Autor: administacja

  • Śmiech przedłuża życie

    Być może słyszeliście, że 15 minut szczerego i radosnego śmiechu przedłuża życie o 1 dzień. Czy to nie jest fascynujące i pociągające? Takie zapewnienie sobie dłuższego życia. A naszym dzieciom?

    Nawet jeśli nie wierzyć badaniom to perspektywa jest ciekawa. I niby to takie łatwe. Ale zastanówcie się, ile lub czy codziennie się śmiejecie. Ale tak szczerze i od serca. I czy złożyło by się tego śmiechu całodniowego na 15 minut? Różnie prawda?

    Jakiś czas temu odkryłam, że ostatnio mało się śmieję. Zima, beznadziejna pogoda i brak kontaktu z dorosłymi miał na ten fakt bardzo duży wpływ. Jak to się mówi „łapałam lekkiego doła”. Ale tu na pomoc przyszła mi moja cudowna roczna córeczka Marianka, która jest coraz bardziej świadoma i kontaktowa. Ona potrafi śmiać się z małych głupstewek. Czasami sama nawet nie wiem do końca co Ją bawi. Ale postanowiłam się poddać Jej nastrojowi i zaczęłam się śmiać razem z Manią. To oczywiście napędza Ją jeszcze bardziej i są momenty kiedy wspólnie śmiejemy się, aż mnie policzki bolą, a ona staje się zmęczona 🙂

    Czy to sprawi, że obie będziemy żyły dłużej? Fajnie by było, ale nawet jeśli nie, to żyjemy na pewno radośniej. Dzięki temu, że bawimy się, wygłupiamy i śmiejemy wspólnie wzmacniamy nasza więź i relację. Chcemy razem przebywać, bo jest nam dobrze. I naprawdę nie trzeba dużo abyśmy czuły radość i szczęście. Bo choć Marianka nie mówi jeszcze, to widzę w Jej oczach to wszystko. Poza tym pod wieczór kiedy mamy czas na te wygłupy Mania sama garnie się do mnie i prowokuje te wybuchy śmiechu. Widać, że tak jak ja czeka na te nasze wspólne chwile. Widzę też, że kiedy mąż jest w domu i się do nas przyłącza córeczka jest jeszcze bardziej radosna. Choć nie wiem czy to możliwe 🙂 Szuka z nami kontaktu, takiego radosnego bycia razem.

    Wiadomo, że są dni kiedy jesteśmy zmęczeni i kiedy już nie ma sił. Ja też takie mam. Chętnie bym zrobiła „co trzeba” i poszła spać. Ale kiedy widzę te oczekujące oczka, roześmiane i pełne nadziei na wspólny czas… no cóż… siły się znajdują. A po wszystkim kiedy Mania już śpi, ja mam dużo lepszy humor, a zmęczenie nie jest już takie uciążliwe.

    Może i śmiech nie przedłuża życia, ale warto znaleźć powody i czas do wspólnej radości z dziećmi i partnerem. Nasz rodzinny świat staje się wtedy cieplejszy, a my bliżsi sobie. Problemy dnia codziennego nie przytłaczają już tak bardzo. Więc cieszmy się i radujmy codziennie, a nasze życie z pewnością będzie przyjemniejsze

  • Relacje, więzi i inne trudne słowa

    Rodzice często pytają jak stworzyć wieź z dzieckiem, jak zadbać o relację aby w przyszłości nie mieć problemów z nastolatkiem. Albo jak to wszystko naprawić kiedy już się zepsuło. No i czy mogłabym o tym wszystkim napisać?

    Oczywiście, że bym mogła i robię to kilka razy w tygodniu. Większość moich tekstów, niezależnie od tematu, bazuje właśnie na tworzeniu relacji i wzmacnianiu więzi. Bo to nie jest tak, że można sobie w kalendarz wpisać od 7.45 do 8.15 tworze więzi. Oczywiście można tak zaplanować coś specjalnego, coś co wpłynie na nasze relacje z dziećmi, ale tak naprawdę, to codzienne sytuacje kreują naszą więź. To co dzieje się w ciągu dnia codziennie to jest właśnie relacja. A jaka ona będzie, zależy bardzo dużo od naszej świadomości, od tego co sobie postanowimy, jak postępujemy i czego chcemy.

    Budowanie więzi między rodzicami a dzieckiem zaczyna się w chwili kiedy dowiadujecie się, że ktoś nowy pojawi się w waszym życiu. To nastawienie i emocje, które towarzyszą ciąży już rzutują poniekąd na relacje w przyszłości. Bo ten kontakt tak jak wszystko „powstaje dwa razy, najpierw w głowie, a potem w rzeczywistości” (jak mówi mój zaprzyjaźniony trener, coach i mówca Lechosław Chalecki). Jeśli my jesteśmy negatywnie do kogoś nastawienie to, on z pewnością w którymś momencie to wyczuje i szansa na pozytywne relacja jest niewielka. Tak jest też z dzieckiem. Jeżeli w naszej głowie nie ma pozytywnego obrazu więzi i relacji z nim, ono to wyczuje i bardzo trudno będzie nam to wszystko stworzyć w realu.

    A dlaczego nasze nastawienie w głowie może być negatywne? Z bardzo wielu przyczyn. Od nieplanowanej ciąży, przez problemy z partnerem, po strach i obawy czy damy radę. Każdy dzień po narodzinach dziecka też wpływa na nasze przyszłe relacje. Być może pamiętacie mój wpis „Szanuj potomka swego”, gdzie pisałam o budowaniu autorytetu i szacunku. Tak jest z każdym aspektem naszych relacji. Jeżeli my mamy pozytywny ich obraz i chęci to już połowa sukcesu.

    A jak jest ciężko? Bo wiadomo, że bywa bardzo ciężko i nie ważne czy dziecko jest małe czy duże. Trzeba zachować dystans. Zatrzymać się na chwilę. Ja tak robię. Kiedy w nocy po raz „setny” wstaję do Marianki i już padam na twarz i gdzieś nerw chce wyskoczyć. Mówię sobie „Sylwia, to Ty jesteś dorosła. Ona nie robi tego specjalnie, jest dzieckiem. Twoje nerwy nic nie dadzą, a jeszcze Mania bardziej się rozbudzi. Odpuść” i jest lżej… choć muszę przyznać, że nie raz uroniłam łzę… z bezsilności. Ale to właśnie świadomość relacji jaką mam z córką i jaką chcę mieć w przyszłości sprawia, że stojąc nad łóżeczkiem jakoś daję radę.

    A jeśli jednak coś nam nie wyjdzie, zawalimy? To wszystko da się naprawić. Tylko trzeba chęci i determinacji. Bo dzieci nas kochają, wiedzą że czasem nawalamy i trzeba naprawdę się postarać aby to zepsuć. O ile oczywiście fundamenty naszych relacji były mocne. Czasem się wydaje, zwłaszcza rodzicom nastolatków, że tego już się nie da odbudować. Ale to jest tak jak z wartościami, o których niedawno pisałam. Trzeba czasu i cierpliwości, no i oczywiście chęci.

    Chciałabym bardzo abyście czytając moje teksty szukali podpowiedzi jak w danej sytuacji wzmacniać waszą relację z dziećmi. Bo staram się właśnie takie wskazówki zawsze umieszczać. Ja twierdzę, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach da się pracować nad więzią. Skoro ja potrafiłam stworzyć silną wieź z Marianką, pomimo że przez pierwsze 2,5 miesiąca widziałyśmy się 5 godzin dziennie, a przez kolejne 1,5 miesiąca 7 godzin dziennie. To znaczy, ze każdy może. Tylko trzeba chcieć i być świadomym, że to codzienność buduje relacje, a niecodzienność wzmacnia. Powodzenia!

  • Książka i coś jeszcze

    Zostałam ostatnio poproszona o napisanie o książkach, które pomagają rodzicom w trudnych sytuacjach. Wprowadzają dzieci w tematy, o których można porozmawiać. Takich książek jest bardzo wiele. Przytoczę te, z których przez wiele lat wykorzystywałam w pracy z dziećmi. Część z nich nadal można kupić w księgarniach zarówno stacjonarnych jak i internetowych czy u wydawców. A część z pewnością dostaniecie na rynku wtórnym (antykwariaty, allegro, olx, czy grupy sprzedażowe na facebook).

    Cześć z tych propozycji, to krótkie lub dłuższe opowiadania z ilustracjami, a niektóre zawierają zbiór opowiadań na dany temat. Nie znajdziecie tu opisu poszczególnych pozycji 1) jest ich bardzo dużo 2) większość tytułów mówi sama za siebie. Nie będę pisała o bajkach terapeutycznych. Ale chętnie przygotują oddzielny materiał jeśli będziecie zainteresowani. Nie będę również pisała o moim ulubionym autorze Grzegorzu Kasdepke i jego książkach o uczuciach, emocjach i innych sprawach. Możecie to przeczytać na naszym Instagramie.

    Kolejność przypadkowa. A więc zaczynamy!

