Kategoria: Przeczytaj

  • Obowiązek małżeński rodziców

    Jesteśmy tylko we dwoje. Mamy czas dla siebie. Nie ważne czy jesteśmy małżeństwem czy nie. Jeżeli jesteśmy razem z pewnością dobraliśmy się również pod względem intymności i potrzeb seksualnych (przynajmniej fajnie by było). Aż tu nagle pojawia się ktoś trzeci. Mały, absorbujący berbeć, który wywraca wszystko do góry nogami. A to co jeszcze do niedawna było przyjemnością, może rzeczywiście stać się „obowiązkiem”. A pisze o tym dlatego, że brak lub zaburzona relacja intymna ma ogromny wpływ nie tylko na nasz związek ale też na bycie rodzicem.

    Zacznijmy od tego, że ktoś kto nazwał sferę intymną – seksualną „obowiązkiem małżeńskim” zrobił nam wielką krzywdę. Oczywiście nazwa ta wywodzi się z czasów, kiedy ludzie wiązali się ze sobą nie z miłości a z rozsądku i „obowiązek” musiał być spełniony aby przedłużyć nazwisko. Jednak dziś wiele osób nadal traktuje tę sferę życia po narodzinach dzieci jak obowiązek i to nie bardzo przyjemny. Dzieje się tak z kilku przyczyn. Spójrzmy na tę kwestię z dwóch punktów widzenia.

    Kobieta

    Zaraz po porodzie jest bardzo zaabsorbowana dzieckiem i może być najzwyczajniej w świecie zmęczona. Ale też często unika zbliżeń ponieważ nie akceptuje zmian w swoim ciele, które zostały jej po ciąży. Może to się zmienić po powrocie do dawnej sylwetki, ale często tak nie jest. Bywa też tak, że jest tak bardzo zaabsorbowana dzieckiem, że „zapomina” o mężu/ partnerze. Jeszcze inną sytuację mają kobiety, które miały trudny poród i mogą czuć opory przed zbliżenie, ponieważ boją się kolejnej ciąży. Najtrudniejszą sytuację mają chyba jednak panie, które urodziły przedwcześnie, poroniły lub ich dziecko zmarło. Często czują się winne i nie zasługujące na bliskość i przyjemność (a to właśnie paradoksalnie bliskość z partnerem często jest w stanie ukoić ich ból i pomóc wrócić do równowagi).

    Mężczyzna

    Tu brak chęci na seks bywa znacznie rzadszą przypadłością. Jednak może się również pojawić. Kiedy? Jeśli mężczyzna był przy porodzie i skupiał się na „wyjściu” dziecka i na, że tak powiem „dolnych” rejonach ciała, to może później nie czuć pociągu do matki swego dziecka. Bo przestaje ją postrzegać jako partnerkę. Mężczyźni mogą mieć też obawy w momencie kiedy kobiet karmią piersią. Ich „ulubione zabawki” są teraz przeznaczone do czego innego i mogą również stracić na chęciach do współżycia.

    Wyjście

    Tylko jedno i zawsze takie same… ROZMOWA. Szczera, bez obrażania się i bez obaw. To jedyny sposób na budowanie relacji małżeńskich/ partnerskich w takich sytuacjach. Podczas takiej rozmowy może okazać się, że dodatkowe zaokrąglenia w okolicy bioder bardziej podniecają mężczyznę niż ich dotychczasowy brak. Można dowiedzieć się, że kobieta to nie tylko piersi i są inne sposoby na to aby sprawić jej przyjemność. A nawet, może się okazać, że jeśli do tej pory lubiliśmy „długie sesje” to teraz będą nam odpowiadały „szybkie numerki” – bo zmęczenie robi swoje.

    Najgorsze to zostać, ze swoimi obawami i wyobrażeniami, samemu. Bo to pierwszy krok do rozpadu związku.

    Rodzice

    Miałam to szczęście, że byliśmy z mężem na wspaniałym kursie przedmałżeńskim (wiem trudno uwierzyć). Większość zajęć prowadzili świeccy, osoby które w danym temacie miały duże doświadczenie, były specjalistami. Jednym z przesłań tego kursu było to, że mamy być dla siebie najważniejsi. Bo dzieci pokochamy miłością bezgraniczną i bezwarunkową, ale one odejdą, dorosną. A my wybraliśmy siebie i mamy wybierać siebie codziennie. Bo MY zostaniemy razem nawet jak dzieci dorosną i się wyprowadzą.

    Dlatego bliskość, w jej wszystkich wymiarach jest tak bardzo ważna w każdym ze związków. Dlatego aby rodzina trwała, rodzice nie mogą ograniczyć się tylko do „obowiązku”. Współżycie jest jedną z najbardziej intymnych sytuacji w związku i wzmacnia go. Jej brak – z pewnością pomału oddala.

    Dzieci

    Jeśli rodzice będą ze sobą blisko we wszystkich aspektach życia, będzie to również wpływało pozytywnie na ich relacje z dziećmi. Bo szczęśliwy małżonek/ partner ma szansę być szczęśliwym rodzicem. A taki, który jest nieszczęśliwy w swoim związku – będzie te negatywne emocje przekazywał w najróżniejszy sposób na swoją relację z dzieckiem.

