Tag: zabawki

  • Wózek dla chłopca – samochód dla dziewczynki

    Czasy się zmieniają. Dziś czymś normalnym jest widok kobiety za kierownicą samochodu (choć nadal poddaje się często nasze umiejętności w tym względzie w wątpliwość). Coraz częściej widzimy też mężczyzn spacerujących z wózkiem i to nie tylko od święta. Tradycyjny podział ról zmienia się czy tego chcemy czy nie. Jednak co przystoi dorosłym dzieciom jest już zabraniane. A mowa tu o przysłowiowym samochodzie i wózku.

    I to i to ma cztery koła, można w nim wozić pasażerów… a jednak jeśli myślimy o tych zabawkach od razu przyporządkowujemy do tradycyjnego podziału chłopiec – dziewczynka. Czy naprawdę problemem jest kiedy chłopiec bawi się wózkiem i lalką, a dziewczynka wybierze samochód czy narzędzia?

    Oczywiście nie same zabawki są problemem ale głębsze przekonanie, że wybierane przez dzieci rzeczy do zabawy mają znaczenie… w ich przyszłych upodobaniach seksualnych. Zwłaszcza jeśli chodzi o chłopców bawiących się „dziewczyńskimi” zabawkami presja społeczna jest bardzo silna. A przecież to, że maluch sięga po lalki wcale nie oznacza, że będzie homoseksualistą. Osobnym tematem jest akceptowanie dziecka takim jakim jest, z jego upodobaniami i orientacją seksualną.

    Sytuacja wygląda następująco: chłopiec sięga po wózek lub lalkę siostry czy koleżanki i słyszy „zostaw, to dla dziewczynek”. Zwłaszcza w głowach wieli tatusiów rodzi się obawa „co z niego wyrośnie”. Ale zastanówmy się dlaczego tak się dzieje. Po pierwsze dzieci w pewnym wieku nie różnicują w ogóle płci. Nadal myli im się kto jest chłopcem, a kto dziewczynką, mówiąc o sobie mylą rodzaje. To normalne. Dlatego dla nich zabawka to po prostu zabawka. A w co najchętniej bawią się dzieci? W naśladowanie życia dorosłych. Więc jeśli na co dzień widzą dorosłych spacerujących z wózkiem czy opiekujących się dziećmi to w zabawie robią dokładnie tak samo. Dlaczego więc chłopiec nie miałby odwzorowywać opiekuńczego i kochającego ojca? Lub wręcz jeśli jego własny tata nie jest tak otwarty, a widzi innych tatusiów zajmujących się dziećmi może chcieć spróbować jak to jest. Dla dziecka to po prostu zabawa. Nie mówiąc już o tym, że wózek dla lalek nadaje się idealnie do wożenia klocków czy urządzania nim wyścigów, bo jest większy niż resoraki. U dziewczynek sytuacja wygląda podobnie, choć może nie jest tak nasilona.

    Bardzo często już od najwcześniejszych miesięcy życia kupujemy zabawki w kolorach chłopiec – dziewczynka. Potem wybieramy takie, które przynależą danej płci. Ale przecież wszystkie zabawki mają na celu zabawę. I jeśli jakiejś nie ma w domu to kiedy tylko dziecko zobaczy ją u kogoś innego chce wypróbować. A w dodatku zakazany owoc lepiej smakuje 😉

    Zabraniając dzieciom bawić się „wszystkim” wkładamy je do „starego” podziału ról. A przecież świat, w którym żyją już tak nie wygląda. Panowie świetnie gotują, zajmują się domem i dziećmi, nie tylko pomagają ale wspólnie z kobietami dzielą się obowiązkami. Panie pracują, podróżują, zdobywają świat… Mówimy naszym dzieciom „możesz zostać kim zechcesz” ale pokazujemy zupełnie co innego.

    Wiem, że temat dla wielu osób nie jest łatwy, bo trudno wyzbyć się czegoś co wpajano nam od zawsze. Nie chodzi mi o to aby wywoływać brzę i grzmieć na temat gender. Ja po prostu namawiam aby pozwolić dzieciom być dziećmi i się bawić. Nie raz i nie dwa wdziałam pracując w przedszkolu jak chłopcy wbiegali do sali i chcieli bawić się wózkiem, lalkami, kołyską czy kuchenką… a z kolei dziewczynki wyrywały sobie ulubiony samochód lub spierały się, która pierwsza wjedzie nim do garażu. To tylko zabawy, które ni jak nie wpłyną na przyszłą orientację seksualną naszych dzieci.

