Tag: rodzice

  • Dziękuję, postoję. Co to znaczy rozwijać się we własnym tempie

    Na ostatniej wizycie u neurologa, pani doktor powiedziała, że Marianka powinna raczkować – bo to jest ważne dla jej rozwoju i stymulacji półkul mózgowych. A po wylewach dokmorowych jest to ważne. Zalecała jak najwięcej zabaw w pozycji siedzącej i ćwiczeń w raczkowaniu oraz nie zachęcanie do chodzenia. I bądź tu mądry i przetłumacz 13 miesięcznemu dziecku, żeby nie wstawało, nie podciągało się i nie próbowało chodzić, bo najpierw musi raczkować. Przyklejenie do podłogi raczej nie pomoże.

    Tak właśnie jest z dziećmi, że same „wybierają” sobie kierunek i tempo swego rozwoju. Najczęściej jest on skokowy i zaskakuje rodziców. Mało które dziecko można idealnie „wpisać” w tabelki rozwojowe. I to jest normalne i zdrowe. Rodzice nie powinni wariować tylko dlatego, że w mądrych poradnikach czy na forach ktoś napisał, że w tym a w tym miesiącu dziecko powinno coś robić. Po co więc są te „tabelki”? Kiedy należy się zacząć martwić?

    Opisy rozwojowe są przygotowane jako średnie wyniki z badań nad wieloma dziećmi. Przedstawiają widełkowo najważniejsze etapy rozwoju dziecka, umiejętności, działania jakie podejmuje. Średnie to znaczy, że odchylenie w jedną lub drugą stronę są również normą, o ile nie są bardzo duże. Te informacje mają wspomóc rodziców, a nie ich przestraszyć. Pokazać kierunek, w którym nasze dziecko najprawdopodobniej będzie się rozwijać. Co nie znaczy, że dzieci nie „przeskakują” jakiś etapów lub ich nie zamieniają. Tak samo jak nie można znaleźć dwóch identycznych płatków śniegu, tak samo nie znajdzie się dzieci, które w identyczny sposób się rozwijają. Zapytajcie rodziców bliźniaków, oni wiedzą o tym najlepiej.

    Skoro więc opisy rozwoju dziecka są jedynie średnimi czy należy się nimi przejmować? A jeżeli tak, to kiedy? Warto skonsultować się ze specjalistą w momencie kiedy nasze dziecko znacznie odbiega od opisanych norm. Ale również wtedy kiedy czujemy niepokój, że jeszcze „czegoś nie robi”. Takim pierwszym „sitem” naszych wątpliwości powinien być zaufany pediatra, który zna nasze dziecko. Będzie on mógł obiektywnie ocenić czy jest się już czym martwić czy należy dać czas dziecku i sobie. Jeżeli mamy pecha i nie mamy takiego zaufanego pediatry, wtedy zawsze można skontaktować się bezpośrednio ze specjalistą w danej dziedzinie. U maluszków będzie to pewnie lekarz neurolog lub rehabilitant. U starszych neurologopeda, pedagog, psycholog czy specjalista od integracji sensorycznej. Nie należy się bać takich konsultacji. Bo jak usłyszymy, że wszystko jest dobrze to odetchniemy z ulgą, a z pewnością dostaniemy też wskazówki co mamy obserwować u dziecka. A jeżeli diagnoza będzie wskazywała, że problem rzeczywiście jest? Szybka interwencja pozwoli pomóc naszemu dziecku.

    Nigdy nie będzie tak, że wszystkie dzieci urodzone w podobnym okresie zaczną w tym samym czasie chodzić, mówić, czytać, jeździć na rowerze, rozwiązywać zagadki czy być gotowym do samodzielnego wyjazdu na obóz. Każde z naszych dzieci jest wyjątkowe i rozwija się we własnym i niepowtarzalnym tempie. A ten rozwój to nie wyścig… tu nie ma wygranych i przegranych… tu są nasze dzieci, które są cudowne. I takimi właśnie je kochamy <3

    A co z raczkowaniem Marianki? No cóż, ćwiczymy je aby stymulować mózg. Ale jeżeli sama wstaje w łóżeczku, nie sadzam Jej. Jeżeli wyrywa się z rąk i chce gdzieś iść… zapewniam Jej bezpieczeństwo. Oczywiście cały czas się rehabilitujemy aby stawiała prawidłowo nóżki, nie chodziła na palcach i zachowywała równowagę. Jednak nie będę zamykała przed Manią świata, tylko dlatego, że przeskoczyła jeden etap rozwoju 🙂

  • Książka i bajka nie wystarczy

    Jest wiele mądrych książek i bajek, które pozwalają zrozumieć dzieciom świat. Jest też wiele takich, które po prostu bawią i dają ogromną radość. Nie wykluczają się wzajemnie, często to te same pozycje. A nawet jeśli nie, to każda z nich jest potrzebna w rozwoju dziecka. Niestety nawet przeczytanie najbardziej edukacyjnej książki czy obejrzenie bajki to za mało. A wręcz czasami może być niebezpieczniej, zwłaszcza u młodszych dzieci.

    Dlaczego? Pamiętajmy, że dzieci dopiero poznają świat, uczą się co jest dobre, co złe. Nie zawsze ich myślenie przyczynowo – skutkowe jest już rozwinięte na wysokim poziomie. Postrzegają świat przez pryzmat dotychczasowych doświadczeń i obserwacji. A nie zawsze są one bogate. Każda przeczytana książka czy obejrzana bajka pozostawia w dziecku ślad, powoduje przemyślenia. A jakie? No właśnie, może zupełnie inne niż intencje jakie mieli twórcy. Dziecko może wyciągnąć wnioski sprzeczne z morałem, lub stwierdzić, że bycie dobrym się wcale nie opłaca. To wszystko dzieje się w głowie malucha już w trakcie czytania lub oglądania. Warto więc upewnić się od razu jak zrozumiał daną historię. Jakie wnioski wyciągnął, jaki schemat myślowy uruchomił. Nie jest to łatwe, zarówno dla dziecka jak i dla nas. Zwłaszcza jeśli do tej pory o tym nie rozmawialiśmy. Od czego więc rozpocząć?

    Jeżeli dziecko już mówi, warto po każdym czytaniu i oglądaniu zapytać jak się podobało? Co najbardziej zapamiętało, w skrócie wspólnie opowiedzieć historię. Zastanowić się czy bohaterowie mogli postąpić inaczej i jak by się to mogło dla nich skończyć. Warto też zapyta jak dziecko postąpiłoby w takiej sytuacji i dlaczego. Jeżeli jakakolwiek wypowiedź dziecka nas zaniepokoi (w aspekcie nie zrozumienia przekazu utworu) należy od razu to wyjaśnić to. Rozmowa zawsze daje ogromnie dużo, wpływa na relacje rodzic – dziecko i wzmacnia więzi. Oczywiście jeżeli jest prowadzona w poszanowaniu każdej ze stron.

    A co jeśli dziecko jeszcze nie mówi? Wtedy to nasza rola… mówić. Czasami w książkach lub bajkach używane są słowa i sformowania, których dziecko może nie zrozumieć. Może to wpłynąć na odbiór i zrozumienie. Kiedy coś jest długie, maluch może stracić wątek i też nie wszystko zrozumieć. Dlatego warto w prostych słowach streścić to co przed chwilą usłyszał lub zobaczył. To naszym zadaniem jest powiedzieć dziecku co było najważniejsze, jaki jest morał i co może „wyciągnąć” dla siebie z tej historii. Może się to wydawać dziwne, zwłaszcza jeśli dziecko jest małe. Jednak zapewniam Was, że warto. Marianka raz dziennie (nie codziennie) ogląda bajkę „Bing”, która trwa jakieś 4 – 5 min. Są to przygody zwierzątek maluchów, takich małych przedszkolaków. Fajne w tej bajce jest to, że na koniec główny bohater wyjaśnia jeszcze raz co się wydarzyło, jak się czuł i czego się nauczył. I choć Mania czasami nie ogląda całej bajeczki to i tak na bieżąco opowiadam Jej co się dzieje. A na koniec jeszcze raz podsumowuje jednym zdaniem. W ten sposób nie tylko próbuję Jej przekazać morał, ale też uczę. Czego? Wielu rzeczy. Jak wyszukiwać najważniejszych treści w bajce czy książce. Wskazuje bohaterów i to czego się uczą. Ale przede wszystkim budować wypowiedź o tym co zobaczyła czy wysłuchała. Kiedy zacznie mówić, będziemy mogły wspólnie o tym rozmawiać.

    Wiem, że takie podejście do tematu wymaga od rodziców aby się mocniej zaangażowali. I nie dziwi to przy książkach, które i tak czytamy. Ale już przy bajkach może stać się problemem. Bo przecież często bajki są zajęciem dziecka w chwili kiedy musimy coś zrobić… Wiem i rozumiem. Ale warto wiedzieć co oglądają nasze dzieci, a zwłaszcza maluchy i co z tego zostaje im w głowach.

  • Spektrum autyzmu… jak to zrozumieć?

    Ostatnio coraz częściej w rozmowach rodzicielskich pojawia się słowo „autyzm” odmieniane w różnych przypadkach i przy różnych tematach. Czy to z obawy, strachu, przy szczepionkach czy 1%, czy dzieciach w przedszkolu. Coraz więcej ludzi styka się z „tym czymś”, coraz więcej dzieci jest diagnozowanych, w coraz młodszym wieku. Nie będę przytaczała tu definicji i cytowała mądrych artykułów, chciałabym Wam opowiedzieć o tym jak wyglądało moje „spotkanie” ze spektrum autyzmu i jak ważna jest w tym wszystkim reakcja i determinacja rodziców.

    Jedno trzeba sobie powiedzieć od razu. Spektrum autyzmu to nie choroba, a zaburzenie, co za tym idzie dużo zależy od tego kiedy dziecko zostanie zdiagnozowane i jak poprowadzone. A jak najłatwiej według mnie wyjaśnić na czym polega? Wyobraźcie sobie puzzle, które przedstawiają człowieka – jego cechy, umiejętności, sposób postrzegania, emocje, zachowania, nas całych. Każdy z nas jest inny i układ puzzli jest też trochę inny. Jedne są umieszczone na równym poziomie, inne lekko uniesione ponadto (nasze zdolności, predyspozycje, to czym się wyróżniamy). Inne są poniżej tego poziomu (nasze trudności w opanowaniu czegoś, „wady”, to czym mniej się interesujemy, rozwijamy). Każda układanka jest trochę inna, ale większość tych „górnych i dolnych” odchyleń ma niewiele, są one niewielkie. U osób ze spektrum autyzmy kilka puzzli może być baaardzo wysoko (często umiejętności matematyczne, wiedza na temat konkretnego zainteresowania) a inne baaardzo nisko (najczęściej umiejętności społeczne, myślenie przyczynowo – skutkowe, postrzegania siebie, empatia). Te odchylenia są na tyle duże, że dziecko może być postrzegane jednocześnie jako geniusz i jako zamknięte w swoim świecie. Jednak każda z osób ze spektrum może tych puzzli ponad poziom i poniżej niego mieć różną ilość, u jednych jest ich kila u innych kilkanaście i to w różnej kombinacji. Dlatego tak ciężko jest porównać jedną osobę z tymi zaburzeniami do innej. Są osoby wysoko funkcjonujące i takie, które nie są w stanie poradzić sobie same. W przypadku spektrum autyzmu mogą też dochodzić inne sprzężenia związane np. z opóźnieniami rozwojowymi.