    Chęci

    Jeśli są chęci zawsze znajdzie się sposób. Nie będę Wam pisała jak, gdzie i kiedy się kochać, tylko powiem krótko – kochajmy się zawsze i mimo wszystko 🙂

  • Relacje, więzi i inne trudne słowa

    Rodzice często pytają jak stworzyć wieź z dzieckiem, jak zadbać o relację aby w przyszłości nie mieć problemów z nastolatkiem. Albo jak to wszystko naprawić kiedy już się zepsuło. No i czy mogłabym o tym wszystkim napisać?

    Oczywiście, że bym mogła i robię to kilka razy w tygodniu. Większość moich tekstów, niezależnie od tematu, bazuje właśnie na tworzeniu relacji i wzmacnianiu więzi. Bo to nie jest tak, że można sobie w kalendarz wpisać od 7.45 do 8.15 tworze więzi. Oczywiście można tak zaplanować coś specjalnego, coś co wpłynie na nasze relacje z dziećmi, ale tak naprawdę, to codzienne sytuacje kreują naszą więź. To co dzieje się w ciągu dnia codziennie to jest właśnie relacja. A jaka ona będzie, zależy bardzo dużo od naszej świadomości, od tego co sobie postanowimy, jak postępujemy i czego chcemy.

    Budowanie więzi między rodzicami a dzieckiem zaczyna się w chwili kiedy dowiadujecie się, że ktoś nowy pojawi się w waszym życiu. To nastawienie i emocje, które towarzyszą ciąży już rzutują poniekąd na relacje w przyszłości. Bo ten kontakt tak jak wszystko „powstaje dwa razy, najpierw w głowie, a potem w rzeczywistości” (jak mówi mój zaprzyjaźniony trener, coach i mówca Lechosław Chalecki). Jeśli my jesteśmy negatywnie do kogoś nastawienie to, on z pewnością w którymś momencie to wyczuje i szansa na pozytywne relacja jest niewielka. Tak jest też z dzieckiem. Jeżeli w naszej głowie nie ma pozytywnego obrazu więzi i relacji z nim, ono to wyczuje i bardzo trudno będzie nam to wszystko stworzyć w realu.

    A dlaczego nasze nastawienie w głowie może być negatywne? Z bardzo wielu przyczyn. Od nieplanowanej ciąży, przez problemy z partnerem, po strach i obawy czy damy radę. Każdy dzień po narodzinach dziecka też wpływa na nasze przyszłe relacje. Być może pamiętacie mój wpis „Szanuj potomka swego”, gdzie pisałam o budowaniu autorytetu i szacunku. Tak jest z każdym aspektem naszych relacji. Jeżeli my mamy pozytywny ich obraz i chęci to już połowa sukcesu.

    A jak jest ciężko? Bo wiadomo, że bywa bardzo ciężko i nie ważne czy dziecko jest małe czy duże. Trzeba zachować dystans. Zatrzymać się na chwilę. Ja tak robię. Kiedy w nocy po raz „setny” wstaję do Marianki i już padam na twarz i gdzieś nerw chce wyskoczyć. Mówię sobie „Sylwia, to Ty jesteś dorosła. Ona nie robi tego specjalnie, jest dzieckiem. Twoje nerwy nic nie dadzą, a jeszcze Mania bardziej się rozbudzi. Odpuść” i jest lżej… choć muszę przyznać, że nie raz uroniłam łzę… z bezsilności. Ale to właśnie świadomość relacji jaką mam z córką i jaką chcę mieć w przyszłości sprawia, że stojąc nad łóżeczkiem jakoś daję radę.

    A jeśli jednak coś nam nie wyjdzie, zawalimy? To wszystko da się naprawić. Tylko trzeba chęci i determinacji. Bo dzieci nas kochają, wiedzą że czasem nawalamy i trzeba naprawdę się postarać aby to zepsuć. O ile oczywiście fundamenty naszych relacji były mocne. Czasem się wydaje, zwłaszcza rodzicom nastolatków, że tego już się nie da odbudować. Ale to jest tak jak z wartościami, o których niedawno pisałam. Trzeba czasu i cierpliwości, no i oczywiście chęci.

    Chciałabym bardzo abyście czytając moje teksty szukali podpowiedzi jak w danej sytuacji wzmacniać waszą relację z dziećmi. Bo staram się właśnie takie wskazówki zawsze umieszczać. Ja twierdzę, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach da się pracować nad więzią. Skoro ja potrafiłam stworzyć silną wieź z Marianką, pomimo że przez pierwsze 2,5 miesiąca widziałyśmy się 5 godzin dziennie, a przez kolejne 1,5 miesiąca 7 godzin dziennie. To znaczy, ze każdy może. Tylko trzeba chcieć i być świadomym, że to codzienność buduje relacje, a niecodzienność wzmacnia. Powodzenia!

  • Książka i coś jeszcze

    Zostałam ostatnio poproszona o napisanie o książkach, które pomagają rodzicom w trudnych sytuacjach. Wprowadzają dzieci w tematy, o których można porozmawiać. Takich książek jest bardzo wiele. Przytoczę te, z których przez wiele lat wykorzystywałam w pracy z dziećmi. Część z nich nadal można kupić w księgarniach zarówno stacjonarnych jak i internetowych czy u wydawców. A część z pewnością dostaniecie na rynku wtórnym (antykwariaty, allegro, olx, czy grupy sprzedażowe na facebook).

