Blog

  • Druga część – zabawy sensoryczne dla każdego

    O tym czym są zaburzenia integracji sensorycznej i dlaczego zabawy sensoryczne wspomagają rozwój każdego dziecka mogliście przeczytać w tekście „Zabawy sensoryczne dla każdego”. Zapraszam Was do zapoznana się z kolejnymi naszymi propozycjami zabaw.

    Przypominam, że na bieżąco możecie nasze nowe pomysły obserwować na Instagramie @radosc_bycia_rodzice_

    Kolorowe jajeczka

    Tuż przed Wielkanocą w każdym większym sklepie można kupić kolorowe styropianowe lub plastikowe jajeczka. Wśród rzeczy kreatywnych lub do tworzenia ozdób można wyszukać też takie filcowe, piankowe, itp. Do czego można je wykorzystać? Do masy zabaw od segregowania na kolory, poprzez dobieranie w pary lub też wkładanie w pojemniczki do lodu. Jeżeli mamy jajeczka w różnych wielkościach można układać od najmniejszego do największego.

    Dla starszaków bardzo fajnym ćwiczeniem są „rytmy”. Układamy szereg kilku jajeczek w różnych kolorach, a dziecko pod spodem ma ułożyć taki sam układ. Zaczynamy od 2 – 3 i zwiększamy stopniowo ilość.

    Oczywiście zamiast jajeczek można wykorzystać kwiatki czy samochodziki. Zamiast kupować, można wykonać je z kolorowych tekturek.

    p-jajeczka-kolory

    Piasek kinetyczny

    Jest to dość znana zabawka. Nie tylko doskonała na zimowe i jesienne wieczory ale tez dla dzieci, które mają problem z zabawą w piaskownicy. O czym warto pamiętać? Piasek kinetyczny dość łatwo się sprząta, ale żeby było jeszcze prościej ja rozkładam kolorowy, plastikowy obrus „jednorazowy”. Na koniec zabawy wystarczy otrzepać dziecko i zabawki a już podkładka załatwi sprawę. Jeśli kupicie piasek bez pojemnika wystarczy większa miska lub plastikowy pojemnik. Nie potrzebujecie też specjalistycznych zabawek, na początek wystarczą zabawki z piaskownicy.

    piasek-kinetycznypiasek-kinetyczny1

    Pieczątki

    Można je zrobić z ziemniaka, gumki czy gąbki, albo kupić gotowe. Ostatnio można dostać niedrogo zestawy drewnianych pieczątek (z gumową pieczątką) z różnymi motywami: zwierząt, roślin czy literek. Takie pieczątki trochę mniej bałaganią, mają gotową gąbkę z tuszem. Nie tylko rozwijają dziecięcą kreatywność ale też ćwiczą chwyt, który będzie potrzebny przy nauce pisania. Takimi pieczątkami można ozdobić kartki świąteczne i inne prace dzieci.

    pieczatki

    Piłeczki sensoryczne

    Są coraz bardziej dostępne. Piłeczki o różnej strukturze, z różnego typu wypustkami, miękkie, twarde, do ściskania, ciągnięcia. Nie wszystkie mają kształt tradycyjnej piłki, czasami przyjmują kształt zwierzątek lub ludzików. To doskonała zabawa, która stymuluje małe rączki, a może i nóżki? Można nimi bawić się swobodnie, ale też rzucać do celu, segregować, turlać się w nich.

    Są dostępne w dużych sklepach, hurtowaniach zabawek oraz… wśród zabawek dla zwierząt 😀

    pileczki-sensorycznepileczki-sensoryczne1

    Piłeczki w basenie

    Suche baseny są coraz bardziej modne i coraz częściej pojawiają się w dziecięcych pokojach. Nasza odpowiedzią na te za „milion złotych” 😉 jest dziecięca wanienka lub dmuchany basenik ogrodowy. Zachęcam również aby oprócz zwykłych piłeczek do suchych basenów wrzucić tam piłeczki sensoryczne. Dadzą one dodatkowe doznania sensoryczne i będą świetnie zachęcały do zabawy dłuższą chwile 😉

    pileczki-w-baseniepileczki-w-waniencepileczki-w-wanience1

    Piórka

    Kolorowe piórka to doskonała zabawa sensoryczna i logopedyczna. Są wspaniałe do dmuchania ale również zabawa w łaskotki lub masaży dostarczy wielu emocji. Małym rączkom dobrze też zrobi dotykanie takich piórek podczas segregowania ich według kolorów lub rozmiarów.

    piorka

    Pojemniki na lód

    Dostępne w różnych kolorach i kształtach. Doskonałe do układania w nich małych rzeczy pomponów, kostek do mrożenia lodu, jajeczek, guzików, malutkich zabawek… Te zabawy doskonale ćwiczą koordynację oko – ręka i skupienie oraz chwyt pęsetkowy.

    pojemniki-na-lodpojemniki-na-lod2

    Pompony

    Małe, duże, kolorowe… Są doskonałe nie tylko do prac plastycznych ale tez do wkładania ich do różnych pojemników. Dzieci mogą to robić za pomocą samych rączek lub z wykorzystaniem dużych „pęset” – przyrządów kuchennych (jak na zdjęciu). Pompony można segregować według kolorów, wielkości albo dobierać w pary. Doskonałe w połączeniu z pojemnikami na lud, kolorowymi miseczkami, plastikowymi kieliszkami… Warto pamiętać, że przy zabawach kolorami (nauce kolorów) zawsze głośno nazywamy kolor, który aktualnie trzyma dziecko. Nie zmuszamy aby dziecko powtórzyło go, jeśli będzie gotowe zrobi to samo. Ale dzięki temu będzie zapamiętywało kolor z jego nazwą. Wykorzysta to w odpowiednim momencie.

    pompony pompony1 pompony3

    Rzepiki

    Niedawno odkryliśmy te „klocki”. Są w różnych kolorach o strukturze rzepu. Nie tylko rozwiną dziecięcą kreatywność ale też dzięki swej budowie będą stymulowały małe raczki. Można je tez wykorzystać do zabaw kolorami raz układania „rytmów”

    rzepiki rzepiki1

    Szukanie skarbu

    To jedna z ulubionych dziecięcych zabaw. Wystarczy głęboki pojemnik plastikowy i coś w czym będziemy szukać skarbu. My wykorzystujemy makaron o różnej strukturze, kulki żelowe (naprawdę kosztują grosze), piasek, wszelkiego rodzaju kasze. Jako skarb można wykorzystać kasztany, żołędzie, kostki do mrożenia lodu, koraliki, małe zabawki i wszystko co wam przyjdzie do głowy. Zabawa murowana, warto wykorzystać też ceratkę do łatwiejszego sprzątania.

    szukanie-skarbu szukanie-skarbu1

    Ścieżka sensoryczna

    Na zdjęciu profesjonalna ścieżka na zajęciach sensorycznych, ale domowa wersja może dostarczyć nie mniej zabawy. Bose stópki doskonale będą stymulowane podczas chodzenia po kującej wycieraczce, woreczkach z grochem czy fasolą, ścierce, kasztanach czy makaronie. Najlepiej aby to dziecko decydowało co na ścieżce pojawia się w jakiej kolejności.

    sciezka

    Światła, światełka…

    Kolorowe, mieniące się, mrugające… przyciągają dzieci jak magnez. My nasz pierwszy projektor dostaliśmy w prezencie i był strzałem w dziesiątkę. Zarówno oglądanie poświaty na ścianie czy na suficie ale też na własnych rączkach czy na buzi mamy. Doskonale tez sprawdziły się małe lampki ledowe czy ruchomy projektor (kupiony tuż przed sylwestrem). A czemuż nie wykorzystać lampki i nie pobawić się w cienie czy nawet w teatrzyk cieni.

    swiatla swiatla1

    Tunel

    Nie ważne czy na placu zabaw czy taki rozstawiany, a może wykonany z koców? Dobrą zabawą będzie samo przechodzenia, ale można je urozmaicić… Dziecko może przechodzić z ulubiona zabawką lub napotkać w środku „przeszkody”. Możemy też umieścić w nim światełka lub inne zajmujące zabawki.

    tunel tunel1

    Układanki

    Zanim nasze maluchy opanują puzzle to właśnie układanki są doskonałym wprowadzeniem. Nie tylko doskonalą koordynację oko – ręka i chwyt pęsetkowy ale też są fajną zabawą. Najlepiej zacząć od tych z uchwytem oraz obrazkiem pod spodem, a następnie wybierać te bez „podpowiedzi”. Zresztą jak zawsze trzeba zaczynać od prostszych zanim przejdziemy do trudniejszych 😉

    Warto pamiętać, że puzzle i układanki to doskonały wstęp do nauki czytania ponieważ uczą syntezy i analizy.

    ukladanki ukladanki1

    W piaskownicy i nie tylko

    Każdy rodzic wie, że plac zabaw rządzi 😀 Niektórzy z nas unikają piaskownicy bo brudno, zimno, itp. Jednak to miejsce jest doskonałe zarówno do zabaw konstrukcyjnych, doznań sensorycznych jak i rozwijania umiejętności społecznych. Jednym słowem „piaskownica rządzi” 😉

    w-piaskownicy

    Z dziurką

    Jest bardzo dużo zabawek „z dziurką”. Od tych bardzo znanych jak „Garnuszek na klocuszek” po najzwyklejsze sortery do kupienia w każdym sklepie z zabawkami. Można też wykonać taką zabawkę w domu ze zwykłego pudełka po butach. Ważne aby taki sorter miał albo najpopularniejsze kształty albo kolory (dla maluchów) lub jedno i drugie (dla starszaków). Do takiej zabawki rzeczy/ figury nie koniecznie muszą „wpadać” – czasami mogą być tylko włożone.

    Ostatnio można też kupić puzzle z dziurką (np. od Czuczu), które też są wspaniałym wstępem do tradycyjnych puzzli.

    z-dziurka z-dziurka1 z-dziurka2

    Zabawy wodne

    Najłatwiej oczywiście zaproponować je w wanie lub w baseniku ogrodowym (zwłaszcza najmłodszym). Ze starszakami możemy wykorzystać większą miskę lub pojemnik (ale wtedy też warto wybrać podłoże, któremu nie zaszkodzi rozchlapana woda.

    Co robić z wodą? Przelewać, napełniać pojemniki, wykorzystać zabawki do piaskownicy czy małą konewkę. Możemy sprawdzić co pływa, a co tonie. Wspólnie zbudować stateczek (np. z nie topiącej się plasteliny lub z gazety). Wykorzystajmy pojemniki o różnej pojemności lub kształcie – sprawdźmy czy wielkość lub kształt wpływa na ilość wody, która się w nim zmieści. To tylko kilka pomysłów.

    zabawy-z-woda

    Zapachy

    Zanim zaczniemy bawić się zapachami warto pamiętać, że jedne pobudzają a inne wyciszają, dlatego nie każdy można wykorzystywać np. przed snem. Oczywiście są dostępne „zestawy do treningu węchowego” ale ceny są niezbyt przystępne. Dużo taniej wychodzi zakup olejków eterycznych lub gra „Nos w nos” wydawnictwa Granna. Można tez zrobić samemu taki zestaw. Wystarczy w pojemniczkach umieścić odpowiednie np. przyprawy lub kawę.

    Zabawę możemy uatrakcyjnić i dziecko po powąchaniu odpowiedniego zapachu ma znaleźć obrazek do niego pasujący lub drugi taki sam pojemniczek (memory zapachowe jest dla starszaków i dzieci, które nie są nadwrażliwe na zapachy).

    zapachy zapachy1

    Zbieranie jajeczek

    Równie dobrze możemy wykorzystać każdą inna rzecz – zabawkę. Rozkładamy jajeczka po całym pomieszczeniu a zadaniem dziecka jest je zebrać. Maluchy będą nosiły po jednym do „koszyczka”, starsze dzieci mogą go wziąć ze sobą i jedną ręką zbierać jajka. Możemy bawić się też „odwrotnie”. Pełen koszyczek i wyznaczone miejsca w całym pomieszczeniu. Dziecko może rozkładać według kolorów, wielkości, kształtu. Starszak może mieć za zadanie aby w każdym miejscu był taki sam zestaw np. jedno jabłko, dwa banany i gruszka.

    zbieranie-jajek zbieranie-jajek1

    Czy to wszystkie zabawy sensoryczne? Oczywiście, że nie. To tylko te, które w ostatnich czasach zagościły w naszym domu. Za jakiś czas z pewnością poszerzymy ten repertuar. A plan jest również taki aby pojawiły się one na naszym kanale na YouTube. Zachęcam do wymyślania własnych zabaw sensorycznych. Jeżeli chcecie się podzielić swoimi pomysłami napiszcie – radoscbr@gmail.com

    A co myślicie o tekście na temat zabaw badawczych? Bylibyście zainteresowani? Dajcie znać 😉

  • Zabawy sensoryczne dla każdego

    Jeszcze do niedawna mało kto słyszał o zaburzeniach integracji sensorycznej. Coraz częściej problemy, które trudno było zidentyfikować diagnozowane są właśnie jako takie zaburzenia. Coraz łatwiej jest trafić na terapeutów i zajęcia terapii integracji sensorycznej. Ale równie często, zwłaszcza w większych miejscowościach, można spotkać ogłoszenia o zabawach/ zajęciach sensorycznych. Na blogach, forach pojawiają się informacje o takich zabawach. Wiele osób zastanawia się dla kogo właściwie one są i po co? Czy tylko dla dzieci z zaburzeniami?

    Człowiek posiada trzy układy sensoryczne: proprioceptywny, przedsionkowy i dotykowy.

    Propriocepcja jest zmysłem, który pozwala się nam orientować, jak ułożone są części naszego ciała bez patrzenia na nie. Wykorzystuje on dane dostarczane przez mięśnie, ścięgna i stawy oraz odbiera bodźce związane między innymi z uściskiem, rozciąganiem, ruchem ciała. Niezbędna do sprawnego poruszania się i korzystania z wszelkich przedmiotów jest prawidłowa integracja w obrębie tego układu.

    Układ przedsionkowy umożliwia wykonywanie czynności, które wymagają poczucia równowagi. Koordynuje on ruchy oczu i ciała, sprawia iż możemy jeździć na rowerze, huśtać się oraz próbujemy zapobiec upadkowi po potknięciu się.

    Dzięki układowi dotykowemu możemy odczuwać temperaturę otaczających nas przedmiotów. Jeśli dobrze funkcjonuje wiemy, jaką fakturę mają obiekty, czy są gładkie, tępe, śliskie, ostre. Umożliwia on również odczuwanie bólu i ucisku.

    Dzieci z zaburzeniami integracji sensorycznej w poszczególnych lub wszystkich układach wykazują wiele niekorzystnych objawów. Jest im potrzebna terapia ze specjalistą. Ale tak naprawdę każde małe dziecko skorzysta jeżeli będzie miało możliwość uczestnictwa w zabawach (które są elementami terapii, ale nie nią samą) sensorycznych. Wspomogą one rozwój malucha, a przy okazji będą dobrą zabawą. Warto pamiętać, że te zabawy angażują nie jeden a kilka zmysłów czy pamięć, czasem nawet wszystkie układy sensoryczne.

    W internecie można znaleźć wiele zabaw sensorycznych. Jednym z takich miejsc jest nasze konto na Instagramie @radosc_bycia_rodzicem_ gdzie na bieżąco pokazujemy zabawy i ćwiczenia jakie pojawiają się w naszym domu. Są one inspirowane terapią integracji sensorycznej mojej córeczki, moim doświadczeniem kilkunastu lat pracy z dziećmi, pomysłami zaczerpniętymi z literatury oraz moimi własnymi. Ten tekst to próba zebrania, może uporządkowania tych zabaw i wstęp do czegoś więcej… Chcę Wam pokazać, że nie trzeba wiele aby spędzić fajny czas ze swoim dzieckiem a przy okazji wpłynąć pozytywnie na jego rozwój.

    Oto kilka naszych propozycji. Moja córka ma 2 latka, ale jest wcześniakiem z 25 tc z różnymi problemami. Czy zabawa jest odpowiednia dla Wszego dziecka sami musicie sprawdzić. Wiele z nich zainteresuje zarówno młodsze jak i starsze dzieci. Jest jedna zasada nic na siłę.

    Do przeprowadzenie tych zabaw czasami potrzeba niewiele, a często jedną rzecz można wykorzystać do kilku zabaw.

    Na spacerze

    Prosta zabawa, która nie wymaga od nas – rodziców zbyt wiele… tylko chęci. „Dotknij tego co widzisz” – dzieci chętnie dotykają nowych przedmiotów, zwłaszcza tych których nie mają w zasięgi ręki w domu. Mówimy tu o dotykaniu – głaskaniu zwłaszcza roślin, murów, rzeczy które nie skaleczą ale dostarczą bodźców. Ważne aby powiedzieć dziecku co to jest, wspólnie próbować opisać jakie jest w dotyku.

    dotykanie-roslin-maledotykanie-roslin1-male

    Duża piłka

    W wielu domach znajdziemy piłki do ćwiczeń – bo przecież każda mama chce być fit 😉 Taka piłka może być wspaniałym pretekstem do zabaw równoważnych dla dzieci. Oczywiście rodzic musi tu bardzo asekurować, ale podskoki na piłce, kładzenie się na brzuszku czy toczenie jej jest nie tylko atrakcyjne dla dzieci ale też rozwijające.

    duza-pilka-male

    Faktury

    Można bawić się „kupnymi” fakturami, ale w każdym domu znajdziemy różne materiały, ściereczki, gąbki, itp. Można je albo przykleić do tekturek, albo na cieniutką sklejkę. Dla maluchów atrakcją będzie dotykanie rękoma i nogami, dla starszych dzieci możemy przygotować fakturowe domino lub memory. Jeżeli nasze faktury będą większe dzieci mogą również po nich chodzić.

    faktury-male

    Hop do butelki

    Plastikowa butelka i strączki – połączenie idealne. Wkładanie ziarenek do małego otworu jest bardzo zajmujące, choć na początku maluchy mogą po kilku się zniechęcić. Warto na początku zaczynać, np. od fasoli, która jest większa, z czasem przechodzić do coraz mniejszych.

    fasola-male

    Foremka do babeczek

    Dla nie to było super odkrycie. Zwykła, metalowa forma na babeczki… wystarczy nakleić na dnie kolory i zabawie nie będzie końca. Przy sześciu miejscach można wykorzystać każdy kolor inny, przy większej ilości można wykorzystać np. cztery i powtórzyć je kilkakrotnie.

    Do foremki możemy wkładać wszystko co jest kolorowe, od sezonowych ozdób jak jajeczka czy kurczaki wielkanocne, przez małe koraliki czy piłeczki do suchego basenu.

    foremka-mufiny-maleforemka-mufiny1-maleforemka-mufiny2-maleforemka-mufiny3-maleforemka-mufiny4-maleforemka-mufiny5-male

    Gluty czyli dotknij tego

    Obecnie można kupić różnego rodzaju „gluty” czy masy o różnej konsystencji. Kosztują od kilku do kilkunastu złotych. Mają najróżniejszą strukturę, kolory. Można z nich budować, kleić ale też schować coś małego i dziecko chętnie będzie tego szukało.

    Nie każde dziecko od razu dotknie wszystkich struktur, nie należy go namawiać, tym bardziej zmuszać. Z czasem spróbuje dotknąć jednym palcem, pogłaskać… czasami trzeba dłuższego czasu aby przemóc się.

    gluty-malygluty1-malegluty2-male

    Wspólne gotowanie

    Podczas gotowania często musimy dotykać, smakować, wąchać… Kuchnia to idealne miejsce do zabaw sensorycznych. Wszystko co wiąże się z ugniataniem, mieszaniem czy lepieniem… Często jest tak, że właśnie przy gotowaniu dziecko zdecyduje się spróbować jakiś smak po raz pierwszy.

    Najpierw maluch może obserwować to co robimy, z czasem chętnie będzie wąchał czy próbował, dotykał, aż przyjcie taki czas, że wspólnie będziemy mogli „kucharzyć”.

    gotowanie-malegotowanie1-male

    Karty z obrazkami

    Na rynku jest dostępnych wiele kart obrazkowych, najbardziej rozwijające są oczywiście te z naturalnymi zdjęciami. Karty można wykorzystać do zabaw z dźwiękami – naśladowanie odgłosów, dopasowywanie ich, nauki kolorów – znajdź coś o takim samym kolorze, poszerzanie słownictwa, zabaw ruchowych – zrób to co jest na obrazku.

    Również samemu można przygotować takie karty, nawet z dzieckiem. Możemy albo samemu zrobić zdjęcia, albo wykorzystać te dostępne w internecie. Wystarczy wydrukować i albo nakleić na twardszy kartonik albo zalaminować.

    karty-obrazkowe-male

    Jednorazowe kolorowe kieliszki

    Tuż po Sylwestrze na wyprzedaży kupiłam plastikowe kolorowe kieliszki. Wykorzystujemy je do zabaw z kolorami, używamy kostek do lodu lub pomponów. Włożenie, a tym bardziej wyjęcie z nich małych rzeczy nie jest wcale takie łatwe.

    kieliszki-malekieliszki1-male

    Kolorowe zabawki

    My wykorzystujemy akurat drewniane zwierzątka, ale mogą to być inne zabawki w kilku kolorach. Segregujemy je kolorami, można dobierać w pary. Fajną zabawą jest noszenie zabawek do ich „domków” (np. kartek w takim kolorze) rozłożonych po całym pokoju.

    kolorowe-zwierzatka-male

    Kostki do lodu

    Od jakiegoś czasu są dostępne w wielu sklepach. Przeważnie można je kupić w 4 kolorach… a co z nimi zrobić? Można bardzo wiele. Od ćwiczenia we wkładaniu je w różne pojemniczki, poprzez segregowanie wg kolorów (np. do kolorowych miseczek lub kieliszków), możemy budować z nich wieże, tworzyć zbiory. Możemy je też wykorzystać podczas zabawy „szukanie skarbu”. Dla starszaków możemy zaproponować przenoszenie ich na łyżce po pokoju lub przekładanie za pomocą szczypiec kuchennych.

    kostki-do-lodu-malekostki-do-lodu3-male

    Malowanie palcami

    Zabawa z pewnością niezbyt czysta ale jaka fajna. Obecnie farby do malowania palcami są dostępne wszędzie, można oczywiście wykorzystać zwykłe plakatówki, ale te pierwsze są przyjemniejsze w dotyku, łatwiej się spierają i są hipoalergiczne. Warto zaopatrzyć się w fartuszek do malowania, założyć „gorsze” ubranie (tyczy się to też rodzica) oraz zabezpieczyć podłogę. Możemy malować na podłodze lub na stoliku, ale też na kartce przymocowanej do ściany. Im częściej zmieniamy ułożenie kartki tym lepiej. Warto zaczynać od jak największych kartek, a dopiero starszym dzieciom dawać te A4.

    malowanie-palcami-male

    Masażyk

    W każdym domu znajdzie się jakaś gąbka, szorstka ściereczka… a w wielu też jakaś szczotka do pleców lub inne akcesoria do masażu. Są fajnym sposobem stymulacji ale jeśli ma to być zabawa to warto aby dziecko samo wykorzystało te przedmioty do „masażyku”. Będzie ono czuły co jest dla niego przyjemne i w którym miejscu. Warto zwrócić uwagę czy nie przyciska ich zbyt mocno i przede wszystkim bezpiecznie.

    Można też poszukać w internecie wierszyków do „masażyków” na plecach dziecka. Jeżeli mamy w domu starszaka, możemy mu zaproponować, że na zmianę będziemy kreślić sobie symbole na plecach.

    masazyk-malemasazyk1-male

    Mata wodna

    Fajną i niedrogą zabawką jest też mata wodna, która mobilizuje często dzieci do podejmowania rysowania. Ale można też użyć domowych sposobów. Do plastikowej koszulki wlać trochę płynnej farby i zakleić ją. Kładziemy ją na prostym rysunku, a zdaniem dziecka jest tak rozprowadzić palcem farbę aby „pokolorować” rysunek.

    mata-wodna-male

    Kolorowe miseczki

    Plastikowe miseczki w kilku kolorach lub jednokolorowe, na których nakleimy widoczny kolor lub kształt. Co do nich wkładamy? Wszystko co przyjdzie nam do głowy, a mamy w domu. Od zabawek, przez małe przedmioty po owoce i warzywa.

    miseczki-kolory-male

    Muzykujemy

    Dziś kupienie marakasów, bębenka czy dzwonków to nie problem. Ale równie fajne jest wykonanie z dzieckiem np. grzechotki. A dlaczego nie wykorzystać garnków i misek? Możemy muzykować dowolnie lub próbować tworzyć akompaniament. Jeżeli dziecko sprawnie się porusza granie i taniec jest tez bardzo fajną zabawą. Możemy wspólnie przygotować występ dla rodziny, zwłaszcza jeśli w domu jest kilkoro dzieci.

    muzyka-male

    Huśtawka

    Niezależnie czy mówimy o tej na placu zabaw czy domowej, to wspaniała zabawa a także super ćwiczenie. Zwłaszcza nauka samodzielnego huśtania się jest wyzwaniem… często zwłaszcza dla rodziców 😉

    na-hustawce-male

    Nawlekanki – przewlekanki

    Jest wiele „kupnych” zabawek tego tupu, ale można ją wykonać w domu wykorzystując karton/ cienka sklejkę i kolorowe sznurówki. Warto pamiętać, że to nie jest łatwe zadanie, dlatego maluchy muszą zaczynać od dużych dziurek, a z czasem mogą się one zmniejszać.

    nawlekanki-male

    To pierwsza część naszych propozycji… już niedługo kolejne zabawy… a także niespodzianka na naszym kanale na YouTube 😀

  • Pedagogika Montessori – cykl poznaj różne przedszkola

    Coraz więcej mówi się o metodzie Montessori, zarówno jeśli chodzi o funkcjonowanie przedszkoli czy szkół jak i w kontekście wychowania domowego. Ale czym tak naprawdę jest ta metoda? Jakie korzyści z jej stosowania może dać naszym dzieciom? I czy w ogóle ma realnie jakieś korzyści? Czy warto wybrać przedszkole prowadzone właśnie tą metodą?

    Postaram się opowiedzieć Wam o metodzie zarówno z perspektywy nauczyciela pracującego w przedszkolu, w którym wykorzystywano wiele jej elementów oraz mamy, która stara się z niej korzystać w domu.

    Maria Montessori urodziła w 1870 roku we Włoszech. Rodzice chcieli aby otrzymała solidne wykształcenie i tak też się stało. I choć studia medyczne, wtedy nie dostępne dla kobiet, nie były najłatwiejsze, jako jedna z pierwszych kobiet we Włoszech zdobyła tytuł lekarza medycyny. Studiowała również biologię, psychologię i filozofię we Francji, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Podczas pracy w klinice psychiatrycznej dla dzieci upośledzonych stwierdziła, że bardziej niż pomocy lekarskiej wymagają wsparcie pedagogicznego. Prowadziła Instytut Ortofrenii gdzie zajmowała się dziećmi z deficytami funkcji poznawczych i upośledzeniem umysłowym. Była przekonana, że należy stymulować ich rozwój, a dzięki temu staną się bardziej aktywni i pewni siebie. Podkreślała ważność praw i godności tych dzieci.

    Praca z dziećmi upośledzonymi oraz dokonania dwóch francuskich lekarzy Jeana Itarda i jego ucznia Eduarda Seguina zainspirowały Marię do badań nad tym, co utrudnia pełen rozwój dzieciom bez takich obciążeń oraz zaproponowanie im opracowanych przez siebie metod pedagogicznych. Co niebawem mogła sprawdzić w szkole, która powierzono Jej opiece. Dzięki bieżącym obserwacjom dzieci i sposobów poznawania przez nie świat Maria Montessori stworzyła metodę, którą do dziś wykorzystuje się w pracy na całym świecie. A to dzięki temu, że Pedagogika Montessori ma służyć rozwojowi każdego i edukacji przyczyniającej się do pokoju na świecie.

    Zdaniem Montessori główną cechą charakterystyczną dziecka jest chłonny umysł, który oznacza zdolność absorbowania wszystkiego, co je otacza. Jest to stan mentalny, w którym może ono chłonąć swoje doświadczenia, a następnie je integrować i budować samo siebie. Od 3 roku życia dziecko jest coraz bardziej świadome, buduje zatem swoją osobowość w zależności od tego, czego dostarcza mu otoczenie lub czego go pozbawia.