    Niezależnie od tego na jakim poziome funkcjonalności jest dziecko, dla każdego rodzica zmierzenie się nawet z podejrzeniem o „autyzm” jest niezmiernie trudne. Podczas mojej pracy w przedszkolu spotkałam się z kilkoma przypadkami dzieci, które miały to zaburzenie i z różnymi reakcjami rodziców. Bywa, że podejrzewają, że z dzieckiem „coś jest nie tak” ale boją się diagnozy i dopiero impuls z zewnątrz skłania ich do wizyty u specjalisty. Są też tacy, którzy od razu chcą wiedzieć co się dzieje z ich dzieckiem. A są też tacy, którzy nie przyjmują do wiadomości nawet możliwości konsultacji. Niezależnie od reakcji rodziców oraz poziomie funkcjonalności dziecka w przypadku spektrum autyzmu najważniejsza jest diagnoza oraz jak najwcześniejsza terapia. I tu jest duża rola rodziców, bo nie wystarczy dziecka zawieść na zajęcia do psychologa, pedagoga, często logopedy, SI czy na zajęcia grupowe. To jest niestety dopiero początek. Największą pracę do wykonania ma rodzina jako całość. Bo to codzienne życie pomaga dzieciom ze spektrum odnaleźć się w świecie, ułatwić im zapanowania nad trudnościami w funkcjonowaniu w społeczeństwie. Ale jeśli rodzice się zmobilizują i wejdą na tę trudną drogę jest naprawdę duża szansa na podniesienie poziomu funkcjonalności dziecka. Nigdy nie zapomnę chłopca, który po przyjściu do przedszkola w wieku 3 lat był zamkniętym w sobie, agresywnym i smutnym dzieckiem, a po dwóch latach intensywnej pracy Jego, rodziców i nas – przedszkola osoba, które pierwszy raz go widziała nigdy by nie powiedziała, że ma spektrum autyzmu. Czy wyzbył się wszystkich swoich problemów? Nie. Ale opanowała umiejętności, które pozwalały mu na funkcjonowanie w grupie, stał się bardzo wesołym i otwartym chłopcem (może nawet zbyt otwartym – ale niestety tak czasami bywa). Oczywiście nadal był bardzo wrażliwy na niektóre rzeczy, ale my też nauczyliśmy się pomagać mu w trudnych chwilach. I choć przed Nim i jego rodzicami nadal dużo pracy, wierzę, że jako dorosła osoba poradzi sobie w życiu. A przecież o to martwi się każdy rodzic, nie tylko taki, którego dziecko ma problem.

    Znam też przypadki gdzie obok spektrum pojawiły się inne komplikacje, np. opóźnienia. Ale nawet w takich stuacjach praca i zaangażowanie pozwoliły na podniesienie poziomu funkcjonalności. Niestety znam też dzieci, które nie zostały zdiagnozowane… i którym z każdym rokiem będzie trudniej. Bo tylko rodzice mogą zaprowadzić swoje dziecko do specjalistów, tylko rodzice mogą podjąć decyzję o terapii, tylko rodzice mogą zawalczyć o swoje dzieci. Dzisiaj nikt nie może ich do tego zmusić.

    Jeżeli spotkacie na swojej drodze osoby ze spektrum autyzmu pamiętajcie, że nie można się tym zarazić. Są tacy jak my, tylko trochę inaczej postrzegają świat i odbierają bodźce, ich puzzle ułożyły się trochę inaczej niż nasze. To bardzo wartościowi ludzie, a ich rodzice to prawdziwi bohaterzy walczący o możliwości rozwojowe i przyszłe funkcjonowanie swoich dzieci w społeczeństwie. Należy się im wielki szacunek.

  • Trudny wybór – tego można nauczyć

    Jejku, no zdecyduj się wreszcie na coś. Nie będę za ciebie wybierała do końca życia.” „Ale ona jest niezdecydowana. Życie przeleci jej przed oczami, a ona nadal nie będzie wiedziała czego tak naprawdę chce.” „Nigdy sam nie zdecyduje. Zawsze radzi się mamusi.” Znacie to? Słyszeliście o takich ludziach? A może macie ich w swoim otoczeniu, rodzinie? Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tacy są? Z dużą dozą pewności mogę powiedzieć, że większość tych osób najzwyczajniej w świecie nie umie podjąć samodzielnie decyzji. Nikt ich tego wystarczająco wcześnie nie nauczył.

    Rodzice chcą wychować swoje dzieci tak aby w przyszłości podejmowały dobre decyzje. To znaczy jakie? Takie, które pozwolą im żyć w szczęściu, zdrowiu i dostatku. Jednak podjęcie decyzji to wzięcie odpowiedzialności za nią. Wymaga odwagi i pewności siebie oraz wiedzy, że każda decyzja ponosi za sobą konkretne konsekwencje. I nie jest to łatwa. Czym innym bowiem jest zaciąganie opinii i samodzielne podjęcie decyzji, a czym innym zdanie się na innych bez żadnej refleksji.

    Aby dorosły człowiek mógł odpowiedzialnie, sprawnie i na bieżąco podejmować samodzielne decyzji musi zdobyć w tym względzie doświadczenie. A im wcześniej tym lepiej. Wielu rodziców czuje to intuicyjnie i od najmłodszych lat pozwala dzieciom decydować o sobie (oczywiście w granicach rozsądku). Tak naprawdę wystarczy niewiele aby wdrożyć nasze dziecko do samodzielnych decyzji. Pamiętajmy jednak, że to my za nie odpowiadamy i za decyzje, które podejmują jesteśmy też odpowiedzialni. Ale od początku.

    Już maluchy mogą uczyć się decydowania, np. czym chcą się bawić. Starsze mogą decydować co chcą założyć, zjeść na podwieczorek czy z kim się bawić. Rada moja jest taka – ograniczcie wybór, najlepiej do dwóch rzeczy. Takich, które są możliwe do zrealizowania (żeby np. w zimie dziecko nie chciało wyjść w klapkach). Z czasem, tak jak ze wszystkim ilość możliwości wyboru należy rozszerzać. Bo chcemy dziecko nauczyć, a nie nim manipulować.

    Tak samo sfery w jakich dziecko może dokonać wyboru powinny z każdym nowym etapem jego życia się rozszerzać. Kiedy dzieci mają jeszcze problem z myśleniem przyczynowo – skutkowym warto im wytłumaczyć konsekwencje każdego z wyborów, ale ostatecznie niech same zadecydują. I poniosą konsekwencje swego wyboru.

    Dobrym ćwiczeniem jest również włączanie dziecka do rozmów rodzinnych, przed podjęciem ważnych decyzji. Oczywiście nie mam tu na myśli rocznego czy dwuletniego dziecka, ale już trzy – czterolatek może się wypowiedzieć na temat nowego samochodu, że chciałby np. zielony. Czy kupimy zielony? Nie koniecznie ale trzeba wtedy dziecku wytłumaczyć dlaczego jego zdanie nie zostało uwzględnione. Ważne są również tematy jakie podczas takich rozmów poruszamy oraz wiek. Dziecko uczestnicząc w takich rozmowach, nawet jako obserwator, ma możliwość zobaczenia w jaki sposób przebiega grupowe podejmowanie decyzji. Pamiętajmy jednak aby rozmowy przebiegały w poczuciu szacunku i godności dla wszystkich członków rodziny. Bardzo wzmocni to więź nie tylko rodzica z dzieckiem, ale całej rodziny.

    Pamiętajmy, że to czego dzieci nauczą się dzisiaj, wykorzystają jako dorośli. Czasami trudno nam się pogodzić, że są coraz starsze i chcemy je przy sobie zatrzymać jak najdłużej. Nieświadomie uzależniamy dzieci od nas i naszego wsparcia nie tylko w podejmowaniu decyzji. A później się dziwimy dlaczego sobie nie radzą jako dorośli. Martwimy się jak będą funkcjonowali kiedy nas zabraknie.

    Już dziś wdrażajmy nasze dzieci do samodzielnego podejmowania decyzji, aby mogły być szczęśliwymi dorosłymi.

  • Śpiew leczący duszę

    Od zawsze lubiłam śpiewać, ale niestety nie wszyscy lubili tego słuchać. Przynajmniej tak utrzymywała moja siostra i niektórzy znajomi. No dobrze, przyznaję się raczej kariery wokalnej bym nie zrobiła. Trochę lepiej zaczęłam myśleć o moim głosie po zajęciach na studiach z emisji głosem. Nauczyłam się nad nim panować, utrwaliłam czytanie z nut i ogólnie dostałam na zaliczenie 4+. Nawet poprosiłam panią magister o zaświadczenie, że mogę śpiewać w domu 🙂 Choć tak naprawdę nigdy nie krępowałam się śpiewać zwłaszcza z gitara przy ognisku, wtedy wystarczą chęci i emocje.

    Zawsze marzyłam o tym aby śpiewać moim dzieciom kołysanki. Ja do dziś pamiętam jak mama niezależnie od pory roku musiała mi śpiewać jako kołysankę kolędę „Nie było miejsca dla Ciebie”. Dzięki niej czułam się wyjątkowo i jakoś tak cieplej było mi na sercu. I chciałam tego dla moich dzieci. Wierzyłam, że tak jak dla mnie głos mamy był najpiękniejszy tak i one będą się wsłuchiwały w mój głos. Wiedziałam, że 4+ nie pójdzie na marne.

    Kiedy Marianka była w inkubatorze powiedziano mi, że mój głos będzie dla Niej ważny, bo go już zna. Tak więc nie patrzyłam czy ktoś słucha czy nie… śpiewałam Mani wszystko co przyszło mi na głowy. Kolędy, piosenki harcerskie, turystyczne, stary rock… wszystko. I kiedy tak siedziałam przy inkubatorze lub kangurowałam Mania się wyciszała, saturacja stabilizowała. Mój głos Jej pomagał czuła, że z Nią jestem. Nawet dziś kiedy jest zdenerwowana lub zestresowana jest kilka piosenek, które Ją uspakajają. Śpiewam Jej wtedy i wiem, że to Mani pomaga.

    Tak właśnie działa głos mamy. Dla dziecka jest jak balsam na duszę. Uspakaja, wycisza, pozwala poczuć się bezpiecznie. Wiele mam obawia się śpiewać swoim dzieciom, bo nie ma „dobrego głosu”. Dla naszych dzieci nasz głos jest najlepszym czym może być i najpiękniejszym zarazem. Znają go od okresu prenatalnego. To nasz głos pozwala im po porodzie odnaleźć się w świecie, który jest jest wielki i nieprzyjemny. Dlatego zamiast krępować się śpiewajmy naszym dzieciom, pomóżmy im, dajmy poczucie bezpieczeństwa, podtrzymajmy więź, która powstała jeszcze jak były w brzuchu. Nasz śpiew „utkwi” im w głowie, w pamięci, a przede wszystkim w sercu. Pomoże wtedy kiedy będzie źle i smutno. Nie odbierajmy im tego wspaniałego lekarstwa duszy 🙂

  • Obowiązek małżeński rodziców

    Jesteśmy tylko we dwoje. Mamy czas dla siebie. Nie ważne czy jesteśmy małżeństwem czy nie. Jeżeli jesteśmy razem z pewnością dobraliśmy się również pod względem intymności i potrzeb seksualnych (przynajmniej fajnie by było). Aż tu nagle pojawia się ktoś trzeci. Mały, absorbujący berbeć, który wywraca wszystko do góry nogami. A to co jeszcze do niedawna było przyjemnością, może rzeczywiście stać się „obowiązkiem”. A pisze o tym dlatego, że brak lub zaburzona relacja intymna ma ogromny wpływ nie tylko na nasz związek ale też na bycie rodzicem.

    Zacznijmy od tego, że ktoś kto nazwał sferę intymną – seksualną „obowiązkiem małżeńskim” zrobił nam wielką krzywdę. Oczywiście nazwa ta wywodzi się z czasów, kiedy ludzie wiązali się ze sobą nie z miłości a z rozsądku i „obowiązek” musiał być spełniony aby przedłużyć nazwisko. Jednak dziś wiele osób nadal traktuje tę sferę życia po narodzinach dzieci jak obowiązek i to nie bardzo przyjemny. Dzieje się tak z kilku przyczyn. Spójrzmy na tę kwestię z dwóch punktów widzenia.

    Kobieta

    Zaraz po porodzie jest bardzo zaabsorbowana dzieckiem i może być najzwyczajniej w świecie zmęczona. Ale też często unika zbliżeń ponieważ nie akceptuje zmian w swoim ciele, które zostały jej po ciąży. Może to się zmienić po powrocie do dawnej sylwetki, ale często tak nie jest. Bywa też tak, że jest tak bardzo zaabsorbowana dzieckiem, że „zapomina” o mężu/ partnerze. Jeszcze inną sytuację mają kobiety, które miały trudny poród i mogą czuć opory przed zbliżenie, ponieważ boją się kolejnej ciąży. Najtrudniejszą sytuację mają chyba jednak panie, które urodziły przedwcześnie, poroniły lub ich dziecko zmarło. Często czują się winne i nie zasługujące na bliskość i przyjemność (a to właśnie paradoksalnie bliskość z partnerem często jest w stanie ukoić ich ból i pomóc wrócić do równowagi).

    Mężczyzna

    Tu brak chęci na seks bywa znacznie rzadszą przypadłością. Jednak może się również pojawić. Kiedy? Jeśli mężczyzna był przy porodzie i skupiał się na „wyjściu” dziecka i na, że tak powiem „dolnych” rejonach ciała, to może później nie czuć pociągu do matki swego dziecka. Bo przestaje ją postrzegać jako partnerkę. Mężczyźni mogą mieć też obawy w momencie kiedy kobiet karmią piersią. Ich „ulubione zabawki” są teraz przeznaczone do czego innego i mogą również stracić na chęciach do współżycia.

    Wyjście

    Tylko jedno i zawsze takie same… ROZMOWA. Szczera, bez obrażania się i bez obaw. To jedyny sposób na budowanie relacji małżeńskich/ partnerskich w takich sytuacjach. Podczas takiej rozmowy może okazać się, że dodatkowe zaokrąglenia w okolicy bioder bardziej podniecają mężczyznę niż ich dotychczasowy brak. Można dowiedzieć się, że kobieta to nie tylko piersi i są inne sposoby na to aby sprawić jej przyjemność. A nawet, może się okazać, że jeśli do tej pory lubiliśmy „długie sesje” to teraz będą nam odpowiadały „szybkie numerki” – bo zmęczenie robi swoje.

    Najgorsze to zostać, ze swoimi obawami i wyobrażeniami, samemu. Bo to pierwszy krok do rozpadu związku.

    Rodzice

    Miałam to szczęście, że byliśmy z mężem na wspaniałym kursie przedmałżeńskim (wiem trudno uwierzyć). Większość zajęć prowadzili świeccy, osoby które w danym temacie miały duże doświadczenie, były specjalistami. Jednym z przesłań tego kursu było to, że mamy być dla siebie najważniejsi. Bo dzieci pokochamy miłością bezgraniczną i bezwarunkową, ale one odejdą, dorosną. A my wybraliśmy siebie i mamy wybierać siebie codziennie. Bo MY zostaniemy razem nawet jak dzieci dorosną i się wyprowadzą.

    Dlatego bliskość, w jej wszystkich wymiarach jest tak bardzo ważna w każdym ze związków. Dlatego aby rodzina trwała, rodzice nie mogą ograniczyć się tylko do „obowiązku”. Współżycie jest jedną z najbardziej intymnych sytuacji w związku i wzmacnia go. Jej brak – z pewnością pomału oddala.

    Dzieci

    Jeśli rodzice będą ze sobą blisko we wszystkich aspektach życia, będzie to również wpływało pozytywnie na ich relacje z dziećmi. Bo szczęśliwy małżonek/ partner ma szansę być szczęśliwym rodzicem. A taki, który jest nieszczęśliwy w swoim związku – będzie te negatywne emocje przekazywał w najróżniejszy sposób na swoją relację z dzieckiem.

    Chęci

    Jeśli są chęci zawsze znajdzie się sposób. Nie będę Wam pisała jak, gdzie i kiedy się kochać, tylko powiem krótko – kochajmy się zawsze i mimo wszystko 🙂

  • Książka i coś jeszcze

    Zostałam ostatnio poproszona o napisanie o książkach, które pomagają rodzicom w trudnych sytuacjach. Wprowadzają dzieci w tematy, o których można porozmawiać. Takich książek jest bardzo wiele. Przytoczę te, z których przez wiele lat wykorzystywałam w pracy z dziećmi. Część z nich nadal można kupić w księgarniach zarówno stacjonarnych jak i internetowych czy u wydawców. A część z pewnością dostaniecie na rynku wtórnym (antykwariaty, allegro, olx, czy grupy sprzedażowe na facebook).

    Cześć z tych propozycji, to krótkie lub dłuższe opowiadania z ilustracjami, a niektóre zawierają zbiór opowiadań na dany temat. Nie znajdziecie tu opisu poszczególnych pozycji 1) jest ich bardzo dużo 2) większość tytułów mówi sama za siebie. Nie będę pisała o bajkach terapeutycznych. Ale chętnie przygotują oddzielny materiał jeśli będziecie zainteresowani. Nie będę również pisała o moim ulubionym autorze Grzegorzu Kasdepke i jego książkach o uczuciach, emocjach i innych sprawach. Możecie to przeczytać na naszym Instagramie.

    Kolejność przypadkowa. A więc zaczynamy!

    Wielkie problemy małych ludzi – to seria wydawnictwa Jedność dla dzieci

    To książeczki ok. 32 stronicowe o wymiarach A4, bogato ilustrowane dotykające problemów dzieci w wieku przedszkolnym i szkolny. To trochę dłuższe opowiadania, które dzieci chętnie słuchają i o nich rozmawiają, ponieważ mogą się identyfikować z problemami bohaterów. Autorzy poszczególnych pozycji to różne osoby, ale całość jest przygotowana w jednym kierunku. W serii znajdziecie m.in.:

    * Szkoła jest naprawdę super! Karolinka idzie pierwszy raz do szkoły * Naucz się dobrych manier * Dzielna Emilka (zakwalifikowana również do serii „Stop przemocy”) * Teraz twoja kolej! Opowiadanie o przemocy w szkole („Stop przemocy”) * Już nie chcę całusów! Kasia uczy się mówić NIE * Małgosia i niecodzienne porządki * Filip – mały wiercipięta * Małgosia i kłótnia w przedszkolu * Kasia i Tomek uczą się dzielić * Jestem już duży. Emil i Emilka idą do szkoły * Kapryśny aniołek. Paweł przestaje się złościć

    Kajtuś – seria wydawnictwa REA

    To krótkie opowiadania, których bohaterem jest sympatyczny Kajtuś (w wersji również telewizyjnej). Kwadratowe książeczki mają ok. 24 stron oraz duże kolorowe obrazki, które spodobają się z pewnością mniejszym dzieciom. To właśnie dla nich są przeznaczone te książeczki. Możecie znaleźć serię „Czas na zabawę” z plakatami (kalendarz, gra, itp.), m.in.:

    * Kajtuś opiekuje się Rózią *Gdzie jest Gilbert? *Moi przyjaciele z przedszkola

    oraz „Klub przedszkolaka”, a w nim m.in.”

    * Kajtuś rozmawia przez telefon * Moje przedstawienie * Wymyślony przyjaciel * Badacz dżungli * Co to za dziwne odgłosy * Parada cyrkowa * Przebieranki z tatą * Na łyżwach * Zaginiona skarpetka * Szkolny autobus

    Kamyczek – seria wydawnictwa REA

    Bardzo podobna seria do Kajtusia. Tu znajdziecie m.in.:

    * Przedszkole * Dobrych snów * Wilk * Ostrożnie! * Wyprawa na zakupy * Opiekunka

    Seria z plastelinkiem – wydawnictwo WSiP

    To seria 6 książeczek o problemach dzieci w wieku przedszkolny, Zostały przygotowane z myślą o wsparciu jednego z pakietów edukacyjnych ale wiem, ze można nabyć je też osobno. 32 strony kolorowych ilustracji i tekstu, który zachęca do dyskusji. W serii znajdziecie:

    * Każdy jest inny * Woja o biały fartuch * Po co na świecie są brzydkie słowa? * Dziwna staruszka * Co jest najważniejsze w kłótni? * Rodzeństwo starsze i młodsze

    Bezpieczny świat – kolejna seria wydawnictwa REA

    12 stronicowe książeczki zawierają kolorowe ilustracje i rymowane historie o kotach dotyczące bezpieczeństwa. Są bardzo ciepło odbierane przez dzieci. Na wewnętrznych stronach okładek są zadania do wykonania związane z tematem. W serii znajdziecie m.in.:

    * Tableteczki * Wycieczka * Zapałka * Na górkę * Nieznajomy * Sam w domu * Przez ulicę * Prąd

    Z supełkiem – seria wydawnictwa Skrzat

    Ostatnio odkryta przeze mnie seria. To niewielkie książeczki poruszające bardzo ważne tematy. Pozwalają dzieciom zmierzyć się z problemami, a dorosłym zrozumieć świat dziecka. W serii ukazały się m.in.

    * Adaś i miś (o dziecięcej samotności) * Kuba sam w domu * Loczek, czyli sposób na Zuzię (o gniewie) * Nowy przyjaciel króla Jędrusia (o dziecięcej przyjaźni) * Ósmy Cud Świata króla Jędrusia (o sile rozumu) * Sen Maciusia (o uszczęśliwianiu wszystkich na siłę) * Pierścionek (o poszukiwaniu akceptacji) * Spotkanie Kacperka (o wyobraźni) * Mamusia i krokodyl Kamilka (o sile wyobraźni)

    Opowieści dla dziecięcej duszy – wydawnictwo Jedność

    Seria książek przeznaczonych do czytania a nie oglądania. Wydane są w twardej okładce i skierowane do dzieci w różnym wieku. Każda zawiera kilka działów dotyczących konkretnego tematu. W każdym z nich znajdziecie kilka, kilkanaście opowiadań. Nie czytajcie dzieciom wszystkich „jak leci”, wybierzcie te, które są adekwatne do sytuacji, o której chcecie porozmawiać. Zachęcam jednak abyście sami dla siebie przeczytali książki w całości. I choć 120 – 130 stron może kogoś przerazić, to zapewniam, że warto. W serii znajdziecie m.in.:

    * Opowieści o przyjaźni * Opowieści przeciwko lękom * Klucz w małej ręce. Podróż do krainy fantazji, opowiadania i ćwiczenia wyobraźni * Nowe korzenie dla małych ludzi. O rozstaniach i nowych początkach * Opowieści dla duszy dziecięcej * I nagle zrobiło się cicho. Opowiadania o śmierci i pożegnaniach

    To tylko nieliczne z książek, które mogą Wam pomóc przy bardziej i mniej trudnych tematach. Jest jeszcze oczywiście Franklin, którego też gorąco polecam. Sami z pewnością też macie sprawdzone serie, które Wam pomagają. Piszcie, jeśli nie znam, chętnie poznam.

    Co jakiś czas piszę również o wartościowych książkach dla dzieci na Instagramie – zapraszam na nasz profil. Mam nadzieję, że Was zakonspirowałam i pokazałam różne możliwości 🙂 Zapraszam do wspólnej lektury!

  • Jajko czyli wiersz o rodzicielstwie

    Z Marianką codziennie czytamy wierszyki i kiedy po raz pierwszy jako mama przeczytałam „Jajko” Jana Brzechwy po prostu nie mogłam uwierzyć. Przecież to opis rodzicielstwa. Opisuje wszystkie strachy rodziców. Wszystko czego się boją i jakich rad udzielają swemu dziecku zawarte w prostym wierszyku. Prośby o uważność, ostrzeżenia, każde potknięcie dziecka, którego przecież chcieliśmy uniknąć. My znamy świat, a dzieci jeszcze nie. A jednak ostatecznie to właśnie dzieci podejmują decyzje dotyczące ich życia i nic na to nie poradzimy. Jedynie co możemy zrobić, to wyposażyć nasze pociechy w wartości, emocje i przeżycia, które ułatwią im podejmowanie decyzji.

    Tyle wszystkiego w prostym wierszyku… A jednak, trafione w punkt 😉

    Było sobie raz jajko mądrzejsze od kury.

    Kura wychodzi ze skóry.

    Prosi, błaga, namawia: „Bądź głupsze!”

    Lecz co można poradzić, kiedy ktoś się uprze?

    Kura martwi się bardzo i nad jajkiem gdacze,

    A ono powiada, że jest kacze.

    Kura prosi serdecznie i szczerze:

    Nie trzęś się, bo będziesz nieświeże”.

    A ono właśnie się trzęsie

    I mówi, że jest gęsie.

    Kura do niego zwraca się z nauką,

    Że jajka łatwo się tłuką,

    A ono opowiada, że to bajka,

    Bo w wapnie trzyma się jajka.

    Kura czule namawia: „Chodź, to cię wysiedzę”.

    A ono ucieka za miedzę,

    Kładzie się na grządkę pustą

    I oświadcza, że będzie kapustą.

    Kura powiada: „Nie chodź na ulicę,

    Bo zrobią z ciebie jajecznicę”.

    A jajko na to najbezczelniej:

    Na ulicy nie ma patelni”.

    Kura mówi:

    Ostrożnie! To gorąca woda!”

    A jajko na to:

    Zimna woda! Szkoda!”

    Wskoczyło do ukropu z mina bardzo hardą

    I ugotowało się na twardo

  • Wartości jak to łatwo powiedzieć

    Kiedy na świat przychodzi mały człowiek jest jak biała, niezapisana kartka. No może nie do końca, bo ma już jakąś fakturę – cechy charakteru, dziedziczne, ale nadal jest wiele do zapisania w jego księdze. W śród wielu rzeczy, które pojawią się na tych białych kartkach znajdzie się z czasem system wartości, którym ten jeszcze mały człowiek, będzie się w życiu kierował.

    Wartości są niezmiernie ważnym tematem dla mnie. Swego czasu dużo o nich czytałam, rozmawiałam, myślałam, prowadziłam zajęcia i pisałam. Wartości to coś czego człowiek uczy się w międzyczasie, obserwując i poznając świat. I choć nie wiem jakbyśmy się starali inaczej jak przez pośredniość nie przekażemy naszym dzieciom wartości, które są dla nas ważne. Oczywiście, że należy już z najmłodszymi dziećmi rozmawiać na te tematy, ale nic to nie da jeśli będziemy mówili jedno a robili drugie. Dziecko zawsze lepiej przyswoi to co widzi niż słyszy. Jeśli mówimy dziecku, że rodzina jest najważniejsza a większość czasu spędzamy w pracy to dziecko nie zrozumie, że jest to dla dobra tej rodziny. Bo będzie czuło, że jak coś jest ważne to poświęca się mu czas. Jeśli będziemy mówili o miłości, a dziecko co chwila będzie słyszało kłótnie rodziców to też nie uwierzy. Bo już maluszek uczy się przez naśladownictwo.

    Im mniejsze dziecko tym łatwiej przekazać mu nasz system wartości, ale z czasem będzie coraz trudniej. Pojawią się koledzy, szkoła, znajomi, media, rożne organizacje. Wszyscy będą Go bombardować informacjami często sprzecznymi. W wieku około 13 lat często dzieci, a właściwie już nastolatki, zaczynają się buntować przeciwko wartościom jakie przekazali im rodzice. Jedne będą to robiły szumnie, z przytupem, inne w zaciszu pokoju, z pamiętnikiem od poduszką. Jak im pomóc aby się nie zagubiły? Nadal żyć według wyznawanych wartości, być obok i pokazać, że mogą na nas liczyć. Nie udowadniać, że tylko my mamy rację. Bo to tylko powoduje większy dystans. Najzwyczajniej w świecie pokazać, że nasze wartości mają sens.

    W wieku około 16 – 18 lat nastolatki mają już jako tako ustabilizowany system wartości. Często jest on trochę sprzeczny z tym czego my ich nauczyliśmy, ale nie ma co panikować. To nie koniec. Nasza postawa i życie to najlepsza reklama naszych wartości. Przyjdzie moment kiedy zaczną się usamodzielniać i jeśli fundament, który od nas trzymali był silny, a nasze życie z nim zgodne… Zresztą to chyba sami wiecie jak często po czasie przyznajemy rację naszym rodzicom i jak chętnie wracamy do tego co było dla nas ważne u zarania naszego życia.

    Ja już dziś myślę o tym jakie wartości są dla mnie najważniejsze i jakie chciałabym przekazać Mariance. I choć będzie miała dopiero roczek wierzę, że już pierwsze wyrazy na Jej białych kartkach zapisują się. A później… wytrwałość i życie zgodnie z wyznawanymi przeze mnie wartościami – to powinno pomóc Mani w stworzeniu własnego systemu wartości 🙂

  • A gdyby tak rzucić wszystko i uciec w Bieszczady ?

    Założę się, że masz takie dni. No nie mów, że nie. Nie ważne czy jesteś mamą czy tatą. Z pewnością co jakiś czas zdarza się taki dzień, że chciałabyś uciec w przysłowiowe „Bieszczady”. Po prostu każdy tak ma.

    Czy ta chęć ucieczki ma coś wspólnego z naszą miłością do dzieci? Nic a nic. Czasami jesteśmy najzwyczajniej w świecie zmęczeni. A nie zmienia to faktu, że kochamy nadal nasze dzieci nad życie. To, że pisząc ten tekstu muszę kilka razy wstawać od komputera, bo Mariance wypadł smoczek w czasie snu jest irytujące ale nie przestanę Jej kochać tylko dlatego. To, że czasami mamy ochotę rzucić wszystko, trzasnąć drzwiami i wyjść nie oglądając się za siebie nie sprawia, że jesteśmy gorszymi rodzicami. Wręcz przeciwnie sprawia, że jesteśmy bardziej ludzcy. A jeśli, któryś z rodziców twierdzi, że nie ma takich chwil to najzwyczajniej w świecie oszukują innych lub siebie.

    Jak sobie poradzić w takich chwilach aby rzeczywiście nie wsiąść w pierwszy pociąg w kierunku Bieszczad? Jest na to kilka sposobów. Pierwszy to dystans do siebie i świata. Dziś jest to d… ale jutro będzie lepiej. Dziś masz wszystkiego dosyć ale wiesz, że jak twoje dziecko przyjdzie i się przytuli wszystko co złe odejdzie. Zrób kilka głębokich oddechów i przeczekaj.

    Innym sposobem jest hobby. Małe, duże, średnie… ważne, żeby twoje. Może być takie, które było ważne zanim pojawiły się dzieci. A może takie zupełnie nowe. Coś co pozwoli oderwać się na chwilę lub dłużej. Coś co pozwoli nam myśleć i czuć, że jesteśmy kimś więcej niż tylko rodzicami.

    Można też umówić się z partnerem, że jak przyjdzie taki „bieszczadzki” dzień to dostaniesz wolne. Na kilka godzin. Na spotkanie ze znajomymi, wyjście na spacer, na basen, na kawę i ciastka. Ale jeśli to on będzie potrzebował tego to twój partner dostanie „wychodne”.

    Jeśli troszkę pomyślisz to znajdziesz swój sposób na chwilę odetchnienia. Czy to w wannie czy podczas biegu przełajowego. Tylko trochę się wysil. Bo ten sposób jest w tobie.

    A w Bieszczady wybierzcie się cała rodziną. Są cudne o każdej porze roku… i można tam naprawdę odpocząć 🙂