    Cześć z tych propozycji, to krótkie lub dłuższe opowiadania z ilustracjami, a niektóre zawierają zbiór opowiadań na dany temat. Nie znajdziecie tu opisu poszczególnych pozycji 1) jest ich bardzo dużo 2) większość tytułów mówi sama za siebie. Nie będę pisała o bajkach terapeutycznych. Ale chętnie przygotują oddzielny materiał jeśli będziecie zainteresowani. Nie będę również pisała o moim ulubionym autorze Grzegorzu Kasdepke i jego książkach o uczuciach, emocjach i innych sprawach. Możecie to przeczytać na naszym Instagramie.

    Kolejność przypadkowa. A więc zaczynamy!

    Wielkie problemy małych ludzi – to seria wydawnictwa Jedność dla dzieci

    To książeczki ok. 32 stronicowe o wymiarach A4, bogato ilustrowane dotykające problemów dzieci w wieku przedszkolnym i szkolny. To trochę dłuższe opowiadania, które dzieci chętnie słuchają i o nich rozmawiają, ponieważ mogą się identyfikować z problemami bohaterów. Autorzy poszczególnych pozycji to różne osoby, ale całość jest przygotowana w jednym kierunku. W serii znajdziecie m.in.:

    * Szkoła jest naprawdę super! Karolinka idzie pierwszy raz do szkoły * Naucz się dobrych manier * Dzielna Emilka (zakwalifikowana również do serii „Stop przemocy”) * Teraz twoja kolej! Opowiadanie o przemocy w szkole („Stop przemocy”) * Już nie chcę całusów! Kasia uczy się mówić NIE * Małgosia i niecodzienne porządki * Filip – mały wiercipięta * Małgosia i kłótnia w przedszkolu * Kasia i Tomek uczą się dzielić * Jestem już duży. Emil i Emilka idą do szkoły * Kapryśny aniołek. Paweł przestaje się złościć

    Kajtuś – seria wydawnictwa REA

    To krótkie opowiadania, których bohaterem jest sympatyczny Kajtuś (w wersji również telewizyjnej). Kwadratowe książeczki mają ok. 24 stron oraz duże kolorowe obrazki, które spodobają się z pewnością mniejszym dzieciom. To właśnie dla nich są przeznaczone te książeczki. Możecie znaleźć serię „Czas na zabawę” z plakatami (kalendarz, gra, itp.), m.in.:

    * Kajtuś opiekuje się Rózią *Gdzie jest Gilbert? *Moi przyjaciele z przedszkola

    oraz „Klub przedszkolaka”, a w nim m.in.”

    * Kajtuś rozmawia przez telefon * Moje przedstawienie * Wymyślony przyjaciel * Badacz dżungli * Co to za dziwne odgłosy * Parada cyrkowa * Przebieranki z tatą * Na łyżwach * Zaginiona skarpetka * Szkolny autobus

    Kamyczek – seria wydawnictwa REA

    Bardzo podobna seria do Kajtusia. Tu znajdziecie m.in.:

    * Przedszkole * Dobrych snów * Wilk * Ostrożnie! * Wyprawa na zakupy * Opiekunka

    Seria z plastelinkiem – wydawnictwo WSiP

    To seria 6 książeczek o problemach dzieci w wieku przedszkolny, Zostały przygotowane z myślą o wsparciu jednego z pakietów edukacyjnych ale wiem, ze można nabyć je też osobno. 32 strony kolorowych ilustracji i tekstu, który zachęca do dyskusji. W serii znajdziecie:

    * Każdy jest inny * Woja o biały fartuch * Po co na świecie są brzydkie słowa? * Dziwna staruszka * Co jest najważniejsze w kłótni? * Rodzeństwo starsze i młodsze

    Bezpieczny świat – kolejna seria wydawnictwa REA

    12 stronicowe książeczki zawierają kolorowe ilustracje i rymowane historie o kotach dotyczące bezpieczeństwa. Są bardzo ciepło odbierane przez dzieci. Na wewnętrznych stronach okładek są zadania do wykonania związane z tematem. W serii znajdziecie m.in.:

    * Tableteczki * Wycieczka * Zapałka * Na górkę * Nieznajomy * Sam w domu * Przez ulicę * Prąd

    Z supełkiem – seria wydawnictwa Skrzat

    Ostatnio odkryta przeze mnie seria. To niewielkie książeczki poruszające bardzo ważne tematy. Pozwalają dzieciom zmierzyć się z problemami, a dorosłym zrozumieć świat dziecka. W serii ukazały się m.in.