    Montessori mówiła też o okresach wrażliwości, które są wewnętrznymi predyspozycjami, popychającymi dziecko, aby zainteresowało się pewnymi aspektami otaczającej go rzeczywistości, która w danej chwili jest mu niezbędny do rozwoju. Wrażliwość ta jest szczególna i przemijająca. Zasadniczymi okresami są wrażliwość na: porządek, ruch, język, doznania zmysłowe, drobne przedmioty i życie społeczne. Okresy te nie są sztywne, często zachodzą na siebie, a przede wszystkim są indywidualne dla każdego dziecka.

    Pedagogika Montessori dzieli rozwój na kilka etapów życia. Nas interesuje okres 3 – 6 lat czyli okres przedszkolny. Warto zapamiętać:

    • „Pomóż mi być sobą, abym miał szacunek do samego siebie” – mówi nam dziecko poniżej 3 roku życia

    • „Pomóż mi działać i reagować samodzielnie, abym czuł pewność siebie” – mówi nam dziecko w wieku 3 – 6 lat

    • „Pomóż mi myśleć samodzielnie” – mówi nam dziecko powyżej 6 lat

    Zdaniem Montessori podstawowym sposobem reagowania na ewolucyjne potrzeby dziecka jest obdarzenie go zaufaniem. Oznacza to, że naszym zadaniem jest towarzyszyć każdemu dziecku z przekonaniem, iż jest ono w zdolne zbudować samo siebie. Należy przy tym pamiętać, że każda zbędna pomoc może być przeszkodą w jego naturalnym i harmonijnym rozwoju.

    W interesującym nas okresie najważniejszymi zasadami pedagogiki Montessori są: wolność, samodyscyplina, działanie na otoczenie, szanowanie indywidualnego tempa, nauka przez doświadczanie, indywidualna aktywność, edukacja jako pomoc w życiu.

    Zasady te wykorzystywane są w codziennej pracy z dziećmi podczas pracy na materiale opracowanym przez Montessori oraz jej następców. Należy pamiętać, że to nie tylko suche frazesy, lecz oparte na obserwacji i sprawdzone w praktyce zasady. Można tez powiedzieć o nich szerzej:

    • wolny wybór aktywności przyczynia się do kształtowania woli oraz samodyscypliny, a to z kolei zapewnia wewnętrzna wolność,

    • bardziej efektywne jest wpływanie na otoczenie dziecka, a nie bezpośrednio na nie,

    • należy szanować wolność komunikowania się dziecka i jego swobodę poruszania się

    • zainteresowanie prowadzi do zwrócenia na coś uwagi i skupienia się na tym, to z kolei prowadzi do uruchomienia procesów wewnętrznej konstrukcji

    • szanujemy każde tempo działania, bo każde dziecko jest inne i inna ilość czasu potrzebna jest na opanowanie konkretnych działań

    • dziecko w wieku przedszkolnym uczy się lepiej poprzez doświadczenie wszystkiego osobiście

    • edukacja ma służyć pomocy w życiu – jeśli weźmiemy się pod uwagę potrzeby każdego dziecka, wówczas przejawia ono m.in.: miłość do innych, empatię, zamiłowanie do koncentracji pracy, umiejętność dokonywania wyborów, autonomie i niezależność, pragnienie spokoju i radość uczenia się.

    Jak to wygląda w praktyce? Aby dziecko chętnie i samodzielnie się uczyło jego otoczenie musi być przystosowane odpowiednio, zarówno jeśli chodzi o meble jak i pomoce edukacyjne. Chodzi tu o wielkość, atrakcyjność wyglądu oraz dostępność. W salach Montessori mebelki są mała, a pomoce leżą w dostępnych dla dzieci miejscach. Jest wiele rzeczy codziennego użytku, roślin, jeśli jest taka możliwość zwierzęta. Materiał edukacyjny jest ułożony w taki sposób aby dziecko maiło dostęp najpierw do łatwiejszego, a potem coraz trudniejszego. Dzieci samodzielnie wybierają materiał na którym pracują w danej chwili, biorą go z półki i pracują albo na stoliku, albo na małym dywaniku, który wyznacza miejsce pracy. Po raz pierwszy to nauczyciel prezentuje każdą pomoc i pokazuje po kolei czynności z nią związane. Później dziecko samo decyduje jak wykona zadanie. Najważniejszy nie jest efekt ale droga, to czy dziecko wykona ostatecznie zadanie również nie jest najważniejsze. Czasami nad jednym materiałem dziecko może pracować kilka lub kilkanaście razy aż stwierdzi, że już go opanowało lub będzie chciało wykonywać co innego. Zawsze może wrócić do zadania innym razem lub za parę tygodni. Indywidualność i wolny wybór jest tu kluczem do sukcesu.

    Metoda Montessori jest znana przede wszystkim ze swoich materiałów – pomocy, które są z naturalnych materiałów, bardzo estetyczne i ciekawe. Skupiają się wokół kilku grup/ rodzin: z życia codziennego, sensorycznych, matematycznych, językowych, przyrodniczych, historycznych i geograficznych, muzycznych i związanych ze sztuką. Wszystkie mają za zadanie w sposób przystępny, praktyczny i odpowiadającym okresom wrażliwości pomóc dziecku przejść od konkretu do abstrakcji.

    Największymi atutami pedagogiki Montessori są nastawienie na samodzielność, wolny wybór i rozwój we właściwym sobie tempie. Opiera się ona na szacunku wychowawcy/ rodzica do dziecka i towarzyszeniu w drodze do rozwoju. Niektórych może zniechęcać materiał Montessori, który dla rodziców może wydawać się nieatrakcyjny lub nudny, ale to właśnie on jest jednym z kluczy do sukcesu. Bo te metody to nie tylko drewniane wieże, cylindry i puzzle ale piękne ilustracje, przyjazne materiały, ciekawe ćwiczenia i nienachalny wygląd.

    Powstaje coraz więcej miejsc, w których wykorzystuje się albo elementy pedagogiki Montessori albo całą jej filozofię. Ja przez kilka lat miałam przyjemność pracować w Przedszkolu Niepublicznym PUCHATEK w Białymstoku gdzie przede wszystkim zasady pedagogiki ale również i materiał pedagogiczny były wykorzystywany. Na własne oczy widziałam, że to po prostu działa. Starsze dzieci chętnie pomagają młodszym, wybór i postawienie na samodzielność w czynnościach życia codziennego wpływają na funkcjonowanie dziecka zarówno w przedszkolu jak i w domu, ale też na jego pewność siebie.

    Jeśli zatem szukacie przedszkola gdzie nie tylko podstawa programowa jest ważna, ale również sposób w jaki dzieci poznają świat i budują swoją osobowość to właśnie przedszkola z pedagogika Montessori są czymś odpowiednim dla Waszych dzieci.

  • Jedzenie – to nie takie łatwe

    Jeśli szukasz w tym tekście informacji kiedy i w jakiej kolejności wprowadzać pokarmy to ich tu nie znajdziesz. Jest wiele publikacji mówiących o tym. Ale znajdziesz podpowiedzi na najczęściej pojawiające się pytania i wątpliwości rodzicielskie dotyczące jedzenia. Problemy, które mają kilkulatki z jedzeniem lub piciem bardzo często mają swój początek w pierwszym roku życia.

    Od razu chciałabym zastrzec, że jeśli zauważysz jakiekolwiek niepokojące sygnały dotyczące jedzenia swego dziecka, to zawsze najpierw zapytaj lekarza. Niektóre dzieci w związku ze swymi dolegliwościami, schorzeniami lub zaburzeniami będą potrzebowały wsparcia lekarza pierwszego kontaktu, gastrologa, endokrynologa lub psychologa. Jednak ze znakomitą większością problemów żywieniowych dzieci, rodzice powinni poradzić sobie sami.

    Moje dziecko je za mało

    Większość znanych mi mam, nie wyłączając mnie, choć raz w życiu zastanowiła się nad tym czy nie daje za mało jeść swemu dziecku. Trzeba pamiętać, że dzieci działają instynktownie, zwłaszcza w okresie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa. Jeśli będą głodne z pewnością dadzą nam o tym znać, czy to płaczem, czy marudzeniem, apatią, rozdrażnieniem. Większe będą same sięgały po to co jest pod ręką, wołały „ama”, itp. Jeśli zaś będzie miało już dość jedzenia też nam o tym oznajmi. Warto obserwować dziecko i „wsłuchiwać” się w jego, czasami niewerbalne komunikaty.

    Zawsze warto podpytać się lekarza lub pielęgniarki co do ilości podawanego jedzenia. Jednak porównywania z innymi dziećmi w tym samym wieku już nie polecam. Każe z dzieci rozwija się inaczej, waży, mierzy i rusza się inaczej. Dlatego jeśli dziecko rozwija się prawidłowo, jego waga mieści się w centylach, to może jednak je tyle ile trzeba. Pamiętajmy, że żołądek dziecka jest wielkości jego piąstek… ile więc może się tam zmieścić. Czasami lepiej dać dziecku troszkę mniej, ale częściej.

    Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Jeżeli będziemy zmuszali dziecko do jedzenia, to w końcu jego żołądek się „rozciągnie” i po prostu będziemy je przekarmiać, co może prowadzić do otyłości. Z kolei jeśli dziecko domaga się jedzenia a nie dostaje tyle ile powinno, to działa to w druga stronę i możemy doprowadzić do anemii. Warto słuchać dzieci.

    Moje dziecko nie chce pić/ zwłaszcza wody/

    Trzeba pamiętać, że dzieci które piją mleko nie wymagają „dopajania”. Otrzymują odpowiednią ilość płynów aby utrzymać nawodnienie organizmu na odpowiednim poziomie. Jedynie w dwóch przypadkach mogą czasami potrzebować dodatkowej wody – kiedy są chore i odwodnione (ale tu mleko też powinno pomóc) lub przy dużych upałach (oczywiście mleko będzie spełniało tę samą funkcję).

    Ogólnie wiadomo (choć mam wrażenie, że jednak nie wszyscy to sobie jeszcze przyswoili), że woda i to źródlana jest najlepsza dla dzieci. Przede wszystkim najlepiej nawadnia (wow odkrycie), usprawnia pracę mózgu i mięśni oraz jest neutralna dla zębów. Wszelkiego rodzaju soki/ herbatki – nawet te dla kilku miesięcznych dzieci czy robione w domu nie spełniają tych funkcji. A jeszcze są często przyczynkiem do próchnicy tz. „butelkowej”

    Skąd więc tyle dzieci, które nie lubią wody lub żadnych napojów. Wiele z nich jeszcze nie potrzebuje „dopajania” lub została im woda podana za wcześnie. Dziecko dostało wodę, nie potrzebowało jej, więc nie piło. Rodzić się zmartwił, stwierdził, że nie smakuje, dodał soczku lub czegoś innego „do smaku”… Kończy się na tym, że dziecko pije albo tylko słodkie albo nic.

    Jeżeli nasze dziecko nie chce pić nic, zastanówmy się czy rzeczywiście jest mu to potrzebne, bo być może z innymi pokarmami dostają ono wodę. Jeśliś ma dobre wyniki i nie jest odwodnione (można to poznać choćby po jasnym kolorze moczu) to może nie warto zmuszać, a jedynie zachęcać.

    Problemem może tez być sposób podawania wody – kubek, słonka, szklanka. Warto wypróbować różne, bo dzieciom to też może sprawiać problem.

    Moje dziecko nie chce jeść moich potraw

    Często się zdarza, że mamy – zwłaszcza przy pierwszym dziecku, bardzo się starają aby te pierwsze posiłki były idealne – z ekologicznych warzyw, wolno biegającego drobiu, itp. A maluch nie chce tego jeść. Pomijam fakt, że może być nie gotowy. Ale bywa tak, że dzieci zajadają się słoiczkami (podanymi w akcie desperacji), a obiadków rodziców nie tkną. Przerabialiśmy to… u nas akurat przyczyną był silny odruch wymiotny, przy jakiejkolwiek grudce, spowodowany wielokrotnym i długotrwałym intubowaniem. Jednak najczęściej przyczyna tkwi gdzie indziej. Przyprawy… Często nie przyprawiamy potraw dla maluchów, a te słoiczkowe mają przyprawy. Nie zachęcam oczywiście do solenia czy pieprzenia obiadków dla dzieci, ale jest wiele przypraw naturalnych, których możemy używać. Jakich? Kiedy Marianka już była gotowa na nasze potrawy i „grudki” to zerkaliśmy na słoiczki jakie przyprawy są tam wymienione. Zresztą jak wpiszecie w wyszukiwarce „przyprawy dozwolone dla dzieci” to pewnie nie jeden artykuł znajdziecie.

    Warto zawsze sprawdzić smak podawanej dziecku potrawy i zastanowić się czy sami bylibyśmy w stanie to zjeść.

    Moje dziecko je wybiórczo

    Istnieją zaburzenia odżywiania związane z wybiórczością jedzenia. Wymagają one leczenia i konsultacji ze specjalistami. Jednak znakomita większość dzieci jedzących wybiórczo takich zaburzeń nie ma.

    Trzeba pamiętać, że dla dziecka każdy nowy smak jest… nowy. W większości przypadków nie wie czy smakuje mu czy nie, ma przy tym nieodgadniony wyraz twarzy lub się krzywi. Często nie wynika to z tego, ze mu nie smakuje tylko, że jest zaskoczone nowością. A rodzice błędnie to interpretują i notują sobie w głowie „moje dziecko tego nie lubi”. Czasami aby dobrze poznać smak i aby kubki smakowe go zaakceptowały trzeba czegoś spróbować 5 – 10 czy 15 razy. Spróbować to nie znaczy zjeść wszystko. Kiedy wprowadzamy nowy smak i dziecko od razu nie zjada go chętnie nie należy zmuszać do zjedzenia całości. Do danego smaku trzeba wrócić za kilka dni i powtarzać to kilkanaście razy po trochę. Oczywiście dziecko jest człowiekiem i tak jak każdy z nas może czegoś nie lubić. Ale może to dotyczyć kilku smaków, a nie kilkunastu. Nasza córka nie lubi smaku jajka. O ile jeszcze żółtko toleruje to już białko odpada. Zaakceptowaliśmy, że jajko gotowane będziemy jeść sami. A przetworzone Jej nie przeszkadza.

    Waśnie przez takie odpuszczanie po zdawałoby się nieudanej próbie lub zmuszanie do zjadania całości od razu powoduje, że w późniejszych latach dziecko może jeść bardzo wybiórczo.

    A co jeśli już tak jest i nasz kilkulatek je tylko kilka potraw? O ile nie jest to związane z zaburzeniami lub chorobą to można sobie z tym poradzić, tylko jak zawsze trzeba wytrwałości i zasad. Warto wprowadzić zasadę, że wszystkiego co jest na talerzu należy spróbować. Jeśli dziecko to zrobi należy pochwalić, ale nie zmuszać do jedzenia całości. Warto zapytać czy smakowało. Nawet jeśli nie, to może za 15 razem posmakuje. Inną zasadą jest, że jeśli na talerzu są trzy potrawy to tylko jedna można zostawić (ale trzeba jej spróbować). W tym przypadku pamiętajmy, żeby nie podawać od razu wszystkich trzech rzeczy których dziecko nie je. Niech będzie jedna, którą lubi, jedna do której się przekonuje i jedna nowa. Zawsze po skończonym posiłku warto zapytać o wrażenia i pochwalić (ale nie wpadać w przesadę).

    Miałam w przedszkolu kiedyś dziewczynkę, której mama w pierwszych dniach przynosiła na kartce co mała zje na pewno z tego co jest zaplanowane. Dzięki zasadom, pozytywnemu wsparciu i zachętom dziewczynka po pół roku jadła już prawie wszystko. Udało nam się ustalić czego naprawdę nie lubi i dać Jej wybór. Nie lubiła pomarańczy więc zawsze były w zanadrzu jabłka (których też na początku nie jadła). Taki wybór pokazał, że taktujemy ją poważnie i wspólnie podejmujemy decyzje.

    Oczywiście w domu możemy też dziecko zaangażować do wspólnych zakupów i gotowania, które działają bardzo korzystanie na „niejadki”

    Moje dziecko za mało przybiera na wadze

    Rodzice maluchów, które w pierwszych miesiącach szybko przybierają na wadze zaczynają się martwić kiedy nagle waga staje (zwłaszcza dzieci z niską masą urodzeniową). O ile zatrzymanie przybierania na wadze nie łączy się z nagłym spadkiem apetytu, chorobą, słabymi wynikami oraz zatrzymaniem wzrostu… to z reguły mnie ma się czym przejmować. Dzieci w pewnym momencie zaczynają intensywnie poznawać świat czy to przemieszczają się czy dotykając go. Do tego dochodzi ząbkowanie i szybki rozwój intelektualny. Do tego potrzeba jest naprawdę dużo energii. Dlatego przyrost masy ciała zwalnia, a całą energia jest kierowana na inny rodzaj rozwoju.

    Oczywiście należy obserwować czy nie dzieje się nic złego z dzieckiem, ale jeśli lekarz potwierdzi, że od strony zdrowotnej jest dobrze… to nie należy raptownie zwiększać ilości posiłków czy na siłę karmić dziecko. Warto dostarczyć mu odpowiednie ilości kalorii do rozwoju i cieszyć się, że poznaje świat.

    Moje dziecko jest niejadkiem

    Podczas 9 lat pracy w przedszkolu, a potem w żłobku, słyszałam to tysiące razy. A potem okazywało się, że 99% dzieci je normalnie. Z czego wynika taki pogląd rodziców?

    Zapominamy, że dziecko ma żołądek wielkości swoich pieści (o czym już pisałam) a często nie wiemy ile tak naprawdę je nasze dziecko. Dla zdrowia dziecka lepsze jest aby jadło mniejsze ilości ale częściej – czyli talerz obiadu nałożony tak jak dla dorosłego raczej nie jest odpowiedni. Zapominamy też, ze wszelkiego rodzaju przekąski są posiłkami i jeśli dziecko ma do nich dostęp, to sumaryczna ilość kalorii w ciągu całego dnia wcale nie jest taka mała.

    Jeżeli nasze dziecko dobrze się rozwija, zjada chętnie ale mało (naszym zdaniem), ma dobre wyniki, jest energiczne i radosne… To nie jest niejadkiem.

    Czasami dziecko nie chce jeść naszych posiłków, a u babci czy w przedszkolu zjada. Może to wynikać albo ze smaku naszych potraw, albo z presji jaką wywieramy na dziecko lub atmosfery przy stole.

    Moje dziecko raptownie przestało lubić to jeść

    Nasze upodobania smakowe zmieniają się przez całe życie. Jeżeli nasze dziecko przestało coś lubić (jedną lub dwie rzeczy) to nie warto się martwić, ma do tego prawo. Warto wówczas spróbować wprowadzić nowe potrawy lub wrócić do tych, które kiedyś nie posmakowały.

    Oczywiście to nie wszystkie problemy żywieniowe jakie mają nasze dzieci. Moje sposoby nie nie zadziałają na wszystkie dzieci, ale warto spróbować. A w razie wątpliwości po prosu zapytać lekarza.

  • Trudne, magiczne słowa

    Kiedyś jeden z tatusiów w przedszkolu zapytał mnie jak nauczyłam jego dziecko mówić dzień dobry, bo on nie potrafił tego zrobić. Odpowiedziałam, że dzieci w przedszkolu, wśród rówieśników szybciej się uczą… ale była to tylko cześć prawdy…

    Jest cześć rodziców, która ma problem z nauczeniem dzieci „magicznych słów”. Maluchy za nic w świecie nie chcą powiedzieć „proszę, dziękuję i przeprasza” ale często też mają problem ze zwykłym „dzień dobry” lub „do widzenia”. Czasami wynika to z nieśmiałości, innym razem z przekory, ale w większości przypadków nie mówią tych słów, ponieważ nie zostały tego nauczone. Zaraz odezwą się osoby, które powiedzą „przecież uczę swoje dziecko – zawsze każę mu mówić dzień dobry”. Często zapominamy jednak, że dzieci najszybciej uczą się przez naśladownictwo, a zasad współżycia z innymi (w tym słów grzecznościowych) najłatwiej nauczyć maluszki.

    Kiedy wymagamy od dziecka aby mówiło „dzień dobry” czy „do widzenia” zastanówmy się czy sami tak robimy? Ważne jest też kiedy zaczynamy wymagać od dziecka by witało się i żegnało. Nie raz widziałam rodziców, którzy chcieli aby ich dziecko powiedziało „dzień dobry” ale sami tego nie robili. Skoro mama lub tata nie mówią tego na powitanie dlaczego ja mam to robić. Bywa też, że kiedy dziecko idzie do przedszkola z dnia na dzień chcemy aby się witało czy żegnało. A to tak nie działa. A jak to zrobić w miarę łatwo i naturalnie? Przede wszystkim wymagać od siebie, witać się z sąsiadami czy w miejscach publicznych i to od samego początku kiedy dziecko nam towarzyszy. Kiedy jest ono na tyle świadome aby panować nas swoimi gestami lub zaczyna mówić warto zachęcać i wprowadzać „pa pa” na pożegnanie a zamiast powitania jakiś gest, np. podanie ręki czy jej uniesienie. Z czasem kiedy dziecko będzie potrafiło samo powiedzieć „dzień dobry/ do widzenia” zacznie to robić naturalnie i bez przymuszania.

    Tak samo sprawa się ma jeśli chodzi o „przepraszam, dziękuję, proszę”. Tu bardzo ważne jest aby od początku w towarzystwie dziecka, ale także w stosunku do niego używać tych słów. Są one nie tylko grzecznościowe ale świadczą też o szacunku do drugiej osoby. A to, że dziecko jest noworodkiem lub niemowlakiem wcale nie oznacza, że mamy nie traktować Go z szacunkiem. Jeśli teraz tego nie zrobimy, to kiedy? To musi wynikać z nas. Jeżeli my będziemy szanować dziecko, zwracać się do niego grzecznie… jeśli dziecko będzie widziało, że tak sama traktujemy innych ludzi… takie zachowanie będzie dla niego naturalne.

    Oczywiście w momencie kiedy dziecko uczy się mówić lub już to potrafi warto mu pomóc w określeniu sytuacji kiedy trzeba użyć słów „magicznych”. Wytłumaczyć w trakcie sytuacji „podziękuj tacie”, „przeproś babcię”, „poproś o klocki”. Kiedy dziecko jeszcze nie mówi można zastosować gesty lub określenia tymczasowe. Przecież babcię można przytulić czy pogłaskać. Należy jednak pamiętać aby ten okres „zastępczy – przejściowy” zamknął się w momencie kiedy dziecko sprawnie opanuje mowę. Maluchy chętnie unikają słów kiedy mogą, bo tak jest łatwiej.

    Pamiętajmy, że zawsze najpierw musimy wymagać od siebie, a potem od dzieci. A szacunek należy się maluchom od chwili urodzenia. Jeżeli tak będziemy postępować nie będziemy najprawdopodobniej mieli problemów z określeniami grzecznościowymi u naszych dzieci.

  • Jak wybrać przedszkole

    Nowy rok… nowe wyzwania… Jak zwykle o tej porze roku na grupach „mamowych” zaczynają się pytania dotyczące przedszkoli? Jaki są polecane? Gdzie najlepiej? Gdzie najtaniej? Gdzie najbliżej? Oczywiście nie jestem w stanie odpowiedzieć na te wszystkie pytania konkretnymi placówkami (bo jest ich co niemiara)… ale spróbuję trochę Wam podpowiedzieć. Przez 7 lat pracy jako dyrektor przedszkola zebrałam doświadczenie dotyczące rekrutacji, pytań rodziców i ich oczekiwań.

    Oto kilka ważnych spraw, o których powinniście pomyśleć przy wyborze przedszkola.

    Państwowe czy prywatne

    Tak naprawdę to jest pierwsze pytanie jakie powinniśmy sobie zdać myśląc o przedszkolu dla naszego malucha. Odpowiedź na nie będzie determinowała sporą część naszych dalszych pytań. W każdym z tych rodzajów przedszkoli rekrutacja, wymogi, opłaty i terminy są inne. O ile do państwowych placówek rekrutacja odbywa się w większości (zwłaszcza w większych miastach) poprzez systemy elektroniczne, w wyznaczonym terminie (mniej więcej marze – kwiecień) to już w przedszkolach prywatnych rekrutacja jest ciągła i zależy od ilości miejsc. W przedszkolach państwowych dziecko 2,5 letnie przeważnie się nie dostanie (choć wszystko zależy od ilości dzieci), to jeśli chodzi o prywatne placówki to spora część przyjmie nawet dzieci którym brakuje miesiąca lub dwóch do 2,5 roku. Opłaty w palcówkach państwowych określa ustawa (5 godzin dziennie bezpłatnie, każda następna godzina płatna, opłata z wyżywienie) to już w prywatnych opłaty są różne (często zależą od miejscowości oraz ilości zajęć dodatkowych).

    Pierwszym weryfikatorem z pewnością dla niektórych będą koszty. I nie należy się tu ani wstydzić ani krygować. Nie oznacza to, że do państwowych placówek chodzą dzieci tylko tych rodziców, których nie stać na prywatne. Ale niektórzy z nas, nawet nie będą rozpatrywali prywatnych. I to jest normalne. Skoro państwo oferuje nam wychowanie przedszkolne to czemu z tego nie skorzystać.

    Jakie przedszkole państwowe? Czy dla każdego?

    Jeśli w Waszej miejscowości jest więcej niż jedno przedszkole państwowe to zawsze możecie wybrać, które z nich będzie dla Was przedszkolem pierwszego wyboru. Które wybrać? Warto przemyśleć kilak rzeczy. Czy chcę aby przedszkole było blisko miejsca zamieszkania, może blisko pracy lub dziadków? Czy moje dziecko ma jakieś specjalne potrzeby, które przedszkole powinno zaspokoić (np. edukacyjne, wychowawcze, żywieniowe)? Jaką ofertę edukacyjna ma każda z placówek? Czy dzieci mają jakieś zajęcia dodatkowe (obowiązująca ustawa wcale tego nie zakazuje)? Czy są jakieś koła zainteresowań? Czy dzieci wychodzą do placówek kulturalnych, na wycieczki? Tego wszystkiego dowiecie się ze strony internetowej, z rozmowy z dyrekcją ale przede wszystkim z opinii innych rodziców.

    Warto zasięgnąć zwłaszcza tej ostatniej od więcej niż jednej czy dwóch osób. Jeżeli słyszymy, ze jakaś pani wychowawczyni nie ma najlepszej opinii warto dopytać się u dyrekcji kto będzie prowadził grupę, do której ma trafić nasze dziecko. Jeśli dziecko ma specjalne potrzeby warto od razu zapytać czy przedszkole ma możliwość ich zaspokojenia. Pamiętajmy, co dla jednych jest niemożliwe do przejścia dla innej dyrekcji może nie stanowić problemu. Nie zatajajmy tez trudności naszych dzieci. Jeżeli zostaną przyjęte do przedszkola i tak „wyjdą”… wtedy powstanie prawdziwy problem, bo wychowawczynie będą zaskoczone.

    Pamiętajmy, że to iż jest mało przedszkoli państwowych nie oznacza, że możemy się na wszystko godzić. A przepisy mówią o tym, że każde dziecko od 3 roku życia wzwyż (o ile rodzic wyrazi taką chęć) powinno mieć zapewnioną możliwość realizacji wychowania przedszkolnego w placówkach państwowych najdalej do 3 km od miejsca zamieszkania. Co to oznacza? Że dziecko może się nie dostać do przedszkola, które wybraliśmy ale gmina powinna wskazać placówkę która jest blisko naszego zamieszkania. Co nie zawsze nam odpowiada. W związku z tym obowiązkiem, gminy powołały oddziały przedszkolne przy szkołach, albo podpisały umowy z niektórymi przedszkolami prywatnymi, które rekrutują tak jak państwowe i opłaty tez są takie jak tam.

    Przedszkole prywatne

    Na co zwrócić uwagę wybierając przedszkole prywatne? Z pewnością tak jak przy placówce państwowej – umiejscowienie, oferta edukacyjna, potrzeby naszego dziecka, opinie rodziców oraz oczywiście opłaty (co obejmują). Ważna tez będzie dostępność miejsc i wpisowe. Dla mie równie ważne jest też wizja wychowani jaką ma dana placówka – a te coraz częściej bywają bardziej odważne i urozmaicone. Ale to każdy z Was musi zastanowić się co dla Was będzie priorytetem.