    Wielkie problemy małych ludzi – to seria wydawnictwa Jedność dla dzieci

    To książeczki ok. 32 stronicowe o wymiarach A4, bogato ilustrowane dotykające problemów dzieci w wieku przedszkolnym i szkolny. To trochę dłuższe opowiadania, które dzieci chętnie słuchają i o nich rozmawiają, ponieważ mogą się identyfikować z problemami bohaterów. Autorzy poszczególnych pozycji to różne osoby, ale całość jest przygotowana w jednym kierunku. W serii znajdziecie m.in.:

    * Szkoła jest naprawdę super! Karolinka idzie pierwszy raz do szkoły * Naucz się dobrych manier * Dzielna Emilka (zakwalifikowana również do serii „Stop przemocy”) * Teraz twoja kolej! Opowiadanie o przemocy w szkole („Stop przemocy”) * Już nie chcę całusów! Kasia uczy się mówić NIE * Małgosia i niecodzienne porządki * Filip – mały wiercipięta * Małgosia i kłótnia w przedszkolu * Kasia i Tomek uczą się dzielić * Jestem już duży. Emil i Emilka idą do szkoły * Kapryśny aniołek. Paweł przestaje się złościć

    Kajtuś – seria wydawnictwa REA

    To krótkie opowiadania, których bohaterem jest sympatyczny Kajtuś (w wersji również telewizyjnej). Kwadratowe książeczki mają ok. 24 stron oraz duże kolorowe obrazki, które spodobają się z pewnością mniejszym dzieciom. To właśnie dla nich są przeznaczone te książeczki. Możecie znaleźć serię „Czas na zabawę” z plakatami (kalendarz, gra, itp.), m.in.:

    * Kajtuś opiekuje się Rózią *Gdzie jest Gilbert? *Moi przyjaciele z przedszkola

    oraz „Klub przedszkolaka”, a w nim m.in.”

    * Kajtuś rozmawia przez telefon * Moje przedstawienie * Wymyślony przyjaciel * Badacz dżungli * Co to za dziwne odgłosy * Parada cyrkowa * Przebieranki z tatą * Na łyżwach * Zaginiona skarpetka * Szkolny autobus

    Kamyczek – seria wydawnictwa REA

    Bardzo podobna seria do Kajtusia. Tu znajdziecie m.in.:

    * Przedszkole * Dobrych snów * Wilk * Ostrożnie! * Wyprawa na zakupy * Opiekunka

    Seria z plastelinkiem – wydawnictwo WSiP

    To seria 6 książeczek o problemach dzieci w wieku przedszkolny, Zostały przygotowane z myślą o wsparciu jednego z pakietów edukacyjnych ale wiem, ze można nabyć je też osobno. 32 strony kolorowych ilustracji i tekstu, który zachęca do dyskusji. W serii znajdziecie:

    * Każdy jest inny * Woja o biały fartuch * Po co na świecie są brzydkie słowa? * Dziwna staruszka * Co jest najważniejsze w kłótni? * Rodzeństwo starsze i młodsze

    Bezpieczny świat – kolejna seria wydawnictwa REA

    12 stronicowe książeczki zawierają kolorowe ilustracje i rymowane historie o kotach dotyczące bezpieczeństwa. Są bardzo ciepło odbierane przez dzieci. Na wewnętrznych stronach okładek są zadania do wykonania związane z tematem. W serii znajdziecie m.in.:

    * Tableteczki * Wycieczka * Zapałka * Na górkę * Nieznajomy * Sam w domu * Przez ulicę * Prąd

    Z supełkiem – seria wydawnictwa Skrzat

    Ostatnio odkryta przeze mnie seria. To niewielkie książeczki poruszające bardzo ważne tematy. Pozwalają dzieciom zmierzyć się z problemami, a dorosłym zrozumieć świat dziecka. W serii ukazały się m.in.

    * Adaś i miś (o dziecięcej samotności) * Kuba sam w domu * Loczek, czyli sposób na Zuzię (o gniewie) * Nowy przyjaciel króla Jędrusia (o dziecięcej przyjaźni) * Ósmy Cud Świata króla Jędrusia (o sile rozumu) * Sen Maciusia (o uszczęśliwianiu wszystkich na siłę) * Pierścionek (o poszukiwaniu akceptacji) * Spotkanie Kacperka (o wyobraźni) * Mamusia i krokodyl Kamilka (o sile wyobraźni)

    Opowieści dla dziecięcej duszy – wydawnictwo Jedność

    Seria książek przeznaczonych do czytania a nie oglądania. Wydane są w twardej okładce i skierowane do dzieci w różnym wieku. Każda zawiera kilka działów dotyczących konkretnego tematu. W każdym z nich znajdziecie kilka, kilkanaście opowiadań. Nie czytajcie dzieciom wszystkich „jak leci”, wybierzcie te, które są adekwatne do sytuacji, o której chcecie porozmawiać. Zachęcam jednak abyście sami dla siebie przeczytali książki w całości. I choć 120 – 130 stron może kogoś przerazić, to zapewniam, że warto. W serii znajdziecie m.in.:

    * Opowieści o przyjaźni * Opowieści przeciwko lękom * Klucz w małej ręce. Podróż do krainy fantazji, opowiadania i ćwiczenia wyobraźni * Nowe korzenie dla małych ludzi. O rozstaniach i nowych początkach * Opowieści dla duszy dziecięcej * I nagle zrobiło się cicho. Opowiadania o śmierci i pożegnaniach

    To tylko nieliczne z książek, które mogą Wam pomóc przy bardziej i mniej trudnych tematach. Jest jeszcze oczywiście Franklin, którego też gorąco polecam. Sami z pewnością też macie sprawdzone serie, które Wam pomagają. Piszcie, jeśli nie znam, chętnie poznam.

    Co jakiś czas piszę również o wartościowych książkach dla dzieci na Instagramie – zapraszam na nasz profil. Mam nadzieję, że Was zakonspirowałam i pokazałam różne możliwości 🙂 Zapraszam do wspólnej lektury!

  • Mrugnęłam i minął rok

    Zaskoczenie i paniczny strach… To dwa uczucia, które rozpoczęły tak naprawdę moje macierzyństwo. Nie spodziewałam się, że urodzę po skończonym 25 tygodniu ciąży. Wszystko było ok, aż tu naglę „Pani rodzi”. Ale, że ja? To niemożliwe. A jednak 18 stycznia 2016 roku pół godziny po północy na świat przyszła moja córeczka Marianka. Ważyła 780 g, mierzyła 34 cm i jak się niedawno dowiedziałam – nie dawano Jej większych szans na przeżycie.

    Ta pierwsza noc na sali poporodowej, kiedy słyszałam za ścianą płaczące noworodki, a nie miałam jeszcze wieści z Oddziału Reanimacji… nawet nie chcę wspominać. Mój świat rozleciał się na kawałeczki. I choć pierwsze dni i tygodnie były ciężkie (choć właściwie to mało powiedziane), to wszystko pomału zaciera się w mojej pamięci. Z tego czasu chcę pamiętać te dobre rzeczy. Każde dodatkowe 100 g, każdy dzień kiedy mogłam Mariankę „kangurować”, pierwszy dzień poza inkubatorem, pierwsze karmienie butelką. Uśmiechy, przytulania, czułości. I to, że od pierwszego dnia Mania uczyła mnie jak żyć na nowo. Dzięki Niej codziennie pokonywałam siebie, zwątpienie, negatywne myślenie i strach. Ponownie nauczyła mnie czerpać radość z małych rzeczy i stawiać na pozytywne myślenie. Codziennie starałam się dla Niej dostrzegać pozytywy, choć nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. To Wy mnie o tym uświadomiliście, komentując moje teksty.

    Dzięki Mariance zdecydowałam się na nową drogę rozwoju, nową ścieżkę zawodową. Dała mi siłę do walki o siebie dla Niej. Bo chcę aby miała mamę, która jest dumna z tego co robi i dobre się w tym czuje.

    Mania pokazała mi jakie są moje słabości i zmotywowała do pracy nad nimi. Codziennie ćwiczę się i doskonalę przy Niej. Zatrzymała mój świat, po to abym mogła go poruszyć na nowo.

    Czy teraz jak jest w domu jest łatwiej niż kiedy była w szpitalu? Z pewnością. A kiedy jest ciężko (a jeśli jesteście rodzicami, a zwłaszcza mamą to wiecie, że czasami jest bardzo ciężko) – zawsze myślę, że nie jest tak źle, przecież jesteśmy razem. Ta myśl daje mi siłę, kiedy Mania ma gorszą noc lub jest marudna w ciągu dnia. Ta myśl pozwala mi stać w kolejce do kolejnego lekarza i słuchać kolejnych diagnoz. Ta myśl pozwala mi z ciężkim sercem patrzeć jak czasami Marianka płacze na rehabilitacji, bo jest jej ciężko coś opanować. Ta myśl pozwala mi przetrwać dni kiedy nie wychodzimy na zewnątrz z powodu pogody i te kiedy nie rozmawiam z żadnym dorosłym poza mężem.

    Marianka pozwoliła mi nabrać dystansu do życia i planów, które układałam tak skrupulatnie. Pomogła mi odnaleźć Sylwię, a nie panią dyrektor czy druhnę harcmistrz.

    Jestem Sylwia i mama cudownej dzielnej wojowniczki Marianki. A ten rok był najtrudniejszym w moim życiu ale z pewnością też najpiękniejszy. Zobaczymy co przyniesie kolejny. Wiem, że z pewnością będzie nadal pełen walki o rozwój Marianki. Ale też wiem, że razem damy radę 🙂

  • W kolejce dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz

    Od kiedy wyszliśmy z Marianką ze szpitala w maju odwiedzamy lekarzy nawet kilkanaście razy w miesiącu. A u wielu z nich nadal nie można umówić się na konkretną godzinę, albo trzeba czekać pomimo wszystko. Czasami to trwa kilkanaście minut, a innym razem nawet dwie godziny. W czasie tych oczekiwań można zauważyć jedno… Dla dzieci to męczące, ale przede wszystkim nudne. I każdy rodzic, któremu choć raz przyszło czekać u lekarza to potwierdzi. A jak dziecko się nudzi, to zaczyna marudzić – wiadomo.