    Kochajmy nasze dzieci takimi jakie są, pozwólmy im być dziećmi i bawiąc się poznawać świat takim jakim jest. Bo jeśli teraz im tego zabronimy, to nie oczekujmy, że w dorosłym życiu będą inne niż tego od nich chcieliśmy.

  • O ulubionych zabawkach słów kilka

    Myślę, że większość z nas miała w dzieciństwie swoją ulubioną zabawkę. Czy to maskotkę, lalkę, koparkę czy misia. Co niektórzy być może mają ją jeszcze do dziś, u siebie lub u rodziców czy dziadków w domu. Może ktoś nawet zostawił ją sobie z myślą o swoich przyszłych dzieciach?

    Ja miałam ukochanego misia, który spał ze mną dość długo. Znał wszystkie moje sekrety, a obecnie jest tak sfatygowany, że teraz najlepiej go nie ruszać, bo głowa trzyma się na słowo honoru, a przyszyć ją bardzo trudno. Miałam też kilka innych maskotek, które lubiłam. Dość ważny był dla mnie Kubuś Puchatek, którego uwielbiam jako postać. Marzyło mi się kiedyś, że moje dziecko też będzie go lubiło i może nawet zostanie jego ulubioną zabawką. Ale jak za pewne wiecie dzieci są dziwne – zwłaszcza małe i raczej nieobliczalne. Mój Kubuś nie przypadł Mariance za bardzo do gustu i choć uwielbia słuchać opowiadań o nim (już w inkubatorze dobrze na niego reagowała) to jako zabawka nie wzbudził oczekiwanego zachwytu. Jako maluszek zaś zakochała się w lwie Leosiu, którego dostała od kuzynów. Cóż było robić, kiedy maskotce oberwało się „ulewaniem” szybko trafiał do prania i na grzejnik, towarzyszył nam wszędzie. Aż do czasu… kiedy jakoś przestał wzbudzać zainteresowania. Te zaś zostało przeniesione na lalkę Anię, która przez kilka pierwszych tygodni przeleżała jak to się mówi „w kącie”. Ania jest teraz towarzyszka na rehabilitacji, podczas spacerów i zabawy. Niedawno dołączył do niej pies, wielkości Marianki, Awa. Na szczęście jeszcze nie zabieramy go ze sobą wychodząc z domu. Ale nie zarzekam się, że do tego nie dojdzie.

    Dlaczego godzę się na to wszystko? Bo ulubione zabawki dzieci, chociażby były przez nas znienawidzone, są dla ich rozwoju bardzo ważne. Maluchy często nie potrafią przekazać nam swoich uczuć, tego co w nich „siedzi”. Problem stanowi nie tylko niemoc werbalna, ale i często emocjonalna. Ulubiona zabawka jest powiernikiem, który bez słów wszystko zrozumie, pocieszy i utuli. Nawet traktor bez jednego koło może być dobrym słuchaczem. Te zabawki dają poczucie bezpieczeństwa, poczucie więzi z domem, rodzicami. Pozwalają dzieciom czuć pewną stałość i niezmienność. Ich dotyk, zapach a czasami nawet smak sprawiają, że dziecko się wycisza, uspakaja i zaczyna wierzyć, że wszystko będzie dobrze.

    Nie jesteśmy w stanie wpłynąć na wybór dziecka, jeżeli chodzi o ulubioną zabawkę, ani zmienić jego uczuć. Czasami dziecko pod presją może zrezygnować z ulubieńca, ale robi to z wielkim bólem serca i z miłości do rodzica. Ale nawet jeśli wydaje się nam, że dobrze to znosi, w środku zostaje uczucie, że musiało zrezygnować z KOGOŚ ważnego dla rodzica… że musiało dokonać wyboru… że straciło kogoś ważnego… A to negatywnie wpływa na naszą relację i więź z dzieckiem. Bo to co dla nas wydaje się błahostką, dla dziecka może urosnąć do rangi bardzo dużego problemu emocjonalnego.

    Tak więc zaakceptujmy ulubieńców naszych dzieci, wspierajmy w poczucie bezpieczeństwa które dają te zabawki. Bo dzieci kiedyś dorosną, a zabawki trafią do pudeł z pamiątkami… a nasza relacje nadal będzie trwała.