    Kiedy zatem szukać miejsca w przedszkolach prywatnych? Dla mnie najlepszym momentem jest właśnie przełom stycznia i lutego. W przedszkolach po malutku zaczyna się klarować ilość miejsc, które zostaną zwolnione (ile dzieci pójdzie do pierwszej klasy, ile do zerówki szkolnej – kto zostanie w przedszkolu). Oczywiście są takie placówki, gdzie powiedzą Wam, że to już za późno… ale jak dla mnie takie trochę sztuczne tworzenie elitarności. Zapis dziecka na dwa czy trzy lata wcześniej do przedszkola, kiedy wcześniej nie jesteśmy wstanie przewidzieć ile miejsc będziemy mieli wolnych w danym roku przedszkolnym… No nic, każdy niech sam decyduje. Czy jesteśmy wstanie przewidzieć co będziemy robić za rok czy dwa? Czy nadal będziemy mogli/ chcieli aby nasze dziecko chodziło do tego przedszkola? A wpisowe już nas przywiązuje. Ja trzymałam się tego, że rekrutację zaczynaliśmy pod koniec stycznia (choć jeśli rodzic, który miał już u nas starsze dziecko deklarował wcześniej, że chce puścić młodsze to oczywiście nie odmawialiśmy). Jak dla mnie było to uczciwe względem rodziców i organizacyjnie dla nas łatwiejsze.

    Ap ropo wpisowego – z założenia jest bezzwrotne. Warto się jednak zapytać czy pokrywa ono np. wyprawkę plastyczną czy higieniczną dziecka lub zakup kart pracy.

    W przedszkolach prywatnych warto zwrócić uwagę nie tylko na ilość dzieci w grupie, ale też na ilość zatrudnionych nauczycieli i jak często się zmieniają. Obecnie już nie powinno się zdarzać, że opiekę nad dziećmi sprawują osoby z niepełnym lub nie kierunkowym wykształceniem… ale na to też warto zwrócić uwagę.

    Zajęcia dodatkowe to ważne dla rodziców informację. Pamiętajmy jednak, aby nie było ich przesadnie dużo. Dzieci oprócz nich realizują podstawę programową wychowania przedszkolnego (nawet maluchy), a jeśli zajęć jest za dużo to braknie im czas na zabawę swobodna, która w tym wieku jest niezwykle ważna. Warto od razu zapytać które z zajęć są w interesującej nas grupie wiekowej i czy wszystkie są w ramach wpisowego czy któreś wymaga dodatkowej opłaty.

    Mówiąc o opłatach warto pamiętać, że w wielu przedszkolach prywatnych opłata miesięczna nie zawiera wyżywienia. Na stronie internetowej łatwo to przeoczyć. Może się okazać, że czesne jest atrakcyjne ale po doliczeniu stawki dziennej za wyżywienie już traci. Z kolei w innym przedszkolu może wydawać się 100 czy 150 zł wyższe, ale zawierające już wyżywienie. Przedszkola prywatne to firmy, które też używają chwytów marketingowych aby pozyskać klientów.

    Inną ważną rzeczą jest też plac zabaw i wyjścia na spacery. W obecnych czasach kiedy wiele placówek powstaje w blokach lub innych miejscach nie od razu przeznaczonych na przedszkola – samodzielny plac zabaw to prawdziwy rarytas. Jeśli jednak przedszkole nie ma własnego placu, nie oznacza to od razu dyskwalifikacji. Być może korzystają z osiedlowego lub mają inne rozwiązania. Warto o to zapytać. Obowiązująca podstawa programowa zakłada codzienne wyjścia na spacer lub plac zabaw, o ile pogoda na to pozwoli. Warto na to zwrócić uwagę.

    Wizja czy filozofia wychowania też może powiedzieć nam dużo o przedszkolu. Teraz coraz częściej pojawiają się przedszkola Montessori, demokratyczne, artystyczne, językowe ale również leśne. Warto zapoznać się z różnymi możliwościami (kilka z nich postaram się Wam w najbliższym czasie przedstawić).

    Niezależnie czy przedszkole jest państwowe czy prywatne warto przed podjęciem decyzji zabrać tam nasze dziecko i… zobaczyć jak się będzie tam czuło. To z pewnością powinien być podstawowy czynnik, który uwzględnimy przy wyborze.

    Mam nadzieję, że moje wskazówki pozwolą Wam wybrać przedszkole do którego Wasze dziecko będzie chętnie chodziło, Wy będziecie zadowoleni z opieki, a to wszystko złoży się na wsparcie w prawidłowym rozwoju dzieci.

  • 2K17

    Nowy rok nie tylko się zbliża, ale wręcz nadbiega 😉 A stary, mijający 2017 jaki był? Czy warto Go będzie wspominać za kilka lat? Z czym i przede wszystkim z kim będzie się kojarzył?

    Dla mnie ten rok to przede wszystkim rok wyzwań. Piękny rok kiedy tak naprawdę poznałam moją córeczkę, siebie i mojego męża. W tym roku już na spokojnie mogliśmy się stać „normalną”, może nie do końca przeciętną rodziną.

    Na wiosnę 2017 roku uwolniłyśmy się z Marianką z domowego „więzienia”. Wspólnie zaczęłyśmy poznawać świat, wychodzić do ludzi, podróżować. Po pierwszych urodzinach Mani trochę odetchnęłam… uwierzyłam, że jest i będzie z nami, że Jej życiu nie zagraża już bezpośrednie niebezpieczeństwo. Wiosna otworzyła nam okno na świat i chętnie z tego skorzystałyśmy. Już nie tylko wizyty u lekarzy specjalistów, rehabilitacja czy inne zajęcia pozwalały nam na spotkania z ludźmi. Same szukałyśmy okazji do tego aby zobaczyć, poznać, dotknąć nowego. Ja czerpałam radość z tego, że pokazywałam Mariance świat, a Ona, że poznawała go dzięki mnie.

    W tym roku na reszcie odnalazłam również siebie – nie mamę, żonę, harcerkę, nauczycielkę. Po prostu Sylwię, która wie czego pragnie, wie co chce w życiu robić i cieszy się, że odnalazła swoją drogę. Bo nic nie dzieje się przypadkowo. To wszystko co do tej pory wydarzyło się w moim życiu doprowadziło mnie do miejsca w którym jestem i z tego się cieszę. Wiem, że chcę pomagać ludziom, rodzicom, a najbardziej rodzicom wcześniaków. Wiem, że moje doświadczenie mi w tym pomoże… wiem, że spełnię się w tym.

    2017 rok pozwolił mi także „zadomowić się” jako żona. Po ślubie, zanim się obejrzeliśmy urodziła się Marianka i to Jej poświęciliśmy całą swoją energię. Teraz mogliśmy się skupić nie tylko na byciu Jej rodzicami, walce o życie i sprawność Mani. Mogliśmy po prostu być mężem i żoną, rodzicami cudownej dziewczynki. Dziś wiem, że w naszych rozmowach Mania dominuje ale nie jest jedynym tematem. Potrafimy tak jak na początku znajomości rozmawiać o książkach, filmach, wartościach, polityce, poglądach i przeżyciach. Z pewnością pomogły nam w tym „randki” o których już pisałam. Mam bardzo wyrozumiałego i wspierającego męża, który pomógł i pomaga mi być jak najlepszą żoną dla niego.

    Ten rok z pewnością zapamiętam też jak moment decyzji o powstaniu Fundacji Mali Wojownicy. Cała procedura rejestracji, pierwsze kontakty z sojusznikami i urzędami… Wykorzystanie dotychczasowych umiejętności nabytych jako instruktorka harcerska i dyrektor przedszkola. Mam miliony pomysłów, z których tylko kilka na razie udało mi się zrealizować, rozpocząć lub choćby na głos wypowiedzieć. Ale wiem, że będzie się działo.

    Czy 2017 rok był najlepszym rokiem w moim życiu? Nie wiem. Z pewnością był ciekawy i nie mogę się już doczekać kolejnego 🙂

  • Goście wieczorem, a dziecko w domu

    Czas świąt to często czas kiedy odwiedza nas rodzina i znajomi. Nie zawsze te wizyty odbywają się w środku dnia, zdarza się że zapraszamy gości na wieczór… tak jak wtedy kiedy w naszym domu nie było dzieci. Czy to dobry pomysł? Czy w ogóle jest sens organizowania takich spotkań? A może warto zrezygnować na jakiś czas z wieczornych imprez?

    Oczywiście każdy z nas będzie miał swoje zdanie na ten temat, ja jednak uważam, że o ile nie mamy noworodka, który się aklimatyzuje w naszym domu, dziecko nie jest chore i zachowamy pewne zasady nie ma sensu rezygnować z wieczornych spotkań z rodziną czy przyjaciółmi. Oczywiście jeśli jest możliwość, żeby np. babcia zajęła się maluchem na piętrze domu, kiedy my przyjmujemy gości to byłoby super. Ale często mieszkamy w bloku lub nie mamy pod ręką babci czy dziadka i co wtedy? Aby spotkanie było udane, a nasze dziecko nie ucierpiało na tym należy pamiętać o kilku ważnych sprawach.

    Jeden z rodziców zawsze musi być trzeźwy

    To jest podstawowa sprawa. Trzeźwy nie oznacza po kilku piwach czy kieliszkach wina. Zawsze w domu powinien być ktoś kto nie ma w sobie ani promila alkoholu, a już zwłaszcza na takich spotkaniach. Wynika to z przyczyn bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku. Jeżeli niedajboże coś by się zaczęło dziać z naszym dzieckiem, każdy wypity alkohol spowalnia naszą reakcję.

    To, że jedno z rodziców powinno być trzeźwe nie oznacza, że drugie może sobie pozwolić na wszystko. Warto też zadbać o to aby nasi goście, jeżeli będą spożywali alkohol zachowywali się w taki sposób aby nie wystraszyć naszego malucha lub jeśli będzie on już spał to Go nie obudzili. Alkohol jest dla ludzi, ale zdrowy rozsądek jest tu najważniejszy.