    Zauważyłam, że wielu rodziców ma swoje sprawdzone sposoby na czekanie… to komórka/ tablet…. i to niezależnie od wieku dziecka. Widziałam nieraz 1 – 1,5 roczne dzieci wpatrzone przez 40 minut w malutki ekranik. Nie będę się wypowiadała o wpływie takiej „zabawy” na rozwój dziecka, bo już bardzo wiele o tym pisano. Nie chcę też krytykować rodziców, którzy decydują się na takie rozwiązanie. To ich decyzja i mam nadzieję, że świadoma. Jednak dla rodziców, którzy nie chcą tak właśnie „zabijać czasu” w kolejce lub nie mają pomysłów mam kilka propozycji.

    Korzystaj z tego co jest wokół

    Maluszkowi możesz pokazywać różne rzeczy, osoby i je opisywać. Wiele dzieci, chętnie zwraca uwagę na to, o czym opowiadają im rodzice. Często w poradniach dziecięcych są rysunki lub obrazki. Warto pokazać je dziecku. Jeśli potrafi już mówić można zadawać mu pytania. Co widzisz? Pokaż gdzie jest kaczuszka? Jaki kolor ma ten domek? Wspólna wymiana zdań nie tylko rozwija słownictwo ale też buduje więź.

    Ze starszym dzieckiem można pobawić się w „Moim bystrym oczkiem widzę”. Wybierasz jakąś rzecz lub osobę, a dziecko zadaje pytania, na które możesz odpowiedzieć TAK/ NIE. Aż zgadnie. Następnie zamieniacie się rolami.

    Planuj oczekiwanie – zabierz coś z sobą

    Ulubiona zabawka lub książeczka zawsze umili czas oczekiwania. Weź kilka aby co chwilę można było je zmieniać. Jeśli w czasie oczekiwania wypada czas drzemki zastanów się jak możesz to dziecku ułatwić. Może ulubiony kocyk, poduszeczka?

    Dla starszaka można przygotować książeczkę z obrazkami lub zagadkami, może jakąś kolorowankę. Jest też wiele gier w wersji kieszonkowej, w które możecie zagrać.

    Starszemu dziecku zaproponuj aby wzięło ze sobą coś co ma niedokończone (może pracę domową), książkę lub zagadki logiczne (takie drewniane).

    Korzystaj z wyobraźni i gier z dzieciństwa

    Papier, nożyce, kamień? W prawej czy w lewej ręce? Zabawy paluszkowe? To tylko kilka propozycji zabaw, które z pewnością znasz. Tylko trzeba je sobie przypomnieć 😉 Budują wieź z dzieckiem i sprawiają, że czas oczekiwania staje się przyjemny.

    To od nas zależy czy oczekiwanie w kolejce u lekarza będzie uciążliwe dla nas i dla naszych dzieci. Może to być czas „przebyty” lub „przeżyty”, możemy go zmarnować lub wykorzystać do budowania naszych relacji. Wybór zależy od nas.

  • Jajko czyli wiersz o rodzicielstwie

    Z Marianką codziennie czytamy wierszyki i kiedy po raz pierwszy jako mama przeczytałam „Jajko” Jana Brzechwy po prostu nie mogłam uwierzyć. Przecież to opis rodzicielstwa. Opisuje wszystkie strachy rodziców. Wszystko czego się boją i jakich rad udzielają swemu dziecku zawarte w prostym wierszyku. Prośby o uważność, ostrzeżenia, każde potknięcie dziecka, którego przecież chcieliśmy uniknąć. My znamy świat, a dzieci jeszcze nie. A jednak ostatecznie to właśnie dzieci podejmują decyzje dotyczące ich życia i nic na to nie poradzimy. Jedynie co możemy zrobić, to wyposażyć nasze pociechy w wartości, emocje i przeżycia, które ułatwią im podejmowanie decyzji.

    Tyle wszystkiego w prostym wierszyku… A jednak, trafione w punkt 😉

    Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury.

    Kura wychodzi ze skóry.

    Prosi, błaga, namawia: „Bądź głupsze!”

    Lecz co można poradzić, kiedy ktoś się uprze?

    Kura martwi się bardzo i nad jajkiem gdacze,

    A ono powiada, że jest kacze.

    Kura prosi serdecznie i szczerze:

    Nie trzęś się, bo będziesz nieświeże”.

    A ono właśnie się trzęsie

    I mówi, że jest gęsie.

    Kura do niego zwraca się z nauką,

    Że jajka łatwo się tłuką,

    A ono opowiada, że to bajka,

    Bo w wapnie trzyma się jajka.

    Kura czule namawia: „Chodź, to cię wysiedzę”.

    A ono ucieka za miedzę,

    Kładzie się na grządkę pustą

    I oświadcza, że będzie kapustą.

    Kura powiada: „Nie chodź na ulicę,

    Bo zrobią z ciebie jajecznicę”.

    A jajko na to najbezczelniej:

    Na ulicy nie ma patelni”.

    Kura mówi:

    Ostrożnie! To gorąca woda!”

    A jajko na to:

    Zimna woda! Szkoda!”

    Wskoczyło do ukropu z mina bardzo hardą

    I ugotowało się na twardo

  • Kiedy sowy mają dzieci

    Jestem SOWĄ. Nie wiem czy od zawsze, ale z pewnością odkąd pamiętam. Mój żywioł o noc. Wtedy najlepiej mi się myśli, pracuje, tworzy. Ranek to jakaś katastrofa. Jako studentka całymi nocami zaczytywałam się książkami lub od czasu do czasu przygotowywałam się do kolokwium czy egzaminu 😉 Tata krzyczał, że nie tylko wzrok marnuję (tu chyba miał rację), ale prąd zużywam. Teraz też sprzątam czy prasuję wieczorem, a rano… Wstawanie na szóstą do pracy było koszmarem. A jak miałam jeszcze dojechać do miejscowości oddalonej o 25 km 🙁 Ale wstawałam. Praca jako zobowiązanie było jedynym motywatorem do zwleczenia się z łóżka. A i tak kilka razy w ciągu 9 lat zdarzyło mi się zaspać.

    Aż tu nagle… pojawiła się w naszym życiu mała istotka o imieniu Marianka <3 Przez pierwsze 4 miesiące kiedy była w szpitalu musiałam wstać do 9:30 (oczywiście w nocy ze dwa razy na ściąganie pokarmu) aby użyć laktatora, zjeść, umyć się i wyjść do szpitala na 11:15. Nie było źle. Zresztą kiedy wróciliśmy z Manią do domu też w sumie dużo spała. Nawet teraz kiedy ma roczek nie bardzo mam na co narzekać, bo śpi nieźle. Ale Ci z Was, którzy mają dzieci wiedzą, że z nimi to różnie bywa. A budzą się przeważnie około szóstej, bo są głodne. Dla mnie to środek nocy, a Marianka właśnie wtedy zaczyna dzień. Jak większość dzieci jest SŁOWIKIEM.

    Miałam dwa wyjścia. Być idealną mamą i zrywać się ledwo widząc na oczy… albo dojść z Manią do jakiegoś kompromisu. Ponieważ daleko mi do ideału jakoś tak wyszło, że znalazłyśmy z Marianką złoty środek, z którego chyba obydwie jesteśmy zadowolone. A przynajmniej na to wygląda.

    Jak to wygląda? Mamy swój rytuał (a wiecie, że jestem fanką schematów i rytuałów, które porządkują dziecięcy świat i dają poczucie bezpieczeństwa). Marianka je rano mleko zagęszczone kleikiem i kaszką ok. 6:00 – 6:30. Jeśli się za bardzo nie rozbudzi (trzymam codziennie kciuki) to wraca do swego łóżeczka, a ja jeszcze mogę się spokojnie zdrzemnąć. Jeśli jednak oczka już są otwarte to zapraszam Manię do naszego łóżka. Tam prze około 40 min. gaworzy sobie, zaczepia nas (zapomniałam wspomnieć, że mąż jest też typową SOWĄ), turla się. Około godziny 7:30 przytula się do mnie lub do męża (jeśli nie jest akurat w pracy) i przysypia na drzemkę do godz. 8:20. I choć jest to najmniej wygodna na świecie pozycja do spania uwielbiam ten moment. Marianka jest taka cieplutka i taka moja <3 A jak już się obudzi to nie jest już taka głęboka noc i jestem się w stanie ruszyć 😉

    Czy zawsze się to nam sprawdza? Oczywiście nie. Tak jak każde dziecko Mania ma lepsze i gorsze dni. Ostatnio parę nocy budziła się o 2 czy 3 na zabawę i zasypiała po dwóch godzinach. Oczy na zapałki i cierpliwość na skraju wyczerpania. Ale z dziećmi to norma. Ważne, że na co dzień udaje się nam pogodzić potrzeby Mani i nasze. Bo jeśli nawet wstałabym o tej szóstej, to jestem pewna, że mało zabawna byłaby ze mnie mama. Wiem próbowałam, tylko nikomu nie mówcie 😉

    Jeśli też jesteś SOWĄ pamiętaj, że zawsze masz dwa wyjścia. A wyspany, no może przesadzam, trochę wyspany rodzic jest lepszy niż taki, który zamiast bawić się z dzieckiem marzy tylko o poduszce 🙂

  • Wartości jak to łatwo powiedzieć

    Kiedy na świat przychodzi mały człowiek jest jak biała, niezapisana kartka. No może nie do końca, bo ma już jakąś fakturę – cechy charakteru, dziedziczne, ale nadal jest wiele do zapisania w jego księdze. W śród wielu rzeczy, które pojawią się na tych białych kartkach znajdzie się z czasem system wartości, którym ten jeszcze mały człowiek, będzie się w życiu kierował.

    Wartości są niezmiernie ważnym tematem dla mnie. Swego czasu dużo o nich czytałam, rozmawiałam, myślałam, prowadziłam zajęcia i pisałam. Wartości to coś czego człowiek uczy się w międzyczasie, obserwując i poznając świat. I choć nie wiem jakbyśmy się starali inaczej jak przez pośredniość nie przekażemy naszym dzieciom wartości, które są dla nas ważne. Oczywiście, że należy już z najmłodszymi dziećmi rozmawiać na te tematy, ale nic to nie da jeśli będziemy mówili jedno a robili drugie. Dziecko zawsze lepiej przyswoi to co widzi niż słyszy. Jeśli mówimy dziecku, że rodzina jest najważniejsza a większość czasu spędzamy w pracy to dziecko nie zrozumie, że jest to dla dobra tej rodziny. Bo będzie czuło, że jak coś jest ważne to poświęca się mu czas. Jeśli będziemy mówili o miłości, a dziecko co chwila będzie słyszało kłótnie rodziców to też nie uwierzy. Bo już maluszek uczy się przez naśladownictwo.

    Im mniejsze dziecko tym łatwiej przekazać mu nasz system wartości, ale z czasem będzie coraz trudniej. Pojawią się koledzy, szkoła, znajomi, media, rożne organizacje. Wszyscy będą Go bombardować informacjami często sprzecznymi. W wieku około 13 lat często dzieci, a właściwie już nastolatki, zaczynają się buntować przeciwko wartościom jakie przekazali im rodzice. Jedne będą to robiły szumnie, z przytupem, inne w zaciszu pokoju, z pamiętnikiem od poduszką. Jak im pomóc aby się nie zagubiły? Nadal żyć według wyznawanych wartości, być obok i pokazać, że mogą na nas liczyć. Nie udowadniać, że tylko my mamy rację. Bo to tylko powoduje większy dystans. Najzwyczajniej w świecie pokazać, że nasze wartości mają sens.

    W wieku około 16 – 18 lat nastolatki mają już jako tako ustabilizowany system wartości. Często jest on trochę sprzeczny z tym czego my ich nauczyliśmy, ale nie ma co panikować. To nie koniec. Nasza postawa i życie to najlepsza reklama naszych wartości. Przyjdzie moment kiedy zaczną się usamodzielniać i jeśli fundament, który od nas trzymali był silny, a nasze życie z nim zgodne… Zresztą to chyba sami wiecie jak często po czasie przyznajemy rację naszym rodzicom i jak chętnie wracamy do tego co było dla nas ważne u zarania naszego życia.

    Ja już dziś myślę o tym jakie wartości są dla mnie najważniejsze i jakie chciałabym przekazać Mariance. I choć będzie miała dopiero roczek wierzę, że już pierwsze wyrazy na Jej białych kartkach zapisują się. A później… wytrwałość i życie zgodnie z wyznawanymi przeze mnie wartościami – to powinno pomóc Mani w stworzeniu własnego systemu wartości 🙂

  • A gdyby tak rzucić wszystko i uciec w Bieszczady ?

    Założę się, że masz takie dni. No nie mów, że nie. Nie ważne czy jesteś mamą czy tatą. Z pewnością co jakiś czas zdarza się taki dzień, że chciałabyś uciec w przysłowiowe „Bieszczady”. Po prostu każdy tak ma.

    Czy ta chęć ucieczki ma coś wspólnego z naszą miłością do dzieci? Nic a nic. Czasami jesteśmy najzwyczajniej w świecie zmęczeni. A nie zmienia to faktu, że kochamy nadal nasze dzieci nad życie. To, że pisząc ten tekstu muszę kilka razy wstawać od komputera, bo Mariance wypadł smoczek w czasie snu jest irytujące ale nie przestanę Jej kochać tylko dlatego. To, że czasami mamy ochotę rzucić wszystko, trzasnąć drzwiami i wyjść nie oglądając się za siebie nie sprawia, że jesteśmy gorszymi rodzicami. Wręcz przeciwnie sprawia, że jesteśmy bardziej ludzcy. A jeśli, któryś z rodziców twierdzi, że nie ma takich chwil to najzwyczajniej w świecie oszukują innych lub siebie.

