Tag: stres

  • Trzeba przygotować i pomóc przeżyć

    Pójdę z Marianką, pobiorą mi krew, Ona posiedzi w wózku i tyle. Jaki w tym problem? O, ja ignorantka… Dla mnie nadal Mania jest malutka i czasami zapominam, że już bardzo wiele rozumie. Nawet czasami zbyt wiele. A potem jest płacz i emocje, z którymi nie wiadomo co zrobić. Ale zacznijmy od początku.

    Dziś rano wybrałyśmy się z Marianką do laboratorium na badania. Było to nowe miejsce. Pobranie krwi trwa chwile i tak jakoś nie pomyślałam, żeby Ją do tego jakoś specjalnie przygotować. A tymczasem kiedy tylko Mania zobaczyła, że pielęgniarka bierze mnie za rękę, ściska ją, masuje, a w ostateczności pobiera mi krew… No powiem tylko, że byłam zaskoczona Jej reakcją. Bardzo się zmartwiła, przejęła i przestraszyła. Zresztą przeżywała to jeszcze po wyjściu z laboratorium, potem kiedy rozmawiałam o całym zejściu z moją mamą. Łapała się za prawą rękę w miejscu pobrania krwi (mi też pobierano krew z prawej) i żałosnym głosem wołała „mama, mama”. Próbowała tłumaczyć zarówno babci przez telefon, jak i tacie po powrocie do domu, że pani brała mnie za rękę i coś robiła. W pewnym momencie nawet zaczęła płakać, łzami jak groch. Wszystko to było bardzo przejmujące i ściskające za serce.

    Czy mogłam coś zrobić aby ta sytuacja nie miała miejsca? Z pewnością tak. Oczywiście poza najprostszym rozwiązaniem – nie zabierać Jej ze sobą (czasami nie ma jednak wyjścia). Przede wszystkim mogłam Mariance opowiedzieć gdzie jedziemy i co się tam będzie działo, że pani będzie dotykała mojej ręki, pogłaszcze, itp. Z pewnością łatwiej byłoby Mani to wszystko zrozumieć.

    Bardzo często zapominamy, że dzieciom trudno jest poradzić sobie z nowościami. Dlatego zawsze warto opowiedzieć im gdzie idziemy i co się będzie tam działo. Być może nie złagodzi to wszystkich stresujących momentów, ale będzie im łatwiej. Nawet roczne dziecko może zrozumieć prosty opis, który odwołuje się od sytuacji które już zna.

    No dobrze, ale jeżeli już dziecko przeżyje coś zaskakującego lub stresującego, co możemy zrobić? Pomóc przeżyć i zrozumieć. Jeżeli będziemy ignorować emocje i przeżycia dziecka, może to w przyszłości wpłynąć na jego rozwój. Mózg i tak „zmagazynuje” te wspomnienia i odtworzy je w najmniej oczekiwanym momencie. Jak więc to zrobić? Starsze dzieci zachęci do powiedzenia jak widziały te wydarzenia, co wtedy czuły. Bez nazwania trudno uporać się ze wszystkim co się dzieje w głowie. A maluchy? Opowiedzieć historię tak jak one mogły to widzieć i co czuć. Ja, kiedy Marianka pokazywała rękę mówiłam, że pani trzymała mnie za rękę i Mania nie wiedziała co się dzieje. Czuła się niepewnie, nie wiedziała co pani robi i dlaczego. Przeprosiłam, że nie powiedziałam gdzie i po co idziemy. Obiecałam, że więcej się to nie powtórzy. Próbowałam opisać Mani uczucia. Po powtórzeniu kilku razy tego samego Marianka uspokoiła się i przestała płakać. Być może trochę bardziej zrozumiała co się wydarzyła. Jeśli będzie potrzeba, powtórzymy tę rozmowę.

    Pomóc w zrozumieniu trudnej sytuacji to podstawa, aby coś co wydarzyło się w dzieciństwie nie stało się utajoną traumą w dorosłości. A ja dostałam nauczkę, że moja córka jest już na tyle duża, że zrozumie więcej niż mi się wydaje.

  • A gdyby tak rzucić wszystko i uciec w Bieszczady ?

    Założę się, że masz takie dni. No nie mów, że nie. Nie ważne czy jesteś mamą czy tatą. Z pewnością co jakiś czas zdarza się taki dzień, że chciałabyś uciec w przysłowiowe „Bieszczady”. Po prostu każdy tak ma.

    Czy ta chęć ucieczki ma coś wspólnego z naszą miłością do dzieci? Nic a nic. Czasami jesteśmy najzwyczajniej w świecie zmęczeni. A nie zmienia to faktu, że kochamy nadal nasze dzieci nad życie. To, że pisząc ten tekstu muszę kilka razy wstawać od komputera, bo Mariance wypadł smoczek w czasie snu jest irytujące ale nie przestanę Jej kochać tylko dlatego. To, że czasami mamy ochotę rzucić wszystko, trzasnąć drzwiami i wyjść nie oglądając się za siebie nie sprawia, że jesteśmy gorszymi rodzicami. Wręcz przeciwnie sprawia, że jesteśmy bardziej ludzcy. A jeśli, któryś z rodziców twierdzi, że nie ma takich chwil to najzwyczajniej w świecie oszukują innych lub siebie.

    Jak sobie poradzić w takich chwilach aby rzeczywiście nie wsiąść w pierwszy pociąg w kierunku Bieszczad? Jest na to kilka sposobów. Pierwszy to dystans do siebie i świata. Dziś jest to d… ale jutro będzie lepiej. Dziś masz wszystkiego dosyć ale wiesz, że jak twoje dziecko przyjdzie i się przytuli wszystko co złe odejdzie. Zrób kilka głębokich oddechów i przeczekaj.

    Innym sposobem jest hobby. Małe, duże, średnie… ważne, żeby twoje. Może być takie, które było ważne zanim pojawiły się dzieci. A może takie zupełnie nowe. Coś co pozwoli oderwać się na chwilę lub dłużej. Coś co pozwoli nam myśleć i czuć, że jesteśmy kimś więcej niż tylko rodzicami.

    Można też umówić się z partnerem, że jak przyjdzie taki „bieszczadzki” dzień to dostaniesz wolne. Na kilka godzin. Na spotkanie ze znajomymi, wyjście na spacer, na basen, na kawę i ciastka. Ale jeśli to on będzie potrzebował tego to twój partner dostanie „wychodne”.

    Jeśli troszkę pomyślisz to znajdziesz swój sposób na chwilę odetchnienia. Czy to w wannie czy podczas biegu przełajowego. Tylko trochę się wysil. Bo ten sposób jest w tobie.

    A w Bieszczady wybierzcie się cała rodziną. Są cudne o każdej porze roku… i można tam naprawdę odpocząć 🙂

  • Kto wychowuje nasze dzieci? My czy głosy w naszej głowie?

    Dzisiaj wiele przyszłych mam bardzo rzetelnie przygotowuje się do nowej roli. Czytają książki, poradniki, zaglądają na strony internetowe, rozmawiają z koleżankami i krewnymi. Zresztą po porodzie też zasięgają opinii – często na forach internetowych czy grupach dyskusyjnych.

    Jednak okazuje się, że rady i zasady, które super sprawdziły się u innych na moje dziecko nie działają. I wtedy zaczyna się koszmar. Czy to ja jestem złą matką? Czy to z moim dzieckiem jest coś nie tak? W książce napisali, że już powinno trzymać główkę, a to słabo wychodzi. Ile i co powinno jeść mając 2 miesiące i 8 dni? Czy coś zaniedbuję? Czy przegapiłam? Dziecko pluje moimi zupkami, ale słoiczka nie dam bo przecież nikt tym nie karmi dzieci… Wszyscy chodzą z 1,5 rocznym dzieckiem na jakieś zajęcia dodatkowe, a ja nie… będzie miało gorszy start… Moja babcia, mama, siostra, koleżanki karmią piersią i ja też muszę, to nic że dziecko nie chce, przecież nie będę złą matką i nie podam butelki… Nie nosić czy nosić… Reagować od razu na płacz czy czekać… Spać z dzieckiem czy odkładać je do łóżeczka… Gdzie kupić kurczaka grzebiącego i zjadającego to co znajdzie… Jak? Gdzie? Kiedy? Wszyscy… Wszystko… Nigdy…

    Można się załamać, oszaleć, a tak w ogóle to najlepiej zakręcić się w koc i schować. Tylko jak skoro dziecko znowu płacze?

    Jest na to wszystko jedna rada… Zdrowy rozsądek. Bez tego ani rusz. Warto się zastanowić jakimi rodzicami chcemy być. Zestresowanymi, szukającymi poparcia z zewnątrz? Czy może takimi, którzy na spokojnie analizują wszystko, a zaczynają od siebie, swego dziecka i intuicji. Nie bójmy się wierzyć intuicji. Przecież chcemy dla naszego dziecka jak najlepiej. Wsłuchajmy się w to jakie sygnały nam daje dziecko, czego potrzebuje. Jeśli my jesteśmy zestresowani to i maluch to odczuwa. To oczywiste, że nie wiemy od razu wszystkiego. Nikt nie wie. Wszystkiego można się nauczyć, wszystko można opanować. Trzeba tylko chcieć i nie panikować. Na wszystko trzeba czasu. Nie ma idealnych rodziców. Są jednak tacy, którzy są najlepsi jacy mogą być dla swojego dziecka.

    Czy w takim razie mamy nie pytać nikogo, nie prosić o pomoc? Oczywiście, że pytać i prosić. Pamiętajmy jednak, że ostatecznie to my jesteśmy rodzicami naszych dzieci. My znamy je najlepiej, wiemy czego im trzeba. To my słuchając różnych rad, obserwując nasze dziecko i sprawdzając jak my sami się z tym czujemy, podejmujemy decyzje. Oczywiście jeśli czujemy w jakiejś sferze niepokój warto diagnozować u lekarza lub specjalisty, ale nie na forum internetowym. Tam pytajmy o rzeczy praktyczne, pamiętając że to co u innych się sprawdziło u naszego dziecka nie musi, bo każde dziecko jest inne. Wysłuchajmy rad mamy, teściowe, siostry, koleżanek czy ciotek i zróbmy tak jak czujemy.

    Nie czujmy się złym rodzicem, bo robimy coś inaczej niż wszyscy. Jeśli tylko nasze dziecko rozwija się prawidłowo, nie choruje, jest szczęśliwe, a my z nim ufajmy swojej intuicji. A rady traktujmy jak rozszerzenie horyzontów a nie wyrocznie.