    Wieczorne rytuały

    Jestem wielka orędowniczką wieczornych rytuałów od pierwszych dni pobytu dziecka w domu. Dają one poczucie bezpieczeństwa zarówno dziecku jak i nam. O ile w przypadku wizyty gości starszemu dziecku możemy „odpuścić” pewne z nich, to u maluch warto zadbać aby wizyta gości nie zaburzyła jego poczucia bezpieczeństwa. Obecność nowych osób, często większej ilości, może i tak sprawić, że dziecko będzie się czuło niepewnie. Zmiana codziennych rytuałów tylko może to spotęgować.

    Ja kiedy Marianka była młodsza po prostu przepraszałam gości, zostawiałam ich z mężem i szłam Ją kąpać i szykować do snu. Ten ostatni może być oczywiście lekko przesunięty, ale musimy wiedzieć, że może to rozregulować nam malucha. A powrót do „normalności” może zająć kilka dni.

    Dużo bodźców

    Nowe osoby, hałas, emocje… to wszystko może sprawić, że nasz maluch będzie przebodźcowany. Często zdarza się tak nie tylko po wizytach gości ale też po nowych doświadczeniach czy naszych odwiedzinach u rodziny i przyjaciół. Dziecko jest wtedy nadwrażliwe, marudne i „samo nie wie czego chce”. Trzeba się z tym liczyć i „dawkować” bodźce.

    Jeżeli już taka sytuacja wystąpi, potrzeba wyciszenia, utulenia i… przetrzymania, po kilku dniach wszystko powinno wrócić do normy.

    Menu

    Kiedy przychodzą goście szykujemy wiele smakołyków. Warto zawczasu pomyśleć, co na stole może być odpowiednie do zjedzenia dla naszego malca. Bo nawet jeśli dostanie posiłki według codziennego planu, to i tak większość dzieci będzie chciała choć odrobinę po biesiadować z gośćmi.

    Zabawki

    Jeżeli nasze dziecko nie jest na tyle duże aby pobawić się samodzielnie to warto zadbać o to, aby w pobliżu stołu były ulubione zabawki. Część dzieci po początkowym zainteresowaniem gośćmi z chęcią sięgnie po nie, niezależnie czy będą się nimi bawiły na rękach rodziców czy też tuż obok ich nóg.

    U nas goście są przyzwyczajeni, że jedno z nas czasami przysiada się do Marianki na podłogę aby czuła nasza obecność. Nie musimy się nawet z Nią bawić, ale wystarczy, że jesteśmy blisko.

    Sprzątanie

    Po całym spotkaniu, nawet jeśli skończyło się dość późno warto od razu posprzątać nie tylko jedzenie, które została ale również pozostałe rzeczy. Zwłaszcza jeżeli nasze dziecko się już przemiesza i wstaje przy meblach. Jeżeli przyjęcie gości wymagało od nas chwilowego „przemeblowania” w pokoju gdzie dziecko spędza sporo czasu to warto też zadbać aby rano wszystko było na swoim miejscu. Niech maluch po emocjonującym wieczorze w spokoju znajdzie się na „starych kątach”.

    To, że jesteśmy rodzicami nie może oznaczać rezygnacji ze spotkań z przyjaciółmi, tradycyjnych uroczystości czy „imprez”. Rodzicami małego dziecka jesteśmy przez kilka lat, ono z czasem jest coraz starsze i dorośleje, a my nie możemy zapomnieć o naszym dotychczasowym życiu. Jednak aby być dobrym i odpowiedzialnym rodzicem, wystarczy tylko pamiętać o potrzebach dziecka i jego bezpieczeństwie aby nie stracić kontaktu z dotychczasowymi znajomymi i swoim życiem.

    Życzę Wam udanych spotkań i umiejętności ich pogodzenia z byciem rodzicem.

  • Kwestia czasu

    Każdy czasem potrzebuje odetchnąć i zrobić coś dla siebie, a już rodzice szczególnie. Pisałam już kiedyś o randkach z mężem i ich wartości jaką wnoszą do związku. Jeśli szukacie miejsca gdzie warto wybrać się nie tylko na randkę ale też spotkanie z przyjaciółmi to chcę Wam polecić nowe miejsce w Białymstoku.

    Niedawno odwiedziliśmy z mężem ciekawe miejsce. Nazywa się „Kwestia czasu” jest restauracją i galerią jednocześnie. Byliśmy ciekawi tego miejsca, bo chociaż jest nowe to już kilkoro znajomych było i chwaliło. Chcieliśmy sprawdzić na własnej skórze.

    Miejsce jest prowadzone przez pasjonatów dobrego jedzenia i wyjątkowego klimatu. I właśnie takie miejsce udało im się stworzyć.

    Jedzenie

    Trafiliśmy na końcówkę sezonu menu jesiennego… ale wcale nie żałujemy. Było regionalnie, zaskakująco, nowocześnie, a przede wszystkim pysznie. Jak jest filozofia dotycząca jedzenia? Na stole pojawiają się tylko te produkty, które można dostać na naszym terenie, rośliny które rosną „tuż obok”. Ale jeśli spodziewacie się tradycyjnych potraw to będziecie zaskoczeni. Wszystko podane jest w bardzo nowoczesny sposób, który mi osobiście bardzo przypadł do gustu. Kuchnia inspirowana jest XX-leciem międzywojennym. Szefowa kuchni jeździła po pobliskich wsiach, rozmawiała ze paniami, które są mistrzyniami w tradycyjnym gotowaniu. Zbierała ich przepisy, szukała inspiracji. A teraz na podstawie tych doświadczeń przygotowuje niezwykłe menu. Nie znajdziecie tu ogromnej karty ale potrawy sezonowe, zupy i dania dnia. W „Kwestii czasu” możecie też spróbować wyrobów regionalnych jeśli chodzi o napoje, piwo czy alkohole.

    danie-tomkadeserpodplomyk

    Klimat

    Na to również warto zwrócić uwagę. Z jednej strony lokal nie wydaje się duży, ale jednak jest przestronny. Wynika to z zagospodarowania przestrzeni. Znajdziecie tu zarówno większy stolik na spotkanie grupowe, jak i klimatyczne miejsce dla dwojga. Fajnym pomysłem jest półka z książkami, wygodny fotel i dobra lampka – można tam usiąść z czymś ciepłym i odprężyć się przy dobrej lekturze.

    lokal1lokal2ksiazkiksiazki2

    Ciekawe jest też to, że w „Kwestii czasu” możemy obcować ze sztuka. Teraz już drugi artysta prezentuje swoje dzieła, ale z pewnością będzie ich więcej. Na co dzień niewielu z nas ma okazje być w galerii, a tu możemy połączyć wyjątkowe jedzenie i sztukę.

    sztuka

    Kwestia czasu” proponuje wiele ciekawych konkursów, degustacji i promocji. Warto obserwować ich profil na FB i Instagramie. My z pewnością wrócimy w to miejsce, bo przecież już pojawiła się zimowa karta dań, a jestem jej bardzo ciekawa

  • Wolę kartki niż sms-y

    Święta tuż, tuż… To czas przygotowań, sprzątania, gotowania, kupowania i pakowania prezentów. Boże Narodzenie to czas bardzo rodzinny. I choć czasami rodzina i przyjaciele są daleko od siebie to choćby myślami jesteśmy razem. Zresztą możemy im to okazać…

    Życzenia świąteczne składane sobie przy dzieleniu się opłatkiem to Polski zwyczaj. Kiedyś takim zwyczajem było również wysyłanie sobie kartek świątecznych dla tych, którzy nie mogli być z nami. Dziś ten zwyczaj odchodzi w niepamięć. Zastępują go sms-y, mms-y, e-maile, wiadomości na „messengerze” i „wathsupie” czy nawet snapy. Ja w tym względzie jestem tradycjonalistką. Odkąd pamiętam w domu rodzinnym wysyłaliśmy kartki z życzeniami… i dostawaliśmy je. Były jak ciepły uścisk, od krewnych i przyjaciół oddalonych od nas. Jako dziecko pisząc kartki do dawno nie widzianych cioć czy wujków wkładałam w nie całe swoje dziecięce serce.

    Teraz kiedy jestem dorosła i mam swoją rodzinę, nie wyobrażam sobie nie wysłać świątecznych kartek, ręcznie pisanych do bliskich w różnych częściach Polski. Staram się co roku kupić ręcznie robione kartki (z kiermaszu charytatywnego w Przedszkolu PUCHATEK), starannie wypisuje ręcznie każdą z nich… do większości dołączam zdjęcie córeczki. Zwłaszcza ciocie, które rzadko lub w ogóle nie widziały Marianki bardzo się z tego cieszą.

    Dlaczego jest to tak ważne? Dla mnie taka kartka ma wielką wagę. Poprzez dbałość o szczegóły jak ręczne pismo staram się okazać moim bliskim jak są dla mnie ważni i że choć nie spotkamy się na Święta, to będą zawsze w moich myślach i sercu. Ktoś może powiedzieć, że to starodawne i nieekonomiczne. Pewnie tak. Ale dla mnie nie ma to znaczenia. Bo w tych dniach najważniejsze są emocje. Czy nie można ich przekazać poprzez nowe sposoby komunikacji? Oczywiście, że można. Choć chyba zdajemy sobie sprawę, że 90% życzeń przesyłanych telefonicznie lub internetowo to „kopiuj – wklej”. Oczywiście miło kiedy je dostaję, ale kartka to jednak coś więcej. Nie twierdzę, że nie ma ludzi piszących indywidualne życzenia poprze „nowe media”, ale są oni mniejszością.

    Mam nadzieję, że w przyszłym roku kartki świąteczne zrobimy samodzielnie z Marianką i będą one jeszcze ważniejsze. Chciałbym przez to nauczyć córkę, że nawet przez małe gesty można okazać przywiązanie i emocje. Was również zachęcam do wysyłania kartek świątecznych i okazania w taki sposób uczuć najbliższym choć mieszkającym daleko.