    Jak sobie poradzić w takich chwilach aby rzeczywiście nie wsiąść w pierwszy pociąg w kierunku Bieszczad? Jest na to kilka sposobów. Pierwszy to dystans do siebie i świata. Dziś jest to d… ale jutro będzie lepiej. Dziś masz wszystkiego dosyć ale wiesz, że jak twoje dziecko przyjdzie i się przytuli wszystko co złe odejdzie. Zrób kilka głębokich oddechów i przeczekaj.

    Innym sposobem jest hobby. Małe, duże, średnie… ważne, żeby twoje. Może być takie, które było ważne zanim pojawiły się dzieci. A może takie zupełnie nowe. Coś co pozwoli oderwać się na chwilę lub dłużej. Coś co pozwoli nam myśleć i czuć, że jesteśmy kimś więcej niż tylko rodzicami.

    Można też umówić się z partnerem, że jak przyjdzie taki „bieszczadzki” dzień to dostaniesz wolne. Na kilka godzin. Na spotkanie ze znajomymi, wyjście na spacer, na basen, na kawę i ciastka. Ale jeśli to on będzie potrzebował tego to twój partner dostanie „wychodne”.

    Jeśli troszkę pomyślisz to znajdziesz swój sposób na chwilę odetchnienia. Czy to w wannie czy podczas biegu przełajowego. Tylko trochę się wysil. Bo ten sposób jest w tobie.

    A w Bieszczady wybierzcie się cała rodziną. Są cudne o każdej porze roku… i można tam naprawdę odpocząć 🙂

  • Jeśli ja dałam radę to i ty dasz

    Wielu ludzi dziwiło się dlaczego po urodzeniu Marianki zaczęłam wszystko co przeżywałam opisywać na blogu. Niektórzy widzieli w tym tanią sensację. Ale wielu mnie zrozumiało i dostrzegło COŚ więcej.

    Tak naprawdę to nie myślałam dużo o tym po prostu zaczęłam pisać. W głowie miałam mętlik, nie wiedziałam co się dzieje z moim życiem. A kiedy w głowie jest bałagan trzeba go posprzątać. A moim sposobem na to zawsze było pisanie. Kiedyś krótkich opowiadań inspirowanych moim życiem i marzeniami, a później wierszy (oczywiście o niespełnionej miłości). Aż w końcu odkryłam formułę bloga. Gdzie mogę pisać do Was bezpośrednio.

    Kiedy tak porządkowałam swój bałagan okazało się, że w każdym momencie szukam pozytywów w tym wszystkim co nas spotkało. Nie zdawałam sobie z tego sprawy pisząc. Dopiero kiedy kilka osób z rzędu powiedziało, że podziwia moją pozytywność sama też zaczęłam to dostrzegać. Poczułam, że jeśli z każdej trudnej sytuacji będę szukała dobrych stron to będzie mi łatwiej. Chciałam pokazać innym rodzicom, że nie piszę aby się użalać, ale aby po prostu powiedzieć jak jest. Zapragnęłam pokazać, że zawsze można szukać choćby małych promieni słońca w najgorszą burzę. Próbowałam pokazać, że skoro ja daję radę w dość trudnej sytuacji, to może nie ma takiej w której rodzic sobie nie poradzi. Skoro ja potrafię dostrzec ten promyk słońca to i Ty możesz. Czy mi to wyszło? Nie wiem. To musicie ocenić sami.

    Ktoś może powiedzieć, że mędrkuje, ale ja po prostu piszę co czuję, co wiem i jak postępuję. Wierzę, że rodzicielstwo daje siłę, zmienia świat i spojrzenie na niego. Pozwala znieść więcej niż można sobie wyobrazić i kiedykolwiek o tym pomyśleć. Pozwala znaleźć w sobie niezmierzone pokłady miłości i wiary.

    Jeśli ja dała sobie radę z przedwczesnym porodem i walką o życie mojej córeczki. Jeśli znalazłam w sobie siłę przez ponad 4 miesiące codziennie chodzić do szpitala, a właściwie wychodzić z niego bez Marianki. Jeśli tylko raz załamałam się i na głos powiedziałam, że się boję, że Mania nie przeżyje. Jeśli moje małżeństwo wzmocniło się przez tą traumę. Jeśli moja wieź z Marianką jest bardzo silna pomimo codziennej rozłąki… to czy Ty nie poradzisz sobie z problemami codziennymi rodzica? Czy nie zechcesz spróbować zawalczyć i dać sobie szansę na pozytywne myślenie?

    Wiem, że czasami jest bardzo ciężko. Wtedy zapraszam… przeczytaj jeden z moich tekstów, z czasów kiedy walczyliśmy o Mariankę. I czerp siłę i myśl pozytywnie. Bo zawsze warto walczyć i szukać promyków słońca nawet podczas burzy.