    * Adaś i miś (o dziecięcej samotności) * Kuba sam w domu * Loczek, czyli sposób na Zuzię (o gniewie) * Nowy przyjaciel króla Jędrusia (o dziecięcej przyjaźni) * Ósmy Cud Świata króla Jędrusia (o sile rozumu) * Sen Maciusia (o uszczęśliwianiu wszystkich na siłę) * Pierścionek (o poszukiwaniu akceptacji) * Spotkanie Kacperka (o wyobraźni) * Mamusia i krokodyl Kamilka (o sile wyobraźni)

    Opowieści dla dziecięcej duszy – wydawnictwo Jedność

    Seria książek przeznaczonych do czytania a nie oglądania. Wydane są w twardej okładce i skierowane do dzieci w różnym wieku. Każda zawiera kilka działów dotyczących konkretnego tematu. W każdym z nich znajdziecie kilka, kilkanaście opowiadań. Nie czytajcie dzieciom wszystkich „jak leci”, wybierzcie te, które są adekwatne do sytuacji, o której chcecie porozmawiać. Zachęcam jednak abyście sami dla siebie przeczytali książki w całości. I choć 120 – 130 stron może kogoś przerazić, to zapewniam, że warto. W serii znajdziecie m.in.:

    * Opowieści o przyjaźni * Opowieści przeciwko lękom * Klucz w małej ręce. Podróż do krainy fantazji, opowiadania i ćwiczenia wyobraźni * Nowe korzenie dla małych ludzi. O rozstaniach i nowych początkach * Opowieści dla duszy dziecięcej * I nagle zrobiło się cicho. Opowiadania o śmierci i pożegnaniach

    To tylko nieliczne z książek, które mogą Wam pomóc przy bardziej i mniej trudnych tematach. Jest jeszcze oczywiście Franklin, którego też gorąco polecam. Sami z pewnością też macie sprawdzone serie, które Wam pomagają. Piszcie, jeśli nie znam, chętnie poznam.

    Co jakiś czas piszę również o wartościowych książkach dla dzieci na Instagramie – zapraszam na nasz profil. Mam nadzieję, że Was zakonspirowałam i pokazałam różne możliwości 🙂 Zapraszam do wspólnej lektury!

  • W kolejce dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz

    Od kiedy wyszliśmy z Marianką ze szpitala w maju odwiedzamy lekarzy nawet kilkanaście razy w miesiącu. A u wielu z nich nadal nie można umówić się na konkretną godzinę, albo trzeba czekać pomimo wszystko. Czasami to trwa kilkanaście minut, a innym razem nawet dwie godziny. W czasie tych oczekiwań można zauważyć jedno… Dla dzieci to męczące, ale przede wszystkim nudne. I każdy rodzic, któremu choć raz przyszło czekać u lekarza to potwierdzi. A jak dziecko się nudzi, to zaczyna marudzić – wiadomo.

    Zauważyłam, że wielu rodziców ma swoje sprawdzone sposoby na czekanie… to komórka/ tablet…. i to niezależnie od wieku dziecka. Widziałam nieraz 1 – 1,5 roczne dzieci wpatrzone przez 40 minut w malutki ekranik. Nie będę się wypowiadała o wpływie takiej „zabawy” na rozwój dziecka, bo już bardzo wiele o tym pisano. Nie chcę też krytykować rodziców, którzy decydują się na takie rozwiązanie. To ich decyzja i mam nadzieję, że świadoma. Jednak dla rodziców, którzy nie chcą tak właśnie „zabijać czasu” w kolejce lub nie mają pomysłów mam kilka propozycji.

    Korzystaj z tego co jest wokół

    Maluszkowi możesz pokazywać różne rzeczy, osoby i je opisywać. Wiele dzieci, chętnie zwraca uwagę na to, o czym opowiadają im rodzice. Często w poradniach dziecięcych są rysunki lub obrazki. Warto pokazać je dziecku. Jeśli potrafi już mówić można zadawać mu pytania. Co widzisz? Pokaż gdzie jest kaczuszka? Jaki kolor ma ten domek? Wspólna wymiana zdań nie tylko rozwija słownictwo ale też buduje więź.

    Ze starszym dzieckiem można pobawić się w „Moim bystrym oczkiem widzę”. Wybierasz jakąś rzecz lub osobę, a dziecko zadaje pytania, na które możesz odpowiedzieć TAK/ NIE. Aż zgadnie. Następnie zamieniacie się rolami.

    Planuj oczekiwanie – zabierz coś z sobą

    Ulubiona zabawka lub książeczka zawsze umili czas oczekiwania. Weź kilka aby co chwilę można było je zmieniać. Jeśli w czasie oczekiwania wypada czas drzemki zastanów się jak możesz to dziecku ułatwić. Może ulubiony kocyk, poduszeczka?

    Dla starszaka można przygotować książeczkę z obrazkami lub zagadkami, może jakąś kolorowankę. Jest też wiele gier w wersji kieszonkowej, w które możecie zagrać.

    Starszemu dziecku zaproponuj aby wzięło ze sobą coś co ma niedokończone (może pracę domową), książkę lub zagadki logiczne (takie drewniane).

    Korzystaj z wyobraźni i gier z dzieciństwa

    Papier, nożyce, kamień? W prawej czy w lewej ręce? Zabawy paluszkowe? To tylko kilka propozycji zabaw, które z pewnością znasz. Tylko trzeba je sobie przypomnieć 😉 Budują wieź z dzieckiem i sprawiają, że czas oczekiwania staje się przyjemny.

    To od nas zależy czy oczekiwanie w kolejce u lekarza będzie uciążliwe dla nas i dla naszych dzieci. Może to być czas „przebyty” lub „przeżyty”, możemy go zmarnować lub wykorzystać do budowania naszych relacji. Wybór zależy od nas.

  • Jajko czyli wiersz o rodzicielstwie

    Z Marianką codziennie czytamy wierszyki i kiedy po raz pierwszy jako mama przeczytałam „Jajko” Jana Brzechwy po prostu nie mogłam uwierzyć. Przecież to opis rodzicielstwa. Opisuje wszystkie strachy rodziców. Wszystko czego się boją i jakich rad udzielają swemu dziecku zawarte w prostym wierszyku. Prośby o uważność, ostrzeżenia, każde potknięcie dziecka, którego przecież chcieliśmy uniknąć. My znamy świat, a dzieci jeszcze nie. A jednak ostatecznie to właśnie dzieci podejmują decyzje dotyczące ich życia i nic na to nie poradzimy. Jedynie co możemy zrobić, to wyposażyć nasze pociechy w wartości, emocje i przeżycia, które ułatwią im podejmowanie decyzji.

    Tyle wszystkiego w prostym wierszyku… A jednak, trafione w punkt 😉

    Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury.

    Kura wychodzi ze skóry.

    Prosi, błaga, namawia: „Bądź głupsze!”

    Lecz co można poradzić, kiedy ktoś się uprze?

    Kura martwi się bardzo i nad jajkiem gdacze,

    A ono powiada, że jest kacze.

    Kura prosi serdecznie i szczerze:

    Nie trzęś się, bo będziesz nieświeże”.

    A ono właśnie się trzęsie

    I mówi, że jest gęsie.

    Kura do niego zwraca się z nauką,

    Że jajka łatwo się tłuką,

    A ono opowiada, że to bajka,

    Bo w wapnie trzyma się jajka.

    Kura czule namawia: „Chodź, to cię wysiedzę”.

    A ono ucieka za miedzę,

    Kładzie się na grządkę pustą

    I oświadcza, że będzie kapustą.

    Kura powiada: „Nie chodź na ulicę,

    Bo zrobią z ciebie jajecznicę”.

    A jajko na to najbezczelniej:

    Na ulicy nie ma patelni”.

    Kura mówi:

    Ostrożnie! To gorąca woda!”

    A jajko na to:

    Zimna woda! Szkoda!”

    Wskoczyło do ukropu z mina bardzo hardą

    I ugotowało się na twardo

  • Wartości jak to łatwo powiedzieć

    Kiedy na świat przychodzi mały człowiek jest jak biała, niezapisana kartka. No może nie do końca, bo ma już jakąś fakturę – cechy charakteru, dziedziczne, ale nadal jest wiele do zapisania w jego księdze. W śród wielu rzeczy, które pojawią się na tych białych kartkach znajdzie się z czasem system wartości, którym ten jeszcze mały człowiek, będzie się w życiu kierował.

    Wartości są niezmiernie ważnym tematem dla mnie. Swego czasu dużo o nich czytałam, rozmawiałam, myślałam, prowadziłam zajęcia i pisałam. Wartości to coś czego człowiek uczy się w międzyczasie, obserwując i poznając świat. I choć nie wiem jakbyśmy się starali inaczej jak przez pośredniość nie przekażemy naszym dzieciom wartości, które są dla nas ważne. Oczywiście, że należy już z najmłodszymi dziećmi rozmawiać na te tematy, ale nic to nie da jeśli będziemy mówili jedno a robili drugie. Dziecko zawsze lepiej przyswoi to co widzi niż słyszy. Jeśli mówimy dziecku, że rodzina jest najważniejsza a większość czasu spędzamy w pracy to dziecko nie zrozumie, że jest to dla dobra tej rodziny. Bo będzie czuło, że jak coś jest ważne to poświęca się mu czas. Jeśli będziemy mówili o miłości, a dziecko co chwila będzie słyszało kłótnie rodziców to też nie uwierzy. Bo już maluszek uczy się przez naśladownictwo.

    Im mniejsze dziecko tym łatwiej przekazać mu nasz system wartości, ale z czasem będzie coraz trudniej. Pojawią się koledzy, szkoła, znajomi, media, rożne organizacje. Wszyscy będą Go bombardować informacjami często sprzecznymi. W wieku około 13 lat często dzieci, a właściwie już nastolatki, zaczynają się buntować przeciwko wartościom jakie przekazali im rodzice. Jedne będą to robiły szumnie, z przytupem, inne w zaciszu pokoju, z pamiętnikiem od poduszką. Jak im pomóc aby się nie zagubiły? Nadal żyć według wyznawanych wartości, być obok i pokazać, że mogą na nas liczyć. Nie udowadniać, że tylko my mamy rację. Bo to tylko powoduje większy dystans. Najzwyczajniej w świecie pokazać, że nasze wartości mają sens.

    W wieku około 16 – 18 lat nastolatki mają już jako tako ustabilizowany system wartości. Często jest on trochę sprzeczny z tym czego my ich nauczyliśmy, ale nie ma co panikować. To nie koniec. Nasza postawa i życie to najlepsza reklama naszych wartości. Przyjdzie moment kiedy zaczną się usamodzielniać i jeśli fundament, który od nas trzymali był silny, a nasze życie z nim zgodne… Zresztą to chyba sami wiecie jak często po czasie przyznajemy rację naszym rodzicom i jak chętnie wracamy do tego co było dla nas ważne u zarania naszego życia.

    Ja już dziś myślę o tym jakie wartości są dla mnie najważniejsze i jakie chciałabym przekazać Mariance. I choć będzie miała dopiero roczek wierzę, że już pierwsze wyrazy na Jej białych kartkach zapisują się. A później… wytrwałość i życie zgodnie z wyznawanymi przeze mnie wartościami – to powinno pomóc Mani w stworzeniu własnego systemu wartości 🙂

  • A gdyby tak rzucić wszystko i uciec w Bieszczady ?

    Założę się, że masz takie dni. No nie mów, że nie. Nie ważne czy jesteś mamą czy tatą. Z pewnością co jakiś czas zdarza się taki dzień, że chciałabyś uciec w przysłowiowe „Bieszczady”. Po prostu każdy tak ma.

    Czy ta chęć ucieczki ma coś wspólnego z naszą miłością do dzieci? Nic a nic. Czasami jesteśmy najzwyczajniej w świecie zmęczeni. A nie zmienia to faktu, że kochamy nadal nasze dzieci nad życie. To, że pisząc ten tekstu muszę kilka razy wstawać od komputera, bo Mariance wypadł smoczek w czasie snu jest irytujące ale nie przestanę Jej kochać tylko dlatego. To, że czasami mamy ochotę rzucić wszystko, trzasnąć drzwiami i wyjść nie oglądając się za siebie nie sprawia, że jesteśmy gorszymi rodzicami. Wręcz przeciwnie sprawia, że jesteśmy bardziej ludzcy. A jeśli, któryś z rodziców twierdzi, że nie ma takich chwil to najzwyczajniej w świecie oszukują innych lub siebie.

    Jak sobie poradzić w takich chwilach aby rzeczywiście nie wsiąść w pierwszy pociąg w kierunku Bieszczad? Jest na to kilka sposobów. Pierwszy to dystans do siebie i świata. Dziś jest to d… ale jutro będzie lepiej. Dziś masz wszystkiego dosyć ale wiesz, że jak twoje dziecko przyjdzie i się przytuli wszystko co złe odejdzie. Zrób kilka głębokich oddechów i przeczekaj.

    Innym sposobem jest hobby. Małe, duże, średnie… ważne, żeby twoje. Może być takie, które było ważne zanim pojawiły się dzieci. A może takie zupełnie nowe. Coś co pozwoli oderwać się na chwilę lub dłużej. Coś co pozwoli nam myśleć i czuć, że jesteśmy kimś więcej niż tylko rodzicami.

    Można też umówić się z partnerem, że jak przyjdzie taki „bieszczadzki” dzień to dostaniesz wolne. Na kilka godzin. Na spotkanie ze znajomymi, wyjście na spacer, na basen, na kawę i ciastka. Ale jeśli to on będzie potrzebował tego to twój partner dostanie „wychodne”.

    Jeśli troszkę pomyślisz to znajdziesz swój sposób na chwilę odetchnienia. Czy to w wannie czy podczas biegu przełajowego. Tylko trochę się wysil. Bo ten sposób jest w tobie.

    A w Bieszczady wybierzcie się cała rodziną. Są cudne o każdej porze roku… i można tam naprawdę odpocząć 🙂

  • Moje dziecko „nie chce”

    Ile razy spotkałam się z tym stwierdzeniem. Czy to w rozmowach bezpośrednich z rodzicami czy czytając dyskusje na forach i grupach rodzicielskich. Oczywiście zdanie to kończyło się różnie „Moje dziecko nie ce…” jeść, spać, rozbić siku na nocnik, sprzątać pokoju, słuchać mnie, założyć ciepłej kurtki, oddać smoczka i co tam jeszcze dusza zapragnie. Wiem, że takie sytuacje są trudne i frustrujące dla rodzica. Bo przecież chcemy dla naszego dziecka jak najlepiej, wiem czego potrzebuje i jak powinniśmy o nie zadbać. Rodzi się więc pytanie dlaczego dzieci „nie chcą” tego lub tamtego.

    Oczywiście pomijając przyczyny medyczne większość z tych problemów będzie miało z pewnością podobne podłoże, a z już na pewno metody rozwiązania tych trudnych sytuacji mogą być bardzo zbliżone.

    Rodzice, którzy wielokrotnie próbowali namówić swoje dzieci do zmiany zdania wiedzą, że nie jest to łatwe. A większość z nich twierdzi, że ich pociechy są uparte. I choć jest duże prawdopodobieństwo, że dzieci, które „nie chcą” mają silne charaktery to daleka byłabym od stwierdzenia, że upierają się dla samej przyjemności „stawania okoniem”. Zwłaszcza małe dzieci, nie są zdolne do takiego patrzenia na świat. Nie robią nam na złość, chcą jedynie nam coś zakomunikować. Tylko co?

    Ja widzę dwa kroki do rozwiązania problemu dziecko „nie chce”. Pierwszy dowiedzieć się dlaczego, drugi przekonać do naszej racji lub odpuścić.

    Dlaczego „nie chce”? Kiedy rozmawiają z rodzicami mającymi ten problem proponuje zapytać dziecko dlaczego czegoś „nie chce”, wszyscy rodzice stwierdzają, że przecież robili to sto razy. I ja im wierzę. Tylko pytanie brzmi: kiedy i jak o to pytali? Bo jeśli pytasz 100 razy w tej samej sytuacji i nie otrzymasz odpowiedzi, to 101 też się nie uda. Proponuję zawsze zmianę momentu rozmowy i scenerii. Bo jeśli dziecko nie chce jeść, a my z bezsilnością przy jedzeniu pytamy „dlaczego?” to na dwieście procent albo nic nam nie powie, albo będzie to coś na doczepnego. Kiedyś w przedszkolu miałam chłopca, który po ponad roku uczęszczania nadal w szatni płakał, a zaraz po wyjściu rodziców się rozweselał. Rodzice oczywiście dopytywali, dlaczego płacze, przecież wrócą, kochają, itp. Nigdy nic nie powiedział, tylko się wtulał mocniej i czasami czekał na coś słodkiego. Któregoś dnia już po wyjściu rodziców, kiedy się dobrze bawiliśmy zapytałam chłopca dlaczego płacze w szatni. Odpowiedź była prosta „Bo jak to przy mamie trochę nie popłakać”. Wydawało mu się, że mama tego od niego oczekuje i być może podświadomie tak było. W każdym razie otworzył się dopiero kiedy sytuacja rannego zostawania już była za nim, kiedy był swobodny i dobrze się czuł. I właśnie tak trzeba spróbować. Porozmawiać z dzieckiem nienachalnie, trochę mimochodem, w trakcie zabawy, kiedy dobrze się czuje. Może nawet czasami poza domem? Kiedy emocje są pozytywne i dobrze się razem czujemy. To daje możliwość swobody i większej otwartości. Ze starszym dzieckiem możemy wyjść coś zjeść, pokazać, że traktujemy je poważnie, szanujemy. Oczywiście problemu jest z tymi dziećmi, które jeszcze nie mówią, ale o tym później.

    Kiedy już wiemy dlaczego „nie chce” warto zastanawiać się co dalej z tym fantem zrobić. Mamy dwa wyjścia, albo próbować dziecko przekonać do naszych racji albo ustąpić. Czasami powód „nie chcenia” może wydać się nam tak banalny, że aż prosi się o zignorowanie. Jednak takie postępowanie tylko oddali nas od dziecka i pokaże, że nie szanujemy jego odczuć i przekonań. Czasami więc warto zastanowić się czy nie opuścić. Może ta sprawa nie jest dla nas tak ważna, a dla dziecka z kolei bardzo ważna. To pokaże nasz szacunek.

    Czasami może okazać się, że dziecko czego „nie chce” bo coś mu się wydaje. Że jest mniej kochana, że go zmuszamy, że nie jest jeszcze gotowe, że jest już gotowe na coś nowego, że nie ma prawa decydować o sobie. W takich sytuacjach dobra rozmowa powinna rozwiązać problemy. Nasze zapewnienia i różne drogi rozwiązań powinny zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa i odpowiedzialności za samego siebie. A chcą tego już nawet maluchy.

    Wspomniany problem „nie jestem jeszcze gotowy” lub „jestem już gotowy” często leży też w nas rodzicach. Wydaje nam się, że dziecko już powinno coś opanować, a ono jeszcze „nie chce” albo z kolei już „nie chce” bo czuje, że jest gotowe na następny krok, a my się jeszcze obawiamy. Tu musimy najpierw przekonać samych siebie co jest prawdą, a co nam się wydaje. Tak jest z siedzeniem Marianki. Jak się ją posadzi to teoretycznie siedzi, dopóki się nie zorientuje, że to robi. A później albo pada, albo próbuje się oprzeć. I choć nam się wydaje, że ona „nie chce” wiem, że jeszcze coś jej przeszkadza. Być może jest to Jej jakieś przekonanie, strach? Trudno stwierdzić, możemy tylko zgadywać. Z kolei my jesteśmy przekonani, że skoro ma problem z siedzeniem, nie mówiąc już o samodzielnym siadaniu to nie powinna brać się za stanie i chodzenie. Marianka udowadnia nam, że to nie prawda. Pokazuje, że dla Niej jest to łatwiejsze z Jej funkcjonowaniem mięśni i koniec. Można ją przewiązać do podłogi, a i tak będzie szukała i próbowała jak tu wstać. Z maluchami czasami trzeba po prostu na wyczucie.

    Zanim stwierdzimy kategorycznie, że nasze dziecko czegoś „nie chce”. Spokojnie zastanówmy się dlaczego i jak możemy dojść do konsensu. Zróbmy to w chwili wolnej od negatywnych emocji. Wspólnie postarajmy się znaleźć rozwiązanie.

  • Koniec czy początek?

    Kończy się kolejny rok. Jesteśmy o rok starsi, może mądrzejsi? Z pewnością bogatsi o nowe doświadczenia, przeżycia. Często w okresie prze Sylwestrem dokonujemy podsumowań, wyciągamy wnioski, zastanawiamy się nad postanowieniami noworocznymi. Ale tak naprawdę to nie koniec roku powinien nas do tego skłaniać, tylko początek.

    Ja uwielbiam początki i choć często najpierw przerażają mnie nowości, to po chwili bardzo się z nich cieszę. Wychodzę z założenia, że nowe nie jest ani gorsza, a ni lepsze od starego. Jest po postu inne. Daje to ogromne możliwości, które tylko my możemy wykorzystać. Tak też jest z rodzicielstwem. Kiedy nadchodzi z początku może przerażać, ale to nasze nastawienie sprawi jak będzie wyglądało naprawdę. Bo zmęczenie kiedyś minie, w końcu prześpimy całą noc, przyjdzie dzień kiedy to dzieci będą pomagały nam w obowiązkach. Czy jest więc sens skupiać się na tym co i tak minie, na tym co męczy i drażni? I piszę to ja, która dziś jest przeziębiona, a Marianka która jest już zdrowa i pełna energii, dała mi w kość. Wiem jednak, że za kilka dni będę zdrowa i będzie łatwiej. Od dawana zachęcam abyśmy czerpali radość z bycia rodzicami naszych dzieci. Bo nie mamy innych. To właśnie te są nasze, my je wychowujemy i my dajemy im drogowskazy i mapę wartości na dorosłe życie.

    Nowe daje nam możliwości rozwoju. Dlaczego często każde nowe szkolenie czy przeczytaną książkę traktujemy jako rozwój osobisty, a nie traktujemy tak rodzicielstwa. Przecież będąc rodzicem musimy bardzo, ale to bardzo zmierzyć się z naszymi największymi słabościami i problemami. Jeśli mamy problem z cierpliwością to z pewnością dzieci dostarczą nam wiele momentów do jej ćwiczenia. Jeśli jesteśmy nerwowi, mało komunikatywni, spóźnialscy to gwarantuję, że te cechy dzieciaki nam przećwiczą. Niech to będzie dla nas impuls do zmian i pracy nad sobą.

    Wykorzystajmy zatem ten koniec i początek roku do spojrzenia na swoje rodzicielstwo właśnie przez pryzmat rozwoju i szansy dla siebie. Dziękujmy naszym dzieciom, że dają nam możliwości ćwiczenia własnych słabości. Nie skupiajmy się na tych trudniejszych chwilach, przeżyjmy je i idźmy dalej. Nie bądźmy perfekcyjni, ale optymistycznie podchodźmy do życia i naszego rodzicielstwa, a z pewnością nasza radość z bycia rodzicem będzie jeszcze większa. Czego Wam i sobie życzę w tym nadchodzącym roku.

  • Musisz być idealną matką i mieć idealne dziecko czyli nie ma jak rodzinka

    Święta zbliżają się ku końcowi, a niektóre z nas pewnie mają już ich dość. No może nie do końca Świąt, ale spotkań z „wspaniałymi i zatroskanymi” ciotkami, kuzynkami i pociotkami.

    A miało być tak pięknie. Świąteczna atmosfera, spotkania w gronie najbliższych… cud, miód i orzeszki. A tu okazuje się, że wszyscy dookoła wiedzą lepiej jak wychować twoje dziecko. Najpierw niewinne pytania: Jeszcze nie raczkuje? Samo nie siedzi? Nie je stałych pokarmów? A gluten już wprowadziłaś? A jajko? Nie karmisz piersią? Jak to słoiczki? Pozwalasz jeść rękoma? Nie umie zrobić pa, pa? Nadal w pampersie? Nie mówi pełnymi zdaniami? I milion innych możliwych. A zaraz potem każdy ma złotą radę, która rozwiąże twój problem. Chociaż z pewnością do tej pory nawet nie wiedziałaś, że masz problem. A z każdą radą albo czujesz się coraz gorszą matką, albo masz ochotę wszystkich rozszarpać.

    Po pierwsze nie czuj się złą mamą. To ty wiesz najlepiej jak się zająć swoim dzieckiem, ty je wychowujesz. A jeżeli rzeczywiście widzisz jakiś problem to szukasz pomocy. Jeśli o nią nie prosiłaś, to albo od razu podziękuj za rady, albo olej – wpuść jednym uchem, a wypuść drugim. A jeśli masz ochotę na rzucanie mięsem to daruj sobie. Przecież są święta. Zrób sobie prezent, pomyśl, że wszystkim tym osobom tak bardzo zależy na Tobie i twoim dziecku, że się martwią i są nadopiekuńcze. Podziękuj i zrób to co w pierwszym przypadku.

    Pamiętaj, każde dziecko jest inne i to rodzice wiedzą najlepiej kiedy potrzebują pomocy. Oczywiście czasami zdarza się najlepszym nie dostrzec problemu dlatego zawsze warto wysłuchać podpowiedzi innych, ale nie mogą się one stać wyrocznią. Popatrzmy z DYSTANSU na sprawę i obiektywnie oceńmy czy życzliwi mają rację, czy po prostu są nadgorliwi. I w razie czego wtedy szukamy pomocy. Czasami niektórzy po prostu chcą się wykazać.

    Ja też nie jeden raz usłyszałam dobre rady o cioć i krewnych. Niestety, a może na szczęście, nikt z nich nie wychowywał wcześniaka i nie wiedział z jakimi problemami się borykamy. Dla nich wszystko wydawało się proste i czarno – białe. Ale wychowanie dzieci ma wiele odcieni i my rodzice znamy barwy naszych pociech najlepiej.

    Nie dajmy się zwariować. Nie dajmy sobie popsuć świąt. Cieszmy się rodzinną atmosferą i byciem razem z naszymi dziećmi. Czerpmy radość z bycia rodzicem w Święta.