Close

10 lutego 2017

Kiedy radość gdzieś uciekła

radosc-uciekla

Wiele z nas marzy o macierzyństwie odkąd pamięta. Widzimy te piękne mamy i cudowne dzieci, które spacerują ze wspaniałymi wózkami. Oglądamy je w telewizji, internecie, gazetach, na ulicach. Chcemy być takie jak one. Widzimy te cudowne zdjęcia pięknie ubranych bobasów, które stroją urocze minki. I już nie możemy się doczekać tulenia i całowania takiego cudeńka. A potem zostajemy mamami…

I nagle okazuje się, że o makijażu już dawno nie pamiętamy, dresy są najwygodniejsze do „podłogowego” stylu życia… wózek, który tak pięknie wyglądał w sklepie jest za ciężki abyśmy same zniosły go z trzeciego piętra (daj Boże)… piękne ubranka, które z taką pieczołowitością wybierałyśmy w trakcie ciąży po pierwszym założeniu mają już plamy, które raczej się nie odpiorą… a zrobienie uroczego zdjęcia maluchowi graniczy z cudem. A wszystko o czym marzymy to zagrzebać się pod kocem i nie wychodzić przez miesiąc, albo wręcz przeciwnie… wyjść i nie oglądać się za siebie. A w głowie pojawia się myśl… co jest ze mną nie tak, przecież to miało wyglądać zupełnie inaczej. Miało być tak uroczo i idealnie, miało być tak pięknie i wspaniale… a jest ciężko, strasznie i często nudno. Brakuje nam kontaktów z dorosłymi (zwłaszcza jeśli do tej pory byłyśmy aktywne) i wysiłku intelektualnego (bo rozmowy o kupie do takich raczej nie należą). Kiedy zaczynamy o tym wszystkim myśleć, często pojawia się kolejna myśl „dlaczego narzekam, przecież tego chciałam, powinnam się cieszyć… chyba jestem złą mama”. I cała radość, która jeszcze do tej pory w nas była, gdzieś ucieka. Przestaje cieszyć nas cokolwiek, a nawet czasem przestaje nas cieszyć kontakt z własnym dzieckiem – co oczywiście powoduje dalsze wyrzuty samej sobie.

Jak przerwać to zaklęte koło smutku i wyrzutów sumienia? Jak zmienić sytuację, w której utknęłyśmy? Powiem od razu, nie jest to łatwe, ale możliwe i zależy tylko od nas. Przede wszystkim musimy przestać myśleć w kategoriach „muszę – powinnam”. Pozostawmy za sobą wszystko co było nie tak, zwłaszcza ten wyidealizowany obraz mamy umalowanej, uczesanej, w najnowszej kolekcji ubrań, w wysprzątanym do niemożliwości domu, z czystym i uśmiechniętym dzidziusiem. A i oczywiście obowiązkowo gotującej obiad w szpilkach. To nie jest nasze życie, to nie jesteśmy my. Ustalmy co jest dla nas priorytetem w tej chwili, np. czerpanie radości z przebywania z dzieckiem, kontakt z dorosłymi, chwila dla siebie, bycie z partnerem, coś do zjedzenia (np. obiad) czy czysty dom. To już od nas zależy. Zawsze coś będzie ważniejsze, a coś może zostać na końcu. Z pewnością nie mogą zostać na końcu trzy rzeczy (w dowolnej kolejności) – relacje: z naszym dzieckiem, z samym sobą i z partnerem. Kiedy będziemy wiedziały co jest najważniejsze właśnie o to zadajmy. Powiedzmy naszemu partnerowi, rodzinie czy przyjaciółkom jak się czujemy i jakiego wsparcia potrzebujemy – np. opieki nad dzieckiem raz/ dwa razy w tygodniu aby wyjść na basen, aerobik, jogę, spacer czy na kawę. Zawalczmy o siebie i swoje samopoczucie, bo jeśli my będziemy smutne to i nasze dziecko i partner na tym ucierpią. Wchodząc na spacer nie musimy się ubierać w stój na bal, ale jakiś lekki makijaż z pewnością poprawi nam humor. Jeżeli dresy i podkoszulek są w tej chwili najwygodniejsze to niech będą kolorowe lub z jakimś fajnym nadrukiem. Sprawmy aby nasz świat stał się weselszy, a i my się rozweselimy.

To normalne, że kiedy zostajemy mamami po raz pierwszy nasze oczekiwania mogą się znacznie różnić od rzeczywistości. To nie znaczy, że jesteśmy złymi mamami lub że musimy się pogodzić z tym, że jest beznadziejnie. Poszukajmy wsparcia i pomocy, zawalczymy o siebie i swój nastrój. Bo przecież macierzyństwo to bardzo trudny ale cudowny okres. I jeśli zgubimy w tym czasie radość, możemy nie dostrzec pierwszego uśmiechu naszego dziecka, cudownych oczu wpatrzonych w nas bez końca… łatwo wtedy przegapić jak nasze dziecko się zmienia codziennie i jak uczy się nowych rzeczy… możemy przegapić piękny okres w jego życiu, okres który już się nie powtórzy. Szukajmy więc zgubionej radości, jeśli nie same to z pomocą innych. Bo to nasze życie, a nie pani z telewizji czy zdjęć w internecie.

4 Comments on “Kiedy radość gdzieś uciekła

polins ubezpieczenia
14 marca 2017 at 01:34

Ciekawe informacje już dawno nie czytałem takiego fajnego artykułu.

Odpowiedz
Sylwia Wesołowska
18 marca 2017 at 00:22

Dziękuję bardzo 🙂 pozdrawiam

Odpowiedz
Bardzo Dobre OCP
3 października 2017 at 15:49

Dobre dobre ale mało chcemy więcej. Gdzie szukać więcej informacji na ten temat

Odpowiedz
Sylwia Wesołowska
12 października 2017 at 20:09

Zapraszam do moich innych tekstów oraz na Instagram @radosc_bycia_rodzicem_ Pozdrawiam

Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Bardzo Dobre OCP Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *