Close

1 lipca 2016

Mama w klatce

mama w klatce

Kocham swoją Mariankę najbardziej na świecie. Uważam to za cud, że jest z nami i możemy towarzyszyć jej w poznawaniu świata. Ale… nie ma co ukrywać, moje życie zmieniło się o 360 stopni (niby to samo miejsce, a jednak nie) odkąd jest na świecie, a zwłaszcza odkąd jest w domu. I nie zrozumcie mnie źle, ja nie narzekam, ale czasami naprawdę trudno jest tak ze wszystkiego zrezygnować. Oczywiście, że warto to zrobić i wiem, że z czasem będę pomalutku może nie wracała do poprzedniego życia, ale układała je na nowo.
Zanim pojawiła się Mania, może nawet troszkę wcześniej, zanim zaszłam w ciążę byłam zawsze bardzo aktywna. Ciągle wszędzie mnie było pełno. Ciągle coś nowego, coś do zrobienia. Praca, harcerstwo, szkolenia, pisanie, znajomi… Tu coś zorganizować, tam zaplanować… Uroczystość, obóz, warsztaty, wyjazd, wędrówka, prowadzenie bloga, kręcenie filmików, spotkania ze znajomymi, doradztwo…. książki, kino, spacery, gitara, podróże… Doby było za mało. Wiedziałam jednak, że to wszystko jestem w stanie zamienić na kochającą się rodzinę. Taka też była umowa z moim mężem, że rodzina zawsze będzie na pierwszym miejscu, ale również to, że nie zrezygnuję ze wszystkiego ale z czasem będę próbowała godzić.
Kiedy Marianka się urodziła to wszystko przestało mieć znaczenie… najważniejsza była Ona i czas, który z Nią spędzamy. Dopiero niedawno, kiedy już jakoś ułożyliśmy sobie życie domowe we trójkę, zaczęło mi czegoś brakować. I choć czas spędzony z córcią jest najważniejszy, wiem że muszę się w tym wszystkim znaleźć również JA. Nie chce być mamą, która nie ma pasji i tylko zajmuje się domem. Chce pokazać Mariance, że warto robić to co się kocha, że warto się rozwijać i brać z życia pełnymi garściami. Chcę jej pokazać, że po mimo, że rodzina jest najważniejsza, każdy z jej członków jest równie ważny. On oraz jego pasje i marzenia. Chcę, żeby potrafiła poświęcić się ale też pamiętać o sobie. Mówiąc tylko o tych rzeczach nic z tego nie będzie, bo dzieci nie słuchają tego co mówimy, tylko obserwują co mówimy (już o tym pisałam).
Na razie wiem, że musi mi wystarczyć blog i ukochane książki, ale z czasem wspólnie z Manią będziemy coraz bardziej aktywne. Pokażę Jej co uwielbiam robić i co jest dla mnie ważne. I choć teraz czasami czuję się jak w klatce, zamknięta w czterech ścianach mieszkania, wypuszczana tylko na spacery… to wiem, że warto, a z czasem to się zmieni. Bo to, że zostałam mamą jest najcudowniejsze na świecie. Ale nie będę dobra mamą jeśli całkowicie zapomnę kim jestem i po co jestem.

3 Comments on “Mama w klatce

Edyta
5 maja 2017 at 13:22

U mnie też podobnie. Cieszę się jak dziecko gdy pogoda dopisuje bo wiem że wyjdziemy na spacer a nie tylko w domu. Takze poświęciłam wszystko na poczet swojego synka. Jest najważniejszy na świecie i zrobię wszystko dla niego ale oczywiscie mam takze swoje ciche pragnienia które mam nadzieje kiedyś spełnię. Pozdrawiam

Odpowiedz
Sylwia Wesołowska
7 maja 2017 at 20:41

Niestety otoczenie często nie pomaga swoimi pytaniami. Nawet jeśli mają dobre intencje. Chyba muszę o tym napisać, bo i mnie to często dotyka. Trzeba czasami powiedzieć coś głośno. Dziękuję i życzę wytrwałości 🙂

Odpowiedz
Sylwia Wesołowska
7 maja 2017 at 20:42

Życzę realizacji tych cichych pragnień 😉

Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Sylwia Wesołowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *