana przez tą książeczkę. Zaśmiewała się przy co drugiej kartce. Obecnie każdego dnia inny dźwięk powoduje salwy śmiechu. Chętnie też wskazuje te rzeczy, których dźwięki ja wydaję.

    Książka ma kartonowe kartki, które bardzo ułatwiają wspólne oglądanie. Wydawcą jest „Nasza księgarnia”. Dla dzieci, które już zaczęły mówić więcej autorka proponuje „Pucio mówi pierwsze słowa”. Za jakiś czas z pewnością też po nią sięgniemy 🙂

    Księga dźwięków”, której autorem Soledad Bravi to kolejna pozycja dźwiękonaśladowcza. Zawiera kilkadziesiąt obrazków przedmiotów, zwierząt i osób wydających dźwięki.

    ksiega-dzwiekow-0

    Każdy obrazek jest na innej stronie co pozwala dzieciom skupić się tylko na nim. Rodzic ma za zadanie jak najwierniej przekazać opisany dźwięk. Co oczywiście nie jest trudne 🙂

    ksiega-dzwiekow-1ksiega-dzwiekow-2

    Wiem od rodziców, że każde dziecko ma swoje ulubione obrazki i do nich najczęściej wraca. U Marianki radosny i nieokiełznany śmiech powodują wilk i pistolet, chętnie powtarza dźwięk węża i początek tego „jak robi” katar – czyli „aaa”.

    Kartonowe kartki nadają się do dziecięcych rączek. Sama książka jednak jest ciężka z powodu ilości stron. Wydawcą tego hitu jest Wydawnictwo „Dwie Siostry”.

    A co to?” napisał Hektor Dexet. Marianka wybrała ją spośród kilku innych na Targach Książki i od razu przypadła Jej do gustu. Ile razy dziennie można ją oglądać? Pięć – dziesięć 🙂

    a-co-to-1a-co-to-2

    Zabawna i kolorowa książeczka, która na swoich kartonowych stronach kryje jakąś zagadkę. Dziurki w stronach pomagają rozwiązać zadania i angażują dziecko do wspólnej zabawy. Nie tylko dowiecie się kto się schował za serem, czy gdzie ma swoją kryjówkę królik, ale również kto nie śpi w nocy lub gdzie jest dzidziuś.

    To kreatywna i skłaniająca do działania propozycja Wydawnictwa Mamania. Kartki nie są z grubego kartonu, ale są wystarczająco sztywne dla maluchów.

    Naciśnij mnie”, której autorem jest Herve Tullet, to książka którą odkryłyśmy przez przypadek kilka miesięcy temu. Prosta, wręcz banalna – tak pewnie określiłby ją prawie każdy dorosły. Bo cóż może być zajmującego w kropkach? Trzeba zapytać dzieci, które uwielbiają tę pozycję.

    nacisnij-0

    Książka angażuje dzieci, które muszą naciskać, pocierać, przewracać, potrząsać, dmuchać i klaskać. Dzięki ich zaangażowaniu kropki się zmieniają i sprawiają radość.

     nacisnij-1nacisnij-2nacisnij-3nacisnij-4

    Marianka miała problemy z opanowaniem klaskania. Po parunastu dniach zabawy z „Naciśnij mnie” zaczęła klaskać i to po każdej czynności. Mam nadzieję, że za jakiś czas książeczka pomoże również Jej w opanowaniu dmuchania.

    Dla starszych dzieci autor przygotował podobną propozycję „Kolory”. W jego dorobku znajdziecie też inne ciekawe propozycje, które z pewnością zaskoczą nie tylko dzieci. Wydawcą tej kreatywnej i angażującej książki jest BABARYBA. Jedynym minusem dla maluchów jest to, że książka ma miękkie kartki i maluchy oglądające ją samodzielnie mogą szybką ją zniszczyć.

    Bardzo głodna gąsienica” Erica Carle to książka, którą poznałam pracując jeszcze w żłobku. Prosta historią o gąsienicy, która wyszła z jajeczka i jest bardzo głodna nie tylko angażuje dzieci poprzez dziurki, które przegryza bohaterka w poszczególnych produktach. Dzięki te pozycji dzieci poznają również cykl życia motyla.

    bardzo-glodna-gasienica-miks

    Kolorowe ilustracje, na grubych kartonowych kartkach, zachęcają do oglądania, a dziurki do aktywnego uczestniczenia w historii. Marianka lubi również samodzielnie oglądać tę książeczkę… oczywiście przez dziurki. Zabieramy ją ze sobą kiedy musimy np. czekać u lekarza. Zajmuje na bardzo długi czas.

    Wydawcą jest Wydawnictwo Tatarak, w którego ofercie znajdziecie kilka podobnych pozycji.

    Byłem taki grzeczny” Jen`a Portera to jedna a czterech książeczek z serii „Byłem taki”. Grube, kartonowe kartki sprawiają, że maluchy z łatwością mogą je oglądać samodzielnie.

    bylem-taki-grzeczny-1bylem-taki-grzeczny-2

    Byłem taki grzeczny” przedstawia krótkie opowiadania o dniu bohatera, który pomaga mamie i wykonuje obowiązki domowe. Co mnie najbardziej zdziwiło, Marianka od razu zauważyła, że na jednym obrazku np. mama jest smutna, a na drugim wesoła bo chłopiec jej pomógł. Szybko „wyłapała”, co zrobił aby na koniec dnia czuć się dobrze.

    W serii Wydawnictwo Olesiejuk proponuje również „Byłem taki…” – dzielny, dobry i grzeczny.

    Jest tam kto?” to szwedzki bestseler autorki Anna – Clara Tidholm. W serii kartonowych książeczek znajdziecie również „Gdzie idziemy?”, „A dlaczego?” oraz „Wymyśl coś”.

    jest-tam-kto-1jest-tam-kto-2

    Jest tam kto?” jest tak skonstruowane, że historyjka mówi o wchodzeniu do domku. Należy zapukać w drzwi, na następnej stronie zobaczymy co jest w pokoju oraz kolejne drzwi w innym kolorze, w które trzeba… zapukać. Mała ilość tekstu jest atutem. Dziecko skupia się na pukaniu i kolorach drzwi.

    Wydawnictwo Zakamarki zawsze proponuje nam coś ciekawego. W planach mamy zakup kolejnych części serii.

    Popatrz w niebo” Joanny Gębali i Moniki Zborowskiej to propozycja trzech kartonowych książeczek dostosowanych do wieku dzieci. Wszystkie dotyczą tego co jest nad nami. Ich grafika uwzględnia wiek czytelników i ich możliwości.

    patrz-w-niebo-1-1patrz-w-niebo-1-2

    Pierwsza część przeznaczona jest dla dzieci do pierwszego roku i jest bardzo symboliczna. Nie znajdziecie tam tekstu a jedynie ilustracje, które dorosłym mogą kojarzyć się z kosmosem. Jednak nie szukajcie tam odniesień do konkretnych planet. To raczej swobodna interpretacja przestrzeni kosmicznej. Marianka od pierwszego wejrzenia zauroczyła się tą częścią parę miesięcy temu. Tak Ją zainteresowała, że w trudnych momentach rehabilitacji książeczka pozwoliła odwrócić Jej uwagę od ciężkich ćwiczeń.

    patrz-w-niebo-2-1patrz-w-niebo-2-2

    Druga część zawiera już proste opisy i bardziej konkretne obiekty występujące na niebie. Jest przeznaczona dla dzieci w wieku 1 – 2 lata. Wesołe ilustracje zachęcają do oglądania i dalszego opowiadania. Mariance również się podoba. Chętnie uśmiecha się do planet i pokazuje ich noski 🙂 Nie możemy doczekać trzeciej części, która jest dla dzieci 2 – 3-letnich.

    Wydawcą serii jest Muchomor

    Obracanki”

    To również seria trzech kartonowych książeczek. Każda kartka jest ruchoma i wymaga dopasowania.

    kolory-1kolory-2

    W skład serii wchodzą: Kolory, Liczby, Porównania. Wszystkie są kolorowe i wykonane z twardego kartonu. Z pewnością dla najmłodszych najbardziej odpowiedni będą „Kolory”, ale samo obracanie jest tak zajmujące, że do pozostałych tytułów dzieci szybko dorosną.

    liczby-1liczby-2

    Tę uroczą serię wydała Grupa Wydawnicza Foksal

    Książki dźwiękowe

    My znalazłyśmy akurat takie, ale na rynku można dostać wiele różnych książeczek wydających dźwięki. Marianka miała problem w naciskaniem. A ponieważ lubiła książeczki stwierdziliśmy, że może właśnie one zmotywują ją do zdobycia nowej umiejętności. I tak się stało. Nadal bardzo je lubi. Teraz już samodzielnie ogląda i stara się naciskać w odpowiednich momentach.

    Niestety większość propozycji zawiera bajki i dźwięki z nich pochodzące. Nam zależało najbardziej na tych z dźwiękami naturalnymi. Marianka uwielbia tę z ptaszkami i zwierzętami wiejskimi.

    ksiazeczki-dzwiekowe-miks

    Każda z tych książek jest niesamowita, kreatywna. Wykorzystuje je do terapii i uczenia Mariankę nowych umiejętności. Ale ich największą zaletą jest to, że uwielbia je Mania. Czasami nie do końca wiem dlaczego… Ale tak jest. Wasze dzieci też z pewnością mogą je pokochać.

  • Aby nie zgubić się na Święta

    Sprzątanie, mycie okien, zakupy… Babka, sernik, pieczeń… śniadanie, obiad… święconka… goście… zajączek, jakieś głupie szukanie jajek (czego to z Ameryki nie skopiują). Tyle szykowania na dwa dni Świąt. Na Boże Narodzenia to chociaż dłużej wolne jest, a tu już we wtorek do pracy. A dzieci już od czwartku w domu siedzą, Ci nauczyciele to mają dobrze. Niech już będzie po wszystkim. Zostanie tylko sprzątania. A pogody ładnej i tak nie będzie… jak zawsze.

    Nie wiem dlaczego, ale kiedy rozmawiam o Wielkanocy, wiele osób właśnie tak ja postrzega. Dużo szykowania – mało świętowanie. Takie mało pozytywne nastawienie. A przed Świętami wiadomo mnóstwo sprzątania i zakupów. Wszystko w ciągłym biegu. I jakoś tak zapominamy, że dla chrześcijan to Wielkanoc jest najważniejszym ze świąt.

    Dla mnie również Boże Narodzenie ma ogromną magię i jest niezwykle rodzinnym świętem. Jednak to Wielkanoc jest tym czasem, kiedy moje serce bije jakoś inaczej. Dlaczego? Bo to szczególny czas. Całe przygotowanie, które zawiera post i Wielki Tydzień. Niedziela palmowa, która jest zapowiedzią nieuniknionego oraz Triduum Paschalne. Dla osób, które choć raz zagłębiły się w całe to misterium Wielkanoc jest czymś więcej. I warto to pokazać naszym dzieciom. Warto przygotować się do tych Świąt wspólnie, tłumacząc symbolikę i przekazując wartości. Pokazać, że to nie sprzątanie, zakupy, gotowanie i goście są najważniejsi.

    Ale aby to zrobić, trzeba najpierw samemu zastanowić się czy wiemy tak naprawdę czym jest Wielkanoc. Czy kiedykolwiek w dorosłym życiu przygotowaliśmy się do Niej w pełni? Czy potrafimy i chcemy pokazać naszym dzieciom czym jest Zmartwychwstanie? Bo może nie. Może jest nam dobrze tak jak jest. Może wystarczy jak sprzątniemy, ugotujemy, poświęcimy i zjemy. Może tak wystarczy.

    Ja będę chciała Mariance pokazać coś więcej. Z roku na rok będzie rozumiała więcej. Dziś jeszcze nie może uczestniczyć w Triduum Paschalnym czy Rezurekcji. Ale z czasem będzie, a za każdym razem zrozumie więcej, bo Jej to wytłumaczę. Wspólnie będziemy mogły odkrywać tajemnicę Zmartwychwstawania. Dlaczego Pan Bóg posłała swego jednorodzonego Syna aby odkupił grzechy całego świata, moje i Jej. Wspólnie będziemy płakały kiedy w Wielki Piątek usłyszymy słowa „dokonało się”. Wspólnie będziemy się cieszyć słysząc Alleluja! A kiedy podrośnie wspólnie będziemy nocą odwiedzać Groby Pańskie „sprawdzając” czy wszędzie Pan Zmartwychwstał. Bo właśnie to jest ważne w Wielkanocy, że jest Ktoś kto nas tak kocha, że oddał za nas życie. Znacie to… czyż tak nie postępuje najlepszy z rodziców.

    Może takie przeżywanie Wielkiej Nocy nie jest dla każdego. Ale z pewnością ważne aby nie zgubić w przygotowaniach tego co najważniejsze i aby nasze dzieci miały świadomość dlaczego są te Święta.

  • Nie zawsze byliśmy rodzicami

    Pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy nie spędzaliście nocy na trybie czuwania? Pamiętacie szalone wypady ze znajomymi, takie tu i teraz? Pamiętacie jak wyjście z domu nie wiązało się z zabraniem ze sobą tysiąca i jednej rzeczy, które na pewno się przydadzą? Pamiętacie czasy kiedy nikt Wam nie przerywał „przytulanek”? Pamiętacie czasy kiedy mogliście spokojnie po ciemku przemieszczać się po mieszkaniu bez obawy nadepnięcia zabawki? A pamiętacie, że… kiedyś nie byliście rodzicami? Może to i głupie pytanie. Ale na serio… pamiętacie?

    Dla jednych czasy sprzed rodzicielstwa to czas sielski i anielski. Dla innych sposobność na wyszalenia się, poczucie „że się żyje”. Jedni do nich tęsknią częściej, a inni czasami. A jeszcze inni nie przyznają się do tego wcale. Bo to, że się tęskni czy wspomina życie bez dzieci nie znaczy, że ich nie kochamy. Albo, że wolelibyśmy ich nie mieć. To wspomnienia, często wyidealizowane naszym obecnym zmęczeniem czy problemami. Czasami wyrzucamy sobie, że nie powinniśmy tęsknić do tych czasów.

    Są osoby, które twierdzą, że rodzicielstwo wcale nie zmieniło ich życia. Ale to chyba nie tak. To, że nadal pracujesz, masz pasje i przyjaciół wcale nie znaczy, że twoje życie się nie zmieniło. Bo czy nadal masz takie same priorytety? Czy nadal masz tyle samo czasu co kiedyś? Może ktoś tak ma. Ja nie.

    Przed ciążą byłam bardzo aktywna zawodowo, społecznie i towarzysko. Wiedziałam, że pojawienie się dziecka wiele zmieni, lecz pragnęłam nadal być aktywna i włączać malucha w to co robię. Bo to jest realne i da się to zrobić. Ja nie miałam takiej szansy, aby od razu moje rodzicielstwo wyglądało tak jak sobie wymarzyłam. Przedwczesny poród i walka ze skutkami wcześniactwa na ponad rok oderwały mnie od poprzedniego życia. Miałam wybór. Albo pożegnać się na zawsze ze starym życie, z tym co było dla mnie ważne. Albo… poczekać. Dać Mariance i sobie szansę na wspólne poznawanie świata, mego świata.

    Często rodzice kiedy poczują, że życie po narodzinach dziecka się zmienia zapominają o dawnych osobach, jakimi byli. Poświęcają się dziecku, rodzinie i pracy. To nie jest złe. Jednak jeśli w 100% zapomnimy o tym co kiedyś było dla nas ważne, przestaniemy być tak naprawdę sobą. Może nie od razu jesteśmy w stanie znaleźć czas na swoje pasje, zainteresowania i przyjaciół. Ale róbmy to stopniowo. Z każdym miesiącem dziecko jest starsze i na więcej możemy sobie pozwolić. Może zamiast spotykać się ze znajomymi na mieście warto ich zaprosić do siebie. Zanim znów wyruszymy na górski szlak zacznijmy spacery po bliższej i dalszej okolicy. Uwielbialiśmy czytać książki? Niech to najpierw będzie 10 min dziennie.

    Takie świadome wybieranie siebie, w ramach możliwości rodziny, jest bardzo ważne. Pokazujemy dziecku, że każdy jest ważny. Pasja i realizacja siebie każdego członka rodziny jest doceniana i wspierane. Pokazujemy dzieciom, że warto mieć zainteresowania i coś co pozwala zachować równowagę. Uczymy przez własny przykład.

    A co z rodzicami, którzy aż nadto realizują siebie. Jeśli to nie przeszkadza tworzeniu relacji z dzieckiem, nie wpływa negatywnie na więzi… To czemu nie. Wszystko jest dla ludzi. Tak jak nie możemy zapominać, że kiedyś nie byliśmy rodzicami – tak też nie możemy zapominać, że nimi jesteś. To my jesteśmy odpowiedzialni za nasze dzieci, ich bezpieczeństwo, wychowanie i opiekę. Nasze pasje, zainteresowania i przyjaciele mają mieć miejsce w naszym życiu, ale nie mogą odbierać go naszym dzieciom. Potrzebny tu jest złoty środek.

    Pamiętajmy też, że kiedyś nasze dzieci dorosną, a my będziemy mieli zdecydowanie więcej czasu. Wtedy może nam być już trudno wrócić do pasji i zainteresowań. Można wprawdzie odkryć nowe. Ale niestety często bywa tak, że jeśli ktoś poświęcił siebie dla wychowania dzieci – często siebie już nie może odnaleźć.

    Wam i sobie życzę znalezienia złotego środka pomiędzy byciem rodzicem, a sobą. Bo przecież to właśnie te dwa elementy sprawiają, że jesteśmy jedyni w swoim rodzaju. A nasi najbliżsi nas kochają 🙂

  • Nie będę siedziała i płakała

    Wiele osób dziwi się, że tak dobrze poradziłam sobie z przedwczesnym porodem, pierwszymi ponad 4 miesiącami życia Marianki spędzonymi w szpitalu, wizytami u nastu specjalistów, ciągłymi rehabilitacjami czy codziennymi ćwiczeniami terapeutycznymi w domu. A ja im odpowiadam „A jak mam się zachowywać ?” Mam siedzieć i płakać? To by nie było dziwne? Wtedy byłabym normalna?

    W życiu spotykają nas najróżniejsze trudności i przeciwności losu. To jak sobie z nimi radzimy wynika z wielu rzeczy. Choćby naszego charakteru, ale też w dużej mierze z tego jak nauczyliśmy sobie z trudnościami radzić w dzieciństwie. Są sytuacje, które będą dla nas ważne mniej lub bardziej. O jedne z nich będziemy walczyć, a inne sobie odpuścimy. Czasami przecież nie warto się kopać z koniem. Ale to wszystko przychodzi z czasem, doświadczeniem i mądrością. A do tego wszystkiego jeszcze trzeba dorzucić nasze emocje i jak potrafimy sobie z nimi poradzić. Czy jesteśmy je w stanie opanować czy też biorą nad nami górę. To wszystko nie jest łatwe. A może właśnie jest?

    Istnieje wiele sposobów na radzenie sobie z trudnymi życiowymi sytuacjami. I każdy ma jakiś sposób. Nawet jeśli nie jest tego świadomy. I ten właśnie sposób radzenia sobie z trudnymi sytuacjami jest pierwszym jaki widzą nasze dzieci. Czy one też będą tak postępowały? Nie koniecznie i nie wszystkie. Jest jednak szansa, że jeżeli nie poznają innych sposobów radzenia sobie z trudnymi sytuacjami – zachowają się tak jak my. A jeśli nawet nie pójdą w nasze ślady – to wpłynie to na ich spojrzenie na nas.

    Warto jest się więc zastanowić nad sobą i swoim postępowaniem. Co robimy kiedy spotyka nas coś niemiłego, trudnego bądź przygnębiającego? Załamujemy się, walczymy, potrzebujemy czasu, jesteśmy zdezorientowani, rozczulamy się nad sobą… Myśleliście kiedyś o tym? Jak nas wtedy widzą nasze dzieci? Jak nas oceniają? Czy dajemy im poczucie bezpieczeństwa? Co pokazujemy swoim zachowaniem?

    Ja miałam to szczęście, że odkąd pamiętam zawsze w sytuacjach kryzysowych działałam. To działanie dawało mi poczucie, że nie stoją bezczynnie z założonymi rękami. Dawało mi poczucie sprawstwa. Pozwalało zająć głowę i robić coś aby sytuacja była lepsza. Zadanie, zadanie… działanie… To mój sposób na trudne sytuacje. Czy jest najlepszy? Z pewnością nie. Ale dla mnie dobry. Muszę tylko pamiętać, aby w tych zadaniach nie zgubić swoich emocji i uczuć. Pamiętać, że one też mają swój czas i miejsce… aby nie zwariować. Mam nadzieję, że Marianka będzie zawsze widziała mamę zwartą i gotową do mierzenie się ze wszystkimi trudnościami. Mamę, która pokaże, że warto walczyć o siebie, bliskich i to co dla nas ważne. Chciałabym w Jej oczach być osobą, która się nie załamuje tylko próbuje zmieniać świat. Czy mi się to uda? Nie wiem. Ważne, że jestem świadoma swoich wad i zalet. Czy nie mam chwil załamania? Oczywiście, że tak, ale wiem, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. A reszta zależy od Mani.

    Mam nadzieję, że każdy z Was jest zadowolony z tego jak radzi sobie z trudnymi sytuacjami oraz tym w jaki sposób postrzegają go wtedy dzieci. Jeżeli nie… to zawsze można to zmienić. Nie jest to łatwe, ale warto. Bo to miłe uczucie czuć się dobrze z samym sobą i tym jak nas postrzegają dzieci.

  • Empatia… po co to komu?

    W dzisiejszym świecie kiedy liczy się pieniądz, szybkość działania, sukces, parcie do przodu można zadać pytanie po co komu ta cała empatia i gadanie o niej. Przecież empatią nie zapełnię garnka, nie zapłacę za wczasy, nie napełnię baka w samochodzie. Za to jest ona w stanie oderwać mnie od moich spraw, na których powinienem się skupić. Więc może przestać gadać, a zacząć działać. Przestać się rozczulać, a wziąć się w garść. Nie oglądać się na innych, tylko zająć swoimi sprawami. Bo przecież mamy to, co sami wypracujemy i osiągniemy. Nie ma co tracić czasu na jakąś empatię. Ale czy na pewno?

    Słowo empatia oznacza zdolność odczuwania stanów psychicznych, emocjonalnych innych osób. Inaczej to umiejętność spojrzenia na daną sytuację z perspektywy innej osoby. Według badań taka umiejętność ułatwia nawiązywanie i utrzymanie głębszych relacji międzyludzkich. Jeszcze do niedawno nie przykładano do niej tak dużej uwagi, ale coraz częściej nawet pracodawcy zwracają uwagę czy przyszli lub obecni pracownicy ją posiadają.

    Kojarzycie może Sheldon`a z „Teorii wielkiego podrywu” („The Big Bang thoery”)? Ten zdolny fizyk nie posiada empatii. Nie potrafi się wczuć w sytuację innych osób, co powoduje ciągłe spięcia i nieprzyjemne sytuacje. Nie potrafi nawet udawać, że odczytuje stan emocjonalny znajomych i nieznajomych. Jego życie towarzyskie nie jest łatwe. Oprócz grupy najbliższych przyjaciół i rodziny, którzy zaakceptowali Sheldon`a takim jakim jest bardzo trudno mu nawiązać nowe kontakty i znajomości. Czy właśnie tego chcemy dla naszych dzieci? Nie sądzę.

    Oczywiście taki ekstremalnych przykładów jak w serialu jest niewielu. Ale na co dzień możemy spotkać ludzi, którzy nie potrafią lub nie chcą spojrzeć z perspektywy innej osoby. Nie próbują odczytać jak się czuje ich rozmówca. To powoduje, że nie są raczej lubiani i trudno im wykonywać niektóre zawody. Zwłaszcza te, które wymagają kontaktów z klientem czy kontrahentem. Jak więc pomóc naszym dzieciom aby mogły rozwinąć w sobie empatię?

    Przede wszystkim należy zacząć od małego. I jak z każdą umiejętnością to nie słowa a czyny sprawią, że nasze dzieci ją posiądą. Oczywiście przy empatii na pewno pomocna będzie umiejętność nazywania własnych odczuć i emocji. Bo bez tego trudno mówić o rozpoznawaniu ich u innych. Jeśli sami jesteśmy osobami empatycznymi będzie nam łatwiej. Bo wtedy odruchowo uczymy tego nasze dzieci. A jeśli nie? No cóż, empatii można się nauczyć, trzeba tylko chcieć.

    Warto z dziećmi rozmawiać o tym jak się czują inne osoby w danej sytuacji. Pozwoli to maluchom i starszakom na nawiązanie nowych przyjacielskich znajomości. Należy zacząć od rodziny i najbliższych znajomych, z którymi dziecko ma kontakt. Ale z czasem warto rozmawiać o tym jak mogą czuć się obcy. Dobrym sposobem na naukę empatii jest udział w akcjach charytatywnych, pomocowych. Wtedy warto powiedzieć dziecku dlaczego pomagamy. W jakiej sytuacji są osoby, którym chcemy pomagać. Spróbujmy pokazać dzieciom jak wygląda życie tych osób i jak nasza pomóc, może je zmienić. Czasami wystarczy niewiele. Kupno pokarmów z długim terminem ważności czy przyborów do szkoły i wrzucenie ich do koszyków organizacji pomocowych. Innym razem to pomoc finansowa (wpłaty indywidualne, 1%, udział w licytacjach, itp.). Za każdym razem mówmy dzieciom dlaczego to robimy.

    Jeśli pomożemy naszym dzieciom rozwinąć empatię, będzie im łatwiej w życiu nawiązać kontakty. Choć z pewnością dużo trudniej będzie im obojętnie przejść koło krzywdy innych osób. Ale czy dzięki temu świat nie stanie się choć odrobinę lepszy. A przecież chcemy aby właśnie w ciut lepszym świecie dorastały nasze dzieci. Twórca skautingu w swoim testamencie zostawił takie przesłanie „Zostawcie ten świat trochę lepszym niż go zastaliście”. Ja właśnie tak chcę. Chcę też nauczyć empatii Mariankę aby i ona mogła zmieniać świat. Czy jestem idealistką? Nie, uważam, że to od nas zależy jak żyjemy i czego uczymy nasze dzieci. A również badania dowodzą, że pośród kompetencji poszukiwanych w XXI empatia jest jak najbardziej pożądana.

  • Po co nam babcia i dziadek?

    Uwielbiam patrzeć jak Marianka bawi się z dziadkami. A kiedy wczoraj na widok mojej mamy aż zamachała z radości nóżkami i od razu wyciągnęła do niej ręce, moje serce skakało z radości. To wydarzenie natchnęło mnie do „popełnienia” tego tekstu. Pytanie niby banalne, a jednak po głębszym zastanawianiu, wcale takie nie jest. Bo przecież babcia i dziadek są potrzebni zarówno dzieciom jak i rodzicom na wielu płaszczyznach. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy na jak wielu i jak różnorodnych.

    Pisałam już o tym, że naszym dzieciom potrzebne są korzenie, że wcale życie staruszka nie jest takie „wesołe”. Ci z Was, którzy czytają mnie od jakiegoś czasu pamiętają również moje emocje związane z pierwszym spotkaniem Marianki z moją babcią. Tym razem postanowiłam do tematu podejść jeszcze z trochę innej strony.

    Patrząc na nas, rodziców odpowiedź na pytanie „Po co nam babcia i dziadek? Wydaje się prosta. Aby nam pomagali. W różny sposób, czasem zajmując się naszymi dziećmi na stałe kiedy są małe, czasami dorywczo kiedy chcemy gdzieś wyjść. Mój tata np. przez pierwsze miesiące po wyjściu Marianki ze szpitala woził nas do lekarzy i na rehabilitację kiedy mąż był w pracy. Nie chciałam Mani samej zostawiać z tyłu samochodu, a tata miał czas. Ja byłam spokojna, a tata czuł się potrzebny. Kiedy indziej zabiorą dzieci na weekend czy na wakacje do siebie. Takie zaufane opiekunki. W zależności czy jeszcze są aktywni zawodowo czy też już nie oraz od tego jak daleko lub blisko od nas mieszkają, bardziej lub mniej angażują się w opiekę nad naszymi dziećmi.

    Jednak jest jeszcze kilka ważnych aspektów tego, że dzieci mają kontakt ze swoimi dziadkami.

    Mówi się, że rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania. I o ile jest to w granicach rozsądku i zgodnie z zasadami wychowawczymi przyjętymi przez rodziców, ja się z tym w 100% zgadzam. Jak dziś pamiętam, że u babci dostawałam jeszcze ciepły chleb z cukrem polany wodą, pychotka. A dziadek pozwalał jeździć na swoim rowerze na ramie. Ani jedno ani drugie krzywdy mi nie zrobiło, a radość miałam wielką. Dziadkowie mogą pozwolić sobie na więcej luzu i dystansu. Mogą pokazać naszym dzieciom troszkę inny punkt widzenia, który może im rozszerzyć horyzonty myślowe.

    Babcia z dziadkiem są w stanie przekazać wnukom wiele informacji o tym jak było kiedyś. O czasach, których my nie pamiętamy, a które wpływają na to jak zmieniał się świat. Uwielbiałam słuchać opowiadań babci i dziadka, mogliby to robić godzinami a i tak by mi się nie znudziło. Druga babcia z kolei pięknie śpiewała i choć robiła to bardzo rzadko, będą to pamiętała zawsze.

    Dziadkowie często mają więcej cierpliwości do wnuków niż rodzice, zwłaszcza Ci którzy nie zajmują się nimi na co dzień. Mogą czasami poświęcić więcej czasu na wyjaśnienie czegoś co dziecko nurtuje, lub o co wstydzi zapytać się rodziców. Często pokazują wnukom to czym się interesują lub co lubią robić: majsterkować, gotować, robić na drutach, fotografować czy chodzić po górach.

    Najważniejszą rzeczą jaką nasi rodzice nam dali już dawno temu, a my nawet często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jest wzór miłości rodzicielskiej. Jeżeli czuliśmy się przez rodziców kochani, doceniani i wspierani jest duża szansa, że sami takimi rodzicami będziemy. Jeżeli zaś brakowała nam czegoś w relacji z nimi to mamy dwa wyjścia. Albo nieświadomie powielamy te niechciane wzorce, albo świadomie dokonujemy innych wyborów.

    Tak czy inaczej największą rolą babci i dziadka jest kochanie. Kochanie swoich wnuków i nas – swoich dzieci. Nasza relacja z nim z pewnością będzie wpływała na przyszłą relację naszą i dzieci. Szacunek i miłość, którą czujemy w stosunku do naszych rodziców widzą dzieci. A co widzą, tak robią. Tak samo jak my dziś traktujemy babcię i dziadka one też ich traktują, a jutro potraktują tak nas.

    Korzystajmy więc z pomocy w wychowaniu babć i dziadków jeżeli tylko mogą i chcą nam jej udzielić. Szanujmy ich, przekazujmy jakie zasady chcemy wpajać naszym dzieciom i przymykajmy oko na małe ustępstwa. A ich miłość pozytywnie wpłynie na nasze dzieci i ich relacje z nami.

  • Reklamy… zmora rodziców

    Piękne obrazki… coś się rusza… coś gra… wspaniale, kolorowo… i wszystko takie cudowne… i wszystko musisz mieć… i wszystko takie prawdziwe… Tak właśnie dzieci, do pewnego wieku, postrzegają reklamy. Widząc coś, co jest w telewizji i w to wierzą. Nie odróżniają świata realnego od fikcji. Dla nich wszystko co zobaczą i usłyszą jest prawdziwe, a zwłaszcza w telewizji. Dla nich słowo reklama nic nie znaczy, a raczej tyle samo co informacje.

    I tu pojawia się problem wielu rodziców. Skoro dzieci wierzą, że to co jest w reklamie to prawda, przyjmują za sprawdzoną informację, to wszystko chcą mieć. A jak wiadomo rodzice raczej nie są zainteresowani kupnem wszystkich zabawek na świecie. Idzie to jeszcze dalej. W sklepie dzieci potrafią namawiać do zakupy żywności lub chemii danej firmy, bo „pani w telewizji mówiła, że jest najlepszy”. A co za tym idzie, jeżeli rodzic myśli inaczej, co bardziej krnąbrne maluchy potrafią urządzić awanturę o płatki lub proszek do prania. Nie wspominam tu o zabawkach, bo chyba każdy rodzic, którego dziecko obejrzało najnowszą reklamę lalki, samochodu, klocków czy pluszaków z filmu myśląc o wizycie w sklepie z działem zabawkowym zaczyna się pocić. Czy zatem my jako rodzice mamy możliwość się bronić? Oczywiście! Trzeba tylko pamiętać o kilku ważnych sprawach.

    Reklamy przyciągają

    Są nagrane w taki sposób aby były interesujące, kolorowe i angażujące. Czasami dziecko nawet nie spojrzy w telewizor kiedy „leci” jakiś serial lub film, a już na reklamy tak. W końcu przygotowują je specjaliści. Starajmy się aby dzieci, zwłaszcza te najmniejsze, jak najmniej miały styczność z reklamami. Aby nie przyciągały ich uwagi, zawsze można zmienić kanał, choć często reklamy są w podobnym czasie 🙁 Można wybrać program bez reklam lub na chwilę wyciszyć lub wyłączyć telewizor. Oczywiście nalepie odciągnąć uwagę dziecka poprzez wejście z nim w interakcję.

    Dla dzieci wszystko jest realne

    Do momentu, w którym dziecko nie zacznie myśleć krytycznie, wszystko jest dla niego prawdą. To oczywiście w dużej mierze zależy od rodziców i ogólnego rozwoju dziecka, kiedy to nastąpi. Jak możemy pomóc zrozumieć dziecku co jest prawdą a co fikcją? Tłumacząc i rozmawiając. Nie tylko o reklamach i telewizji, ale o wszystkim co nas otacza. O książkach, które czytam. O bajkach, które ogląda. Czasami kontrolnie można zadać dziecku pytanie „Jak myślisz, to jest naprawdę czy na niby?”. Jesteśmy w stanie sprawdzić wówczas czy rozumie o czym mówimy.

    Zasady i umowy

    Jeżeli jednak dziecko jeszcze nie rozróżnia fikcji od rzeczywistości to zostaje nam jedno. Przed każdymi zakupami ustalić co kupujemy oraz, że to rodzice podejmują decyzje. Można powiedzieć „Rozumiem, że pani w telewizji powiedziała, że ten proszek jest najlepszy. Jednak ja kupuję ten, bo go sprawdziłam i uważam, że jest dla mnie najlepszy.”. Jeśli zaś chodzi o zabawki… Możemy się umówić, że pójdziemy obejrzeć, ale dziś nic nie kupimy. Niech to będą oględziny przed świętami, urodzinami czy inną okazją. Albo jeśli mamy zamiar coś kupić to już w domu ustalmy co, ilość rzeczy lub kwotę do jakiej możemy wydać. I tego się trzymamy. Bo jak raz ulegniemy… Zresztą sami wiecie 😉

    Nie sprawimy raptem, że reklamy zniknąć i nasze dzieci nie będą pod ich wpływem. Ale możemy im pomóc zrozumieć świat.

  • Braterstwo w odcieniach szarości, zieleni i granatu

    Jeżeli na facebook-u obserwujesz, że znajomi masowo zmieniają swoje zdjęcia profilowe na takie w mundurze harcerskim, często sprzed wielu lat. To może oznaczać tylko jedno… zbliża się Dnień Myśli Braterskiej 🙂 Nawet jeśli harcerstwo to dla niektórych już „tylko” wspomnienie, to na zawsze w sercu pozostaje pewna nostalgia i iskierka. To zrozumie tylko ten, który w szarym, zielonym czy granatowym mundurze siedział kiedyś przy ognisku śpiewając piosenki, spał pod gwiaździstym niebem, zdobywał sprawności czy wędrował z plecakiem po nieznanym szlaku. A dlaczego warto aby nasze dziecko wkroczyło w ten dziwny, ale jakże piękny braterski świat?

    Gdybym miała odpowiedzieć na pytanie dlaczego warto być harcerzem, to byście pewnie nie dotrwali do końca wpisu. Bo to temat rzeka. Postaram się Wam pokazać dlaczego warto zachęcić dzieci do zostania zuchem lub harcerzem.

    Związek Harcerstwa Polskiego jest organizacją wychowawczą

    Czy to znaczy, że instruktorzy chcą wychować nasze dzieci? Nie, ale bardzo chętnie nas w tym wesprą. Często pomimo młodego wieku są dobrze przygotowani do pracy z naszymi dziećmi. Szkolą się na specjalnych kursach, warsztatach i spotkaniach. Wymieniają się doświadczeniami i są wspierani przez starszą kadrę. Cały czas się samodoskonalą i tego też uczą dzieci. Wychowali się w harcerstwie więc znają wartości zawarte w Prawie i Przyrzeczeniu Harcerskim, wdrażają je na zbiórkach i wyjazdach.

    Często właśnie młody wiek jest atutem w kontakcie z dziećmi i młodzieżą. Czasami to właśnie do drużynowego zgłaszają się ze swoimi problemami, z którymi trudno im pójść do rodziców. Czasami dlatego, że się wstydzą, a czasami dlatego, że nie chcą martwić mamy i taty. Dobry kontakt z instruktorem może też wpłynąć na rozwiązanie naszych „domowych” problemów. Może on porozmawiać z dzieckiem i wesprzeć nas w przekonaniu Go do naszego zdania.

    Wszystkie działania harcerskie są celowe

    Zabawy, gry, ćwiczenia… może nam się wydawać, że są tylko po to aby dzieci się dobrze bawiły. Jednak tak nie jest. Każda zbiórka ma swój cel, który jest realizowany przez formy odpowiednie dla poszczególnych grup wiekowych. Każda zabawa czy gra ma za zadanie czegoś nauczyć. A że jedną z cech metody harcerskiej jest pośredniość – dzieci nawet nie wiedzą, że się uczą 🙂 A przecież o to chodzi.

    Harcerstwo uczy samodzielności

    Zadaniem harcerstwa nie jest przygotowanie dzieci do bycia super harcerzem. Bycie harcerzem ma przygotować do bycia dobrym człowiekiem, który jest w stanie poradzić sobie w dzisiejszym świecie. Niezależnie czy ktoś będzie nosił mundur jako dorosły, czy jego przygoda harcerska skończy się wcześniej. To czego uczymy się w harcerstwie ma swoje przełożenie na życie codzienne. Taką najbardziej widoczną zmianą u dzieci jest samodzielność i chęć do rozwoju w nowych dziedzinach. Poprzez zdobywanie sprawności, gwiazdek czy stopni dzieci i młodzież mają możliwość poznania wielu różnych dziedzin życia. Wybrać tą, która się im najbardziej podoba i doskonalić się w niej. Często na wyjazdach harcerskich dzieci po raz pierwszy samodzielnie przygotowują posiłek (pod nadzorem opiekunów), organizują coś dla młodszych, piorą swoje rzeczy czy ścielą łóżko. I robią to bo chcą, bo wszyscy wokół to robią.

    Przyjaźnie na całe życie

    Wspólne spędzanie czasu, przygotowywanie różnych projektów czy przygody sprawiają, że ludzie poznają się od podszewki. Tak powstają przyjaźnie na całe życie. Na takich przyjaciół można liczyć, nawet po kilku latach bez kontaktu. Przyjaźnie, które sprawdzają się w ekstremalnych warunkach. Takie przyjaźnie, że kiedy dzwonisz do kogoś o drugiej w nocy to wiesz, że odbierze. A on wiek, że to ważne.

    Taki mamy klimat…

    Jest jeszcze coś co nasze dzieci dostaną będąc zuchami i harcerzami. Taki coś co trudno opisać, a ktoś kto był w naszym gronie rozpozna to od razu. To taki klej, który sprawia, że chcesz być lepszy…. To takie coś, że chcesz aby inni też poznali wartości, którymi się kierujesz w życiu… To taki klimat, który sprawia, że chcesz zmieniać świat na lepszy… To moc, która jest w tobie i pozwala zmieniać ten świat…

    To właśnie dlatego bardzo chcę aby moja córka poczuła kiedyś to co ja czuję od prawie 24 lat. Mam nadzieję, że odnajdzie w harcerstwie to co odnaleźliśmy z mężem. I niezależnie czy będzie nosiła mundur przez całe życie czy tylko przez jakiś czas, to wiem, że z pewnością wpłynie to na Mariankę bardzo pozytywnie. Zachęcam aby Wasze dzieci też posmakowały harcerstwa. Bo to co opisałam, to tylko niewielki wycinek tego, co harcerstwo może im dać… Czuwaj!

  • Książka i coś jeszcze

    Zostałam ostatnio poproszona o napisanie o książkach, które pomagają rodzicom w trudnych sytuacjach. Wprowadzają dzieci w tematy, o których można porozmawiać. Takich książek jest bardzo wiele. Przytoczę te, z których przez wiele lat wykorzystywałam w pracy z dziećmi. Część z nich nadal można kupić w księgarniach zarówno stacjonarnych jak i internetowych czy u wydawców. A część z pewnością dostaniecie na rynku wtórnym (antykwariaty, allegro, olx, czy grupy sprzedażowe na facebook).

    Cześć z tych propozycji, to krótkie lub dłuższe opowiadania z ilustracjami, a niektóre zawierają zbiór opowiadań na dany temat. Nie znajdziecie tu opisu poszczególnych pozycji 1) jest ich bardzo dużo 2) większość tytułów mówi sama za siebie. Nie będę pisała o bajkach terapeutycznych. Ale chętnie przygotują oddzielny materiał jeśli będziecie zainteresowani. Nie będę również pisała o moim ulubionym autorze Grzegorzu Kasdepke i jego książkach o uczuciach, emocjach i innych sprawach. Możecie to przeczytać na naszym Instagramie.

    Kolejność przypadkowa. A więc zaczynamy!

    Wielkie problemy małych ludzi – to seria wydawnictwa Jedność dla dzieci

    To książeczki ok. 32 stronicowe o wymiarach A4, bogato ilustrowane dotykające problemów dzieci w wieku przedszkolnym i szkolny. To trochę dłuższe opowiadania, które dzieci chętnie słuchają i o nich rozmawiają, ponieważ mogą się identyfikować z problemami bohaterów. Autorzy poszczególnych pozycji to różne osoby, ale całość jest przygotowana w jednym kierunku. W serii znajdziecie m.in.:

    * Szkoła jest naprawdę super! Karolinka idzie pierwszy raz do szkoły * Naucz się dobrych manier * Dzielna Emilka (zakwalifikowana również do serii „Stop przemocy”) * Teraz twoja kolej! Opowiadanie o przemocy w szkole („Stop przemocy”) * Już nie chcę całusów! Kasia uczy się mówić NIE * Małgosia i niecodzienne porządki * Filip – mały wiercipięta * Małgosia i kłótnia w przedszkolu * Kasia i Tomek uczą się dzielić * Jestem już duży. Emil i Emilka idą do szkoły * Kapryśny aniołek. Paweł przestaje się złościć

    Kajtuś – seria wydawnictwa REA

    To krótkie opowiadania, których bohaterem jest sympatyczny Kajtuś (w wersji również telewizyjnej). Kwadratowe książeczki mają ok. 24 stron oraz duże kolorowe obrazki, które spodobają się z pewnością mniejszym dzieciom. To właśnie dla nich są przeznaczone te książeczki. Możecie znaleźć serię „Czas na zabawę” z plakatami (kalendarz, gra, itp.), m.in.:

    * Kajtuś opiekuje się Rózią *Gdzie jest Gilbert? *Moi przyjaciele z przedszkola

    oraz „Klub przedszkolaka”, a w nim m.in.”

    * Kajtuś rozmawia przez telefon * Moje przedstawienie * Wymyślony przyjaciel * Badacz dżungli * Co to za dziwne odgłosy * Parada cyrkowa * Przebieranki z tatą * Na łyżwach * Zaginiona skarpetka * Szkolny autobus

    Kamyczek – seria wydawnictwa REA

    Bardzo podobna seria do Kajtusia. Tu znajdziecie m.in.:

    * Przedszkole * Dobrych snów * Wilk * Ostrożnie! * Wyprawa na zakupy * Opiekunka

    Seria z plastelinkiem – wydawnictwo WSiP

    To seria 6 książeczek o problemach dzieci w wieku przedszkolny, Zostały przygotowane z myślą o wsparciu jednego z pakietów edukacyjnych ale wiem, ze można nabyć je też osobno. 32 strony kolorowych ilustracji i tekstu, który zachęca do dyskusji. W serii znajdziecie:

    * Każdy jest inny * Woja o biały fartuch * Po co na świecie są brzydkie słowa? * Dziwna staruszka * Co jest najważniejsze w kłótni? * Rodzeństwo starsze i młodsze

    Bezpieczny świat – kolejna seria wydawnictwa REA

    12 stronicowe książeczki zawierają kolorowe ilustracje i rymowane historie o kotach dotyczące bezpieczeństwa. Są bardzo ciepło odbierane przez dzieci. Na wewnętrznych stronach okładek są zadania do wykonania związane z tematem. W serii znajdziecie m.in.:

    * Tableteczki * Wycieczka * Zapałka * Na górkę * Nieznajomy * Sam w domu * Przez ulicę * Prąd

    Z supełkiem – seria wydawnictwa Skrzat

    Ostatnio odkryta przeze mnie seria. To niewielkie książeczki poruszające bardzo ważne tematy. Pozwalają dzieciom zmierzyć się z problemami, a dorosłym zrozumieć świat dziecka. W serii ukazały się m.in.

    * Adaś i miś (o dziecięcej samotności) * Kuba sam w domu * Loczek, czyli sposób na Zuzię (o gniewie) * Nowy przyjaciel króla Jędrusia (o dziecięcej przyjaźni) * Ósmy Cud Świata króla Jędrusia (o sile rozumu) * Sen Maciusia (o uszczęśliwianiu wszystkich na siłę) * Pierścionek (o poszukiwaniu akceptacji) * Spotkanie Kacperka (o wyobraźni) * Mamusia i krokodyl Kamilka (o sile wyobraźni)

    Opowieści dla dziecięcej duszy – wydawnictwo Jedność

    Seria książek przeznaczonych do czytania a nie oglądania. Wydane są w twardej okładce i skierowane do dzieci w różnym wieku. Każda zawiera kilka działów dotyczących konkretnego tematu. W każdym z nich znajdziecie kilka, kilkanaście opowiadań. Nie czytajcie dzieciom wszystkich „jak leci”, wybierzcie te, które są adekwatne do sytuacji, o której chcecie porozmawiać. Zachęcam jednak abyście sami dla siebie przeczytali książki w całości. I choć 120 – 130 stron może kogoś przerazić, to zapewniam, że warto. W serii znajdziecie m.in.:

    * Opowieści o przyjaźni * Opowieści przeciwko lękom * Klucz w małej ręce. Podróż do krainy fantazji, opowiadania i ćwiczenia wyobraźni * Nowe korzenie dla małych ludzi. O rozstaniach i nowych początkach * Opowieści dla duszy dziecięcej * I nagle zrobiło się cicho. Opowiadania o śmierci i pożegnaniach

    To tylko nieliczne z książek, które mogą Wam pomóc przy bardziej i mniej trudnych tematach. Jest jeszcze oczywiście Franklin, którego też gorąco polecam. Sami z pewnością też macie sprawdzone serie, które Wam pomagają. Piszcie, jeśli nie znam, chętnie poznam.

    Co jakiś czas piszę również o wartościowych książkach dla dzieci na Instagramie – zapraszam na nasz profil. Mam nadzieję, że Was zakonspirowałam i pokazałam różne możliwości 🙂 Zapraszam do wspólnej lektury!